Po krótkiej podróży do Danii, piłkarze Lecha zameldowali się na arenie zmagań II rundy eliminacji Ligi Mistrzów – stadionie w Randers, gdzie swoje spotkania w europejskich pucharach rozgrywa Aarhus GF. Starcie dwóch krajowych mistrzów zapowiada się arcyciekawie, choć z polskiej perspektywy trudno oczywiście wierzyć, że Kolejorzowi może przytrafić się porażka. Podopieczni Nielsa Frederiksena wierzą w przejście całej, w tym roku relatywnie prostej drogi do fazy ligowej najbardziej prestiżowych rozgrywek na Starym Kontynencie.
A jeśli sięgać gwiazd – w tym wypadku tych na charakterystycznej piłce – to trzeba przejść ekipę z Aarhus. Nieco zaskakującego mistrza Danii, który po tytuł sięgnął po raz pierwszy od czterdziestu lat i w najnowszej historii nie ma zbyt wiele do opowiedzenia w kwestii europejskich pucharów czy choćby mniejszych sukcesów na krajowym podwórku. Jedyna w tym wieku feta piłkarzy z drugiego co do wielkości duńskiego miasta została zorganizowana dobrych piętnaście lat temu po… awansie do najwyższej ligi i wygranej w całych rozgrywkach na zapleczu.
Lech już w Danii. Mistrz Polski zaczyna walkę o Ligę Mistrzów
AGF pisze więc całkiem nową historię i dlatego trudno na dziś powiedzieć, jak ta drużyna czuje się w rozgrywkach międzynarodowych. Odrobina niepewności nie jest, zdaniem trenera Nielsa Frederiksena, atutem jego rodaków. Ale nie jest też ich poważną słabością:
– Postrzegam Aarhus i cały klub jako zespół, który wyznaje swoją filozofię gry. Znam ich trenera i myślę, że będą się trzymać swojej strategii, nie wydaje mi się by coś zmieniali z powodu wagi meczu. Będą robić wszystko, co w ich mocy, by to spotkanie wygrać – mówił dziś podczas konferencji prasowej duński szkoleniowiec, dla którego spotkanie z rodakami ma wymiar szczególny. Zapytany o grę w ojczyźnie Niels Frederiksen nie owijał w bawełnę.
– Skłamałbym, gdybym powiedział, że ten mecz nie jest dla mnie w pewnym stopniu specjalny. Nie co dzień mogę mierzyć się z drużyną z ojczyzny, ale nastawienie, zapewniam, jest takie, jak do każdego innego spotkania – przekonuje Duńczyk.
Frederiksen zgubił rachubę? „No cóż, czyli tak to wygląda”
W przeszłości miał okazję prowadzić w ojczyźnie nawet młodzieżowe reprezentacje, więc naprawdę zdążył wrosnąć w duńską piłkę. Z ekipą z Aarhus mierzył się wiele razy i sam próbował przekonać dziennikarzy, że w większości przypadków wychodził z tych starć zwycięsko. Jakież było jego zdziwienie, gdy okazało się, że wygranych z drużyną z drugiego największego miasta w Danii ma… dokładnie tyle samo, co porażek.
– No cóż, czyli tak to wygląda – zaśmiał się trener Lecha. – Patrząc na te statystyki można uznać, że ten bilans jest wyrównany, ale w ostatnim czasie raczej byłem górą – podsumował. No i jest w tym trochę prawdy, bowiem w ostatnich siedmiu meczach z AGF Frederiksen nie przegrał ani razu, notując dwie wygrane i pięć remisów.
Lech nie będzie miał łatwo. „W tym spotkaniu zagrają dwie silne drużyny”
Aarhus nieco sensacyjnie wróciło na tron w Danii po 40 latach posuchy i we wtorek stanie na drodze mistrzów Polski do Ligi Mistrzów. Europejskiego doświadczenia nie mają tam może za wiele, ale jakości już całkiem sporo. Tak przynajmniej twierdzi Niels Frederiksen, który jest na świeżo po analizie najbliższego rywala swoich podopiecznych i zna gospodarzy najbliższego meczu Lecha bardzo dobrze.
– Myślę, że ich tytuł był niespodzianką dla wielu, ale nie był przypadkiem. Analizowaliśmy ich zespół, mają swój styl gry podobny trochę do naszego, więc nie spodziewam się, że spróbują dopasowania do przeciwnika. Mam wrażenie, że znamy ich mocne strony i słabości. Czują się dobrze z piłką przy nodze i poczynili w tej kwestii ostatnio duży progres. Wady? Mogą właśnie wynikać ze stylu gry – zauważa Duńczyk. – Jasne, to mistrz kraju, mocny zespół, ale w tym spotkaniu zagrają dwie silne drużyny – dodaje Frederiksen.
Trener Kolejorza staje też przed szansą na spełnienie własnych marzeń. Lech w tym sezonie może mieć naprawdę łatwą ścieżkę do Ligi Mistrzów. Punkty nagromadzone w poprzednich sezonach dobrych występów w Europie teraz procentują. Pomaga również mocna pozycja polskiej ligi w europejskim rankingu i… kilku sensacyjnych mistrzów w paru zagranicznych ligach, także w Danii. Cenne rozstawienie to jedno. Potrzeba pokonania całkiem silnego rywala we wtorek – to drugie.
Frederiksen przekonuje jednak, że myślenie o meczu z Duńczykami jako o tym o wielkiej stawce może być zgubne.
– Oczywiście, chciałbym zagrać w Lidze Mistrzów, to najwyżej, jak możesz dojść w piłce klubowej. Zgodzę się jednak z Mikaelem, że to niebezpieczne, gdy myślisz o meczu jak o jakimś specjalnym wydarzeniu – stwierdził trener Lecha.
Mikael Ishak znowu w Randers. Kapitan Lecha i wspomnień czar
Wygląda więc na to, że realizacja marzeń schodzi na bok. Przynajmniej oficjalnie i taka jest wykładnia przed wtorkowym starciem Lecha z Aarhus. Pierwszy gwizdek wybrzmi o godzinie 19:00.
ANTONI FIGLEWICZ Z RANDERS