Media: Nowy obrońca Valencii miał korzystne finansowo oferty z Polski

Marcin Ziółkowski

17 lipca 2026, 12:28 • 2 min czytania 0

Reklama
Media: Nowy obrońca Valencii miał korzystne finansowo oferty z Polski

W Ekstraklasie nie brakuje w ostatnich latach mocnych ruchów transferowych. Lech Poznań wykupił na przykład Luisa Palmę czy pozyskał Terry’ego Yegbe. Holender Justin De Haas wydaje się jednym z ciekawszych zawodników, który realnie mógł trafić do polskiej Ekstraklasy. Ta w ostatnich sezonach zanotowała spory skok jakościowy. Stoper wybrał Valencię, ale dwa duże polskie kluby miały go realnie na radarze, według informacji madryckiego AS-a.

Reklama

Dwa polskie kluby walczyły o podpis De Haasa

Justin De Haas to 26-letni środkowy obrońca z wiodącą lewą nogą, który latem dołączył do Valencii na zasadzie wolnego transferu. Podpisał umowę na cztery lata, a wcześniej spędził trzy sezony w FC Famalicao. Chętnych na jego usługi w ostatnim czasie nie brakowało. Trudno się dziwić – Famalicao w rozgrywkach 2025/26 zajęło rekordowe w historii klubu 5. miejsce w portugalskiej ekstraklasie.

Jeden ze współautorów sukcesu, a więc Hugo Oliveira, został ostatnio trenerem RC Strasbourg. Ważnym punktem był też jeden z legijnych niewypałów, a więc Gil Dias. De Haas zagrał w ostatnim sezonie 31 meczów i strzelił pięć goli. Nie umknęło to uwadze wielu klubom z Europy. Najciekawszą ofertę miał z Middlesbrough, które otarło się o awans do Premier League, ale Holender wybrał inaczej. Wiadomo również, że De Haas mógł trafić do Polski.

Reklama

AS poinformował w swoim artykule, że pomiędzy lutym a lipcem Justin De Haas otrzymał aż siedem ofert, z czego dwie były z Polski. Jak można się dowiedzieć – chodzi o Legię i Jagiellonię. Autor podał do wiadomości także, że były to oferty finansowo znacznie korzystniejsze od tej, którą otrzymał w Valencii. Propozycję z Hiszpanii miał już jednak zaakceptowaną i to pomimo zapytania z ligi saudyjskiej.

De Haas, według informacji portalu, od dłuższego czasu przygotowywał się do transferu do klubu z Estadio Mestalla. W marcu, podczas przerwy reprezentacyjnej, wraz z partnerką wybrał się do miasta, nie chcąc marnować czasu. Kupił dom w pobliżu centrum treningowego klubu, a w ostatnim czasie przybył już do Hiszpanii, na kilka tygodni przed rozpoczęciem przygotowań do sezonu. W dodatku chciał przybyć do nowego klubu przygotowany lingwistycznie. Odkąd zaakceptował ofertę Nietoperzy, uczył się hiszpańskiego, mając już pewną bazę dzięki znajomości portugalskiego.

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama