Osman Bukari, czyli lepiej późno niż wcale

Antoni Figlewicz

17 lipca 2026, 10:31 • 4 min czytania 13

Reklama
Osman Bukari, czyli lepiej późno niż wcale

Osman Bukari nie jest pewnie aż tak słaby, jak go malują. Nie jest też oczywiście tak dobry, jak powinna sugerować kwota wydana na niego pół roku temu. Jest natomiast koszmarnie niedopasowany do potrzeb Widzewa i wymagań Ekstraklasy, czego nie mogą przykryć nawet przebłyski w sparingach. Wypożyczenie go do Serbii wygląda śmiesznie, ale jest okazją do naprawienia błędu, do którego przyznać się trudno.

Reklama

Bo jak wytłumaczyć ludziom, że ten świetny skrzydłowy wart takich pieniędzy, których w Ekstraklasie nie był wart jeszcze nikt… tak naprawdę nie jest ich wart? Krok wstecz w kwestii tego transferu, to zarazem krok w kierunku przyznania się do błędu i zdrowszej polityki kadrowej. Na dziś może nawet do przesady podlanej pragmatyzmem, ogólnie pojętym rozsądkiem i nowo nabytą niechęcią do szastania pieniędzmi.

Nie wiem jeszcze, który Widzew jest lepszy, ale widzę już, że są inne. I przez pryzmat sprawy Bukariego dostrzegam, że oba mogą mieć swoje problemy.

Osman Bukari żegna się z Łodzią. Na chwilę czy na zawsze?

Ktoś może powiedzieć, że Bukari jaki był, taki był, ale był. Na sztukę chociaż, a przy okazji z niespełnioną obietnicą czegoś więcej. Jak przed rundą rewanżową ubiegłego sezonu, tak i teraz kibice mogli wzdychać do nadal w jakimś stopniu prawdopodobnego wystrzału formy reprezentanta Ghany. Kreślić scenariusze, w których zamyka on usta wszelkim hejterom i daje po prostu najczystszą radość fanom z alei Piłsudskiego.

Obsada skrzydeł absolutnie nie powala, alternatywą dla Bukariego są na dziś Baena i Akere – na kimś trzeba było swoją wiarę opierać. Nic dziwnego, że teraz ktoś za odchodzącym do Serbii skrzydłowym wzdycha. Tak uczciwie patrząc, nie ma jednak żadnego uzasadnienia dla pokładania nadziei właśnie w Bukarim.

Reklama

Gdybyś przyjrzał się jego liczbom i zajrzał trochę głębiej, konkluzja w dziale sportowym powinna brzmieć, że takich piłkarzy, w takim wieku, o takiej charakterystyce i takich statystykach, jesteśmy w stanie znaleźć w cenie nawet trzykrotnie niższej. Wychodzi tu brak doświadczenia i brak obiektywnych narzędzi, które pomagają w minimalizacji ryzyka – mówiła jedna z osób dobrze znających polski rynek transferowy w rozmowie z Przemysławem Michalakiem.

Dlaczego milionowe transfery w Ekstraklasie to głównie pudła? [CZYTAJ WIĘCEJ]

Co na razie wiemy o Bukarim z pierwszej ręki? Po pierwsze – w ubiegłym sezonie nie grał u Vukovicia. Czemu miałby grać teraz? Trener Widzewa ewidentnie nie widział go w swoich planach, może faktycznie zorientował się, że Bukari jest zwyczajnie słabszy od Baeny czy wciskanego siłą na skrzydło Kornviga.

Po drugie – czym Bukari w ogóle nas przekonał, że warto na niego stawiać? Ośmioma kiepskimi występami w równie wówczas kiepskim Widzewie pod wodzą trenera Jovićevicia?

Reklama

Jasne, nie dostał szansy, ale też nie wysłał nawet pół sygnału, że powinien ją dostać. Jeśli ktoś ma teraz wrażenie, że Widzew popełnia gigantyczny błąd, powinien usiąść sobie jeszcze na spokojnie i wszystko to prześledzić po raz kolejny. Nie zaczynając od sparingu z austriackimi kelnerami, proszę o powagę – zgodnie z moją wiedzą w Widzewie nikt już się nie łudził, że Bukari odpali i uznawano, że jest zwyczajnie za słaby na grę w lidze. Na bazie jego występów w poważniejszych spotkaniach z poważniejszymi rywalami też powinniśmy dojść do takich wniosków.

Błąd w systemie. Bukari tu po prostu nie pasował

Napisane w czasie przeszłym, bo nie sądzę, że Widzew jeszcze widzi Bukariego w składzie. Jeśli odpali w Serbii – super, Crvena zvezda go wykupi, zyskają wszystkie strony. Jeśli nie odpali – to tym bardziej nie odpali w Łodzi. To jest podstawowy grzech poprzedniego pionu sportowego Widzewa, który ściągnął Bukariego, ale do ligi, w której wszystkie jego – ograniczone zresztą – atuty naprawdę nadają się najlepiej do rozdawania kwiatów pod stadionem.

Wobec tego kompletnie nie dziwią mnie kuluarowe doniesienia, że sam piłkarz chciał tego wypożyczenia. Kolejna runda spędzona głównie na ławce czy trybunach nie była mu do niczego potrzebna. Ekstraklasa nie okazała się jego miejscem na ziemi. I on, i Widzew popełnili błąd.

Wczoraj obie strony wprost się do niego przyznały. Z tym że to łódzki klub zapłacił za tę wtopę w grubych milionach.

Reklama

Fot. Newspix

13 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama