Polskie siatkarki miały jedno zadanie: wygrać. Nie udało się

Sebastian Warzecha

12 lipca 2026, 15:09 • 6 min czytania 6

Reklama
Polskie siatkarki miały jedno zadanie: wygrać. Nie udało się

Wygrana. Tylko to dawało Polkom awans do najlepszej ósemki Ligi Narodów i możliwość walki o medale. Jakakolwiek wygrana, podkreślmy. Czy to 3:0, czy 3:1, czy 3:2. Nieważne. Wystarczyło „tylko” wygrać z Japonią, która… też tego zwycięstwa potrzebowała. I w dodatku grała u siebie. Gdy jednak Polki rozegrały dwa znakomite sety, wydawało się, że się uda. Potem przyszedł jednak kryzys. I ostatecznie to nasze dzisiejsze rywalki pojadę do Makau grać o medale.

Reklama

Polskie siatkarki były o seta od awansu. Przegrały mecz

Tak się to wszystko złożyło w Lidze Narodów kobiet, że mecz Polska – Japonia, jeden z ostatnich w fazie zasadniczej, miał rozstrzygnąć o tym, która drużyna uzupełni stawkę finalistek. Sprawa była prosta, jak już pisaliśmy: wygrana Polek – niezależnie od jej rozmiarów – dawała awans naszym zawodniczkom. Wygrana rywalek sprawiała, że to one wchodziły do ćwierćfinału, gdzie były już USA, Brazylia, Włochy, Turcja, Kanada, Holandia i zajmujące niższe od Polski i Japonii miejsce Chinki, które jednak są gospodyniami tegorocznej fazy finałowej.

Siedem ekip. Została tylko ósma. Mogliśmy mieć nadzieję, że będą to Polki.

Owszem, doszło w składzie naszej kadry do kilku zmian względem ubiegłych lat. Karierę skończyła kapitanka, Agnieszka Korneluk, nie było też na liście powołanych już na początku sezonu Olivii Różański, Aleksandry Gryki, Julii Nowickiej, Marleny Kowalewskiej czy Zuzanny Góreckiej. Powody były różne, faktem pozostawało jednak, że to spore braki i że w kadrze nastąpiły przemeblowania.

Reklama

Faza zasadnicza Ligi Narodów do tej porze szła nam więc tak, jak w zasadzie można się było spodziewać – Polki grały momentami nierówno, jeszcze się docierając. Przed dzisiejszym spotkaniem miały jednak siedem wygranych i cztery porażki. Wśród zwycięstw uwagę zwracały starcia z Serbią czy USA. Porażki z Turcją, Chinami, Brazylią czy Kanadą można było z kolei zaakceptować, choć tej ostatniej było szczególnie szkoda – Biało-Czerwone przegrały tam dopiero po tie-breaku, 13:15.

Taki bilans sprawił ostatecznie, że – jak już pisaliśmy – o najlepszą ósemkę, a co za tym idzie: ćwierćfinał, Polki grać musiały do samego końca.

Dwa znakomite sety

Początek był świetny. Polki wyszły na boisko naładowane energią, grały odważnie w ataku, nie bały się dodać sporo mocy i szukać bezpośrednio parkietu. Ten zresztą często znajdowały i w efekcie szybko Japonkom odskoczyły. Już na początku meczu prowadziły siedmioma punktami, a znakomicie prezentowała się – nie po raz pierwszy – Monika Lampkowska (dawniej Fedusio). Japonki były za to pogubione, kiepsko – szczególnie jak na siebie – broniły, a do tego nie umiały się odnaleźć w ataku, bo czy to Mayu Ishikawa, czy Yoshino Sato po prostu nic od siebie nie dokładały.

Polki miały więc duży komfort grania i z tego korzystały. Do tego bardzo dobrze pracował nasz blok i nawet w momencie, gdy Japonki zanotowały lekki zryw, nasze zawodniczki zachowały spokój i przewagę. Gdy pod koniec seta przebudziła się do tego wcześniej mało widoczna Magda Stysiak, to oczywistym stało się, że będzie to nasza partia.

Reklama

W drugim secie Japonki zaczęły dobrze, notując kilka niezłych ataków. Tyle tylko że Polki szybko nie tylko wyrównały stan rywalizacji, ale i poszły za ciosem. Genialnie w tym momencie meczu grała Maja Koput – ledwie 19-letnia środkowa to odkrycie tej edycji Ligi Narodów – która pracowała i blokiem, i atakiem. To po jej zagraniach zrobiło się 10:8 i właściwie od tego momentu istniały na parkiecie tylko nasze zawodniczki. Japonki nie były w stanie skończyć większości ataków, naszych z kolei nie podbijały.

Generalnie nasze rywalki wyglądały, jak ekipa, która omyłkowo ubrała stroje reprezentacji Japonii i wyszła na parkiet. I w dużej mierze było to zasługą świetnej gry Polek, które do tego momentu w zasadzie nie popełniały błędów.

Reklama

Tyle że to Japonia, która zawsze walczy do końca. I dziś podopiecznie Stefano Lavariniego boleśnie się o tym przekonały.

Im dalej w mecz, tym gorzej

Po drugim secie – i regulaminowej przerwie – wiele się bowiem zmieniło. Owszem, Japonki dalej nie były wybitne w ataku, ale odnalazły swoją obronę, która zawsze jest dla tej kadry kluczowa. A jak ją znalazły, to nagle okazało się, że atak Polek ma problemy. Nasze siatkarki nie kończyły piłek, do tego pogorszyły się procenty zagrywki i trudniej było odrzucić Japonki od siatki. Te więc powoli ciułały punkty, co wcześniej po prostu im nie wychodziło. Tu skradły Biało-Czerwonym jedną akcję, tam drugą. Brylowała w tym Yukiko Wada, która od pewnego momentu grała kapitalne zawody.

Efekt był taki, że ostatecznie Japonki wygrały seta różnicą sześciu oczek.

Czwarty też poszedł na ich konto. Polki im dalej w tę partię, tym bardziej były pogubione w ataku, w zasadzie z rzadka kończyły pierwszą akcję, z kolei Japonki robiły to regularnie. To, że kompletnie nam nie odskoczyły, zawdzięczamy im kilku błędom i blokowi, który jeszcze u nas momentami nie zawodził. Poza tym? Wszystko się nagle pogorszyło i trudno było o nadzieję na to, że Polki mogą ugrać tego seta. Nawet po zmianach, jakie zaproponował trener Lavarini nie udało się odrobić choćby znacznej części strat. Skończyło się porażką do 21.

Reklama

O wszystkim miał więc zadecydować tie-break, a Polkom pilnie potrzebny był reset.

Na koniec wielki pech

Ten… nie wyszedł. Japonki odskoczyły na dwa punkty już na samym początku piątego seta. Dopiero po dłuższej chwili Polkom udało się zaskoczyć rywalki, a zasługa w tym Magdaleny Stysiak oraz Julity Piaseckiej, które dołożyły nieco w ataku. Potem graliśmy punkt za punkt, aż do stanu 10:10, gdy Japonki znów nam uciekły na dwa oczka. Gdy jednak Magdalena Jurczyk popisała się świetnym blokiem, wydawało się, że możemy to wygrać. Było bowiem 13:13.

Kolejna akcja należała do Japonii, jednak rywalki musiały jeszcze wygrać punkt przy swoim serwisie. I zrobiły to… w najgorszy dla nas sposób. Triumf w meczu przyniósł im bowiem as serwisowy po taśmie, piłka spadła za siatkę, Polkom nie udało się jej podbić i tak zakończyło się to starcie.

Reklama

Mecz, po którym Biało-Czerwone odpadły już z rywalizacji w Lidze Narodów i po raz pierwszy od 2022 roku nie wystąpią w turnieju finałowym. Poprzednie trzy edycje kończyły za to na podium, ta seria została więc dziś przerwana.

Polska – Japonia 2:3 (25:20, 25:14, 19:25, 21:25, 13:15)

Fot. Newspix

Reklama
6 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Arsenić chwali młodzież Legii. „To zaskoczyło mnie najbardziej”

Braian Wilma
5
Arsenić chwali młodzież Legii. „To zaskoczyło mnie najbardziej”
Mundial 2026

Haalandomania podbija świat. 500 dzieci w Peru nosi imię Norwega

Jan Broda
5
Haalandomania podbija świat. 500 dzieci w Peru nosi imię Norwega

Inne sporty

Reklama