Ogromny szok w RPA. Nie żyje piłkarz, który dopiero co grał na mundialu

Patryk Idasiak

11 lipca 2026, 15:20 • 3 min czytania 15

Reklama
Ogromny szok w RPA. Nie żyje piłkarz, który dopiero co grał na mundialu

Nie żyje Jayden Adams, dziewięciokrotny reprezentant Republiki Południowej Afryki w piłce nożnej. Więcej występów nie zaliczy… Ta wiadomość jest o tyle szokująca, że przecież dopiero co grał na mundialu. Wyszedł w podstawowym składzie w meczach z Meksykiem i Czechami. Ten drugi był zresztą dla niego trudnym życiowo momentem, bo dzień wcześniej zmarła jego babcia. 

Reklama

Dopiero co Adams grał na mundialu po śmierci babci…

Niewielu zawodników może pochwalić się tym, że grało w meczu otwarcia mistrzostw świata. Jayden Adams tworzył formację w środku pomocy obok Teboho Mokoeny i Yayi Sithole’a, czyli tego, który zanotował fatalny występ, bo zawalił gola i dostał czerwoną kartkę. W kolejnym spotkaniu, w którym RPA niespodziewanie urwało punkt Czechom, Adams także zagrał od początku, ale już po przerwie został zmieniony.

Potem Południowoafrykańska Federacja Piłki Nożnej (SAFA) potwierdziła, że pokazał duży charakter, bo wystąpił dzień po śmierci babci, 72-letniej Marianny. Kondolencje pomocnikowi składał prezes krajowej federacji. W oświadczeniu mogliśmy przeczytać:

Jayden wyszedł w pierwszym składzie w meczu z Czechami i dał z siebie wszystko, dźwigając ciężar straty babci. Południowoafrykańczycy zdobyli swój pierwszy punkt na tych Mistrzostwach Świata po tym meczu – który zakończył się remisem 1:1 – i zapisali się w historii, awansując po raz pierwszy do drugiej rundy światowego turnieju po pokonaniu Korei Południowej 1:0 w środę.

Reklama

Adams nie zanotował najlepszego występu i zdawał się być myślami gdzieś indziej, dlatego też w kolejnym spotkaniu stracił miejsce w składzie. Pojawił się jedynie na 10 minut, a starcie 1/16 finału z Kanadą przesiedział już całe na ławce.

Jayden Adams nie żyje. Tragiczne wieści z RPA

Niestety to, co początkowo mogło wydawać się jakimś koszmarnym fake newsem zostało później potwierdzane przez kolejne źródła. Jayden Adams zmarł kilka dni po powrocie do kraju po mistrzostwach świata. Miał 25 lat. Tragiczne doniesienia potwierdził Soccer Laduma, jeden z największych południowoafrykańskich serwisów piłkarskich. Podał ją też też największy krajowy serwis – eNCA (4,9 mln obserwujących na X).

Przedstawicielka Adamsa, Brendine Johnson, udzieliła wywiadu serwisowi Soccer Laduma w imieniu rodziny, potwierdzając smutną wiadomość i wyrażając żal wszystkich, którzy znali pomocnika najlepiej.

Reklama

W tym momencie wszystko jest jeszcze trudne… wszystko jest trudne. Rodzina nie chce mieć teraz z nikim kontaktu, nie będzie w stanie nikomu odpowiedzieć. Ta śmierć wszystkich rozdarła. Był powrót z mistrzostw świata, a potem takie wieści… W czwartek odbyłam z nim szczerą rozmowę. Był bardzo pozytywnie nastawiony do powrotu i do tego, że mógł wrócić po MŚ i grać, będąc mistrzem CAF i wiedząc, co go czeka. Był przygotowany. Nie marnował czasu, będąc w domu z rodziną. Dlatego w tej chwili nie mam słów, żeby to określić, ale prosimy o uszanowanie prywatności rodziny. Tak, mogę powiedzieć, że odszedł. Nikt się tego nie spodziewał…

Zespół Adamsa – Mamelodi Sundawns – miał wyruszyć tego dnia na obóz przygotowawczy do Austrii. Pomocnik wraz z siedmioma innymi zawodnikami otrzymał dodatkowe dwa tygodnie urlopu przed powrotem na okres przygotowawczy. Oczekiwano, że dołączy do drużyny Miguela Cardoso w przyszłym tygodniu podczas obozu treningowego w Austrii.

Reklama

To o tyle szokujące, że udostępnił w Internecie wspólne zdjęcie, które zrobiła jego partnerka niecały dzień przed tym tragicznym wydarzeniem. 

Nie są to informacje zweryfikowane i trzeba pamiętać, że to kwestie bardzo delikatne, natomiast portal Sunday World pisze, że Jayden Adams miał rzekomo odebrać sobie życie w swoim domu w Stellenbosch w sobotni poranek.

Adams przez kilka lat grał w zespole Stellenbosch FC. To zespół z drugiego szeregu w RPA – zajmował z nim szóste i trzecie miejsce w lidze. Wyróżniał się tam i dzięki temu zimą 2025 roku trafił do Mamelodi Sundowns FC. To już hegemon i 18-krotny mistrz kraju. Dopiero po ośmiu sezonach z rzędu niespodziewanie musiał ustąpić z tronu na rzecz Orlando Pirates, ale za to wygrał Afrykańską Ligę Mistrzów. Zespół Adamsa nie wydał jeszcze oficjalnego oświadczenia ws. jego śmierci.

Fot. Newspix

Reklama
15 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama