Jannik Sinner był zbyt mocny. Djoković poza Wimbledonem

Sebastian Warzecha

10 lipca 2026, 19:51 • 4 min czytania 3

Reklama
Jannik Sinner był zbyt mocny. Djoković poza Wimbledonem

Była szansa. Mała, ale szansa. Szansa na Szlema numer 25 dla Novaka Djokovicia. Historycznego, bo nikt – czy to w erze open, czy w całej historii tenisa – w singlu tyle jeszcze nie ugrał. Jednak już ćwierćfinał, trwający ponad pięć godzin, sprawił, że ta szansa jeszcze zmalała. A dziś Jannik Sinner ostatecznie wybił z głowy Novakowi Djokoviciowi podobne marzenia – przynajmniej na tym Wimbledonie. Serb nie grał źle, ale Włoch był poza jego zasięgiem. Obrońca tytułu jest o mecz od kolejnego triumfu w Londynie.

Reklama

Djoković próbował, ale Sinner był lepszy

Novak Djoković coraz częściej mówi o problemach. Tych związanych z wiekiem. Tu coś pobolewa, tam strzyka, regeneracja nie jest tak łatwa, jak kiedyś. Każdy sportowiec to przeżywa – jeden prędzej, drugi później. Nole i tak przez lata był przez swoje ciało oszczędzany. Teraz w zasadzie… nadal jest. Karierę przeciąga, jest w stanie grać na wysokim poziomie, melduje się nawet – jak na Wimbledonie – w wielkoszlemowych półfinałach. To wybitne wyniki, gdy mówimy o kimś, kto ma 39 lat.

Po prostu młodzi są ostatecznie lepsi. I to nawet, jeśli Djoković wytoczy przeciwko nim wszystko, co ma najlepszego.

To znaczy: nie wszyscy młodzi. Albo przynajmniej nie zawsze. Felix Auger-Aliassime – okej, to już nie aż taki młodzieniaszek, natomiast wciąż ma 13 lat mniej od Novaka – przekonał się o tym w ćwierćfinale, przegranym po super tie-breaku. Gdy jednak przychodzi do grania z tymi najlepszymi, to ci na ogół Novaka ogrywają. A nawet gdy trafi się taki turniej, że nie – jak w Australian Open, gdzie Serb ograł sensacyjnie Jannika Sinnera – to potem wyrasta drugi (w Australii w osobie Carlosa Alcaraza) i Nole ostatecznie musi uznać wyższość młodości.

Reklama

To też czeka każdego sportowca. I to też Novak odpychał od siebie naprawdę długo, tę dominację młodszych rywali. Jednak takie mecze jak ten dzisiejszy pokazują, że ta nadeszła. I zdaje się, że momentami sam Djoković jest z nią pogodzony – w chwilach, gdy Sinner grał wybitnie, Serb się uśmiechał, nieco ironicznie, z przekąsem, ale jednak.

No ale tak naprawdę: co miał zrobić?

Jannik pewny jak… Djoković

Co set scenariusz był podobny. Gramy równo, ale jest moment, w którym Jannik Sinner przyspiesza, dokłada nieco prędkości i ofensywy do swojej gry. I efekt taki, że następuje przełamanie serwisu Novaka – raz później, raz szybciej. Ze strony Djokovicia z kolei też to samo co partię. Czyli walka, próby atakowania, spychania rywala. Czasem udane, częściej nie, choć Novak musiał próbować, nic innego mu nie zostało.

I w sumie zdarzały się gemy, gdy był naprawdę bliski sukcesu. Serwis Jannika na moment odpuszczał, Nole na returnie nadal potrafił robić swoje. I było 30:30, równowaga, raz nawet break point. Tyle że w każdym takim momencie Sinner robił dokładnie to samo – przypominał sobie, jak grać na najwyższym poziomie.

Reklama

Ba, momentami zdawało się, że czerpie z tego dopuszczania Novaka blisko jakąś sadystyczną przyjemność, że robi to wręcz specjalnie – bo w każdym takim momencie grał punkt bezbłędny, ucinając nadzieje Serba i jego fanów. Zdaje się, że nawet gdyby każdego gema serwisowego Włocha zaczynać od 40:40, to ten i tak wygrałby je wszystkie. Tak pewny był dziś w tych kluczowych momentach, przy najmniejszym nawet zagrożeniu, zalążku problemów.

Djoković naprawdę robił, co mógł. Biegał, starał się, atakował, dobrze grał z kontry, naciskał na returnie, wyciągał świetne serwisy z rękawa. I co mu to dało? Ostatecznie w zasadzie absolutnie nic. Bo za 10 lat mało kto będzie pamiętać, że to był w sumie wyrównany mecz, że Nole zmuszał Sinnera do wysiłku. Wynik – to, co wpisane na papier – powie coś innego. Powie, że to spotkanie, w którym Włoch dominował i nie miał żadnych problemów.

Prawda leży gdzieś pośrodku.

Reklama

Bo problemy? W sumie się nie pojawiły, może w pojedynczych gemach. O dominacji też jednak trudno mówić – decydowały detale. I to jest właśnie to, co przez lata Novaka Djokovicia wyróżniało – gdy przychodziło do grania tych decydujących punktów, pojedynczych wymian, które mogły odmienić oblicze meczu, to na ogół on wygrywał. Teraz, w meczach takich jak ten z Jannikiem Sinnerem, jest inaczej. Cóż, jak już napisaliśmy – każdego sportowca to czeka.

Również tych największych.

Novak Djoković po niezłym meczu pożegnał się więc z Wimbledonem, zgodnie z oczekiwaniami. A Jannik Sinner – też zgodnie z oczekiwaniami – doszedł do finału Wimbledonu, gdzie zagra z Alexandrem Zverevem, którego ostatnio regularnie ogrywa. Ale i Zverev zdaje się na tym turnieju niezwykle pewny. Może czekać nas więc wielkie spotkanie i przekonamy się, czy Włoch zdoła obronić tytuł. Albo – a to też dość rzadka sztuka – czy Niemiec wygra w jednym sezonie i w Paryżu, i w Londynie.

Reklama

Jannik Sinner – Novak Djoković 6:4, 6:4, 6:4

Fot. Newspix

3 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Barcelona dopina hit transferowy. Gwiazda Borussii zmienia klub

Kacper Korpak
2
Barcelona dopina hit transferowy. Gwiazda Borussii zmienia klub

Inne sporty

Reklama