Mundial potwierdził jedno: Gianni Infantino to groteskowa postać

Jakub Białek

08 lipca 2026, 15:27 • 8 min czytania 15

Reklama
Mundial potwierdził jedno: Gianni Infantino to groteskowa postać

Największym wizerunkowym przegranym aktualnego Mundialu nie jest żadna reprezentacja, piłkarz, trener czy arbiter, a łysy działacz z FIFA, który zrobił bardzo dużo, żeby przypomnieć światu, kim jest naprawdę. Cynikiem, lawirantem, hipokrytą i najbardziej groteskową postacią w dzisiejszym futbolu.

Reklama

Gianni Infantino ucierpiał wizerunkowo na mundialu

Transmisje meczów mundialu mają swoje stałe punkty – przerwy na nawodnienie, ujęcia celebrytów, nad rozpoznaniem których głowią się komentatorzy i standardowe pokazanie Gianniego Infantino, oglądającego mecz w towarzystwie działaczy lub polityków. Świat musi wiedzieć, że gospodarz czuwa nad turniejem. Zdarza się, że widzowie oglądający mecz po meczu wpadają w zdziwienie. No bo jak to jest – przed chwilą był w mieście X, a teraz jest na stadionie w Y?

BBC wyliczyło, że Infantino miał już po fazie grupowej na koncie 24 mecze obejrzane z trybun w siedemnaście dni. Prezydent FIFA obejrzał na żywo jedną trzecią wszystkich spotkań tej fazy turnieju. Aż osiem razy potrafił zaliczyć dwa mecze dziennie.

  • 11 czerwca był zarówno w mieście Meksyk, jak i w Guadalajarze.
  • 13 czerwca w San Francisco i Vancouver
  • 15 czerwca w Seattle i Los Angeles.
  • 17 czerwca w Meksyku i Houston.
  • 19 czerwca w Bostonie i Filadelfii.
  • 20 czerwca w Houston i Monterrey.
  • 21 czerwca w Atlancie i Miami
  • 23 czerwca w Bostonie i Toronto.

Nie mówimy o przejeździe autobusem z Łazienkowskiej na Narodowy. Mówimy o mistrzostwach rozrzuconych po trzech ogromnych krajach. O lotach, lotniskach, kontrolach, przejazdach, korkach, ochronie, logistyce. O sytuacjach, w których Infantino niekiedy wpadał na stadion na chwilę, bardziej po to, żeby kamera zdążyła go złapać, niż żeby rzeczywiście obejrzeć mecz.

Według BBC, jego prywatny odrzutowiec w samej fazie grupowej spędził w powietrzu 66 godzin i pokonał około 50 tysięcy kilometrów, czyli więcej niż ma równik. Szacowany ślad klimatyczny tych lotów odpowiadał wartościom, jakie przez cały rok emituje 78 osób. Mówimy o liderze tej samej organizacji, która opublikowała szczegółową strategię zrównoważonego rozwoju mistrzostw świata, w której nawołuje miasta-gospodarzy do przestrzegania restrykcyjnych zasad, chwali się korzystaniem z hybrydowych pojazdów i nawołuje do zwiększania świadomości klimatycznej wśród kibiców.

Reklama

Federacja tłumaczy, że tak duża liczba podróży jest konieczna, bo Infantino musi podtrzymywać relacje z działaczami, żeby turniej przebiegał zgodnie z planem. Organizacja twierdzi też, że jej prezydent ucieka się do lotów prywatnym odrzutowcem tylko w ostateczności, gdy nie ma korzystnych połączeń rejsowych.

Tak się po prostu złożyło, że ostateczność wypada w zasadzie codziennie…

Telefon od Trumpa i niezależność FIFA

Jeszcze większy problem zaczął się wtedy, gdy Donald Trump – po kilkudziesięciu dniach spędzonych na uboczu mundialu – postanowił zaznaczyć swoją obecność.

Historia z Folarinem Balogunem to największy skandal w erze Infantino. Czerwona kartka dla Amerykanina nie była decyzją z gatunku tych, po których człowiek przez trzy dni rozważa dalszy sens istnienia VAR-u. Jeden sędzia dałby czerwoną, inny dałby żółtą. Mnie bliżej do czerwonej, bo biorę pod uwagę skutek, a nie intencję, ale rozumiem też tych, którzy woleliby uniewinnić piłkarza ze względu na brak złej woli.

Reklama

To wcale nie był jednak sędziowski skandal. Fakt, że kara dla napastnika wywołała takie oburzenie wśród Amerykanów świadczy tylko o tym, jak niewielką świadomość na temat piłki ma naród organizujący mistrzostwa. Zresztą, sam Trump wygadał się, że dopiero co dowiedział się skutkach czerwonej kartki, która eliminuje zawodnika nie tylko z bieżącego meczu, lecz także z następnego. Uznał to za wielką niesprawiedliwość i zadzwonił do Gianniego Infantino z prośbą o interwencję, a później bez żadnego skrępowania opowiedział o tym przed kamerami.

FIFA właściwie nigdy nie zawiesza skutków czerwonych kartek w takim trybie. Ostatni raz na mundialu wydarzyło się to w 1962 roku. I akurat teraz, akurat przy gospodarzu turnieju, akurat po telefonie od amerykańskiego prezydenta, akurat w sprawie amerykańskiego piłkarza, niezależne organy FIFA doznały olśnienia.

Infantino próbował potem obudować to typowym działaczowskim bełkotem. Że rozmawia z wieloma osobami, sam telefon nic nie znaczy, decyzję podjęły autonomiczne, niezależne, praworządne organy, na które on oczywiście nie ma żadnego wpływu, bla, bla, bla.

Reklama

Wniosek po tej historii jest jasny – jeśli masz odpowiednio silne wpływy polityczne, FIFA potrafi nagle znaleźć tryb działania, którego przez kilkadziesiąt lat nie używała. Jeśli nie masz – cóż, regulamin to regulamin, proszę się rozejść.

Gianni Infantino i Donald Trump

Przyjaźń z najważniejszym politykiem świata

Relacja Infantino z Trumpem od dawna wygląda jak coś więcej niż zwykła współpraca z prezydentem kraju organizującego mundial. To jest układ wzajemnych uprzejmości, wspólnego dopieszczania się i obustronnego budowania pozycji.

Reklama

Infantino może dzięki Trumpowi poczuć się jak polityk dużego formatu. Nie jak prezes federacji piłkarskiej, ale jak człowiek od spraw światowych. Zasiada przy stołach, przy których rozmawia się o bezpieczeństwie, inwestycjach i globalnym pokoju. Pojawia się w miejscach, do których działacze piłkarscy nie docierają, takich jak amerykańsko-saudyjskie forum inwestycyjne w Rijadzie czy amerykańska Rada Pokoju, w której znajduje się w jednym rzędzie z prezydentami i premierami krajów.

Trump z kolei dostaje od FIFA to, co lubi najbardziej: splendor, medale i ludzi, którzy mówią mu, że jest wielki.

Najbardziej groteskowym symbolem tej relacji była pokojowa nagroda FIFA wręczona Trumpowi właściwie na otarcie łez po tym, jak nie dostał Pokojowej Nagrody Nobla. Scena tak absurdalna, że gdyby ktoś napisał ją do serialu komediowego, producent kazałby złagodzić, bo widzowie nie uwierzą.

Iran, wizy i „chill and relax”

Ten mundial był jednym z najbardziej upolitycznionych turniejów współczesnej piłki. Najboleśniej odczuła to reprezentacja Iranu, która grała mecze w Stanach Zjednoczonych, ale nie mogła normalnie zakwaterować się na terenie kraju. Nie pozwolono jej przylatywać na mecze z rozsądnym wyprzedzeniem, musiała też błyskawicznie opuszczać amerykańskie terytorium po zakończeniu spotkania. Nie miała normalnych warunków do regeneracji, treningów, logistyki. Część członków jej federacji nie została wpuszczona do Stanów. Kadra miała problemy ze zgrupowaniem, wizami, planowaniem czegokolwiek.

Reklama

Co zrobiła FIFA?

Niewiele.

Infantino pojawił się w irańskiej szatni, powiedział kilka ładnych słów, poklepał po ramieniu, zapewnił, że rozumie. Obiecał pomoc, wsparcie, rozwiązanie problemów. A potem Irańczycy zostali sami.

– Ten mundial to wielka katastrofa. Musimy walczyć przeciwko wszystkim. Odbieramy to tak, jakby nie chciano nas na mundialu. Pozbawiono nas sprawiedliwości, szansy na lepsze przygotowanie do turnieju. Ciągłe podróże samolotem, pociągiem opóźniają nasz proces regeneracji, zwiększają ryzyko urazów. Nie ma z nami naszych logistyków, zgłaszamy problemy, ale nikt nam nie pomaga. Ich zachowanie wobec nas było naprawdę okropne i mam nadzieję, że świat będzie tego świadomy – grzmiał po mundialu Mehdi Taremi, najważniejszy piłkarz irańskiej kadry.

Reklama

Podobnych historii było więcej. Fotograf reprezentacji Senegalu nie został wpuszczony do Kanady i musiał wykonywać swoją pracę… sprzed telewizora w hotelowym pokoju. Somalijski sędzia Omar Abdulkadir Artan, wysłany na mundial przez FIFA, odbił się od amerykańskiej granicy. FIFA za swoim człowiekiem specjalnie się nie ujęła.

Gdy Infantino został o to zapytany, wypalił słynne już: „chill and relax”.

Wyluzujmy. Zrelaksujmy się. Ludzie odbijają się od granic, reprezentacje mają rozwalaną logistykę, turniej coraz mocniej przypomina dyplomatyczny tor przeszkód, ale nie psujmy atmosfery najwspanialszego turnieju w historii.

W tle tego wszystkiego FIFA liczy pieniądze. Mundial 2026 ma przynieść rekordowe zyski, przekraczające pięć miliardów dolarów na czysto. I to też jest część historii o Infantino. Bo jego FIFA sprzedaje wszystko, co da się sprzedać. Proponuje rozszerzony format turnieju, organizuje przerwy reklamowe podczas trwania meczów, a ceny biletów czy wjazdów na parking szokują nawet Amerykanów. Kiedy ktoś pyta Infantino albo kogokolwiek innego z FIFA o te gigantyczne zyski, w odpowiedzi słyszy zawsze, że te pieniądze pozwolą pobudzić rozwój piłki w biedniejszych krajach.

Reklama

Gianni Infantino

Rosja czeka za drzwiami

W cieniu mundialu pojawiła się też informacja o dopuszczeniu Rosji do nowo utworzonych mistrzostw świata do lat 15. Niby to drobiazg – turniej młodzieżowy o niskim prestiżu na marginesie wielkiej piłki. Ale Rosjanie już zdążyli wykorzystać go propagandowo. Michaił Diegtiariow, rosyjski minister sportu, nazwał zgodę FIFA „pierwszym krokiem do pełnego powrotu rosyjskich zespołów do międzynarodowego sportu”.

Infantino od dawna przebiera nogami, żeby Rosja wróciła do futbolu. W jego opowieści piłka ma łączyć, nie dzielić, nawet jeśli to zmuszanie ofiar do stania obok agresorów. – Musimy to zrobić. Zdecydowanie. Ponieważ ten zakaz nie sprawił, że cokolwiek osiągnięto, spowodował tylko więcej frustracji i nienawiści (…) Właściwie nigdy nie powinniśmy nakładać zakazu na żaden kraju z powodu działań ich przywódców. Ktoś musi utrzymywać otwarte relacje – tak mówił o powrocie Rosjan w wywiadzie dla Sky.

Warto przypomnieć, że Gazprom przez lata był jednym z wielkich graczy w futbolowym sponsoringu. Według ESPN rosyjski gigant przeznaczał na współpracę z FIFA i UEFA około 100 milionów dolarów rocznie. Światowa federacja sporządza swoje budżety w okresach czteroletnich. W 2027 roku rozpocznie się nowe czterolecie, na które trzeba szukać kolejnych sponsorów.

Reklama

Stany Zjednoczone otworzyły drzwi Infantino 

Nie wszyscy pamiętają, że Gianni Infantino zawdzięcza swoją obecną karierę… Stanom Zjednoczonym. Amerykanie mocno starali się o organizację mundialu w 2022 roku i mocno się rozczarowali, kiedy turniej w kontrowersyjnych okolicznościach został przydzielony Katarowi. Późniejsze śledztwo amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości wykazało, że w federacji piłkarskiej handlowano głosami na wielką skalę, zarówno w przypadku katarskich mistrzostw, jak i tych rosyjskich.

Afera zmiotła w 2015 roku Seppa Blattera, który rządził FIFA nieprzerwanie przez siedemnaście lat, aż od 1998 roku. Wydawało się, że jest niezatapialny, zresztą w momencie gdy składał rezygnację był niedługo po kolejnych wygranych wyborach przedłużających jego kadencję o cztery lata. Po całej aferze zapadło dwanaście wyroków, a Blatter otrzymał ośmioletni zakaz pracy w organizacjach piłkarskich.

To dzięki tej aferze zwolnił się stołek w FIFA, na którym zasiadł Infantino, znany wcześniej z kręcenia kulkami podczas losowań europejskich pucharów. Zapowiadał wtedy że wyciągnie organizację ze stanu śmierci klinicznej i rzeczywiście pierwsze lata jego rządów przyniosły ożywczy powiew świeżości.

Kiedy już jednak Infantino poczuł się pewnie, na jaw wyszły jego wszystkie słabości: uwielbienie do wpływowych polityków, uległość wobec ich prósb, chęć maksymalizacji zysków za wszelką cenę, głoszenie pustych choć na pozór szlachetnych haseł i naiwna chęć pogodzenia wszystkich ludzi na świecie.

Reklama

Infantino lubi przedstawiać FIFA jako organizację niosącą światu szczęście. Samemu przypomina karykaturę działacza, który pomylił zarządzanie futbolem z kolekcjonowaniem uścisków dłoni światowych przywódców.

Fot. newspix.pl

15 komentarzy
Jakub Białek

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama