Charles Leclerc wygrywa po prawie dwóch latach! Wyścig dramatów na Silverstone

Sebastian Warzecha

05 lipca 2026, 18:19 • 4 min czytania 1

Reklama
Charles Leclerc wygrywa po prawie dwóch latach! Wyścig dramatów na Silverstone

Był taki moment, kiedy Charles Leclerc miał stać się kolejnym wielkim mistrzem Formuły 1. Monakijczyk – z dużą pomocą Ferrari – nigdy jednak do tego statusu nie doskoczył i stał się zawodnikiem, owszem, bardzo solidnym, ale w żadnym razie wybitnym. W zeszłym sezonie Charles siedmiokrotnie stał na podium Grand Prix, co przy ówczesnej dyspozycji włoskiej ekipy było dobrym wynikiem. Ale ani razu nie wygrał. Początek tego sezonu też miał trudny. W końcu się przełamał – w Wielkiej Brytanii, zostawiając za swoim bolidem… dwóch Brytyjczyków.

Reklama

Charles Leclerc najlepszy na Silverstone!

Zaczęło się to Grand Prix wprost idealnie dla Ferrari. Z pole position ruszał bowiem co prawda Andrea Kimi Antonelli, ale i Charles Leclerc (drugi na starcie), i Lewis Hamilton (trzeci) lepiej wyczuli moment i wyprzedzili go jeszcze przed pierwszym zakrętem. Ten ostatni jednak ostatecznie nie mógł być z tego faktu zadowolony, bo popełnił falstart. Efekt? Pięć sekund kary, do odbycia przy najbliższej wizycie w alei serwisowej.

Ferrari też, o dziwo, dość szybko wezwało swoich kierowców do alei serwisowej, co nieco zirytowało Hamiltona, który dawał znać, że jego opony są jeszcze w porządku. Ale zjechał, a i ostatnich kilka wyścigów w sumie kazało ufać zespołowi, bo włoska ekipa – choć trudno w to uwierzyć – akurat pod względem strategii w poprzednich tygodniach nie zawodziła.

W każdym razie: wyścigowi przez jakiś czas przewodził Antonelli, ale w końcu i on musiał zjechać. Jego pobyt na torze był dość długi, w alei pojawił się dopiero na 38. okrążeniu. Miało to jednak sens, bo na świeżych oponach powinien być w stanie dogonić Leclerca. Zależeć musiało na tym szefostwu Mercedesa tym bardziej, że problemy z oponami miał ich drugi kierowca. George Russell zjechał bowiem na wymuszony drugi pit stop po tym, jak z jednego z jego kół uszło powietrze.

Brytyjczyk stracił w efekcie kilka pozycji i zapowiadało się, że nie powalczy o podium. A potem nastąpił splot zaskakujących wypadków.

Reklama

Po pierwsze, Antonelli, który był już tuż tuż za prowadzącym Leclerkiem, zaczął mieć problemy z bolidem. Wyszło, że chodzi o przednie skrzydło, Włoch zjechał więc do alei serwisowej, tam wymieniono mu ten element, ale chwilę to trwało – na tor Kimi wrócił za zespołowym kolegą. Russell już przesunął się więc o jedną pozycję, a tymczasem otwierać szampany mógł Leclerc, który w sumie nie zrobił w tym wyścigu nic wielkiego, ale też niczego nie zepsuł i nagle wszystko ułożyło się pod niego. Za nim, ale dość daleko, jechał Hamilton, a potem też solidny Max Verstappen.

Tyle że solidny do czasu.

Najpierw jednak wypada napisać, że Antonelli nadal miał problemy. Przez radio zgłaszał, że to raczej zawieszenie, że trudno sterować bolidem, ale sam zdecydował, że chce spróbować zostać na torze i wywalczyć choćby punkt. Zjechał jeszcze raz do alei, faktycznie był w okolicach 10. miejsca, lecz wyeliminowało go z walki o punkty dodatkowe pięć sekund kary za przekraczanie limitów toru. A przekraczał, bo wiadomo – awaria.

W każdym razie – kiedy Antonelli przeżywał dramat, to do dramaturgii wyścigu dołożył się też Verstappen. Holender stracił kontrolę nad bolidem, wypadł w żwir i już nie ruszył. Efekt był taki, że George Russell niespodziewanie wskoczył na podium. Dodatkowo problem Verstappena zaowocował wezwaniem na tor samochodu bezpieczeństwa, który już z niego nie zjechał – wyścig skończył się więc w dość powolnym tempie… a mimo tego i tak mieliśmy małe przemieszanie pozycji.

Reklama

Ferrari bowiem raz ze swoją strategią zawiodło. Do alei na zmianę opon wezwano Lewisa Hamiltona, nie chcąc ryzykować, że Brytyjczyk zostanie wyprzedzony pod koniec wyścigu, jeśli nie założy świeżych opon. Efekt? Lepszy od niego okazał się George Russell, który… w zasadzie nie musiał nic zrobić, by przeskoczyć z piątego na drugie miejsce.

Świętować przede wszystkim mógł jednak Charles Leclerc, który na zwycięstwo czekał niemal dwa lata. Jego ostatni triumf w F1 to Grand Prix Stanów Zjednoczonych z października 2024 roku. Trochę czasu minęło…

Reklama

TOP 10 Grand Prix Wielkiej Brytanii:

  1. Charles Leclerc (Ferrari)
  2. George Russell (Mercedes)
  3. Lewis Hamilton (Ferrrari)
  4. Lando Norris (McLaren)
  5. Isack Hadjar (Red Bull Racing)
  6. Liam Lawson (Visa Cash App RB)
  7. Arvid Lindblad (Visa Cash App RB)
  8. Gabriel Bortoleto (Audi)
  9. Franco Colapinto (Alpine)
  10. Pierre Gasly (Alpine)
Reklama

Fot. Newspix

1 komentarz
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Formuła 1

Reklama