2. Kolejka

Holandia

3
-
4
Zakończone

Maroko

Cody Gakpo 72"
Crysencio Summerville 121"
Quinten Timber 121"
Teun Koopmeiners 121"
Justin Kluivert 121"
Wout Weghorst 121"
Issa Diop 90"
Ismael Saibari 121"
Achraf Hakimi 121"
Neil El Aynaoui 121"
Soufiane Rahimi 121"
Chemsdine Talbi 121"

Holandia i rzuty karne, czyli jak z jedenastu metrów złamać sobie serca

Sebastian Warzecha

30 czerwca 2026, 06:18 • 8 min czytania 22

Reklama
Holandia i rzuty karne, czyli jak z jedenastu metrów złamać sobie serca

To miał być hit 1/16 finału mistrzostw świata. A wyszło jak w „Rejsie”, czyli wiecie: nuda, nic się nie dzieje. Sytuacje niedobre, bardzo niedobre były. W ogóle brak akcji był. Nic się nie działo. No, z małymi wyjątkami. W każdym razie Holandia – Maroko to spotkanie, które okazało się rozczarowaniem… poza samą końcówką. Równocześnie jednak to mecz, który napisał piękną, choć smutną historię. Bo gol Cody’ego Gakpo – i jego łzy – na niewiele się ostatecznie zdał. Holendrzy przegrali bowiem to spotkanie. Jak to oni – po rzutach karnych. Ale właśnie: jakie to były karne!

Reklama

Maroko znów to robi! Holandia odprawiona

Szybki rzut oka na pary 1/16 finału pozwalał stwierdzić, ze to jedno z tych spotkań, które zapowiada się najciekawiej. Świetnie zorganizowane i odważne Maroko kontra skuteczna w ofensywie Holandia, która jednak zawodziła w fazie grupowej w tyłach. Nie zostałby uznany za szaleńca ten, kto oczekiwałby dobrych kilku bramek i całego mnóstwa emocji. Bo byłyby to oczekiwania uzasadnione, odpowiednio motywowane przez dotychczasowe wydarzenia i, ot, po prostu klasę obu ekip.

W dodatku to mecz, który kończył nam ten dzień na mistrzostwach. Dzień nieco szalony, ale… no właśnie, z meczami o dyskusyjnej jakości, ale o emocjach nie do podważenia. Powrót Brazylijczyków z Japonią i wygrana po golu w samej końcówce. Wygrana Paragwaju z Niemcami po niesamowitej serii jedenastek. Świetnie się to układało..

A na koniec – hit. Mecz, na który warto było poczekać do 3 w nocy. Byliśmy o tym przekonani. I jak to ostatecznie wyszło?

Ano tak, że w sumie czasem warto pokusić się jednak o przespaną noc.

Reklama

Łzy Cody’ego Gakpo

Absolutnie nie było pewnym, czy Cody Gakpo w ogóle w tym meczu zagra. Niektórzy zastanawiali się nawet, czy nie powinien wręcz opuścić zgrupowania reprezentacji. Kilka dni temu poinformował bowiem, że przeżył rodzinną tragedię – jego partnerka poroniła, oboje stracili jeszcze nienarodzone dziecko, w dodatku wszystko działo się akurat w momencie, gdy Cody jest po drugiej stronie świata.

 Ze złamanym sercem dzielimy się dewastującą informacją o śmierci naszego syna w trakcie ciąży. Dziękuję wam za wyrazy miłości i wsparcia. Elijah Raphael Gakpo. Na zawsze kochany. Na zawsze nasz syn – pisała partnerka Cody’ego na Instagramie.

Gakpo został z kadrą, a i koledzy, i Ronald Koeman, selekcjoner tej kadry, mówili, że świetnie poradził sobie z sytuacją.

– To, jak to przyjął i poradził sobie z tym pokazuje jego dojrzałość. Nie sądzę, że znacząco to wpłynie na jego występ. We własny sposób radzi sobie z problemami rodzinnymi. To piękne, pokazuje bardzo dużą moc, zatem tak to zostawiliśmy. Ma od nas wsparcie, może liczyć na nas [sztab], na pozostałych piłkarzy, którzy też we własny sposób poradzili sobie z tą sytuacją – mówił szkoleniowiec Holendrów.

Reklama

Dziś Gakpo wybiegł w wyjściowej jedenastce. Wydawał się jednak przez długi czas być gdzie indziej. Ewidentnie nie był w pełni sobą, nie grał tak, jak to potrafi robić, gdy na wielkich turniejach często był często w ostatnich latach opoką tej ekipy. Dziś tak po prawdzie przechodził nieco obok meczu – często był niewidoczny, długo nie znajdował się przy piłce, ani nie kreował sytuacji, ani nie był odbiorcą podań kolegów. Aż do 72. minuty.

Wtedy, już właściwie leżąc, odegrał do niego piłkę Crysencio Summerville. Gakpo stanął sam na sam z Bono i sytuację wykorzystał. Wyprowadził Holendrów na prowadzenie, a potem padł na kolana, skrył twarz w dłoniach i zaczął płakać. Po chwili była przy nim już cała drużyna – nie tylko ci, co na boisku. Cała.

Reklama

Piękna to była scena. Radosna, a równocześnie przenikliwie smutna.

Dogrywka po marokańsku

Wcześniej ten mecz był brzydki. Trafiały się, owszem, dobre sytuacje, bramkarze po obu stronach byli od czasu do czasu zmuszeni do interwencji (popisywał się szczególnie Bart Verbruggen), ale w gruncie rzeczy były to pojedyncze momenty, przebłyski koloru na szarości tego meczu. Bo serio, do obiecywanego nam hitu, w żaden sposób ten mecz nie dorastał. To trochę jak z wyczekiwanym przez was filmem. Zwiastuny są świetne, obsada znakomita, reżyser też, a potem wchodzicie na salę kinową i nic się tam nie klei.

Gol Gakpo, owszem, podwyższył ocenę, przynajmniej tę emocjonalną. Ale to w sumie tyle.

Bo poza tym sporo było fauli, brzydkiej, momentami brutalnej gry. Sędzia na to przyzwalał (pokazał tylko jedną żółtą kartkę!), ale w końcu musiał zacząć przerywać grę. Traciło na tym tempo meczu, jego dynamika malała. Do tego nie pomagał zapewne klimat Monterrey – było i ciepło, i wilgotno, tamtejszy stadion ma bowiem taki mikroklimat, nie ma też przewiewu, bo dach utrudnia „pracę” wiatru. Tak więc nie tylko długo było to 0:0, ale było to 0:0 stosunkowo nudne, niestety.

Reklama

Trafienie dla Holandii nieco sytuację zmieniło – Maroko bowiem musiało się bardziej otworzyć. Nie było wyjścia – pozostało ryzykować. A afrykańska ekipa – czwarty zespół poprzedniego mundialu – choć wcześniej „zamulała” na boisku (choć i tak, zdaje się, mniej od rywali), to ostatecznie potrafiła to zrobić. Choć Holandia długo trzymała wynik. W 90. minucie jednak się to zmieniło – z lewej strony boiska piłkę w pole karne zacentrował Chemsdine Talbi, idealnie na głowę Issy Diopa, który z obrony przeszedł już wtedy do ataku.

Temu pozostało tylko wpakować ją do bramki, właściwie nie mógł zmarnować takiego podania i takiego prezentu od defensywy Holandii – ta bowiem kompletnie, na czele z Virgilem Van Dijkiem, zgubiła go z radarów. Diop dostał świetną piłkę, był niepilnowany i miał pełen komfort uderzenia.

Reklama

Musiało być 1:1. Maroko doprowadziło do dogrywki. A już cztery lata temu w pierwszym meczu po fazie grupowej właśnie dogrywka i późniejsze karne dały im triumf nad faworytem. Wtedy była to Hiszpania, tym razem trafiła się inna ekipa na „H”.

Pozostało jednak doprowadzić sprawę do końca. A Holandia też nie miała zamiaru przecież odpuszczać.

Szalone karne

W dogrywce wiele się nie działo… poza jedną sytuacją. Sam na sam z Verbruggenem znalazł się Soufiane Rahimi. Bramkarz Holendrów zachował się jednak doskonale, odbił strzał Marokańczyka i to naprawdę tyle, ile warto pisać o tych dorzuconych trzydziestu minutach.

Ale karne? O, tam to się działo! Właściwie wynagrodziły nam one całe to nudne spotkanie, bo była to jeszcze bardziej szalona seria jedenastek, niż ta z meczu Niemcy – Paragwaj. Jeśli jej nie widzieliście, odpalcie sobie skrót meczu przed czytaniem tego opisu, bo mamy wrażenie, że to po prostu trzeba zobaczyć, serio.

Reklama

No bo tak: zaczął Koopmeiners. I uderzył na pewniaka, tuż przy słupku, karny cud miód, idealny. Potem do piłki podszedł El Aynaoui, przylutował z całej siły i wstrząsnął bramką, bo trafił w poprzeczkę. Niewiele to jednak Holendrom dało, bowiem po chwili też w obramowanie – ale to pionowe – przydzwonił piłką Justin Kluivert. Mało jednak brakowało, a po dwóch seriach karnych na tablicy wyników mielibyśmy tylko 1:0, bo strzał Rahimiego świetnie wyczuł golkiper Holendrów.

Tyle tylko że, owszem, obronił, ale piłka uciekła mu pod ciałem i myśląc, że wlatuje do bramki, zebrał się tak nieszczęśliwe do próby uratowania sytuacji, że trącił ją piętą (bo przy niej się w rzeczywistości znajdowała). I wtedy faktycznie do siatki wpadła – zrobił się więc remis.

Trzecia seria była grana na pewniaka. Wout Weghorst uderzył idealnie, w okienko, poza zasięgiem Bono, a potem mocnym strzałem blisko słupka wyrównał Talbi. I jeśli myśleliście, że do tego momentu działy się cuda, ale już przestały, już będzie normalnie, to wiecie co? Nie było.

Timber nie trafił w bramkę. I to o dobre pół metra. To nie tak, że ta piłka obtarła się o słupek czy przeleciała tuż obok. Nie, celownik to Holendra zawiódł solidnie. Tyle tylko, że zawiódł też Hakimi po stronie marokańskiej. On akurat faktycznie trafił w słupek (to był już ósmy karny i trzeci raz zaliczone obramowanie), ale wiadomo, co mówi się o osobach, które w niego biją. Tak więc rozpacz Holendrów zmieniła się szybko w radość, bo okazało się, że Marokańczycy są przyjacielscy i odwdzięczają się za zmarnowane karne.

Reklama

Ale ile można? No na pewno nie w nieskończoność. A tego w sumie chcieliby Holendrzy.

Bo dziewiąty karny w tej całej serii to jedna z najbardziej nietypowych interwencji bramkarskich. Bono bowiem stwierdził: „nie będę się rzucać, po prostu ruszę w jedną stronę i co będzie, to będzie”. Pognał więc tam, gdzie akurat przyładował Summerville – w lewą (z perspektywy strzelca) stronę bramki. I ostatecznie obronił ten strzał w zasadzie na prostych nogach, wyciągniętą do góry ręką. Serio, nie jesteśmy pewni, czy kiedykolwiek widzieliśmy przy rzucie karnym taki rodzaj interwencji.

Reklama

Wciąż jednak pozostawało to wszystko zamknąć. Do dziesiątego karnego podszedł Saibari, który pod sam koniec dogrywki zmieniał koszulkę z powodu rozcięcia przy łuku brwiowym i zakrwawienia. Udało się to sprawnie ogarnąć, strój też dostał nowy i wyszło, że za tę krew może szybko odpłacić – jego karny mógł wysłać Holendrów do domu.

I wysłał.

Bo po tych wszystkich dziwnych jedenastkach, to był najbardziej klasyczny karniaczek, jakiego można sobie wyobrazić: spokojnie, płasko, blisko słupka, bramkarz został zmylony. Maroko wygrało, Holandia – znowu, bo karne to przecież ich przekleństwo – żegna się z mistrzostwami świata po serii jedenastek. Tak było z Argentyną w 2022 roku, tak też w 2014 (również z Argentyną) i w 1998 (z Brazylią) roku. Wygrali tylko w 2014, z Kostaryką. A dziś do tej listy wstydu dopisać trzeba rok 2026 i Maroko.

A choć Ronald Koeman mówił, że nie wszystko w przypadku karnych w meczu o taką stawkę da się wyćwiczyć, to może jednak próbować warto, droga Holandio?

Reklama
7 +
Verbruggen
4
Ake
4
Dijk
5
Hecke
5
Ven
4
Jong
5
Gravenberch
5
Dumfries
6
Gakpo
1
5
Summerville
1
1
3
Brobbey
Wilton Sampaio 3

Zmiany:

icon-swap
Teun Koopmeiners
5
Nathan Ake
1
icon-swap
Wout Weghorst
5
Brian Brobbey
1
icon-swap
Jorrel Hato
4
Micky van de Ven
icon-swap
Quinten Timber
3
Ryan Gravenberch
1
-
icon-swap
Marten de Roon
Frenkie de Jong
icon-swap
Justin Kluivert
3
Cody Gakpo
1

Legenda

yellow-card
Żółta kartka
red-card
Czerwona kartka
yellow-card red-card
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
5.0
Ocena meczowa
+
Plus meczu
-
Minus meczu
swap
Zawodnik zmieniony

Ocena meczu: 3/6

Fot. Newspix

22 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Informacja o meczu

Data:
wtorek, 30 czerwca 2026 03:00
Sędzia:
Wilton Sampaio

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama