Zrobili to! Debiutująca na mistrzostwach świata Republika Zielonego Przylądka dzięki trzem remisom wywalczyła bezpośredni awans do fazy pucharowej. Kabowerdeńczycy napisali piękną historię, ale mamy tu raczej na myśli ich spotkania z Hiszpanią i Urugwajem. Bo na to, co zobaczyliśmy w ich meczu z Arabią Saudyjską, szkoda było wysilać zmęczone nieprzespaną nocą gałki.
Zdradzę wam kulisy – losowaliśmy w redakcji, kto napisze relację z tego hiciora. Kiedy wypadło na mnie, pomyślałem sobie: okej, może jest tu potencjał na pozytywne zaskoczenie. Takie mecze drugiego wyboru potrafią dowieźć, a tu jeszcze była wysoka stawka, bo obie drużyny miały szansę na bezpośredni awans. No ale nie. Ten mecz nie był dobry, ani nawet średni.
Republika Zielonego Przylądka napisała świetną historię swoim awansem na mundial, a potem remisami z Hiszpanią i Urugwajem już na turnieju, ale rzecz z tego typu drużynami jest taka, że one najlepsze historie piszą, kiedy stawiają się mocniejszym. Gdy heroicznie bronią się z faworytem, bramkarz ma okazję zostać bohaterem, a do tego jeszcze uda się coś stworzyć z przodu, mówimy: to jest piękno piłki. Ale kiedy takim drużynom przychodzi mierzyć się z kimś ze swojej półki, prowadzić grę, to jest to zwykle piłka, w której piękna jest niewiele.
I jeśli mielibyśmy stwierdzić jego obecność w meczu Arabii Saudyjskiej z Republiką Zielonego Przylądka, byłyby to śladowe ilości.
Republika Zielonego Przylądka – Arabia Saudyjska 0:0. Debiutant gra dalej!
Tutaj największym rozczarowaniem jest postawa Arabii Saudyjskiej, bo to drużyna, która przecież nie miała już nic do stracenia. Kabowerdeńczyków przy przegranej Urugwaju urządzał remis. Saudyjczyków – tylko zwycięstwo. Może ktoś pomylił się w obliczeniach, może ktoś nie zrozumiał regulaminu i pomyślał, że z czwartego miejsca też wychodzi się z grupy, ale zespół z Bliskiego Wschodu wyglądał, jakby szczytem jego marzeń był bezbramkowy remis.
Było to wręcz absurdalne – trzydzieści minut do końca meczu, jeden strzelony gol mógł dać bezpośredni awans do fazy pucharowej (!), a Saudyjczycy ani nie atakowali specjalnie rywala, gdy ten wymieniał podania, ani nie szturmowali połowy przeciwnika, gdy sami byli przy piłce. Obrońcy rozgrywali między sobą, najczęściej efektem tego było jakieś rozpaczliwe, niecelne dalekie podanie do przodu, a próby szybkich ataków kończyły się nerwowym wytężaniem wzroku w poszukiwaniu kogoś, komu można by zagrać piłkę. Najgroźniejsze okazje Saudyjczyków to strzał głową w środek bramki po dalekim podaniu, centrostrzał, przy którym niepewnie interweniował Vozinha i słabe, sytuacyjne uderzenie w samej końcówce meczu (też w środek bramki). To nie tyle nie była gra na poziomie mistrzostw świata, co nawet na poziomie klasy okręgowej.
Kabowerdeńczycy na tle tak beznadziejnego rywala wyglądali całkiem przyzwoicie. Im remis wystarczał, więc gdyby to oni od razu zamurowali dostęp do swojej bramki, trudno byłoby im się dziwić. Ale skoro Saudyjczycy dali im grać, to korzystali. Ich ataki przynajmniej były zdecydowane. Gdy ktoś ruszał z piłką, to partnerzy tworzyli mu opcje do rozegrania. Kiedy docierali w okolice szesnastki, chcieli kończyć sytuacje strzałami. Gdyby byli skuteczni, mogliby wygrać nawet z trzy do zera. Najlepszą okazję w drugiej połowie zmarnował Duarte – jego sytuacja sam na sam to po prostu powinien być gol.
Nie był to łatwy do oglądania mecz, ale koniec końców można stwierdzić, że Republika Zielonego Przylądka awansowała zasłużenie, co w tych okolicznościach jest przytykiem przede wszystkim do Urugwaju. Bo o ile remisu z Kabowerdeńczykami nie muszą się wstydzić, tak straty punktów z Arabią Saudyjską – zdecydowanie.
Zmiany:
Legenda
Ocena atrakcyjności meczu: 1/6
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix