48 reprezentacji na tegorocznym mundialu, 1248 powołanych zawodników. W tak licznym gronie po prostu muszą być ci, którzy mają za sobą historie nietypowe i niezwykle ciekawe na tle reszty. W jednym przypadku bardziej chodzi o sprawy czysto sportowe, w innych o kwestie życiowe. Przedstawiamy niektóre z nich, to już część druga.
Josue Duverger (Haiti, FC Cosmos Koblenz)
Na mistrzostwa świata pojechał zawodnik, który nie jest zawodowcem. Trzeci bramkarz reprezentacji Haiti na co dzień gra w piątej lidze niemieckiej w FC Cosmos Koblenz i nawet na tym poziomie wielkiego szału nie robi. W ostatnim sezonie ledwie trzy razy udało mu się zachować czyste konto (na 22 mecze). A jego drużyna była beniaminkiem, bo jeszcze w zeszłym roku – z Duvergerem w składzie – rywalizowała na szóstym poziomie rozgrywkowym. Totalny, nomen omen, kosmos.
Wcześniej 26-letni golkiper błąkał się po niższych ligach portugalskich. W trzeciej lidze udało mu się rozegrać jedno spotkanie dla Vitorii Setubal. W sezonie 2019/20 ocierał się o kadrę pierwszego zespołu, który rywalizował jeszcze w Liga Portugal, ale nigdy nie załapał się nawet na ławkę rezerwowych.
W kadrze Haiti urodzony w Kanadzie Duverger uzbierał sześć występów. Najpoważniejszym sprawdzianem był właśnie mecz przeciwko Kanadyjczykom w eliminacjach MŚ 2022. Do przerwy gospodarze nie potrafili strzelić gola, ale zaraz po zmianie stron Duverger zaliczył kuriozalną wpadkę, która stała się internetowym viralem. Obrońca w bezpieczny sposób wycofał do niego piłkę. Toczyła się spokojnie, nie podskakiwała, a mimo to nasz bramkarz-amator najpierw popełnił okropny błąd w przyjęciu, a potem… Najlepiej zobaczcie sami. Skończyło się porażką 0:3.
Cóż, wybór wśród haitańskich bramkarzy najwyraźniej jest praktycznie zerowy, skoro taka postać ciągle przyjeżdża na zgrupowania.
Tommy Smith (Nowa Zelandia, Braintree Town)
W szeregach Nowej Zelandii mamy natomiast piłkarza, który dopiero co spadł z piątej ligi angielskiej. 36-letni obecnie Tommy Smith rok temu dołączył do Braintree Town i zajął z nim przedostatnie miejsce w 24-zespołowej tabeli National League. Na dodatek dokuczały mu problemy zdrowotne, przez co miał problemy z regularnym graniem (17 meczów, 1 asysta).
To jednak zupełnie inny przypadek niż Duverger, bo Smith przez długi czas poważnie grał w piłkę. W latach 2008-2017 zakładał koszulkę Ipswich Town i uzbierał 247 spotkań w Championship (21 goli, 10 asyst). Później przez dwa sezony był podstawowym stoperem Colorado Rapids z MLS. Od 2020 roku jego kariera wyhamowuje. Przez trzy i pół roku kopał w League Two, potem pograł trochę w australijskiej ekstraklasie, aż wylądował w Braintree.
Przez cały ten czas był stałym bywalcem na zgrupowaniach reprezentacji Nowej Zelandii. Jako świeżak pojechał na mundial w 2010 roku i rozegrał od deski do deski wszystkie mecze fazy grupowej. On i koledzy nie awansowali, ale ani razu nie przegrali, remisując kolejno ze Słowacją (1:1), Włochami (1:1) i Paragwajem (0:0).

Tommy Smith w dobrym humorze na ławce podczas meczu Polska – Nowa Zelandia
Od dłuższego czasu jednak Smith służy już kadrze głównie doświadczeniem i wspieraniem młodszych zawodników w szatni. Na boisku w narodowych barwach nie oglądano go od września 2024. Również na trwających MŚ z ławki oglądał mecze z Iranem i Egiptem. Nie grał także w przedmundialowych sparingach.
Mimo to podchodzi do wszystkiego z dużym entuzjazmem i traktuje amerykańską imprezę jako ukoronowanie swojej kariery. – Mam teraz 36 lat i realistycznie rzecz biorąc, podobna historia jako zawodnika już mnie nie spotka, więc staram się po prostu wykorzystać każdą chwilę, cieszyć się nią, wnosić jak najwięcej swoim doświadczeniem – mówił kilka tygodni temu dla BBC.
Co potem? Smith jeszcze nie wie. Z Braintree wygasa mu kontrakt, a po spadku klub ten ma problemy finansowe. – Nie otrzymaliśmy wypłaty za ostatni miesiąc. Myślę, że właściciel po prostu próbuje znaleźć inwestorów, którzy zebraliby pieniądze na spłatę długów. Kibice zasługują na coś lepszego, zasługują na funkcjonowanie klubu i walkę o czołowe miejsce w lidze w przyszłym sezonie. Muszę usiąść i podsumować sytuację. Od dawna jestem w tej grze i niezależnie od tego, czy chcę ją zakończyć na mundialu, czy nie, nie podjąłem jeszcze ostatecznej decyzji – skomentował.
Na razie głowę zaprząta mu mecz z Belgią. Jeśli Nowa Zelandia sprawi sensację i go wygra, wyjdzie z grupy.
Jayden Nelson (Kanada, Austin FC)
Zanim rozpoczął walkę o swoją pozycję w świecie futbolu, musiał stoczyć naprawdę ciężką walkę o życie. Gdy miał 18 miesięcy, lekarze zdiagnozowali u niego rzadką odmianę raka jąder, którą uważali za nieuleczalną. Potem na dodatek pojawiły się przerzuty do płuc. Syn jamajskich imigrantów oszukał jednak przeznaczenie i wygrał tę bitwę.
– Mogłem umrzeć, a lekarz powiedział, że prawie nie ma szans, żebym mógł być profesjonalnym piłkarzem lub prowadzić szczególnie aktywny tryb życia. Mimo to stawiłem czoła przeciwnościom losu. Teraz mam misję, aby podzielić się moją historią i cieszyć się każdą sekundą życia. Jestem po prostu wdzięczny, że żyję, wdzięczny lekarzom, mojej rodzinie i Bogu. Chcę zainspirować inne dzieci do zrobienia tego samego. Można wyjść silniejszym z mrocznych sytuacji – mówił w jednym z wywiadów.
Dziś wyróżnia się bujną czupryną, która nie wzięła się z przypadku i nawiązuje do tamtych chwil. – Dla mnie to symbol siły. Kiedy miałem chemioterapię, straciłem włosy. Ta fryzura dodaje mi pewności siebie i przypomina, że w życiu są ważniejsze rzeczy. Niewiele pamiętam, bo byłem wtedy bardzo młody, ale nadal odwiedzam szpital i mam badania kontrolne – stwierdził.

Gdy już Nelson wyzdrowiał, zaczął rosnąć jak na drożdżach. W wieku dziewięciu lat grał w reprezentacji Kanady U-12. Szybko też zadebiutował w seniorskiej piłce. Jego droga była dość pokręcona. Po pierwszym pełnym sezonie w MLS jako piłkarz Toronto FC, wyjechał szukać szczęścia do Europy. Zaczął w Rosenborgu (44 mecze, 8 goli, 8 asyst), a jesień 2024 spędził w niemieckim drugoligowcu SSV Ulm. Tam mu nie poszło, poprzestał na sześciu występach i na początku ubiegłego roku wrócił do USA. Najpierw był w Vancouver Whitecaps (28 meczów ligowych, 2 gole, 6 asyst), a od początku sezonu 2026 występuje w Austin (10 spotkań, 2 bramki).
Po cichu Nelson na pewno liczył, że na mundialu będzie mógł się przedstawić szerszej publiczności, ale jak dotąd śledzi turniej z ławki. Z Bośnią i Katarem nie wszedł nawet na minutę. Może ze Szwajcarią się uda.
Isidro Pitta (Paragwaj, RB Bragantino)
To jedna z tych historii, kiedy piłkarz bardzo mile się zaskoczył, jadąc na mundial. Pitta był prawie pewny, że nie ma na co liczyć i miał już zaplanowane wakacje z rodziną. Dopiero kilka godzin przed oficjalnym ogłoszeniem nominacji, zadzwonił do niego selekcjoner Gustavo Alfaro i poinformował, że jest dwudziestym szóstym, czyli ostatnim, piłkarzem powołanym przez niego na MŚ.
– Nie spałem, myśląc o tym. Byłem zaniepokojony, ale nigdy nie straciłem nadziei – mówił po wszystkim, wyraźnie rozpromieniony.
Pitta miał prawo przewidywać, że nie załapie się na wyjazd do USA. Nie należał już do młodzieniaszków (26 lat), a jego reprezentacyjne doświadczenie ograniczało się do pięciu występów z jesieni 2024. Nie dał w nich żadnego konkretu. Od kilku sezonów gra w brazylijskiej ekstraklasie i idzie mu całkiem nieźle, ale nie na tyle spektakularnie, żeby jego obecność w reprezentacji była oczywista. Kibice cenią go jednak za siłę, waleczność i nieustępliwość. To typ napastnika, którego obrońcy nie lubią, bo nigdy nie odpuści. Ze względu na wojowniczy wygląd jest nazywany „Wikingiem”, a bramki celebruje tak samo jak Conor McGregor wygrane walki.

Z drugiej strony, nigdy nie należał do superstrzelców. W najlepszym sezonie ligowym skończył z siedmioma golami i dwiema asystami.
Pitta prawie całą dotychczasową karierę grał w Ameryce Południowej. Z dwoma wyjątkami. W 2018 roku, jeszcze jako junior, spędził kilka miesięcy w portugalskiej Alvarendze. Z kolei jesienią 2021 Huesca kupiła go za milion euro z Olimpii Asuncion. Drugiej ligi hiszpańskiej nie podbił. Rozegrał 14 meczów, strzelił dwa gole i po raptem jednej rundzie odszedł, zaczynając brazylijski rozdział.
Mundial zaczął od roli rezerwowego z USA, ale na Turcję znalazł się w podstawowym składzie. Po faulu na nim doszło do zamieszania, które skończyło się czerwoną kartką dla Miguela Almirona za zasłanianie ust dłonią. Selekcjoner musiał postawić na obronę, dlatego Pitta po przerwie już nie pojawił się na boisku.
Jurien Gaari (Curacao, Abha-Club)
Zaczęliśmy wątkiem amatorskim i na nim skończymy tę część, choć ze znacznie lepszym zakończeniem. Wielu reprezentantów Curacaco zdecydowało się na występy dla tego kraju dopiero niedawno. Jurien Gaari jest tu weteranem, bo pierwsze powołanie otrzymał w 2016 roku, gdy grał jeszcze w trzeciej lidze holenderskiej dla Kozakken Boys. Nie był wtedy zawodowcem, a czas leciał nieubłaganie.
Chłopak od początku miał tu pod górkę. Jako nastolatek, grając i trenując amatorsko, wraz z kolegą postanowił zaoferować swoje usługi profesjonalnym klubom. – Napisaliśmy wiadomość, kopiowaliśmy adresy mailowe klubów i po kolei ją wysyłaliśmy – wspominał.
W większości przypadków nawet nie dostawali odpowiedzi. Opłaciło się jednak wykazać inicjatywę, bo na treningi zaprosił go Excelsior Rotterdam i Jurien został przyjęty do akademii. Po kilku latach, bez debiutu w seniorach, wrócił do rekreacyjnego kopania. Długo jego największym sukcesem pozostawał awans z Kozakken Boys z czwartej do trzeciej ligi.

Przełom nastąpił dopiero latem 2018, kiedy po już blisko 25-letniego stopera sięgnęło drugoligowe RKC Waalwijk. – Trenujemy tutaj sześć razy w tygodniu, również rano. W moim poprzednim klubie treningi odbywały się głównie wieczorami – opisywał pierwsze różnice.
Na starcie miał problemy z odpowiedzialnością w grze. – Dobrze się u nas zaaklimatyzował i dobrze zniósł przejście z futbolu amatorskiego. Trzeba jednak o tym pamiętać. W piłce zawodowej każdy błąd jest karany. Musi sobie z tym poradzić. Gaari to wrażliwy chłopak, więc ten sezon to dla niego dobra lekcja – oceniał trener Fred Grim. Gaari był wówczas siedmiokrotnym reprezentantem Curacao.
Poradził sobie z nowym wyzwaniem i od razu wywalczył miejsce w składzie, a po roku świętował wejście do Eredivisie. Na tym poziomie spędził w RKC pięć kolejnych sezonów (119 meczów, 3 gole, 2 asysty). Dwa lata temu skusił się na petrodolary i do dziś występuje w saudyjskiej ekstraklasie. MŚ w USA rozpoczął jako rezerwowy z Niemcami, ale z Ekwadorem rozegrał już pełne 90 minut.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix