Pierwszy hit fazy grupowej tego mundialu był wciągającym widowiskiem, ale głównie do przerwy. Maroko przypomniało wszystkim, że nie przez przypadek na poprzednich mistrzostwach świata weszło do najlepszej czwórki. Brazylia z kolei potwierdziła, że sama nazwa meczu nie wygra, a obok wielkich nazwisk ma też wielkie problemy.
Ludzie regularniej śledzący piłkę południowoamerykańską ostrzegali, żeby po Brazylii nie spodziewać się cudów na tym turnieju. Bartłomiej Rabij w niedawnej rozmowie z nami mówił wprost, że byłby zaskoczony, gdyby Canarinhos przebili się ponad ćwierćfinał, który od triumfu w 2002 roku staje się ich mundialowym zwyczajem, pomijając MŚ 2014, gdy w półfinale na własnej ziemi ośmieszyli ich Niemcy pamiętnym 1:7.
Brazylia – Maroko 1:1. Szokująco słaby początek Canarinhos
Chyba jednak nawet ci chłodno patrzący na brazylijską reprezentację nie spodziewali się tak słabych trzydziestu minut w wykonaniu podopiecznych Carlo Ancelottiego. To miało być starcie dwóch wielkich ekip, a miało się wrażenie, że znów jakiś faworyt gra z kopciuszkiem, który na dodatek założył betonowe buty.
Maroko było szybkie, silne, zdecydowane, bez żadnej paniki pod presją, świetne w grze z piłką i bez niej. Nie było z tego jakichś niebywale dobrych sytuacji, ale pachniało golem. Brazylia na tym tle raziła brakiem pomysłu na przyspieszenie gry, statycznością z przodu i mnóstwem prostych, wręcz rażących strat. Skostniały środek pola z Casemiro, Guimaeresem i Paquetą chwilami nie wiedział, co się dzieje. Pewne rzeczy działy się dla nich za szybko.
Vinicius do pierwszej przerwy na napoje miał sześć kontaktów z piłką, a i tak do tego momentu jako jedyny błysnął w swojej drużynie. W dobrze nam znanym stylu szarpnął na skrzydle i bardzo dobrze dośrodkował, ale Igor Thiago nawet nie trafił w futbolówkę, choć wydawało się, że otrzymał świetny serwis.
Ta akcja nie wpłynęła jednak znacząco na grę Brazylii, za to Maroko po chwili dało konkret. Szybkie rozegranie do środka, kapitalne podanie Brahima Diaza między Marquinhosa a Gabriela i błyskotliwy lob Saibariego nad wychodzącym Alissonem. Najwyższa jakość wykonania od początku do końca. Miodzio.
𝐌𝐄𝐂𝐙𝐘𝐂𝐇𝐎 😍
Brazylia w szoku! Maroko prowadzi w HICIE 💪
🔴 📲 OGLĄDAJ #BRAMAR ▶️ https://t.co/rVpbKaqwkF pic.twitter.com/CtPQBvku8B
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 13, 2026
Klasa Viniciusa ratuje Brazylię
Strach pomyśleć, co by się dziś stało z Brazylią, gdyby nie Vinicius. Prawie wszystko, co godne docenienia w jej ofensywie, dotyczyło gwiazdy Realu Madryt. Gdy niewiele zapowiadało wyrównanie, Vini po prostu z łatwością minął El Aynaouiego przy zejściu do środka i huknął jak z armaty w dalszy róg. Nie było czego zbierać. Typowy przykład bramki, w której decydowała przede wszystkim indywidualna klasa zawodnika.
𝐊𝐓𝐎 𝐉𝐀𝐊 𝐍𝐈𝐄 𝐎𝐍 ⁉️
Vinicius Junior SHOW 😍
🔴 📲 OGLĄDAJ #BRAMAR ▶️ https://t.co/rVpbKaqwkF pic.twitter.com/hcXzK06fL8
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 13, 2026
To też Vinicius po zmianie stron wycofał do Raphinhi, który uderzył jednak kiepsko, Bono pewnie złapał piłkę. Wcześniej jeszcze lepszą szansę po błyskawicznym wyrzucie z autu miał Thiago, ale znów górą był marokański bramkarz.
Patrząc na „dziewiątkę” Brazylijczyków trudno było uwierzyć, że mowa o gościu mającym na koncie 22 gole w ostatnim sezonie Premier League. Napastnik Brentford dwie sytuacje zmarnował, a oprócz tego praktycznie nic nie dawał drużynie. Ani utrzymania piłki, ani gry na ścianę. Ciało obce.
Mniej emocji w drugiej połowie
Od momentu wyrównania Canarinhos okrzepli i osłabili animusz Maroka. Ancelotti od razu po przerwie podziękował Casemiro i Ibanezowi. Fabinho i Danilo wielkich rzeczy nie zrobili, ale byli solidniejsi, dawali więcej pewności. W efekcie w drugiej połowie oglądaliśmy głównie klincz, przeplatany kilkoma ciekawszymi momentami – przeważnie po stronie Viniciusa i spółki. Dopiero na sam koniec Alisson wykazał się podwójną interwencją.
W szeregach Brazylijczyków zbyt wielu zawodników zawiodło indywidualnie. Paqueta kompromitował się przez pół godziny i dopiero potem zaczął być przydatny. Casemiro ruszał się jak oldboj. Raphinha pracował dla zespołu, ale na prawej stronie niewiele zrobił z przodu. Igor Thiago nie pasował do towarzystwa. Mało kreatywne były boki obrony. Jedna dobra wrzutka Douglasa Santosa do Paquety to trochę za mało.
Maroko praktycznie nie miało słabych punktów, jako całość funkcjonowało lepiej, posiadając jednocześnie dużo jakości. Trudno było uwierzyć, że ten Ayyoub Bouaddi to zaledwie 18-latek z Lille. Chłopak grał z niebywałą lekkością, nic sobie nie robił z pressingu rywala, wygrał dziewięć z trzynastu pojedynków. Warto śledzić jego rozwój.
Obie ekipy prawdopodobnie rozegrały właśnie najtrudniejszy dla siebie mecz w grupie, w której są jeszcze Szkocja i Haiti.
Atrakcyjność meczu 4/6
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix