– Wbiegam na boisko, mamy wrzut z autu. Po chwili Memphis Depay zprzybija mi piątkę i pyta: „Jak tam?”. To był trochę szok: tacy zawodnicy jak on wydawali mi się wcześniej kimś nieosiągalnym – tak Dominick Zator wspomina jedno ze swoich spotkań dla reprezentacji Kanady. Obrońca Arki Gdynia nie jedzie na mundial, ale będzie trzymał kciuki za Kanadyjczyków. W rozmowie z Weszło ocenia szanse współgospodarza turnieju, mówi, jacy prywatnie są najlepsi kanadyjscy piłkarze, i opisuje, jak swoje piętno na drużynie narodowej odcisnął selekcjoner Jesse Marsch. Zator wspomina też swoją drogę i moment, gdy mógł pójść w zupełnie inną stronę, niż piłka nożna.
Jakub Radomski: Masz na koncie trzy mecze w reprezentacji Kanady, ale ostatni miał miejsce latem 2024 roku. Na mundial nie jedziesz. Szczerze – liczyłeś, że pojawi się powołanie?
Dominick Zator, obrońca Arki Gdynia i reprezentacji Kanady: Selekcjoner Jesse Marsch podjął taką decyzję i ja ją rozumiem. Mieliśmy sporo rozmów na początku sezonu. Mówił mi, że jeżeli będę regularnie grał w klubie, zwiększę swoje szanse na powołanie do kadry.
W sierpniu i na początku września raczej w Arce nie grałeś.
No właśnie. W kanadyjskiej kadrze jest dużo dobrych zawodników, ale we wrześniu mieliśmy sporo kontuzji. Zgrupowanie, które się wtedy odbyło, było bardzo ważne, ale nie występowałem w klubie. Później moja sytuacja się poprawiła i sądziłem, że skoro gram dość regularnie, to może jest jakaś szansa. Myślę jednak, że trener Marsch już jakieś trzy miesiące przed turniejem miał w głowie mniej więcej gotową listę piłkarzy, których powoła. Trudno, nie mam powodów, by być zły na to wszystko. Pozostaje mi oglądać ich mecze i kibicować. Fajnie, że jesteśmy współgospodarzem turnieju. To będzie wspaniałe doświadczenie.
Tak sobie analizuję kadrę Kanady i wychodzi mi na to, że prawa obrona jest akurat bardzo mocno obsadzona. Alistair Johnston to bardzo solidny zawodnik Celtiku, a Niko Sigur – zdolny Chorwat, który zdecydował się jednak grać dla Kanady.
Zgadza się, obaj się wyróżniają, to mocne punkty reprezentacji. Johnston przez długi czas leczył kontuzję i Marsch sprawdzał innych piłkarzy na tej pozycji, ale po wyleczeniu urazu prezentował się bardzo dobrze. Wygrał ten dramatyczny mecz przeciwko Hearts, który dał Celtikowi mistrzostwo Szkocji. Jeśli chodzi o mnie, ja w koncepcji trenera jestem zawodnikiem, który może zagrać i na prawej stronie, i na środku defensywy. Marsch lubi graczy, którzy poradzą sobie nie tylko na jednej pozycji. Tyle że na środku obrony też jest spora konkurencja.
Dominick Zator o reprezentacji Kanady: To mocniejszy zespół niż kanadyjskie drużyny z poprzednich mundiali
Kanada występowała na dwóch mundialach – w 1986 i w 2022 roku. Rozegrała na nich łącznie sześć spotkań w grupie i wszystkie przegrała. Jak patrzy się w Kanadzie na siłę obecnej drużyny i jej szansę w zbliżającym się turnieju?
Wszyscy uważają, że to mocniejszy zespół, niż ekipy z turniejów, które wspomniałeś. Spójrzmy na naszą potencjalną pierwszą jedenastkę. Alphonso Davies miał trochę problemów, ale załóżmy, że wszyscy są zdrowi. Prawie cała jedenastka gra w naprawdę dobrych klubach. Duet środkowych obrońców mogą stworzyć goście z Marsylii i Nice. Johnston występuje w Celtiku, Davies, wiadomo – w Bayernie Monachium. Środek pola to bardzo dobry Ismael Kone z włoskiego Sassuolo. Jonathan David występuje w Juventusie, Tajon Buchanan w Villarreal. A do tego są jeszcze Ali Ahmed z Norwich czy np. Cyle Larin, gracz Southampton. Nie przypominam sobie, by Kanada miała wcześniej tylu zawodników grających na bardzo wysokim poziomie.
Ludzie są podekscytowani, nie mogą doczekać się pierwszego spotkania z Bośnią. Jeden mecz rozgrywamy w Toronto, dwa w Vancouver. Kraj będzie tym mocno żyć, drużyna będzie miała olbrzymie wsparcie. Pytałeś o szanse. Według mnie tym razem wygramy już mecz na mundialu. Uważam, że pierwsze spotkanie, przeciwko Bośni, może być o drugie miejsce w grupie.

Zator i Joel Waterman, który znalazł się w kadrze na mundial
Dlaczego?
Nie chcę, by zostało to odebrane jako lekceważenie rywala, ale według mnie jesteśmy sporo silniejsi niż Katar. Nikt nie położy się na boisku, ale ten mecz koniecznie trzeba będzie wygrać. Szwajcaria wydaje się doświadczona i bardzo silna, a Bośnia to chyba poziom zbliżony do Kanady. Myślę, że losowanie było dość dobre, uniknęliśmy bardzo mocnych drużyn, choć Szwajcaria to obiektywnie faworyt grupy. Ten zespół regularnie sporo osiąga w dużych imprezach.
Jak jest w ogóle teraz w Kanadzie z popularnością piłki nożnej?
Sportem numer jeden od lat jest hokej na lodzie, popularna jest koszykówka, choć bardziej w Toronto i okolicach, bo tam jest zespół z NBA, ale piłka w ostatnich latach naprawdę idzie do góry. Współorganizowanie mundialu przekłada się na więcej inwestycji, wszyscy będą teraz patrzeć na piłkę nożną. W Kanadzie jest sporo osób, które tutaj migrowały. To trochę jak z moimi rodzicami, którzy przybyli z Polski do Kanady. Nie znali się wcześniej, spotkali się w Calgary i ja urodziłem się już tutaj. Mama i tata zachęcali mnie do treningów piłkarskich, bo pamiętali z Polski, jak popularny to jest sport.
Piłkarz Arki Gdynia o swojej drodze: Nie było łatwo. Mogłem być księgowym i pracować z kolegami
Próbowałeś też innych dyscyplin?
Gdy byłem młody, w szkole, próbowałem hokeja, ale to dużo droższy sport. Musisz mieć cały sprzęt, to nie były łatwe realia. Piłka jest tańsza, prostsza, szczególnie tata nakręcał mnie na nią. Pamiętam, że w każdą sobotę siadaliśmy przed telewizorem i oglądaliśmy mecze Premier League. Zakochałem się w tej dyscyplinie od małego, a moim ulubionym klubem był Manchester United.
Pierwsi idole?
Najpierw Zinedine Zidane i David Beckham, a później Cristiano Ronaldo.
W Kanadzie grałeś w kilku drużynach, ale to był albo klub uniwersytecki, albo zespół z niższej ligi, albo Whitecaps FC 2, czyli rezerwy Vancouver Whitecaps. Dlaczego tak ciężko było ci się przebić?
Pochodzę z Calgary, a w Kanadzie masz trzy drużyny w Major League Soccer: w Vancouver, Montrealu i Toronto. Tak naprawdę, żeby grać w piłkę na wysokim poziomie w młodym wieku, najlepiej byłoby polecieć do Europy. Ja jednak czekałem, rodzice też mówili, żebym najpierw skończył szkołę. Wiesz, oni przybyli do Kanady z Polski w nadziei na lepsze życie i, choć chcieli, żebym grał w piłkę, to jednocześnie bardzo istotne było dla nich ukończenie uniwersytetu. Później – tak rozumowali – mogę albo skoncentrować się na piłce, albo robić coś, co wiąże się moim kierunkiem studiów.

Zator jako gracz Korony Kielce
Zdecydowałem się na to pierwsze i na Vancouver. To była, tak jak mówiłeś, druga drużyna Whitecaps. Tylko że ja trafiłem tam, mając 23 lata. Kilka razy trenowałem z pierwszym zespołem, ale nie było łatwo się do niego przebić. MLS ma specyficzne zasady: są Designated Players, czyli gwiazdy, które zarabiają więcej, do tego istnieją drafty, w których wybiera się najzdolniejszych graczy. Kluby są też zachęcane innymi zasadami do inwestowania w młodych zawodników. Ja byłem już trochę starszy, oni woleli stawiać na młodszych, którzy mieli być przyszłością Whitecaps. Nie było mi wtedy łatwo, ale jednocześnie wielka pasja do piłki wciąż we mnie była.
Miałeś w tamtym czasie jakiś plan B na siebie?
Gdy szedłem do Vancouver, była alternatywa. Mogłem zostać księgowym w KPMG, znanej firmie, zajmującej się audytem i podatkami. Skończyłem studia handlowe na Univeristy of Calgary, a później dodatkowe, związane właśnie z księgowością. Moi koledzy szli do pracy w KPMG, chcieli tego. Ja mogłem do nich dołączyć. Pracowałbym z osobami, które znam. Żyłbym dalej w Calgary, gdzie miałem rodzinę. Ale wolałem spróbować czegoś innego, wyjść ze strefy komfortu. Wiesz, ja po prostu chciałem walczyć o swoje marzenia. Zostać zawodowym piłkarzem i grać na wyższym poziomie.
Piłka nożna nie jest łatwa. Ktoś może dzisiaj powiedzieć, że osiągnąłem sukces, bo byłem w Szwecji, a w 2023 roku trafiłem do Polski, gdzie najpierw występowałem w Koronie Kielce, a później w Arce Gdynia. Ktoś doda, że przecież udało mi się zagrać w dorosłej reprezentacji Kanady. To wszystko prawda, ale jednocześnie wiązało się to z totalnym zmienieniem swojego świata. Byłem daleko od rodziny, przyjaciół. Walczyłem o siebie, siedząc przez długi czas sam w domu, tysiące kilometrów od najbliższych. To druga strona futbolu.
Dominick Zator o meczu z Holandią: Memphis Depay przybił mi piątkę. Byłem w szoku
Który z trzech meczów dla dorosłej reprezentacji Kanady wspominasz wyjątkowo?
Pierwsze powołanie dostałem w 2019 roku, gdy nieźle prezentowałem się w Calgary Foothills. Ówczesny selekcjoner, Anglik John Herdman, zasugerował mi, że dobrze byłoby, gdybym trafił do lepszego klubu, najlepiej spoza Kanady. Chciałem wyjechać do Europy, nie bałem się tego, ale pandemia koronawirusa pokrzyżowała mi plany. Chciałby mnie kluby z Anglii, Niemiec. Poważnie zainteresowani byli m.in. działacze Bolton Wanderers. Ale przez COVID w pewnym momencie wszystkie opcje były zamknięte. Musiałem się z tym pogodzić i zaakceptować, że na jakiś czas zostanę jednak w Kanadzie i poczekam na następne możliwości gry w Europie. Tyle że ten moment trwał prawie trzy lata… Kiedy zostałem piłkarzem Korony, po raz pierwszy pojawiłem się na boisku w spotkaniu kadry.
Spotkanie Gold Cup przeciwko Gwadelupie. Później zagrałeś jeszcze z Kubą. Ale to były końcówki.
Mimo to debiut w reprezentacji był czymś wyjątkowym. Piękny moment, nigdy go nie zapomnę. Jednak najlepiej wspominam trzecie spotkanie. Niby towarzyskie, ale w Rotterdamie, z Holandią. Wszedłem na początku drugiej połowy. Pamiętam tę sekwencję zdarzeń: wbiegam na boisko, mamy wrzut z autu. Po chwili Memphis Depay z jakiegoś powodu przybija mi piątkę i pyta: „Jak tam?”. To był trochę szok: tacy zawodnicy jak on, sławni, naprawdę świetni, wydawali mi się wcześniej kimś nieosiągalnym. A tu gość zbija mi piątkę, podaje piłkę, uśmiecha się. Po chwili mówię do siebie: „Dobra, ja z nim jednak muszę walczyć”. Mija kolejna chwila i Memphis schodzi z boiska. Będzie łatwiej? Niekoniecznie, bo wszedł Steven Bergwijn i wiedziałem, że będzie grać na mnie. Zrozumiałem, że nagle znalazłem się w centrum wielkiej piłki.
Po kilku minutach Holandia ma rzut rożny. Miałem kryć Virgila van Dijka. Kiedy oglądasz w telewizji jego czy Wouta Weghorsta, masz wrażenie, że są bardzo duzi. Ale gdy widzisz ich z bliska i na dodatek doświadczasz ich piłkarskich umiejętności, ten wzrost robi na tobie jeszcze większe wrażenie. Zagrałem wtedy niewiele ponad pół godziny, ale świetnie pamiętam niemal każdy moment.

Zator w walce z Virgilem van Dijkiem
Dwie największe gwiazdy reprezentacji Kanady to Alphonso Davies i Jonathan David. Jacy to goście prywatnie?
Davies jest otwartym człowiekiem, który lubi eksponować siebie. David jest inny, to raczej cichy gość, który nie mówi dużo, ale jest jednocześnie bardzo miły. Obaj nie zachowują się w stosunku do młodszych, mniej doświadczonych zawodników, jak jakieś wielkie gwiazdy. Alphonso ma jeszcze takie coś, że gdy masz jakiś problem, zawsze uważnie cię wysłucha i bardzo będzie chciał ci pomóc.
A kto w tej grupie jest liderem mentalnym?
Kimś takim był na pewno bramkarz Milan Borjan. Kojarzycie go pewnie w Polsce, bo spędził kilka miesięcy w Koronie Kielce. Myślę, że dziś jest takich dwóch zawodników: Stephen Eustaquio z Los Angeles FC, i Johnston z Celtiku, o którym już rozmawialiśmy. Obaj zdecydowanie mają osobowość liderów i potrafią dbać o jedność w drużynie.
Jaki jest trener Kanady, Jesse Marsch? „Zespół za jego kadencji gra szybciej i odważniej”
Gdy zostałeś w 2024 roku powołany do kadry i zagrałeś z Holandią, trenerem Kanady był już Jesse Marsch. To szkoleniowiec, który prowadził różne kluby Red Bulla. Jaki to trener?
Świetny, naprawdę. Zostałem powołany na jego pierwsze zgrupowanie. Marsch doskonale rozumiał, że musi na samym początku wpoić drużynie swoje zasady i jakiego futbolu oczekuje. Mieliśmy dwa czy trzy spotkania, każde trwało około godziny. Pokazywał nam różne analizy i tłumaczył, jak chce grać. Główna zasada: mamy być dynamiczni i mocniej iść pressingiem na przeciwnika.
Pressing, czyli szkoła Red Bulla.
Dokładnie. Mamy też korzystać z faz przejściowych i wykorzystywać szybkość niektórych piłkarzy. Mówił, że on widzi nasze atuty i chce je jak najlepiej wykorzystać. I Marsch to realizuje: Kanada za jego kadencji gra szybciej, odważniej, próbuje iść po gole, ale jednocześnie potrafi też w odpowiednich momentach zachować na boisku spokój.
Mówisz o sile tej drużyny. A jakie mogą być słabości Kanady?
Oglądałem sparing z Uzbekistanem. Ogólnie to był niezły występ, zakończony wygraną 2:0, ale zauważyłem, że fazy przejściowe w defensywie nie wyglądają najlepiej. W pierwszej połowie było kilka momentów, kiedy Uzbekistan decydował się na szybki atak i jakieś niezłe podanie powodowało, że prawie znajdowali się w pozycji sam na sam. W takich momentach kanadyjscy obrońcy muszą być bardziej skupieni: albo przerywać akcję, nawet faulem, albo lepiej przewidywać, gdzie za chwilę może znaleźć się piłka. Uzbekistan tego nie wykorzystał, nie strzelił gola Kanadzie, ale taka Szwajcaria czy jeszcze mocniejszy ewentualny przeciwnik w fazie pucharowej już na pewno to wykorzysta i trafi do siatki.
Ciekawi mnie, komu byś kibicował, gdyby doszło do meczu Polska – Kanada, nawet towarzyskiego. Nie ukrywasz swoich związków z Polską, grasz w naszym kraju i bardzo dobrze mówisz w naszym języku.
Sporo osób mnie o to pyta. Pamiętam, że w 2006 roku, gdy byłem 11-latkiem, spędzaliśmy w Polsce wakacje. Trwały mistrzostwa świata w Niemczech i oglądaliśmy wspólnie spotkanie Polska – Kostaryka. Ten akurat mecz udało się wygrać (śmiech). Zwycięstwo nie dało za wiele, ale i tak strasznie się cieszyliśmy. Ja naprawdę mocno przeżywałem każdy mecz Polaków na dużej imprezie. Teraz Polski nie ma, jest natomiast Kanada, dla której rozegrałem trzy mecze. I też będę ją mocno wspierał. Ale żeby odpowiedzieć na twoje pytanie – myślę, że w meczu Polska – Kanada najbardziej ucieszyłby mnie remis.
Wciąż wierzysz, że możesz zagrać kolejne mecze w reprezentacji Kanady?
Oczywiście. To marzenie, by wrócić do kadry, choć wiem, że teraz jest jeszcze trudniej. Również dlatego, że mój wiek idzie ciągle do góry, mam 31 lat. Ale z drugiej strony – to tylko liczba. Zrobię wszystko, żeby jeszcze zasłużyć na powołanie.
Jak daleko Kanada zajdzie na mundialu?
Wierzę w ćwierćfinał. To byłby bardzo dobry wynik. I on jest realny.
ROZMAWIAŁ: JAKUB RADOMSKI
Fot. Newspix.pl
ZOBACZ RÓWNIEŻ