MFK Karwina wygrał wczoraj finał Pucharu Czech. To zespół, który mógłby mieć problemy z utrzymaniem się w polskiej Ekstraklasie. A mimo tego wywalczył miejsce gwarantujące udział w fazie ligowej któregoś z europejskich pucharów. Czy w nim zagra? To wcale nie jest takie pewne. Poważną przeszkodą jest fakt, że zespół zamieszany jest w olbrzymią aferę korupcyjną, która wstrząsnęła tamtejszym futbolem. Zespół z Zaolzia jest wspierany także przez polskich kibiców z regionu, a ja nie mogłem nie skorzystać z okazji, by odwiedzić finał Pucharu Czech z ich udziałem. Jak wypada w porównaniu do naszego święta na Stadionie Narodowym? Krótko mówiąc: jest przepaść.
Finał Pucharu Czech 2025/26 wygrał MFK Karwina
„W Czechach wszystko jest lepsze, piękniejsze, tańsze, lepiej zorganizowane, a tamtejszy sport, w tym futbol, stoi na nieporównywalnie lepszym poziomie od naszego.”
To hasło klucz, którym kierują się liczni w Polsce czechofile. Głównie odwiedzający ten kraj raz na dekadę, albo znający go jedynie z internetu. Ja mieszkam dwadzieścia kilometrów od czeskiej granicy i zbyt wiele razy byłem u naszych sąsiadów, by podzielać tę opinię. Kocham ich i uwielbiam, ale jestem świadom, że pod wieloma względami muszą się od nas uczyć. Gdy okazało się, że dwie godziny drogi od Polski, w Hradcu Kralove, odbędzie się finał Pucharu Czech nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności.
Tym bardziej, gdy spojrzałem na skład finalistów. Nie mierzą się w nim Slavia ze Spartą. Ani Viktoria Pilzno ze Slovanem Liberec. Wtedy pewnie trudno byłoby o zakup biletu. Malsovicka Arena nie dysponuje bowiem nawet dziesięcioma tysiącami miejsc. Finalistami zostali bowiem FK Jablonec i MFK Karvina.
Pierwszy to klub z liczącego pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców i leżącego w Górach Izerskich Jabłońca nad Nysą. Zdarzało mu się wskakiwać na podium czeskiej ligi, ale ostatni raz miało to miejsce w 2018 roku. Wygrał tez dwukrotnie Puchar Czech, ale ostatni raz trzynaście lat temu. Aż sześć razy przegrywał w finale. Słowem – ligowy średniak.
Co jednak w takim razie powiedzieć o zespole z Karwiny, który nigdy dotąd nie zajął miejsca w czołowej dziesiątce ligowej tabeli ani nie dotarł choćby do półfinału Pucharu Czech? Jednym słowem: sensacyjny finał. Taki, który trzeba zobaczyć!
Wszystkie finały w Pradze? Znudziło im się
Czesi wpadli na pomysł rozgrywania finału krajowego pucharu na jednym stadionie znacznie wcześniej niż my. W latach 1994-2009 wszystkie edycje poza dwoma odbywały się na stadionie w praskiej dzielnicy Strahov. Nie na tym wielkim, liczącym ćwierć miliona (!) miejsc, a na mniejszym imienia Evzena Rosickiego – lekkoatlety zabitego przez Niemców. W tym czasie swoje mecze pucharowe, a potem także ligowe rozgrywała na nim Slavia. Od 2010 roku zdecydowano, że finał będzie rozgrywany co roku w innym miejscu. Odwiedził już dziesięć różnych stadionów. W tym tam malutkie, jak w Mladej Boleslavi (pięć tysięcy miejsc) czy Chomutovie (jeszcze mniejszy).
W Polsce takie eksperymenty mamy na szczęście za sobą. Finał na Narodowym stał się wielkim świętem i celem samym w sobie dla każdego klubu uczestniczącego w Pucharze Polski. Nawet gdy mierzą się w nim zespoły spoza Ekstraklasy, czy z mniejszych miast z ograniczoną bazą kibicowską (jak Zagłębie Lubin – Zawisza Bydgoszcz w 2014 roku), to bez problemu przyciąga ponad 35 tysięcy widzów. Tymczasem u naszych południowych sąsiadów takiej widowni nie są w stanie przyciągnąć trzy finały z rzędu. Razem wzięte. Trzeba przyznać, że pomysł ze stałą organizacją finału na Narodowym to jeden z lepszych, na jakie wpadli w PZPN-ie. Oczywiście musiał zepsuć dobre wrażenie kombinacjami z finałem Superpucharu, który miał się odbywać u mistrza kraju, a przeniesiono go do… Wrocławia.
Stadion, jakiego brakuje w Polsce
Czesi wybrali obiekt w Hradcu. Ten stadion to mój wyrzut sumienia. Miasto jest mniejsze od Wałbrzycha. Przez całe dekady mogło zazdrościć poziomu piłkarskiego i obiektów (dwóch) dolnośląskiemu sąsiadowi z północnej strony Sudetów. Dziś Górnik jest na drodze do okręgówki, a jego obiekt (po remoncie!) będzie spełniał jedynie wymogi III ligi. Tymczasem SK Hradec Kralove po trzydziestu latach przerwy powrócił właśnie do europejskich pucharów, a od trzech lat dysponuje wspaniałym obiektem idealnie dopasowanym do swojego miasta. Arena liczy niecałe dziesięć tysięcy miejsc, czyli więcej niż stadion Sandecji, na który Nowy Sącz wydał podobną kwotę.

Najważniejsze jednak, jak bardzo dużą wagę przywiązano do dbania o historię i tradycję. Stary stadion znany był z „lizaków”, czyli bardzo charakterystycznych masztów, na których zainstalowano oświetlenie. Mimo kosztów, zdecydowano się zachować ich wygląd na nowym obiekcie.
Polonia Karwina
Sektory za bramkami przeznaczono dla fanów z Jabłońca i Karwiny. Tych pierwszych było więcej, bo mieli do Hradca znacznie bliżej. Na trybunach spotkałem wśród nich dość licznych Polaków, przede wszystkim z Jeleniej Góry. Pamiętają czasy, gdy fanów Karkonoszy łączyła z FK Jablonec kibicowska zgoda.
Drugich było nieco mniej, ale zaimponowali mi bardzo dobrym dopingiem. No i tym, że wśród nich naszych rodaków było jeszcze więcej. Nie byli to jednak przyjezdni, jak ja, ale miejscowi. Polacy z Zaolzia. Jeszcze sto lat temu polska mowa dominowała w tym mieście. W wyniku rozwoju górnictwa sprowadzono tam tysiące Czechów. W 1938 roku Rzeczpospolita zaanektowała ten region. Wciąż jednak jest to jeden z głównych ośrodków polskiej mniejszości u naszych południowych sąsiadów. Mało tego, protoplasta obecnego MFK powstał w 1919 roku pod nazwą „Polonia Karwina”, a jeszcze do lat pięćdziesiątych nazywał się Sokol Polonia Karviná.
O czym niewielu z nas może zdawać sobie sprawę, wśród fanów MFK Karwina bardzo aktywni są Polacy. Podczas wczorajszego meczu powiewała ich flaga, a także dało się zauważyć liczne bluzy polskiego fanklubu.

Oficjalnie na spotkaniu zjawiło się 7 352 kibiców. To wstydliwa liczba. Z takim wynikiem to spotkanie nie znalazłoby się nawet w pierwszej dziesiątce najwyższych frekwencji tegorocznego Pucharu Polski. Jeśli brać pod uwagę tylko finały, ostatni raz tak niską widownię mieliśmy osiemnaście lat temu za czasów absurdalnego rozgrywania ich w Bełchatowie.
Różnice w stosunku do Polski można było dostrzec także w punktach gastronomicznych. Piwo czy hot-dog za mniej niż równowartość dziesięciu złotych? Czesi chyba jeszcze nie wiedzą, jak doić kibiców. Na Narodowym dwa lata temu ceny były ponad dwukrotnie wyższe przy czym jakość – dwa razy niższa.
Ludzie wolą oglądać hokeja
Mecz rozpoczął się od hymnu Czech i tu można dostrzec pierwsze różnice w stosunku do naszego kraju. Po pierwsze – prawie nikt go nie śpiewał. Po drugie – nagłośnienie notorycznie przerywało w jego trakcie, co przyniosło dość komiczny efekt. Doping? No cóż. Sądzę, że można sobie wyobrazić finały wojewódzkiego pucharu Polski, w którym stałby na dużo wyższym poziomie. Na przykład Zawiszy z Elaną. Ale nie ma co narzekać. Były oprawy i doping przez całe dziewięćdziesiąt minut, przynamniej ze strony Karwiny. Oczywiście trzeba liczyć się z lokalną specyfiką. Para widzów przede mną dość intensywnie oglądała na telefonie w trakcie spotkania mecz… hokejowy. Przynajmniej wiem, że jestem w Czechach!
Miejscowi wspierali Karwinę. Po pierwsze dlatego, że gra w niej Denny Samko, były zawodnik FC Hradec Kralove, w po drugie: miejscowym dzieciakom imponował swoimi dryblingami skrzydłowy Ousmane Conde.

Zwycięzca na poziomie polskiej 1. Ligi
Co jednak z poziomem sportowym? Według rankingu Opta Jablonec to poziom Widzewa lub Lechii, a Karwina… Niecieczy lub Śląska. Tymczasem zwycięzca tego spotkania powinien wystartować w fazie play-off eliminacji Ligi Europy. A nawet jeśli tam polegnie, to ma zagwarantowaną fazę ligową Ligi Konferencji! To nagroda za miejsce Czech w czołowej dwunastce rankingu UEFA. W tej samej sytuacji będzie zdobywca Pucharu Polski ale dopiero za rok. Tak przeciętny zespół w pucharach daje olbrzymią szansę na utrzymanie przez nas przewagi nad sąsiadami w rankingowej klasyfikacji.
Nieco inaczej widzi to ranking Elo, w którym Jablonec to poziom Górnika lub Legii, a Karwina – Arki, co wydaje się być bliższe rzeczywistości. Jeżeli wziąć pod uwagę wycenę składu (12-15 milionów euro), to oba zespoły można porównać do Radomiaka, Wisły Płock lub Korony (w MFK ogrywa się bowiem wielu zawodników związanych z partnerską Slavią Praga). I z mojego punktu widzenia tak właśnie wyglądało to na boisku.
Przy czym niezbędne jest jedno zastrzeżenie: świetnie, szczególnie pod względem szybkościowym, spisywali się gracze zagraniczni. A nie było ich mało. W Karwinie Gwinejczycy Camara i Conde, Nigeryjczycy Ayaosi i Ezeh, Brazylijczyk Kahuan Vinicius, Iworyjczyk Traore i Ukrainiec Skyba. W Jabloncu: Gambijczycy Jawo i Singhateh, Kameruńczyk Alegue, Nigeryjczyk Okeke, Gruzin Czanturiszwili, Ukrainiec Sobol, Serb Tekijaski i dwaj Słowacy. Wbrew pozorom nie spotkałem jakiegoś nawału graczy z przeszłością w polskiej lidze. Jedyny, którego kojarzę, to Tekijaski, który grał w Niecieczy w Ekstraklasie i 1. Lidze. Zapamiętany był głównie z tego, że otrzymał dwie żółte kartki w meczu Pucharu Polski z Legią, a mimo tego sędzia nie nakazał mu opuszczenia boiska.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Obcokrajowcy w rolach głównych – jak u nas
Po kwadransie gry interweniował VAR, w wyniku czego sędzia podyktował jedenastkę dla Jabłońca za zagranie ręką Skyby. Wykorzystał ją Lamin Jawo i na tym gra FK Jablonec właściwie się zakończyła. Tak bronili wyniku, że tuż przed przerwą wyrównał Ousmane Conde, a chwilę po rozpoczęciu drugiej połowy drugiego gola dołożył Kahuan Vinicius. Po godzinie gry czerwoną kartkę za uderzenie rywala otrzymał Ebrima Singhateh, który chwilę wcześniej wszedł na boisko w barwach Jabłońca, a kiedyś grał w Karwinie. W doliczonym czasie ponownie trafił Vinicius i Karwina mogła już zacząć świętować.
Gol (Viniciusa😂)
Mamy sześć „polskich” klubów w europejskich pucharach 2026/27 😀😀
Brawo Karwina!!! https://t.co/TdLdjJcIqD pic.twitter.com/EgI4EuctUd— AbsurDB (@DbAbsur) May 20, 2026
Po lekturze samych wydarzeń meczowych trudno byłoby odgadnąć o mecz w jakim kraju chodzi. Czesi bowiem nie wpisali się w żaden sposób do protokołu. Z drugiej strony – w naszym finale też strzelali Massimo i Chłań, a wcześniej Loncar, Vinagre, Luquinhas, Morishita, Szkuryn oraz Koulouris, Satrustegui, Rodado. Jedyny „polski” gol od 2022 roku to trafienie Kacpra Smolińskiego dla Pogoni w doliczonym czasie gry w 2025 roku.
Zwycięzcy umoczeni są w korupcję
Trofeum wręczał Jan Koller i znów cała procedura przypominała bardziej nasz finał wojewódzki niż na przykład finał Ligi Konferencji, w której gwarancję gry ma zwycięzca Pucharu Czech. A przynajmniej teoretycznie.
Jest bowiem poważny problem. Klub MFK Karwina jest bohaterem jednego z największych skandali korupcyjnych w historii europejskiego futbolu!
Tamtejszy burmistrz miał odpowiadać za wszystko, co złe: podejrzewa się go o próbę zapewnienia klubowi miejsca w pierwszej lidze przez przekupstwo sędziów Jana Všetečki i Miroslava Zelinki, a także o bezpośrednie korumpowanie zawodników. Chodzi konkretnie o ofertę 100 000 CZK i obietnicę transferu Samuela Šiguta (23) z Czeskich Budziejowic oraz podobną ofertę dla Filipa Štěpánka (27) podczas kluczowego barażu z Vyškovem.
Prokuratura przedstawiła Samuelowi Šigutowi pięć konkretnych zarzutów, w tym przekupstwo, sprzedanie swojego zespołu, obstawianie ustawionych przez siebie meczów i celowe wpływanie na wyniki. To najgłośniejsze nazwisko zaznaczone przez prokuraturę. Talent znajdujący się od lat pod lupą wielu klubów. Oprócz manipulacji wynikami, jego największym grzechem wzbudzającym szok jest sprzedanie kolegów z byłego zespołu. Šigut jest podejrzany o przyjęcie łapówki w wysokości 100 000 koron od burmistrza Jana Wolfa za wpłynięcie na wynik meczu Karwiny z Czeskimi Budziejowicami. Dodatkowo obiecano mu transfer do Karwiny, jeśli Dynamo spadnie do niższej ligi. Obecnie grozi mu wykluczenie na 20 lat.
Takich klubów UEFA nie akceptuje
Wiele wskazuje na to, że MFK Karwina może zostać karnie wykluczona z czeskiej ligi w przyszłym sezonie. W takiej sytuacji nie może nawet marzyć o licencji na rozrywki UEFA. Nie byłaby pierwsza ani ostatnia. Podobna kara spotkała w przeszłości między innymi Pobedę z Macedonii, Fenerbahce, Besiktas, Metalista Charków, Sivasspor, Skenderbeu z Albanii, Ventspils, Arsenal z Czarnogóry, Hamrun Spartans z Malty. Część z nich już wtedy nie istniała, część nie zakwalifikowała się do pucharów, więc kara często była czysto teoretyczna. Tym razem tak nie będzie. Czy realna jest groźba wykluczenia Karwiny z Ligi Europy?
Bardzo zbliżony precedens miał już miejsce w… Czechach. W 2012 roku Sigma Ołomuniec wygrała puchar kraju, ale ze względu na aferę korupcyjną została wyrzucona z Ligi Europy. Dziś UEFA podchodzi do takich spraw jeszcze bardziej rygorystycznie i prawdopodobnie nie zobaczymy szóstego „polskiego” klubu (i trzeciego „górnośląskiego” po Górniku Zabrze i być może GKS-ie Katowice) w europejskich pucharach sezonu 2026/27.
Skład finału Pucharu Czech i jego przebieg w tej sytuacji pokazuje tym bardziej jak absurdalnie on wygląda. Na tym tle nasze finały na Narodowym, na szczęście już od dawna bez klubów zamieszanych w korupcję, na wielkim obiekcie, w atmosferze, której może pozazdrościć wiele mocnych piłkarsko krajów i z udziałem dziesiątek tysięcy kibiców wygląda jakbyśmy to my byli z innej, lepszej futbolowej planety. Tym bardziej, gdy weźmiemy pod uwagę wtargnięcie kibiców Slavii na murawę, przez które nie mogła ona świętować mistrzostwa, czy trenera roku nagrywającego swoje zawodniczki pod prysznicem w zespole kobiet. U sąsiadów trawa jest zawsze na pierwszy rzut oka bardziej zielona.

Karwinę zastąpi… Jablonec, ale nie dzięki Pucharowi Czech
Kto zastąpi Karwinę? Z całą pewnością miejsce nie trafi do Jabłońca tylko dlatego, że przegrał w finale. W ostatniej rundzie eliminacji Ligi Europy, zamiast w drugiej, zaczęłaby trzecia Viktoria Pilzno. W drugiej rundzie Ligi Europy zamiast w Lidze Konferencji startowałby Hradec Kralove. Wtedy do najmłodszych europejskich rozgrywek trafiłby piąty w tabeli… FK Jablonec. Zatem przegrany w finale pośrednio skorzystałby z wykluczenia Karwiny, jednak przystąpiłby do mniej prestiżowych rozgrywek.
To jednak pierwszy możliwy scenariusz. Może jednak stać się inaczej. Wszystko zależy od tego, jak szybko federacja uwinie się z karą dla Karwiny. Z ubiegłym roku z Ligi Konferencji wykluczona została irlandzka Drogheda ze względu na wspólnego właściciela z Silkeborgiem. Przepisy UEFA nie zezwalają wówczas na grę obu klubów w tych samych rozrywkach. Wykluczenie nastąpiło jednak tak późno, że żaden inny klub z Irlandii nie zdążył uzyskać licencji na puchary. W efekcie Droghedy nie zastąpił nikt, a w Europie zagrały tylko trzy kluby z tego kraju zamiast czterech.
Ktoś mógłby pomyśleć, że Czechom takie rozwiązanie mogłoby się opłacić. Ich punkty dzielone byłyby wówczas na cztery zamiast na pięć drużyn, jak ma to miejsce w obecnym systemie. A biorąc pod uwagę, że Karwina mogłaby odstawać piłkarsko od pozostałych czterech pucharowiczów, sprzyjałoby to poprawie rankingu Czech. Jednak UEFA zabezpieczyła się przed takim scenariuszem i w takim przypadku nieobecny klub jest normalnie uwzględniany przy dzieleniu punktów, więc byłoby to dla naszych sąsiadów kompletnie nieopłacalne.
Czy polscy kibice z Zaolzia będą mogli śledzić występy swojego małego klubu w fazie ligowej Ligi Konferencji, albo nawet Ligi Europy. Na dziś tego nie wiemy, a wiele zależy od procedur formalnych.
Rozmawiałem o tym po zakończeniu spotkania ze starszym kibicem Karwiny, emerytowanym górnikiem. Powiedział: „Nie obchodzi mnie, czy zagramy w Europie. WYGRALIŚMY PUCHAR CZECH!”.
fot.: własne AbsurDB