Po mistrzostwie FC Porto i Interu przyszedł czas na przypieczętowanie tytułu dla Barcelony. Oznacza to, że Polacy byli w tym roku w składzie triumfatorów trzech lig spośród siedmiu tradycyjnie uważanych za najlepsze w Europie. Mało tego – we wszystkich trzech zespołach odgrywali dość istotne role. Tylko zawodnicy miejscowi i Brazylijczycy spędzili w tym sezonie więcej minut od Polaków w składach mistrzowskich drużyn. Szkoda, że to właśnie nasi będą w czerwcu i lipcu odpoczywać…
Polacy mistrzami trzech silnych lig
2 maja mistrzostwo Portugalii zapewniło sobie FC Porto po golu Jana Bednarka ku radości Jakuba Kiwiora i Oskara Pietuszewskiego. Dzień później asysta Piotra Zielińskiego przyniosła tytuł Interowi. Polski pomocnik zresztą miał bardzo duży wkład w ten tytuł, bardzo odżył pod wodzą Chivu i uznawano go nawet za najważniejszego środkowego pomocnika „Nerazurrich”. W ten weekend z kolei Lewandowski i Szczęsny świętowali mistrza Hiszpanii po wygranej z Realem Madryt. Mamy zatem mistrzów w trzech z siedmiu lig uważanych za najmocniejsze w Europie.
Czołowa piątka: Premier League, La Liga, Budesliga, Serie A i Ligue 1 jest oczywista. Za ich plecami od lat czają się dwaj pretendenci: liga holenderska i portugalska. Oczywiście nie zawsze potwierdza to ranking UEFA. Jednak od 18 lat do jego czołowej siódemki nie wskoczył nikt inny poza Rosją i Ukrainą, których dziś nikt nie uznaje za europejską elitę. Niezależnie od chwilowych fluktuacji można ponadczasowo te siedem lig (z Eredivisie i Ligą Portugal) uznać za czołówkę naszego kontynentu.
Czy kiedykolwiek mieliśmy jednocześnie Polaków będących mistrzami aż trzech z nich?
Polskie FC Porto
Do końca XX wieku Polacy na tronie w tych rozgrywkach znajdowali się sporadycznie. Robert Gadocha w 1977 roku z Nantes, Zbigniew Boniek w 1984 roku z Juventusem, Józef Młynarczyk w 1986 i 1988 roku z FC Porto, a po nim pod koniec lat dziewięćdziesiątych także czterokrotnie Grzegorz Mielcarski (raz z Andrzejem Woźniakiem).
Dopiero w 1998 roku nasi zawodnicy zdobyli w jednym sezonie tytuł mistrzowski w dwóch mocnych ligach. Do Mielcarskiego dołączył w Holandii najpierw w 1998 roku Andrzej Rudy z Ajaksem, a rok później Jerzy Dudek z Feyenoordem. W dwóch kolejnych sezonach triumfował już Tomasz Iwan z PSV, do którego dołączył Sławomir Wojciechowski w Bayernie (choć w sezonie 2000/01 nie zaliczył ani minuty w Bundeslidze).
Na początku tego stulecia mieliśmy kilkuletnią posuchę bez Polaka z tytułem w żadnej mocnej lidze. Sytuację odmienił Tomasz Kuszczak – w latach 2007-2011 czterokrotny mistrz Anglii z Manchesterem United. Ile grał tyle grał, ale jakiś tam jego minimalny wkład w tytuł mistrzowski zawsze był. Zresztą powtarzał to i cenił go sam sir Alex Ferguson. Sezon 2007/08 był wyjątkowy. Tytuł zdobył bowiem jeszcze jeden polski bramkarz. Jerzy Dudek zagrał w jednym z meczów ligowych mistrzowskiego Realu. Mało tego – swoją cegiełkę do mistrzostwa FC Porto dołożył Przemysław Kaźmierczak. Po raz pierwszy w historii mieliśmy polskich mistrzów trzech mocnych lig.
Formalnie liga portugalska była wtedy w rankingu UEFA ósma za… rumuńską, ale przecież nikt nie uznaje tej drugiej za wielką potęgę.

Bez Lewego nie ma sukcesów
Różnica w stosunku do dzisiejszych czasów była jednak zasadnicza, bo znaczenie tamtej trójki w ich klubach było zdecydowanie ograniczone. Dość powiedzieć, że żaden z nich praktycznie nie grał wtedy w reprezentacji. Od Kuszczaka i Dudka lepiej stały notowania Artura Boruca, a Kaźmierczaka Leo Beenhakker właściwie nie powoływał.
Trzy lata później do mistrzostwa Kuszczaka dołączył Paweł Kieszek, który spędził na boisku… dziesięć minut w mistrzowskim sezonie FC Porto. Wtedy raz pierwszy raz w Bundeslidze triumfowało polskie trio: Lewandowski, Piszczek, Błaszczykowski.
Od 2011 roku co sezon mistrzem kraju zostaje Robert Lewandowski, a gdy mu się to (rzadko) nie udaje, to nie zastępuje go w mocnej lidze nikt inny. Tak było w 2013, 2014 i 2024 roku. Wtedy to zajmował drugie miejsca z Borussią i Barceloną. Jego skuteczność jest niesamowita. Jak podał Wojciech Papuga – nikt nie ma więcej tytułów mistrzowskich w najmocniejszych pięciu ligach od Roberta.
Najbardziej utytułowani piłkarze w historii lig TOP 5:
1. ROBERT LEWANDOWSKI – 13
1. Ryan Giggs – 13
1. Thomas Mueller – 13
1. Manuel Neuer – 13
1. Kingsley Coman – 13 (niektóre źródła podają 12)
6. Leo Messi – 12
6. David Alaba – 12
6. Paco Gento – 12Tyle w temacie.
— Wojtek Papuga (@WojtekPapuga) May 10, 2026
Dwa lata temu nie mieliśmy mistrza w żadnej z dziesięciu najmocniejszych lig
Gdy „Lewy” zostawał mistrzem, prawie zawsze dołączał do niego ktoś inny w jednej z mocnych lig. W 2016 roku sensacyjnie Marcin Wasilewski z Leicester City, rok później Kamil Glik z Monaco, a po nim trzykrotnie Wojciech Szczęsny w Juventusie. Ostatni przypadek, gdy Polacy wygrali trzy mocne ligi to 2023 rok.
Wtedy do Lewandowskiego (już w Barcelonie) dołączył Sebastian Szymański w Feyenoordzie, a także Piotr Zieliński i Bartosz Bereszyński w Napoli (Hubert Idasiak dopełnił to mistrzowskie trio, lecz nie zagrał w żadnym meczu).
Jeszcze dwa lata temu nie mieliśmy mistrza nie tylko w najmocniejszych ligach, ale nawet… w żadnej z czołowej dziesiątki rankingu UEFA! Najwyżej notowany był… Maik Nawrocki, który zdobył tytuł z Celtikiem.
Polacy w kluczowych rolach w mistrzach mocnych lig
Co ciekawe, nie da się zdobyć mistrzostwa żadnej z siedmiu najmocniejszych lig bez Brazylijczyka i Francuza. Wszystkie kluby, które w tym roku zdobyły w nich mistrzostwo mają w składzie choć jednego zawodnika z tego kraju. Zaskakujące może być to, że zbędni okazują się Argentyńczycy. Ma ich w składzie tylko Inter (Lautaro Martinez) i Porto (Nehuen Perez, Alan Varela).
Jeżeli zliczymy wszystkie minuty rozegrane w kończącym się sezonie ligowym w składzie zespołów, które zdobyły mistrzostwo siedmiu najmocniejszych lig (zakładając prawdopodobny tytuł Arsenalu), to czołówka klasyfikacji według narodowości wygląda następująco:
| 1. | Hiszpania | 39 907 |
| 2. | Francja | 24 164 |
| 3. | Niemcy | 17 013 |
| 4. | Brazylia | 16 704 |
| 5. | Portugalia | 15 919 |
| 6. | Holandia | 15 747 |
| 7. | Anglia | 13 432 |
| 8. | Włochy | 12 607 |
| 9. | Polska | 9 362 |
| 10. | Chorwacja | 5 737 |
| 11. | Szwajcaria | 5 700 |
| 12. | Maroko | 5 475 |
| 13. | Argentyna | 4 645 |
| 14. | Ekwador | 3 599 |
| 15. | Austria | 3 503 |

Przed nami są oczywiście narodowości siedmiu krajów, w których prowadzone są rozgrywki owych najmocniejszych lig oraz Brazylijczycy, bez których najmocniejsze zespoły oczywiście nie mogą się obejść. Jednak spośród krajów reszty świata to… Polacy mieli największy wkład w te siedem tytułów. Mało tego, jest on prawie dwukrotnie większy niż kolejnych w klasyfikacji Chorwatów!
Smucić może fakt, że z tego grona tylko my i Włosi nie zagramy na mundialu…
Tylko my i Włosi nie zagramy na mundialu
Oczywiście Robert Lewandowski nie pełni już tak kluczowej roli, jak kiedyś. Rozegrał w lidze nieco ponad połowę ubiegłorocznych minut. W wewnętrznej klasyfikacji Barcelony pod względem wybieganych minut na murawie sklasyfikowany jest na 14. pozycji (rok temu był siódmy). Ale wciąż jest ważnym ogniwem mistrza Hiszpanii. Wojciech Szczęsny bardzo dobrze zna swoje miejsce w szeregu. Jesienią jego obecność na boisku miała duże znaczenie w drodze po tytuł. Rozegrał w La Liga sześć meczów.
Akurat wtedy Piotr Zieliński miał problemy z grą w pierwszym składzie, ale ostatnio pełni w Interze coraz istotniejszą rolę. Jego sześć goli i trzy asysty miały znaczny wkład w mistrzostwo. Tylko sześciu graczy spędziło w drużynie Nerazzurrich więcej minut na boiskach Serie A w tym sezonie od Piotra.
Natomiast roli Polaków w Porto nie da się przecenić. W ostatnim meczu zabrakło Bednarka i Kiwiora. Bez nich Smoki przegrały z ostatnią drużyną w tabeli. Prawdziwym talizmanem drużyny był Jan Bednarek. Wcześniej opuścił tylko jedno spotkanie – z Alvercą. Jedyne ligowe porażki Porto zaliczyło właśnie w tych dwóch spotkaniach bez Janka. Oskar Pietuszewski fenomenalnie przebił się do składu i notował w nim liczby nieosiągalne dla większości swoich rówieśników w Europie.
Oczywiście liga portugalska to nie TOP 5, ale przecież nasi grają nie w zespole zamykającym tabelę, tylko walczącym o tytuły, wielkiej marce, europejskim bywalcu. Primeira Liga wraz z holenderską stanowią zdecydowaną awangardę spośród wszystkich rozgrywek w Europie poza pięcioma najmocniejszymi. Nasi zawodnicy odgrywali w nich w mijającym sezonie bardzo ważną rolę. Dziś naszym zmartwieniem zdecydowanie powinno być to, czy nie zmęczyło ich to zanadto przed występami w finałach mistrzostw świata. Niestety, będą w ich czasie byczyli się na urlopach. Przynajmniej w przypadku wymienianej dziś szóstki zasłużonych.
CZYTAJ WIĘCEJ O „LIGACH POLAKÓW” NA WESZŁO:
- Mourinho nie przegrał ligowego meczu. Ale Benfica zawodzi
- Symboliczny gest Yamala na fecie Barcelony. Wbił też szpilkę w Real
- Szczęsny: Od stycznia do połowy kwietnia kończyłem karierę
Fot. Newspix.pl