Lepsza Polonia ta z Bytomia. A sam mecz był przedni

Patryk Idasiak

04 maja 2026, 20:15 • 7 min czytania 6

Reklama
Lepsza Polonia ta z Bytomia. A sam mecz był przedni

Polonia Bytom prowadziła już 2:0, ale jej imienniczka z Warszawy była w stanie doprowadzić do remisu i miała nawet zwycięstwo na wyciągnięcie ręki, jeżeli odrobinę niżej uderzyłby z główki Łukasz Zjawiński. To się zemściło w samej końcówce i comebacku za udany Czarne Koszule uznać nie mogą. Polonia Bytom zadała ostateczny cios i wygrała drugi mecz z rzędu. To o tyle ważne, że wcześniej nie potrafiła wygrać w dziewięciu kolejnych spotkaniach. 

Reklama

Obie Polonie w różnych rzeczywistościach

Polonia Bytom w rundzie jesiennej jako beniaminek spisywała się rewelacyjnie. Była nawet zamieszana w walkę o awans do Ekstraklasy! Wtedy jednak nastąpiło trenerskie domino, efektem czego Łukasz Tomczyk został szkoleniowcem Rakowa Częstochowa (notabene, właśnie go stamtąd zwolnili). Bytomian objął Patryk Czubak i… nie wygrał żadnego z sześciu meczów, po czym błyskawicznie został zwolniony. Przejmował zespół, który sensacyjnie zajmował drugą lokatę, a zostawił go na jedenastej.

Wojciech Mróz miał od razu trudny terminarz – Wieczysta Kraków, Wisła Kraków, Puszcza Niepołomice. Trudno mu było się przełamać i wygrać. Zrobił to dopiero w piątym spotkaniu. Tak więc Polonia w 2026 roku nie wygrała kolejnych dziewięciu meczów.

U Czarnych Koszul nastroje inne, choć też nie było kolorowo. Wciąż są w grze o awans do Ekstraklasy. Już od prawie dwóch lat prowadzi ich Mariusz Pawlak. Przejmował zespół w sierpniu 2024, gdy ten był w strefie spadkowej, a wprowadził go do play-offów. Forma Polonii jednak faluje. Lato było fatalne, wpisała się w to porażka 1:6 z Wieczystą. Zwyżka formy nastąpiła w końcówce rundy jesiennej, a było to osiem zwycięstw na dziesięć spotkań. 2026 rok to znów kilka porażek, w tym blamaż na Konwiktorskiej przeciwko Śląskowi (0:4).

Polonia „odkręciła” się jednak z tej fatalnej formy i ostatnio zdobyła sześć punktów. Ale nastąpiło to w samiuśkich końcówkach. Gole z Chrobrym i Stalą padały: w 89., 90. i 94. minucie.

Reklama

Polonia Bytom strzeliła, wyczekała i zadała drugi cios

Od początku dość aktywnie ruszyli gospodarze, ale dwie-trzy akcje zaczepne nie poskutkowały groźnymi sytuacjami. W ósmej minucie Konrad Andrzejczak został jednak nadepnięty w polu karnym przez Diogo Brasido. Decyzją była jedenastka dla Bytomian. Mateusz Kuchta jeszcze szybko sprawdził sobie na bidonie instrukcję, no i rzucił się w dobrą stronę po uderzeniu Grzegorza Szymusika. Miał jednak dużego pecha, bo piłka przeszła mu pod brzuchem. Bardzo szybko zespół Wojciecha Mroza objął prowadzenie.

Reklama

Na pewno był to całkiem dynamiczny mecz. Mógł się podobać aktywny Oliwier Kwiatkowski, autor 11 trafień w sezonie 2025/26 we wszystkich rozgrywkach. Młodym piłkarzem zainteresują się mocniej latem ekstraklasowe kluby. Goście jednak przyjechali tu po trzy punkty i z czasem też nieśmiało zaczęli się rozkręcać. Posiadanie rosło, był też groźny strzał Zjawińskiego po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, ale dobrze interweniował Wojciech Banasik.

Walki na sztucznej murawie w Bytomiu, szczególnie tej w powietrzu, nie brakowało. Po bardzo niebezpiecznym zderzeniu Jakuba Budnickiego z Konradem Andrzejczakiem, ten drugi musiał aż opuścić boisko. Gracz tej Polonii z Warszawy wpakował się w rywala taranem i uderzył głową w jego głowę. Kilka minut później ten sam Budnicki… znów zderzył się głowami z przeciwnikiem, tym razem Jakubem Apolinarskim.

Poloniści zaczynali się minimalnie rozkręcać. Gospodarze trochę oddali pole, a potem z „przyczajki” zadali drugi cios. Mikulas Bakala, który wszedł za Andrzejczaka, dośrodkował z prawej strony, a Kamil Wojtyra… stał praktycznie sam. Dave Gnasse i Diogo Brasido rozłożyli ręce, Souleymane Cisse podniósł swoją, sygnalizując spalonego. Piłkarze Polonii patrzyli po sobie, nie wierząc jak to jest możliwe, że napastnik rywali miał dwa metry miejsca i uderzył sobie tak jak chciał. W 40. minucie było 2:0.

Reklama

Drugi celny strzał i drugi gol. Bytomianie skutecznie punktowali trochę bezradnych w ataku pozycyjnym gości.

Czarne Koszule się nie poddawały

I kiedy już wydawało się, że Polonia Bytom zejdzie do szatni przy dwubramkowym prowadzeniu, to w ostatniej chwili gola kontaktowego strzelił Kacper Kostorz. Padł on już grubo w doliczonym czasie, dokładnie w szóstej minucie, bowiem długo trwało opatrywanie Konrada Andrzejczaka po zderzeniu głowami.

Łukasz Zjawiński ustawił się pomiędzy stoperami i dostał idealne dośrodkowanie z lewej strony, ale jego strzał odbił jeszcze Banasik. Przy dobitce Kostorza nie miał już jednak szans. Dla piłkarza, który trafił do Warszawy w zimowym okienku transferowym był to dopiero drugi gol dla Polonii. Pierwszego strzelił w debiucie, a na kolejnego musiał sporo się naczekać. Ale to też dlatego, że po raz pierwszy dostał szansę w podstawowym składzie. Dotychczas osiem razy wchodził z ławki.

Reklama

To zwiastowało nam ciekawą drugą połowę. I rzeczywiście tak było. Trener Pawlak wprowadził Ernesta Terpiłowskiego i Hajdina Salihu i nakazał, by jego podopieczni ustawiali się bardzo wysoko, utrudniając rozgrywanie. Ale musieli być uważni. Dwukrotnie skrzydłem postraszył i urwał się Jakub Apolinarski i dwa razy piłka po jego dograniu po ziemi została wybita przez obrońców.

Czarne Koszule odpowiedziały dobrą akcją Benedykta Piotrowskiego, który znalazł w polu karnym Ilkaya Durmusa. Temu jednak na linii strzału stanął Jakub Szymański i po udanym bloku ucieszył się niczym ze zdobycia bramki, aż zbił piątkę z którymś z kolegów. Po kornerze piłkę na 17. metrze zgarnął Durmus, ale uderzył wysoko nad bramką.

Reklama

Ten dobry fragment Polonia Warszawa udokumentowała trafieniem, w zasadzie bardzo podobnym do tego, które zaliczył Wojtyra – wrzutka z prawej strony i strzał z główki napastnika, Łukasza Zjawińskiego. Tyle tylko, że nie miał on „hektarów” miejsca i musiał wygrać pojedynek z defensorem. Asystę natomiast zanotował zmiennik – Terpiłowski, więc Mariusz Pawlak mógł być zadowolony, że trafił z taką zmianą. W defensywie też radził sobie lepiej od Brasido.

Była walka i nerwowość, bo żółte kartki łapały osoby z… ławki rezerwowych i to kilkukrotnie (nawet na końcu czerwoną). Obu zespołom zależało na zadaniu ciosu na 3:2. Nie było tak, że jedni się bronili, a drudzy napierali. W 69. minucie Szymusik świetnie się ustawił i wybił dośrodkowanie, które już zmierzało na głowę Zjawińskiego. Kilka minut później ten sam Szymusik zamykał akcję pod drugą bramką, ale wściekał się, że nieczysto trafił w piłkę.

Reklama

Polonia Warszawa prawie strzeliła dwa identyczne gole, lecz gospodarzy uratowała poprzeczka! Znów wrzucał Terpiłowski, znów strzelał z główki Zjawiński, który wygrał powietrzny pojedynek. Dobijał jeszcze Kostorz, ale tym razem uderzył beznadziejnie. Nawet nie trafił w światło bramki.

No i ta „wyliczanka” ataków w obie strony zakończyła się skuteczną akcją gospodarzy i to aż od samej bramki. Kluczowe okazały się wygrane tzw. drugie piłki. Najpierw Jan Łabędzki zastawił swojego rywala, potem Dean Sarmiento swojego. To sprawiło, że mieliśmy akcję 5 vs 3! Łabędzki podał na skrzydło do Lucjana Zielińskiego, a ten uderzył po dalszym rogu i to trzech zmienników z 81. minuty odpowiadało za gola na 3:2. Jeśli Pawlak trafił ze zmianą, to co miał powiedzieć Wojciech Mróz?!

Reklama

Goście mieli jeszcze swoje okazje na remis. Erjon Hoxhallari uderzał z rzutu wolnego, ale dobrze piłkę do boku zbił Banasik. Innym razem Łukasz Zjawiński uderzył minimalnie obok słupka. Działo się, ale Bytomianie to przetrzymali i dopisali sobie trzy punkty. 

Paradoks tego meczu jest taki, że choć strzałów wcale dużo nie mieliśmy (raptem 14), to były one naprawdę bardzo konkretne, a i sama dramaturgia dopisała.

CZYTAJ WIĘCEJ O BETCLIC 1. LIDZE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

6 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Betclic 1. Liga

Reklama