Real się męczył, ale miał Viniciusa. A Espanyol wciąż beznadziejny

Jan Broda

Autor:Jan Broda

03 maja 2026, 23:14 • 4 min czytania 1

Reklama
Real się męczył, ale miał Viniciusa. A Espanyol wciąż beznadziejny

Real przyjechał na RCDE Stadium w jednym tylko celu – nie przerwać fatalnej serii Espanyolu, który w 2026 roku nie wygrał ani razu. Udało się, choć nie bez problemów. Królewscy uniknęli kolejnej wpadki z niżej notowanym rywalem za sprawą Viniciusa, autora dwóch goli. Królewscy tym samym odroczyli świętowanie mistrzostwa przez FC Barcelonę, z którą zmierzą się w El Clasico już w następnej kolejce. Papużki z kolei po 17. meczu z rzędu bez zwycięstwa z coraz większym przerażeniem spoglądają w stronę strefy spadkowej. 

Reklama

Pierwsza połowa? Cóż, do zapomnienia, przynajmniej dla Realu, któremu nie wychodziło absolutnie nic. Zrzucanie wszystkich niepowodzeń na brak szczęścia w futbolu zazwyczaj brzmi jak tania wymówka, jednak nie tym razem, bo Królewscy na RCDE Stadium mieli po prostu pecha:

  • w 8. minucie Vinicius trafił w słupek
  • w 14. z kontuzją z boiska zszedł (który to już raz!?) Ferland Mendy
  • w 26. mógł grać w przewadze, ale po analizie VAR sędzia cofnął czerwoną kartkę El Hilaliego

No dobra, można gdybać, co by było, jeśli Vinicius inaczej ułożyłby stopę do piłki przy uderzeniu, albo jak inaczej ułożyłby się mecz, jeśli Gil Manzano nie zmieniłby swojej pierwotnej decyzji. Tak czy siak, w ostatecznych rozrachunku liczy się to, co w sieci, a przed przerwą nic do niej nie wpadło.

I to z obydwu stron, choć trzeba uczciwie przyznać, że to Espanyol był bliższy otwarcia wyniku. Pod koniec pierwszej połowy Cabrera groźnie uderzył głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, ale jeszcze lepiej zachował się Łunin, który popisał się efektowną paradą.

Real zdawał się bić głową w mur. Podopieczni Arbeloi pomimo optyczno-statystycznej przewagi nie potrafili skonkretyzować swoich i tak nielicznych ataków. Z każdą kolejną minutą rosła frustracja w szeregach Królewskich, a Bellingham z bezsilności kopał w murawę po nieudanym zagraniu.

Reklama

Vinicius rozmontował Espanyol. W Barcelonie jeszcze nie świętują

Zapachniało nam w Barcelonie niespodzianką, bo wyjątkowo nieźle dysponowani dzisiaj Manolo Gonzalez i spółka długo nie pozwalali Królewskim na zbyt wiele. Wtem jednak do akcji wkroczył Vinicius, który dwukrotnie błysnął indywidualnym geniuszem. I to wystarczyło.

W 55. minucie Brazylijczyk sam napędził atak, zaangażował w akcję Gonzalo Garcię, który wyłożył mu piłkę w polu karnym, a ten z tej strefy boiska rzadko zwykł się mylić.

Reklama

Dziesięć minut później przeżyliśmy prawdziwe deja vu, bo po bliźniaczo podobnej akcji Vinicius trafił po raz drugi, z tą tylko różnicą, że tym razem asystował (i to piętą!) Bellingham.

Po tych dwóch ciosach Espanyol już nawet nie pierdnął. Real tymczasem mógł jeszcze bardziej skarcić pogodzone z losem Papużki, ale na przeszkodzie stawał Marko Dmitrović. Serbski bramkarz, który jest drugi w całej LaLiga pod względem liczby interwencji, dwoił się i troił między słupkami, broniąc uderzenia Mastantuono czy Bellinghama, by rozmiar porażki był możliwie jak najmniejszy.

Reklama

I to właściwie jedyny pozytyw, jaki Espanyol może wyciągnąć po porażce z Realem. Aż trudno w to uwierzyć, że na półmetku sezonu podopieczni Manolo Gonzaleza byli o kilka punktów od miejsc gwarantujących Ligę Mistrzów, a teraz z coraz większym przerażeniem muszą spoglądać w kierunku strefy spadkowej, której widmo zaczyna zaglądać im w oczy. Kluczowe dla ich egzystencji w hiszpańskiej ekstraklasie będzie następne spotkanie z też walczącą o utrzymanie Sevillą. W przypadku porażki na Estadio Sanchez Pizjuan, ich przewaga nad czerwoną kreskę oznaczającą spadek wyniesie co najmniej dwa punkty, bo przecież Andaluzyjczycy mają o jeden mecz więcej.

Real tymczasem zrobił swoje i nie dopuścił, by FC Barcelona mogła oficjalnie świętować mistrzostwo po potknięciu Królewskich z ich derbowym rywalem na jego własnym terenie. Tylko tyle i aż tyle. Królewscy wciąż formalnie są w grze. Wszystko rozstrzygnie się przy okazji nadchodzącego El Clasico 10 maja. Arbeloa i spółka muszą bezwarunkowo wygrać na Camp Nou, jeśli nie chcą, by Barca przypieczętowała tytuł w madrycko-barcelońskiej potyczce, co jeszcze nie wydarzyło się nigdy wcześniej w historii.

Espanyol – Real Madryt 0:2 (0:0)

  • 55′ Vinicius – 0:1
  • 66′ Vinicius – 0:2

CZYTAJ WIĘCEJ O HISZPAŃSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

1 komentarz
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

La Liga

Reklama
La Liga

Florentino Perez potwierdził. Jose Mourinho zostanie trenerem Realu

Braian Wilma
0
Florentino Perez potwierdził. Jose Mourinho zostanie trenerem Realu
La Liga

Barcelona złożyła ofertę za Rashforda. United traci cierpliwość

Maciej Piętak
1
Barcelona złożyła ofertę za Rashforda. United traci cierpliwość
La Liga

Real rozpoczyna okienko. Zastępca Carvajala w drodze do Madrytu

Braian Wilma
11
Real rozpoczyna okienko. Zastępca Carvajala w drodze do Madrytu