Real przyjechał na RCDE Stadium w jednym tylko celu – nie przerwać fatalnej serii Espanyolu, który w 2026 roku nie wygrał ani razu. Udało się, choć nie bez problemów. Królewscy uniknęli kolejnej wpadki z niżej notowanym rywalem za sprawą Viniciusa, autora dwóch goli. Królewscy tym samym odroczyli świętowanie mistrzostwa przez FC Barcelonę, z którą zmierzą się w El Clasico już w następnej kolejce. Papużki z kolei po 17. meczu z rzędu bez zwycięstwa z coraz większym przerażeniem spoglądają w stronę strefy spadkowej.
Pierwsza połowa? Cóż, do zapomnienia, przynajmniej dla Realu, któremu nie wychodziło absolutnie nic. Zrzucanie wszystkich niepowodzeń na brak szczęścia w futbolu zazwyczaj brzmi jak tania wymówka, jednak nie tym razem, bo Królewscy na RCDE Stadium mieli po prostu pecha:
- w 8. minucie Vinicius trafił w słupek
- w 14. z kontuzją z boiska zszedł (który to już raz!?) Ferland Mendy
- w 26. mógł grać w przewadze, ale po analizie VAR sędzia cofnął czerwoną kartkę El Hilaliego
No dobra, można gdybać, co by było, jeśli Vinicius inaczej ułożyłby stopę do piłki przy uderzeniu, albo jak inaczej ułożyłby się mecz, jeśli Gil Manzano nie zmieniłby swojej pierwotnej decyzji. Tak czy siak, w ostatecznych rozrachunku liczy się to, co w sieci, a przed przerwą nic do niej nie wpadło.
I to z obydwu stron, choć trzeba uczciwie przyznać, że to Espanyol był bliższy otwarcia wyniku. Pod koniec pierwszej połowy Cabrera groźnie uderzył głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, ale jeszcze lepiej zachował się Łunin, który popisał się efektowną paradą.
Real zdawał się bić głową w mur. Podopieczni Arbeloi pomimo optyczno-statystycznej przewagi nie potrafili skonkretyzować swoich i tak nielicznych ataków. Z każdą kolejną minutą rosła frustracja w szeregach Królewskich, a Bellingham z bezsilności kopał w murawę po nieudanym zagraniu.
Vinicius rozmontował Espanyol. W Barcelonie jeszcze nie świętują
Zapachniało nam w Barcelonie niespodzianką, bo wyjątkowo nieźle dysponowani dzisiaj Manolo Gonzalez i spółka długo nie pozwalali Królewskim na zbyt wiele. Wtem jednak do akcji wkroczył Vinicius, który dwukrotnie błysnął indywidualnym geniuszem. I to wystarczyło.
W 55. minucie Brazylijczyk sam napędził atak, zaangażował w akcję Gonzalo Garcię, który wyłożył mu piłkę w polu karnym, a ten z tej strefy boiska rzadko zwykł się mylić.
𝐕𝐈𝐍𝐈𝐂𝐈𝐔𝐒 𝐍𝐀 𝟏:𝟎 🕺
To po prostu była jego akcja! 🌪️ #lazabawa 🇪🇦 pic.twitter.com/AunTiitT1X
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) May 3, 2026
Dziesięć minut później przeżyliśmy prawdziwe deja vu, bo po bliźniaczo podobnej akcji Vinicius trafił po raz drugi, z tą tylko różnicą, że tym razem asystował (i to piętą!) Bellingham.
𝐃𝐔𝐁𝐋𝐄𝐓 𝐕𝐈𝐍𝐈𝐄𝐆𝐎 ⚽⚽
Ale to rozegrali! 🤩 I ta asysta piętką Jude’a Bellinghama! ✨ #lazabawa 🇪🇦 pic.twitter.com/1n1QGQq1Om
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) May 3, 2026
Po tych dwóch ciosach Espanyol już nawet nie pierdnął. Real tymczasem mógł jeszcze bardziej skarcić pogodzone z losem Papużki, ale na przeszkodzie stawał Marko Dmitrović. Serbski bramkarz, który jest drugi w całej LaLiga pod względem liczby interwencji, dwoił się i troił między słupkami, broniąc uderzenia Mastantuono czy Bellinghama, by rozmiar porażki był możliwie jak najmniejszy.
I to właściwie jedyny pozytyw, jaki Espanyol może wyciągnąć po porażce z Realem. Aż trudno w to uwierzyć, że na półmetku sezonu podopieczni Manolo Gonzaleza byli o kilka punktów od miejsc gwarantujących Ligę Mistrzów, a teraz z coraz większym przerażeniem muszą spoglądać w kierunku strefy spadkowej, której widmo zaczyna zaglądać im w oczy. Kluczowe dla ich egzystencji w hiszpańskiej ekstraklasie będzie następne spotkanie z też walczącą o utrzymanie Sevillą. W przypadku porażki na Estadio Sanchez Pizjuan, ich przewaga nad czerwoną kreskę oznaczającą spadek wyniesie co najmniej dwa punkty, bo przecież Andaluzyjczycy mają o jeden mecz więcej.
Real tymczasem zrobił swoje i nie dopuścił, by FC Barcelona mogła oficjalnie świętować mistrzostwo po potknięciu Królewskich z ich derbowym rywalem na jego własnym terenie. Tylko tyle i aż tyle. Królewscy wciąż formalnie są w grze. Wszystko rozstrzygnie się przy okazji nadchodzącego El Clasico 10 maja. Arbeloa i spółka muszą bezwarunkowo wygrać na Camp Nou, jeśli nie chcą, by Barca przypieczętowała tytuł w madrycko-barcelońskiej potyczce, co jeszcze nie wydarzyło się nigdy wcześniej w historii.
Espanyol – Real Madryt 0:2 (0:0)
- 55′ Vinicius – 0:1
- 66′ Vinicius – 0:2
CZYTAJ WIĘCEJ O HISZPAŃSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:
- Barcelona bliska mistrzostwa. Lewandowski docenił kolegę z drużyny
- Lewandowski przełamał opór. Tytuł Barcelony o krok
- Wyjaśniła się przyszłość Endricka! Tam zagra w przyszłym sezonie
Fot. Newspix