Dwa lata Gambala w Cracovii. Mocne strzały przykryły wpadki

Przemysław Michalak

21 kwietnia 2026, 10:20 • 11 min czytania 8

Reklama
Dwa lata Gambala w Cracovii. Mocne strzały przykryły wpadki

Rzadko się zdarza, żeby odchodzącego dyrektora sportowego (formalnie dyrektora skautingu) kibice gremialnie żegnali z żalem. A właśnie taka sytuacja miała miejsce w przypadku Jarosława Gambala i jego rozstania z Cracovią pod koniec ubiegłego tygodnia. Przez dwa lata swojej pracy wyrósł on na czołowego w polskiej piłce fachowca od transferów.

Reklama

Bez wątpienia jest to dziś jedno z najciekawszych nazwisk na rynku, co nie znaczy, że wszystko co gambalowe się świeci. Przyjrzeliśmy się dokładniej jego poczynaniom przy Kałuży. Zawierają się one w czterech okienkach – od lata 2024 do zimy 2026.

Podsumowanie dwuletniej pracy Jarosława Gambala w Cracovii

Nie każdy transfer Pasów to w pierwszej kolejności zasługa dyrektora. Powrót Mateusza Klicha prawdopodobnie odbyłby się również bez niego. Przeważnie nie trzeba też odkrywać niczego nieoczywistego, gdy wyciąga się zawodnika od ligowej konkurencji (Dominik Piła). W takich sytuacjach więcej zależy już od samych negocjacji w gabinetach, niż szerszego spojrzenia skautingowego.

Uznajemy jednak, że formalnie każdy ruch kadrowy Cracovii idzie na konto Jarosława Gambala, tak jak każdy ruch Jagiellonii przechodzi przez Łukasza Masłowskiego, choć tam też na pewno stopień zaangażowania dyrektora w poszczególne transfery był zróżnicowany.

Reklama

Sześć mocnych strzałów

Co więc nam wychodzi? Cracovia w ciągu czterech ostatnich okienek pozyskała dwudziestu pięciu piłkarzy. Z tego grona za strzały w środek tarczy można uznać sześciu. Czy to dużo, niech każdy odpowie sobie sam, ale na tym przykładzie widzimy, ile w pracy dyrektora znaczy jedno czy drugie mocne nazwisko firmowane jego twarzą. Taki transfer jest w stanie wizerunkowo przykryć kilka następnych, którymi klub po fakcie chwalić może się znacznie mniej.

Pierwszym strzałem w dziesiątkę w wykonaniu Gambala było sprowadzenie Ajdina Hasicia. Aktualnie nie oglądamy najlepszej wersji Bośniaka, mimo że na tle nijakich kolegów i tak się wyróżnia. Poważna kontuzja z rundy jesiennej trochę go wyhamowała, ale całościowo nie ma wątpliwości, że mówimy o piłkarzu, który w dobrej formie potrafi przerastać tę ligę. Od kilku tygodni u Hasicia znów widać tendencję wzrostową, co jest bardzo dobrą wiadomością przed – wiele na to wskazuje – nerwowym finiszem ligi dla Cracovii.

Z zaciągu z lata 2024 sprawdził się też Amir Al-Ammari, mimo niedawnej czerwonej kartki z Rakowem. W przypadku Irakijczyka potrzebny był jednak czas. W pierwszym roku pozyskany ze szwedzkiego Halmstads pomocnik najczęściej był zawodnikiem rotacyjnym. Albo wchodził z ławki, ale często dość szybko był zmieniany. Łącznie uzbierał niewiele ponad 1100 minut.

Amir Al-Ammari

Reklama

Amir Al-Ammari po trudnym początku wyrósł na jednego z liderów Cracovii. 

W tym sezonie Al-Ammari od początku jest kluczową postacią Cracovii i nawet dwa razy zdarzyło mu się wychodzić na boisko w roli kapitana. To piłkarz dużo pracujący dla drużyny, który potrafi również błysnąć czymś kreatywniejszym w rozegraniu. Z Irakiem awansował na mundial (w decydującym meczu z Boliwią zaliczył asystę), więc w czerwcu będzie mógł się pokazać szerszej publiczności.

Henriksson i Perković wyraźnymi plusami

Owocna w wykonaniu Gambala była zima 2025. Do Krakowa zawitało tylko trzech piłkarzy, ale za to konkretnych. Martina Minczewa umieszczamy w gronie niejednoznacznych, bo nadal nie potrafi w dłuższej perspektywie odcisnąć wyraźnego piętna na zespole. Co nie znaczy, że nic nie daje. Bułgar jest mało efektowny w grze, kibic raczej się w nim nie zakocha, ale bywa pożyteczny. W Ekstraklasie do tej pory strzelił pięć goli i zaliczył jedną asystę w trzydziestu pięciu meczach.

U Dawida Kroczka i przez pierwsze miesiące Luki Elsnera Minczew pełnił rolę lewej „dziesiątki” w ustawieniu z trójką z tyłu. Od listopada słoweński szkoleniowiec często gra na czterech obrońców i wtedy reprezentant Bułgarii grał jako lewoskrzydłowy lub – głównie na wiosnę – jako napastnik.

Reklama

Gustav Henriksson i Mauro Perković to już konkretne strzały. Szwedzki stoper z miejsca wskoczył do podstawowego składu i do dziś nie oddaje miejsca. Początki Perkovicia były trudniejsze, przegrywał rywalizację z Davidem Olafssonem, ale pod koniec ubiegłego sezonu posadził Islandczyka na ławce.

cracovia mauro perković

Mauro Perković na nieco dłuższą metę okazał się lepszy niż David Olafsson. 

Start nowego sezonu wyglądał podobnie: w podstawie zaczynał Olafsson, a Chorwat atakował z tylnego szeregu i dość szybko wyszedł przed niego. Doprowadziło to do odejścia Islandczyka w zimowym okienku i wykupienia Perkovicia z Dinama Zagrzeb. Wyróżnia go czutka w polu karnym przeciwnika. W Ekstraklasie trafił do siatki już sześć razy. To jeden z piłkarzy, na których Cracovia w najbliższym czasie może zarobić najwięcej.

Reklama

Oszałamiający początek Stojilkovicia

Jeśli chodzi o bieżący sezon, numerem jeden jest oczywiście Filip Stojilković. Szwajcar z powodzeniem wszedł w buty Benjamina Kallmana i miał oszałamiające wejście do ligi. Po ośmiu występach na jego koncie widniało już sześć goli i dwie asysty. Wydawało się, że Ekstraklasa zyskała nową gwiazdę, ale druga część rundy okazała się bolesnym zejściem na ziemię. Rywale stosunkowo szybko się go „nauczyli”, bazujący na wbieganiu w przestrzeń Stojilković coraz częściej był odcinany od gry i do końca roku zdobył jeszcze tylko jedną bramkę. Skoro jednak po pół roku od przyjścia został sprzedany za 3 mln euro, czyli z około sześciokrotną przebitką, trudno nie uznać go za trafiony ruch.

Znacznie mniej spektakularnie wyglądał transfer Dominika Piły, ale także zaliczamy go do udanych. Wyciągnięty z Lechii Gdańsk zawodnik sporo zyskał na problemach zdrowotnych Otara Kakabadze i daje radę jako prawy obrońca lub prawy wahadłowy.

Niedosyt z Mateuszem Klichem

To tyle z ewidentnych plusów. Wielu z was zapewne jest zaskoczonych brakiem w tym gronie Mateusza Klicha. Tutaj wahaliśmy się najbardziej, jednak uznaliśmy, że od kogoś o takim statusie trzeba wymagać trochę więcej. Klich nie przychodził zgruzowany po poważnej kontuzji czy roku bez grania. Na sam koniec w MLS poszedł w odstawkę, tyle że trwało to raptem kilka tygodni, nim ogłoszono jego powrót do Polski.

Wejście miał bardzo obiecujące, z czasem jednak sprzeciętniał. Utrzymuje solidny, przyzwoity poziom, jednak za bardzo dostosowuje się do tego tego, co aktualnie gra cała drużyna. I nie chodzi o to, że liczyliśmy w jego wykonaniu na double-double. Pół żartem, pół serio, odkąd Jan Urban na przełomie października i listopada stwierdził, że nie bierze pod uwagę powołania Mateusza Klicha, ten zaczął się wtapiać w ligową szarzyznę. Liczyliśmy na więcej, zatem doświadczony pomocnik ląduje w gronie transferów niejednoznacznych.

Reklama

Mateusz Klich

To grupa najliczniejsza. Przeważają w niej nazwiska zakontraktowane w tym sezonie. Niewykluczone, że część z nich za kilka lub kilkanaście miesięcy będziemy oceniali inaczej (casus Al-Ammariego), ale na tu i teraz nie do końca przekonują. Bosko Sutalo gra najwięcej, ale trudno uznać go za pewny punkt defensywy. Chorwat zbyt często jest niefrasobliwy pod własną bramką. To samo dotyczy Brahima Traore, który na dodatek dopiero w listopadzie zaczął grać więcej.

Rozwojowi Kameri i Praszelik, pudła z napastnikami

Coś w sobie ma Dijon Kameri, czekamy na więcej konkretów. Jesienią spowolniła go kontuzja, stracił przez nią półtora miesiąca. Mateusz Praszelik pod koniec rundy jesiennej strzelił dwa efektowne gole, ale za ciosem nie poszedł. Na dłuższą metę to ciągle zawodnik nr 13 czy 14 w hierarchii. Pozyskany zimą Pau Sans w debiucie dał wygraną z Termaliką, później było gorzej. Hiszpan jest rzucany po pozycjach, nie brakuje mu ambicji, ale piłkarsko wydaje się dość ograniczony.

Wiktor Bogacz miał rozwiązać problemy w ataku, lecz niestety już w debiucie doznał poważnej kontuzji. Olbrzymi pech, dlatego nie umieszczamy go w niewypałach, bo do klubu przychodził zdrowy. W przeciwieństwie do Gabriela Charpentiera. Fajnie się pisało, że Pasy biorą napastnika prosto z Serie A, ale mniej fajnie wyglądał fakt, że facet już w momencie podpisywania kontraktu miał za sobą ponad pół roku leczenia. Plan był taki, że we wrześniu lub październiku byłby gotowy do gry. Zamiast tego problemy zdrowotne nie ustąpiły nawet do styczniowych przygotowań.

Reklama

Charpentier zadebiutował dopiero 20 lutego z Widzewem Łódź. Wszedł na minutę i… znów był kontuzjowany. Wrócił na początku kwietnia. Z Górnikiem Zabrze dostał niecały kwadrans, natomiast z Arką Gdynia zagrał od początku. Przez 45 minut zaprezentował się znakomicie, tyle że od razu musiał zejść, oczywiście przez kruche zdrowie. Na Raków Częstochowa nie było go nawet wśród rezerwowych. Gambal przyznał niedawno w Meczykach, że przypadek Kongijczyka dał mu do myślenia. – Historia kontuzji nie jest przypadkiem i na tym przykładzie muszę wyciągnąć wnioski – nie ukrywał.

Gabriel Charpentier, Cracovia.

Gabriel Charpentier pokazał jakość. Problem w tym, że trwało to 45 minut i znów doznał kontuzji. 

Aleksić i Zahiroleslam rozczarowaniem

Z kolei Milan Aleksić przychodził do Krakowa prościutko z beniaminka Premier League, Sunderlandu. Kilkanaście dni przed dołączeniem do Pasów zaliczył asystę w EFL Cup z Huddersfield przy golu Marca Guiu. A mowa przecież była o 20-latku, czyli w takim razie dużym talencie. Aleksić nie zaprezentował jednak niczego godnego uwagi w swoich sześciu występach. Raz dostał szansę od początku jako „dziesiątka” towarzysząca Maigaardowi, ale został zmieniony już w przerwie. Pozostałe mecze to wejścia z ławki. W przerwie między rundami jego wypożyczenie zostało zakończone.

Reklama

Kahveh Zahiroleslam na papierze zapowiadał się na całkiem ciekawego napastnika. Przez dwa lata w belgijskiej ekstraklasie zdobył osiem bramek i zaliczył trzy asysty, marzył o wyjeździe na mundial z reprezentacją Iranu. W Cracovii jest jednak tak słaby, że czasami Luka Elsner wolał sadzać go na ławce jako jedyną nominalną „dziewiątkę”.

Zahiroleslam na początki znajdował się mocno w cieniu eksplodującego Stojilkovicia, ale także po jego odejściu nie rozwinął skrzydeł. Wygląda na to, że to piłkarz zbyt delikatny na Ekstraklasę, który nie przykryje tego wysokimi umiejętnościami. Spory niewypał.

Kahveh Zahiroleslam

Kahveh Zahiroleslam jesienią uratował Cracovii remis z Górnikiem Zabrze i to tyle z pozytywów. 

Reklama

Patryk Janasik, Henrich Ravas i wyciągnięty w lutym z Vasco da Gama Maxime Dominguez byli już znani z polskich boisk, więc ich skautowanie było ułatwione. Mimo to żaden z nich się nie sprawdził/nie sprawdza.

Aby uczciwie ocenić pracę Jarosława Gambala, trzeba pamiętać, że od pewnego momentu w Cracovii zaczęło się dziać źle i przestał on działać w optymalnych warunkach. Pierwsze symptomy były już widoczne pod koniec letniego okienka, a w zimowym dały o sobie znać na całego. W normalnych okolicznościach obok Wiktora Bogacza zapewne przyszedłby teraz napastnik z wyższej półki niż Jean Batoum.

Luka Elsner – duże nazwisko, mało efektowny koniec

Osobny temat to sam Luka Elsner, przy którego zatrudnieniu Gambal miał duży udział. Ściągnięcie do Polski trenera, który dopiero co prowadził dwa kluby we francuskiej Ligue 1 robiło wrażenie. Początek wskazywał, że może on wiele zdziałać w Ekstraklasie, ale gdy w gabinetach Cracovii zaczęło się psuć, a Stojilković przestał być rewelacją ligi, cała drużyna rozpoczęła zjazd.

Elsner był coraz bardziej sfrustrowany sytuacją i marnowaniem potencjału, który zastał na wejściu. – W listopadzie trener otrzymał w pewnym sensie ofertę życia. Rozmawialiśmy i miałem odczucie, że trener przekazuje coś w stylu: prezesie zostaję, bo wierzę w prezesa, pracowników, wierzę w to, co robimy itd. Niedługo później zostałem odwołany. Być może nowy zarząd skieruje Cracovię na jeszcze lepsze tory – nie mówię, że nie. Natomiast jakaś niepewność w takiej sytuacji musiała się pojawić. I kolejna kwestia: obiecałem trenerowi, że po pewnej dacie nie będziemy już sprzedawać zawodników, a do określonej daty dostarczymy mu wszelkie zastępstwa. Chciałem, żeby w Turcji trener miał możliwość jak najlepszego przygotowania, a rzeczywistość okazała się inna – mówił kilka dni temu dla Interii były prezes Pasów, Mateusz Dróżdż.

Reklama

Nic dziwnego, że Elsner już na początku marca zaproponował klubowi swoje odejście. Dymisja nie została przyjęta, Słoweniec został, ale wyniki się nie poprawiały. W poniedziałek nastąpiło to, co odwlekło się o miesiąc: rozstanie z Cracovią. Sezon ratować będzie Bartosz Grzelak.

Trzeba przyznać, że Elsner miał powody, by raz za razem odczuwać rozczarowanie, ale też trudno nie odnieść wrażenia, że od dawna nie robił różnicy swoją pracą, jakby wpadł w stan permanentnego zniechęcenia. Na początku Pasy imponowały wysokim pressingiem, intensywnością i szalejącym Stojilkoviciem. Gdy jednak to przestało działać, słoweński trener nie zaproponował niczego nowego. Ostatni naprawdę dobry mecz Cracovia rozegrała jeszcze w październiku, z Rakowem (2:0). Od tamtej pory Krakowianie w osiemnastu kolejkach odnieśli zaledwie trzy zwycięstwa. Dokładnie taką samą serię w drugiej części poprzedniego sezonu miał Dawid Kroczek. W międzyczasie doszło jeszcze do bolesnego 0:3 z Rakowem w Pucharze Polski, gdy Elsner wystawił skład wyraźnie rezerwowy.

Luka Elsner

Perspektywy Gambala ciekawsze niż Cracovii

Na plus trzeba mu zapisać wykreowanie Oskara Wójcika. Mocno zaufał chłopakowi, który nie był już wyjątkowo młody (21 lat), a miał symboliczną styczność z Ekstraklasą. Wójcik szybko wyrósł na najlepszego stopera Cracovii i raczej prędzej niż później odejdzie za miliony euro. I jeśli któryś z zawodników może szczególnie żałować odejścia tego trenera, to właśnie blondwłosy obrońca. Być może uratował mu karierę.

Reklama

Lukę Elsnera także umieszczamy w gronie ruchów niejednoznacznych. Imponujące CV, obiecujący początek, ale potem było coraz gorzej. Okoliczności pozaboiskowe nie pomagały, ale nie chcemy też uznawać, że tłumaczą wszystko. Koniec końców Cracovia jest dziś poważnie zagrożona spadkiem, z tej kadry można wycisnąć więcej.

Jarosław Gambal pokazał, że potrafi na zagranicznych rynkach wynajdywać piłkarzy stosunkowo młodych, którzy już liznęli poważnego futbolu, ale z różnych względów do końca w nim nie zaistnieli. W Polsce mogliby wypłynąć na szersze wody i w kilku przypadkach to się udało lub prawdopodobnie uda. Dzięki temu odchodzący dyrektor sprawił, że na brak telefonów w najbliższych tygodniach nie powinien narzekać. Jeśli jednak zbierzemy do kupy całość jego działań, wpadek też mało nie było i na pewno ma on z czego wyciągać wnioski.

Coś jednak czujemy, że to Gambal lepiej poradzi sobie bez Cracovii, niż nowa, „międzynarodowa” Cracovia bez niego.

CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. FotoPyK/400mm.pl/Newspix

Reklama
8 komentarzy
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Piłkarz Lechii narzeka na murawę w Gdańsku. „Wszystko mnie boli”

Mikołaj Duda
4
Piłkarz Lechii narzeka na murawę w Gdańsku. „Wszystko mnie boli”