Pół roku bez pensji i oferta z Wieczystej. Polskie przygody Jesusa Imaza

Jakub Radomski

21 kwietnia 2026, 08:39 • 9 min czytania 1

Reklama
Pół roku bez pensji i oferta z Wieczystej. Polskie przygody Jesusa Imaza

W Hiszpanii nie miał większych szans na występy w La Liga. Polska była niewiadomą. W dodatku trafił do klubu rządzonego przez szemranych ludzi, gdzie przez sześć miesięcy nie dostawał pensji. Na jego konto nie wpadało nic, na szczęście żona w Hiszpanii miała kierownicze stanowisko w korporacji. Kluczowe w karierze Jesusa Imaza okazało się przejście do Jagiellonii Białystok. Ukochana była już z nim w Polsce, a on przeszedł do klubu, z którym zdobył upragnione mistrzostwo kraju i został legendą. Poznajcie lepiej człowieka, który ze 110 golami na koncie stał się najskuteczniejszym obcokrajowcem w historii Ekstraklasy.

Reklama

Hiszpan, trafiając dwa razy w Gdyni, zdobył swoją 109. i 110. bramkę na poziomie Ekstraklasy i został już absolutnym rekordzistą. Przegonił Flavio Paixao, z którym przez kilka tygodni miał po 108 trafień w najwyższej polskiej lidze. Imaz od lat ma pewien zwyczaj – przed każdym sezonem kreśli sobie w głowie listę celów, jakie chce osiągnąć. Zawsze jest to zdobycie przynajmniej 10 bramek w lidze w jednym sezonie, do tego coś ambitniejszego, jakieś trofea.

Wszystko zapamiętuję. Dla mnie to naprawdę ważne, żeby mieć w co mierzyć i o co walczyć. Potem tylko odhaczam. To na zielono, tamto na zielono, zazwyczaj wszystko na zielono! – mówił Imaz w wywiadzie udzielonym Weszło w kwietniu 2024 roku.

Hiszpan pojawił się w Polsce latem 2017 roku. Jest tu już prawie dziewięć lat. Oto jego dokonania strzeleckie w samej lidze w kolejnych sezonach:

2017/2018 – 30/8 goli /3 asysty (Wisła)
2018/2019 – 31/16/4 (Wisła, a później Jagiellonia)
2019/2020 – 35/11/4 (od tego czasu już tylko Jagiellonia)
2020/2021 – 27/11/6
2021/2022 – 16/9/2
2022/2023 – 33/14/3
2023/2024 – 30/12/5
2024/2025 – 34/16/7
2025/2026 – 28/13/6

Reklama

Imponujące, prawda? Wychodzi na to, że jako piłkarz Jagi tylko w sezonie 2021/2022 Imaz nie uzyskał celu w postaci 10 goli w Ekstraklasie. Ale jednocześnie spójrzmy na jego bilans z tamtego czasu: rozegrał tylko 16 meczów. I tak trafiał do siatki częściej niż w co drugim spotkaniu.

Ale pobyt Hiszpana w Polsce to nie jest jedno wielkie „success story”. To też trudniejsze momenty, z którymi musiał sobie radzić. I chwile, gdy jego piłkarska droga mogła pójść w inną stronę.

Adrian Siemieniec i Jesus Imaz

Adrian Siemieniec i Jesus Imaz

Reklama

Wisła Kraków, czyli pół roku bez otrzymywania pensji

Fajnie czasem przypomnieć sobie, jak komentowano transfer danego zawodnika, gdy przychodził do Polski. No to spójrzmy: jest 31 sierpnia 2017 roku i serwis 90minut.pl wrzuca newsa pt: „Wisła uzgodniła transfer Jesusa Imaza”. Jeden z komentarzy, autor najwidoczniej nastawiony negatywnie: „Czy polska młodzież jest taka słaba, że ściągamy zawodników, którzy grają w głębokich rezerwach ligi hiszpańskiej?”. Inni szli w żart, pisząc np.: „Podobno jeszcze dzisiaj zakontraktują Judasza”. Kolejny z komentarzy przestrzegał: „Powiedzieli mu, że nie płacą?”.

I ten ostatni okazał się proroczy. Ale po kolei.

Imaz pochodzi z Katalonii, jednak – taki paradoks – jest kibicem Realu Madryt. Zakochał się w tej drużynie, gdy występowały w niej największe gwiazdy, takie jak Zinedine Zidane, Ronaldo czy David Beckham.

Hiszpańskiej piłki nie podbił: występował na drugim albo trzecim szczeblu rozgrywkowym. Najlepszy sezon? Za taki należy uznać 2012/2013, kiedy ten wówczas 22-latek w barwach Clubu Lleidy (trzeci poziom rozgrywek) w 32 spotkaniach zdobył siedem bramek i miał pięć asyst. W dwóch meczach przeciwko Realowi Sociedad strzelił wtedy dwa gole i miał asystę, ale chodzi o starcia z drużyną rezerw klubu z Kraju Basków. Jeżeli strzelał gole w Pucharze Króla, to rywalom z niższych lig. Kiedy w sezonie 2016/2017 jego Cadiz dostało się do półfinału barażów o La Liga, przegrało je po dogrywce z Tenerife, a Imaz oba spotkania przesiedział na ławce.

Reklama

Klasyczna historia piłkarza, który wydaje się optymalny na dany poziom, ale za słaby na nieco wyższy.

Pierwszy sezon w Wiśle Imaz miał, można powiedzieć, niezły: 30 meczów, osiem goli i trzy asysty. Runda jesienna rozgrywek 2018/2019 była jeszcze lepsza: 17 spotkań, sześć bramek, cztery ostatnie podania. Problem w tym, że Hiszpan przez 1/3 swojego pobytu w Krakowie w ogóle nie otrzymywał pensji. Fragment wywiadu na Weszło z 2024 roku i wypowiedź piłkarza: – Przez pół roku nie dostawaliśmy pensji! W szatni Wisły stworzyliśmy za to atmosferę, jakiej nie doświadczyłem ani nigdy wcześniej, ani nigdy później. Byliśmy rodziną, bo nie mieliśmy pieniędzy, ale trzymaliśmy się razem.

I jeszcze druga wypowiedź Hiszpana z tej samej rozmowy: – Bez pieniędzy można przeżyć kilka miesięcy. Jakoś to sobie tłumaczyłem, nie obrażałem się, byłem cierpliwy. Potem jednak przychodzi proza życia: jest rodzina, są kredyty, wydatki i zobowiązania. Za coś musiałeś jeść, prawda? W kontrakcie miałem zapisaną kwotę, na którą pracowałem. Trudno było pogodzić się z tymi zaległościami. Nie mogłem jednak rozłożyć rąk, siedzieć bezczynnie i biadolić nad swoim losem.

Imaz jako gracz Wisły Kraków

Reklama

Imaz jako gracz Wisły Kraków

W styczniu 2019 roku Imaz oraz Martin Kostal przeszli z Wisły do Jagiellonii. Obaj wyróżniali się w Krakowie, ale klub potrzebował gotówki. Umowę skonstruowano w ten sposób, że Wisła otrzymała 750 tys. euro, do tego jeszcze dostała Lukasa Klemenza, dziś świetnie spisującego się w GKS-ie Katowice, a Jagiellonia miała jeszcze przez pół roku opłacać kontrakt Łukasza Burligi. Dla Wisły, zarządzanej przez szemranych ludzi, to był dobry deal. Ale jeszcze więcej zyskała Jagiellonia. Kostal co prawda okazał się strasznym niewypałem (strzelił w Białymstoku sześć goli w sezonie, ale dla… rezerw Jagiellonii).

A Imaz zaczął budować swoją pozycję piłkarskiego króla stolicy Podlasia.

Miał ofertę z Arabii Saudyjskiej. Duże pieniądze dawała mu Wieczysta Kraków. Ale został

Artykuł Szymona Janczyka z czerwca 2020 roku nosi tytuł: „Jesus Imaz, czyli zagubiony w akcji. Gdzie się podziała forma Hiszpana?”. Dziwnie dzisiaj to brzmi, prawda? Ale wtedy zdecydowanie się broniło.

Reklama

Jesień tamtego sezonu była w wykonaniu Imaza imponująca: kiedy do Białegostoku przyjechała Wisła Kraków, ten w 33 minuty załadował byłemu klubowi hat-tricka. Przy golu na 2:0 asystował mu Kostal. Jednak po wybuchu pandemii Imaz rzeczywiście był cieniem samego siebie. 15 grudnia 2019 roku zdobył dwie bramki w spotkaniu z Lechią Gdańsk (3:0), a później kolejnych 16 meczów to z jego strony tylko jedno ostatnie podanie. Co ciekawe, również w spotkaniu przeciwko drużynie z Gdańska.

Mizeria. Janczyk w swoim tekście porównywał go wtedy do wyśmiewanego za boiskową beznadzieję… Fina Santeriego Hostikki, który był wówczas graczem Pogoni Szczecin. Fragment tekstu: „Nie mamy pojęcia, co dzieje się z piłkarzem Jagiellonii. On sam przyznawał w wywiadzie dla Super Expressu, że chciałby jeszcze pograć w MLS. Powiemy krótko – skoro tak, to czas zebrać dupę w troki i odbudować swoją markę. Bo obecnie ciężko nam wyobrazić sobie, żeby po Imaza sięgnął nawet zespół z USL”.

USL, czyli United Soccer League, to druga dywizja w Stanach Zjednoczonych – za Major League Soccer.

Niektórzy sugerowali, że w tamtym czasie Hiszpan sporo myślał o zagranicznym transferze. Inni – że nie było mu po drodze z bułgarskim trenerem Iwajło Petewem, którego raczej mało kto w Jagiellonii wspomina pozytywnie. Wiecie, jak Imaz zaczął kolejny sezon? Trzema golami w czterech pierwszych kolejkach. Po 17 ligowych spotkaniach miał na koncie 10 trafień. Pokazał, że owszem, miał gorszy moment, ale nie można go skreślać.

Reklama

Jesus Imaz cieszący się z gola

Jesus Imaz cieszący się z gola

Faktem jednak jest, że przez te wszystkie lata w Jagiellonii był kuszony z różnych kierunków. Była świetna finansowo oferta z Arabii Saudyjskiej, właśnie w sezonie 2019/2020. Robiła wrażenie na zawodniku, ale weto postawiła Jagiellonia. Hiszpan to rozumiał.

Jagiellonia zawsze ucinała temat, rzucając zaporową kwotę. Czasami wydawało mi się nawet, że tak dużo pieniędzy za piłkarza w moim wieku to delikatna przesada – mówił w rozmowie z Weszło. Przekonywał nas też, że w przypadku Arabii Saudyjskiej ważne były również kwestie kulturowe i to one stanowiły problem: – Moja żona musiałaby zostać w Hiszpanii, bo w Arabii Saudyjskiej nie mogłaby liczyć na takie prawa, do jakich przyzwyczajona jest kobieta z Europy. Dla mnie pieniądze to nie wszystko.

Reklama

W 2022 roku natomiast o Imaza zabiegała Wieczysta i oferowała mu pieniądze mocno przewyższające te dla dobrych zawodników w Ekstraklasie. – To nie był moment na taki transfer, więc odmówiłem. Nie wiem, czy w przyszłości będą ponawiać ofertę… – komentował to w 2024 roku.

Jesus Imaz: Jestem w lepszej formie, gdy żona i syn są w domu

Gdynia, niedziela, koło godziny 18:20. Przerwa w spotkaniu Arka – Jagiellonia. Cezary Olbrycht, dziennikarz Canal+Sport, wziął na wywiad właśnie Imaza i pyta go: „How many goals Jesus Imaz scored in the history of Ekstraklasa so far? Tell us, master”. Hiszpan zaczyna odpowiadać po angielsku, później mówi liczbę „110” po polsku, a następnie zaskakuje naprawdę dobrą znajomością naszego języka. – To mój rekord i rekord Ekstraklasy. Jestem bardzo zadowolony. To dla mnie bardzo ważne. Był trudny moment, ale dzisiaj jestem bardzo szczęśliwy – dodaje Imaz.

Dziennikarz pyta po angielsku, a Jesus odpowiada po polsku. Ładna scenka.

W porządku, jest w naszym kraju od dziewięciu sezonów, ale naprawdę warto docenić, że nauczył się polskiego, bo to nie jest wcale takie oczywiste, patrząc na niektórych innych obcokrajowców uznawanych za legendy Ekstraklasy. Już ponad dwa lata temu, gdy robiliśmy z nim wywiad na Weszło, mieliśmy wrażenie, że rozumie po polsku prawie wszystko. Wiecie, czemu Imaz nauczył się naszego języka? Bo uważał to za swoją powinność, poza tym dla niego po prostu ważni są ludzie.

Reklama

Gdy był chłopcem, inspirowała go starsza siostra – piłkarka Barcelony, która występowała na lewej obronie i miała spory talent. Często grali przeciwko sobie, ona uczyła go wiele o piłce i życiu. Nie zrobiła dużej, profesjonalnej kariery – wybrała studia i została nauczycielką.

Podobną drogą poszedł brat-bliźniak Jesusa, Oscar. Wyglądają identycznie, dlatego w dzieciństwie czasami się podmieniali w szkole, gdy jeden był lepiej przygotowany na sprawdzian z danego przedmiotu. Na boisku nie mogli łatwo zrobić takiego manewru, z prostego powodu – Oscar jest lewonożny. Brat też postawił na pracę nauczyciela. Zresztą Jesus również to rozważał, ale najwidoczniej zmienił zdanie – w niedawnym wywiadzie dla „Piłki Nożnej”, którego bohaterami są on oraz jego żona, Maria – mówi wyraźnie, że widzi się w pracy trenera: najpierw jako asystent, może przy Adrianie Siemieńcu, a w przyszłości być może już jako pierwszy szkoleniowiec.

Właśnie – żona.

Gdyby go zapytać dziś, co najbardziej pomogło mu strzelić aż 110 goli w naszej najwyższej lidze, pewnie powie, że Maria i spokój, który dzięki niej ma w głowie i w domu. Poznali się, gdy mieli po 17 lat. Jesus poszedł z kolegą na dyskotekę, zobaczył tam Marię i po prostu stwierdził, że musi z nią porozmawiać. A później – że chce ją poznać. Długo byli przyjaciółmi, później zostali parą. Mówią, że spędzili ze sobą więcej lat, niż żyjąc oddzielnie. Kiedy Hiszpan przeniósł się do Polski, Maria została w Katalonii, ale raz czy dwa razy w miesiącu wsiadała w samolot i leciała do niego. Związek na odległość był trudny, ale z drugiej strony to ona pełniła wtedy rolę członka zarządu w korporacji w Barcelonie i zarabiała bardzo dobre pieniądze.

Reklama

Jesus Imaz z żoną Marią

Jesus Imaz z żoną Marią

Już wtedy chciała na stałe przyjechać do Polski. Tłumaczyłem jej, że to nie najlepszy moment, bo w Wiśle nie dostaję pensji, a ona faktycznie w Hiszpanii pracowała na dobrym stanowisku i była szczęśliwa. Trochę poczekaliśmy, w idealnym momencie pojawiła się oferta z Jagiellonii i żona przyjechała do Białegostoku – opowiadał nam w 2024 roku Imaz. Maria przeprowadziła się wtedy do Polski i znalazła pracę w naszym kraju.

W wywiadzie dla „Piłki Nożnej, przeprowadzonym przez Pawła Gołaszewskiego, najskuteczniejszy obcokrajowiec w historii Ekstraklasy tłumaczy, że zauważył już pewną prawidłowość – lepiej prezentuje się na boisku, kiedy Maria i ich syn, Nico, są blisko. – Do dziś powtarzam Marii, że kiedy jest w domu, znacznie lepiej się czuję i jestem w lepszej formie. W końcówce 2025 roku nie strzelałem tak dużo goli jak wcześniej, bo Maria i Nico byli przez kilka tygodni w Hiszpanii! Kiedy masz najbliższe osoby obok siebie i widzisz je codziennie, masz też w sobie wewnętrzny spokój. Nie lubię być sam – mówi Hiszpan.

Reklama

Jesus Imaz to nie tylko świetny w realiach Ekstraklasy piłkarz. To też człowiek, który wie, co jest w życiu ważne.

JAKUB RADOMSKI

WIĘCEJ O JAGIELLONII NA WESZŁO:

Fot. Newspix.pl

1 komentarz
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Koszykówka

Gra w kometkę kontra awans ŁKS-u do elity. Nierówna walka w Łodzi

AbsurDB
1
Gra w kometkę kontra awans ŁKS-u do elity. Nierówna walka w Łodzi

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Kibice Arki wierzą w utrzymanie. „1. Liga jest jak nieleczony nowotwór”

Mikołaj Duda
17
Kibice Arki wierzą w utrzymanie. „1. Liga jest jak nieleczony nowotwór”