Robert Kubica rozpoczął sezon. Bez powodzenia

Sebastian Warzecha

19 kwietnia 2026, 19:35 • 3 min czytania 3

Reklama
Robert Kubica rozpoczął sezon. Bez powodzenia

Robert Kubica i reszta załogi AF Corse nie będzie zadowolona ze startu sezonu w WEC. Ekipa Polaka skończyła pierwszy wyścig na zaledwie 10. miejscu. Zadowolone nie będzie też całe Ferrari, które nie wygrało na „domowym” torze. Po triumf na Imoli sięgnęła bowiem Toyota. 

Reklama

Robert Kubica daleko na Imoli. Kiepski start mistrzostw świata

Przed rokiem załoga AF Corse przegrała w rywalizacji w Długodystansowych Mistrzostwach Świata tylko z fabryczną ekipą Ferrari. Kubica jednak i tak mógł świętować, bo sięgnął po upragniony tytuł w wyścigu 24h Le Mans. Przed tegorocznymi zmaganiami spekulowano nieco na temat tego, gdzie będzie Robert w kolejnym roku – ostatecznie Polak został w AF Corse, a wspomagany za kierownicą jest przez Phila Hansona i Yifeia Ye.

We wczorajszych kwalifikacjach startował jednak Kubica, który miał świetne tempo na treningach. Tyle że w czasówce Polak sobie nie poradził – zajął dopiero ósme miejsce, co mocno skomplikowało sytuację jego zespołu na starcie dzisiejszego wyścigu na Imoli. Ta zresztą niemal z miejsca stała się jeszcze trudniejsza, bo Hanson, który zmagania rozpoczynał za kierownicą, od razu spadł o jedno miejsce. Ostatecznie jednak – za sprawą przedłużonego stintu na torze – awansował na szóstą pozycję.

Niedługo potem AF Corse weszło nawet na czwarte miejsce, bo BMW i Ferrari jadące przed nimi otrzymały kary przejazdu przez aleję serwisową. I na tej lokacie właśnie Hanson przekazał samochód Yifeiowi Ye.

Chińczyk początkowo jechał jednak stosunkowo słabo i spadł o dwie lokaty. Potem jednak ustabilizował swoją dyspozycję i choć straconych lokat nie odzyskał, to za sprawą jego niezłej jazdy AF Corse mogło wierzyć w walkę o podium. Tym bardziej, że do samochodu wchodził lider zespołu w osobie Roberta Kubicy. Ten początkowo jechał nieźle, ale gdy nad torem pojawiły się delikatne opady deszczu, jego tempo nagle drastycznie spadło.

Reklama

W efekcie spadł i on – na ósmą lokatę. A że dalej nie był w stanie wykręcać dobrych czasów – zastanawialiśmy się, czy to aby nie kwestia awarii – wezwano go na pit-stop. I okazało się, że to nie awaria, a kwestia ogumienia. Gdy dostał nowe opony, tempo Kubicy się z czasem poprawiło, a Polak odzyskał kilka lokat, ostatecznie kończąc wyścig na dziesiątym miejscu. Czyli, jakby nie było, daleko od tego, czego pewnie sam oczekiwał od siebie i swojego zespołu.

Zresztą zadowolone nie może być całe Ferrari, bo i fabryczne zespoły z tej stajni nie poradziły sobie na Imoli. Owszem, jedna z załóg – numer 51 – ostatecznie była druga, ale włoska ekipa chciała wygranej. A ta padła łupem Toyoty, która zresztą zajęła też trzecie miejsce na podium. I w idealny sposób uświetniła swój setny wyścig w WEC.

Reklama

A Kubica i spółka? Będą musieli się poprawić, po prostu.

Fot. Newspix

Czytaj więcej o motorsporcie:

3 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama