Mamed Chalidow odważył się jeszcze raz spróbować zdobyć pas. Odważył, bo na karku ma już 45 lat i niemal każdy inny fighter o jego dorobku siedziałby w domu, popijał herbatkę i z uśmiechem wspominał swoją karierę. Chalidow jednak dalej walczy, ba, walczy znakomicie. Ale to jednak – choć długo toczyli wyrównaną walkę – za mało na Pawła Pawlaka, który po raz czwarty obronił pas wagi średniej KSW.
Mamed Chalidow bez pasa KSW. Świetna walka w main evencie
Działo się na dzisiejszej gali KSW sporo, ale wszyscy czekali i tak na dwie ostatnie walki. Najpierw do klatki weszli wtedy wieloletni już mistrz federacji w wadze ciężkiej – Phil De Fries – oraz Marcin Wójcik. „Gigant”, bo taki przydomek ma Wójcik, miał rzucić faktyczne wyzwanie Anglikowi. A jak to się skończyło? Ano tak, jak niemal każda walka De Friesa – totalną dominacją z jego strony. Pierwsze obalenie podyktowało warunki, drugie było formalnością i tak to wyglądało przez niecałe pięć minut.
Tylko tyle, bo De Fries szybko Wójcika poddał. Jeszcze w pierwszej rundzie. W efekcie zanotował 14 (!) udaną obronę pasa.
I trudno przypuszczać, że ktoś w najbliższym czasie tę serię zatrzyma.
He’s done it again! The bloody 🏴 Englishman has done it again… 🫡@phildefriesmma
XTB #KSW117 | 🇵🇱 @CANALPLUS_SPORT | 🌍 KSWTV pic.twitter.com/ThVLgmqQNO
— KSW (@KSW_MMA) April 18, 2026
Fani mogli jednak czuć się nieco rozczarowani. Bo była to walka krótka, w dodatku bez zaskoczeń, zgodna ze scenariuszem. Pozostawał jednak drugi pojedynek – o pas wagi średniej. Main event, główne danie. W nim do klatki wszedł Paweł Pawlak, który w KSW jeszcze jest niepokonany. Panujący mistrz, pas zdobył na Tomaszu Romanowskim, a potem odprawił Michała Materlę, Damiana Janikowskiego i Laida Zerhouniego. Na czwartą obronę została posłana przeciw niemu największa legenda – Mamed Chalidow.
Dodać warto, że Chalidow otrzymał tę walką nie „awansem”, on faktycznie sobie na nią zapracował.
Może i staruszek, ale wciąż wielki fighter
Po tym, jak pod koniec 2021 roku stracił ten sam pas na rzecz Roberto Soldicia, Mamed stoczył trzy pojedynki. Najpierw w niespełna dwie minuty rozbił Mariusza Pudzianowskiego, szokując świat KSW. Potem fantastycznym nokautem, który rozpoczął się od latającego kolana, posłał na matę Scotta Askhama, domykając trylogię i zapisując ją na swoją korzyść. A wreszcie przez poddanie odprawił Adriana Bartosińskiego, który postanowił atakować wyższą wagę.
Półtorej roku później – mając 45 lat na karku – Mamed dostał więc szansę na odzyskanie pasa.
Wiadomo, to legenda, człowiek, który już nieraz udowadniał, że potrafi robić rzeczy, których w KSW nie zrobi nikt inny. W ostatnich latach był w stanie też pokazać, że wiek, owszem, nieco go nadgryza, ale nie aż tak, jak właściwie… każdego innego fightera. Chalidow to wciąż klasa. Mocne ciosy, świetne kombinacje, znakomite poddania i praca w parterze. Generalnie – pełen zestaw. Może gorsza wytrzymałość, może nieco mniejsza odporność na ciosy, ale finalnie – to geniusz klatki.
Dlatego Paweł Pawlak, walczący na ogół znakomicie, też musiał się mieć na baczności
Chalidow znokautowany!
I ewidentnie się miał. W pierwszych dwóch rundach nie szalał, raczej pilnował dystansu i wyczekiwał momentów. Chalidow za to próbował zaskoczyć technikami, jakie w arsenale w KSW ma właściwie tylko on. „Plastinho” jednak był czujny i był w stanie na te próby odpowiadać. Generalnie – było to starcie dwóch równorzędnych sobie rywali, którzy czuli wzajemny respekt. Ten respekt właśnie, szacunek dla klasy drugiego decydował, że nie była to tak eksplozywna walka, jak można było oczekiwać.
Ale i tak zdarzały się celne ciosy. Pawlak napoczął raz Chalidowa, ten też zdołał trafić rywala. Szukał też nokautu, zapewne wiedząc, że ten może być mu potrzebny. Bo już w trzeciej rundzie dało się odczuć, że Mamed powoli słabnie. Owszem, ze dwa razy był bliski, by trafić rywala mocnym ciosem, ale „Plastinho” wywierał większy nacisk, wyprowadzał więcej ciosów, częściej atakował. A w czwartym starciu odważył się na to, czego wcześniej unikał – poszedł do parteru, a w nim przygniótł Chalidowa, znakomicie kontrolując sytuację i wyczekując okazji.
A te się trafiały. Pawlak za każdym razem, gdy dostrzegł na to szansę, wyprowadzał ciosy. W końcu rozciął twarz Chalidowa, a pod koniec trafił tak, że Mamed zaczął się bronić właściwie tylko poprzez trzymanie rąk w górze. A z góry właśnie szła kanonada – cios za ciosem, bez ustanku… aż do przerwania walki. Przerwania, dodajmy, na sekundę przed końcem rundy!
MAMED POKONANY! PAWEŁ PAWLAK POKONUJE LEGENDĘ! 🔥
📺Oglądaj XTB KSW 117 w CANAL+: https://t.co/9qEHtGXKGF pic.twitter.com/ETBU1zNsBW
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 18, 2026
Paweł Pawlak w wielkim stylu pozostał więc mistrzem, ale Chalidow absolutnie nie miał się czego wstydzić – nie w tym wieku, nie po dobrej walce.
Chalidow: „Zastanowię się, co dalej”
Rywala docenił sam mistrz… i jego syn, Kuba, bo obaj nazywali Mameda legendą.
– Mamed jest największą legendą. Ja wygrałem, cieszę się ze zwycięstwa, buduję swoją legendę, ale na pewno nie będę taką legendą jak on. Miał początek walki tak wyglądać – miałem luźno pracować dwie pierwsze rundy, ale mało boksu robiłem, w trzeciej dostałem „zrypkę” od trenera, że nie uderzam. Trochę się wkurzyłem, więc zacząłem mocniej się bić. Od czwartej rundy miałem pizgać, w ogóle nie byłem zmęczony, podkręciłem. Mamed był na dole, mocno kontrolowałem, bo wiedziałem, na co się piszę. Wiedziałem, że ciężko będzie go poddać. Ale jest tu mój syn i powiedziałem sobie, że nie mogę sobie zrobić krzywdy, bo on na mnie patrzy.
A Mamed zaniepokoił wszystkich swoich fanów. Bo z jego słów wprost można było wyczytać, że nie wie, czy będzie jeszcze kontynuować karierę.
– Dziękuję wszystkim, którzy są tutaj. Mam swój wiek już, stać mnie jeszcze na dużo, ale nie wiem, co zrobię. Poczekam chwilę. Jestem bardzo „na cienkiej linii” tego, by odwiesić te rękawice. Paweł tak zawsze walczy – bardzo mądrze, ostrożnie taktycznie. To prawdziwy mistrz. Gratuluję. Też nie chciałem sprawić nieprzyjemności jego synowi. (uśmiech) Jak moja głowa będzie grała w stu procentach… Na razie nic nie mówię. Przemilczę, odpocznę, zobaczę, co dalej – powiedział były mistrz.
Czy więc była to pożegnalna walka Chalidowa – przekonamy się z czasem. Ale jeśli tak, to mimo że przegrana, to było to świetne show.
A to też się liczy.
Fot. Newspix