Po niezwykle zaciętym boju, obdarzonym sporą dramaturgią, to Raków Częstochowa wywalczył sobie awans do finału Pucharu Polski, w którym 2 maja na Stadionie Narodowym zmierzy się z Górnikiem Zabrze. GKS Katowice odpadł dopiero po serii rzutów karnych. Teraz jeden z podopiecznych Rafała Góraka skomentował mecz z wicemistrzem Polski.
Damian Rasak za pośrednictwem mediów społecznościowych odniósł się do spotkania półfinałowego Pucharu Polski. Piłkarz sprowadzony w zimowym okienku transferowym z węgierskiego Ujpestu przyznał, że niezbyt często zabiera głos w taki sposób, ale tym razem ma potrzebę skomentować ostatni występ swojego zespołu. Zaznaczył, że wraz z kolegami mogą być dumni ze swojej postawy i sam jest niezwykle szczęśliwy, że zdecydował się na przenosiny do Katowic.
Często tu się nie udzielam, ale po takim meczu chciałbym parę słów napisać… Jestem tylko 2 miesiące w tej drużynie, ale to jaki charakter ma ten zespół i jaki monolit tworzy to coś niesamowitego. Mimo, że nie udało się awansować do finału Pucharu Polski, co było moim indywidualnym jak i drużyny marzeniem, to możemy być z siebie dumni. Jestem ogromnie szczęśliwy, że mogłem do takiego zespołu dołączyć i jestem przekonany, że jeszcze piękne chwile przed nami! – napisał 30-letni pomocnik.
— Damian Rasak (@damian_rasak) April 10, 2026
Piłkarz GKS-u Katowice dumny po porażce. Jest zadowolony ze swojego transferu
Damian Rasak swoją przygodę w Katowicach zaczął od roli zmiennika. Miejsce w podstawowym składzie w lidze wywalczył sobie po pięciu kolejnych wejściach z ławki rezerwowych. Już w ostatnim starciu przed przerwą reprezentacyjną z Cracovią znalazł się w jedenastce wybranej przez Rafała Góraka. Dostał szansę od pierwszej także w ostatnim spotkaniu z Wisłą Płock, czyli swoją byłą drużyną, w barwach której uzbierał 160 występów.
Wcześniej rozegrał także pełny mecz – włącznie z dogrywką – w Pucharze Polski z Widzewem. W półfinale z Rakowem został zmieniony po upływie godziny rywalizacji, jednak to nie zmienia faktu, że był to dla niego udany występ. Pod nieobecność kontuzjowanego Mateusza Kowalczyka śmiało można stwierdzić, że wyrasta na nowego lidera środka pola GieKSy.
Po pierwszej połowie meczu w Częstochowie niemal przesądzony wydawał się awans Katowiczan do finału na Stadionie Narodowym. Prowadzili 2:0 i byli lepsi od przeciwnika. Raków jednak zdołał się podnieść i po przerwie strzelił trzy gole. Goście nie dali za wygraną, a konkretnie Adam Zrelak swoim trafieniem doprowadził do dogrywki. W niej oba zespoły zdobyły po jednej bramce, a w serii rzutów karnych skuteczniejsi okazali się podopieczni Łukasza Tomczyka.
Raków wstał niczym feniks z popiołów! To nie czas, by go skreślać
GKS, mimo porażki w Pucharze Polski, wciąż ma szansę na awans do europejskich pucharów. Na siedem kolejek przed końcem sezonu zajmuje siódmą lokatę w tabeli Ekstraklasy, jednak do miejsca premiowanego prawem gry w eliminacjach Ligi Konferencji traci zaledwie dwa punkty.
Czytaj więcej na Weszło:
- Frederiksen o swojej przyszłości: Szkoda czasu na głupie plotki
- Mecze Ekstraklasy poprzedzi minuta ciszy
- Komunikat Ekstraklasy. Mecze finalistów Pucharu Polski przełożone