Powiedzmy sobie szczerze – piłkarz znikający z radarów na dwa tygodnie pachnie na kilometr absolutną kompromitacją klubu, który do czegoś takiego dopuścił. Jak to tak ten Osman Bukari wyjeżdża do jakiejś Nigerii? Nie mógł mieć dłuższej wizy? Nie dało się tego załatwić inaczej? I w mojej głowie pojawił się szereg konkretnych pytań, na które postanowiłem poszukać odpowiedzi. Te są… niejednoznaczne.
Rozprawmy się w ramach rozgrzewki z najmniej ważnym pytaniem – dlaczego akurat Nigeria, skoro to nie stamtąd pochodzi Bukari? Ta sprawa jest akurat prosta, w Ghanie nie ma polskiej placówki dyplomatycznej, więc i nie ma szansy na to, by postarać się tam o wizę do naszego kraju. W związku z tym piłkarz Widzewa pojechał do najbliższej Ghanie ambasady, a ta akurat znajduje się w Nigerii.
To jednak drobiazg w porównaniu z wizerunkowym problemem wynikającym z nieobecności najdroższego piłkarza w historii Ekstraklasy na treningach łódzkiego zespołu. Mówi się, że Bukari wróci do Polski w środę, Aleksandar Vuković stwierdził podczas ostatniej konferencji prasowej, że Ghańczyk wyjechał od razu po meczu z Górnikiem. Zależnie od tego, jak będziemy liczyć dni jego absencji wyjdzie ich 16 albo 17. Cholernie dużo. W cholernie ważnym momencie sezonu.
Dało się tego wszystkiego uniknąć?
Vuković nie ma lekko. Kontuzje, powroty z kadry i nieobecny Bukari
Osman Bukari i problem wizowy. Czy Widzew zawalił sprawę?
Ktoś powie, że zawsze da się uniknąć takich kłopotów, że można coś załatwić po znajomości, jakoś się przez system prześlizgnąć i cóż, czasem nawet na problem nie do obejścia i tak znajduje się sposób. Tyle że na pierwszy rzut oka ten problem nawet nie wydawał mi się problemem nie do obejścia.
Zacznijmy od tego, że nasza ambasada w Nigerii oferuje petentom trzy opcje wizowe, każdą nieco inną i każdą wymagającą innego wniosku. To nie tak, że składasz jeden wniosek i urzędnicy wybierają, którą wizę mogą ci przyznać. To ty wybierasz, o co się starasz. Możliwości są następujące:
- wiza Schengen (typ C)
– możesz przebywać w Polsce legalnie tylko jeśli czas pobytu nie przekroczył 90 dni w ostatnich 180 dniach;
– ubiegasz się o nią, jeśli Polska jest jedynym twoim krajem docelowym w podróży albo głównym celem podróży, a pozostałe kraje również są w strefie Schengen, albo nie wiesz, jaki kraj będzie głównym celem podróży, ale pierwszy raz wkraczasz na teren strefy Schengen w Polsce. - wiza krajowa (typ D)
– dla tych, którzy chcą zostać w Polsce na dłużej niż 90 dni;
– jej ważność nie może przekraczać jednego roku. - wiza tranzytowa (typ A)
– jeśli planujesz przejść przez międzynarodowy obszar tranzytowy lotniska w strefie Schengen.
Co z tego wynika? Wniosek jest prosty – Osman Bukari posiadał wizę typu C, która zwyczajnie wygasła i teraz trzeba całą procedurę powtórzyć. Mnie najbardziej ciekawiło, czy cokolwiek stało na przeszkodzie temu, by od razu aplikował o wizę krajową, więc odezwałem się w tej sprawie do kilku osób bardziej w tych przepisach biegłych.
Co jest nie tak z Osmanem Bukarim?
Tego (chyba) można było uniknąć. Są jednak okoliczności łagodzące
I wychodzi na to, że w gruncie rzeczy nic nie stoi na przeszkodzie temu, żeby dowolny z wniosków złożyć – wszystko jest dla ludzi i to nie od ambasady czy konsulatu zależy, jaki typ wizy zostanie konkretnej osobie przyznany, bo wnioski są całkowicie odrębne. Decyzja w ramach każdego jest zero-jedynkowa, dostajesz wizę albo nie. System jest w miarę prosty.
Postanowiłem ustalić, czy jest możliwy scenariusz, w którym Bukari złożył wniosek o dwie wizy jednocześnie i po prostu dostał tylko tę „gorszą”: – Teoretycznie można, nie jest to prawnie wykluczone – dowiaduję się. Tyle że tak się zwykle nie robi. Albo chcesz C, albo od razu idziesz po pełną pulę i aplikujesz od wizę typu D. Uznaję więc, że po prostu w przypadku Ghańczyka od początku zakładano, że po 90 dniach na dwa tygodnie wyjedzie on z Polski i tak musi być.
Czy zakładano niepotrzebnie? Jak słyszę niewiele mogło stanąć na przeszkodzie temu, żeby Bukari od razu wnosił o wystawienie wizy krajowej i tym samym miał spokój na rok pracy w Polsce. A w jego trakcie mógł od razu zaliczyć wizytę w jednym z lokalnych urzędów, gdzie mógłby sobie złożyć wniosek o wydanie karty pobytu, co pozwoliłoby uniknąć kolejnych niepotrzebnych podróży do Afryki. Co więcej – wniosek o udzielenie zezwolenia na pobyt czasowy w Polsce można złożyć najpóźniej ostatniego dnia legalnego pobytu na terytorium RP (czyli dotyczy to także posiadacza wizy typu C) i jak czytam na stronie rządowej „pobyt składającego wniosek uważa się za legalny od dnia złożenia wniosku do dnia, w którym decyzja w tej sprawie stanie się ostateczna”.
Czyli nawet w aktualnych okolicznościach Bukari – teoretycznie – nie musiał opuszczać Polski, była taka możliwość. A że kontrakt podpisał do końca czerwca 2030 roku, to i tak przydałby mu się pewnie pobyt czasowy, bo nieco bezsensownym wydaje się tak co rok odnawiać wizę krajową. Jeszcze mniej sensu ma odnawianie wizy Schengen co kwartał, to oczywiste.
Tyle teoria. Praktyka może jednak zaskoczyć.

Osman Bukari raczej nie mieści się w aktualnych planach trenera Vukovicia. Jego nieobecność interesuje jednak kibiców
Widzew spełnił swoją rolę? Kontakt z placówką był
Ustaliłem, że w klubie wiedzieli, że ważna jest kontrola nad całą tą sprawą i utrzymywali stały kontakt z placówką w Nigerii. Transfer Bukariego był jednak działaniem nagłym, więc zakładam, że nie zdecydowano się w jego momencie na załatwienie sprawy jej naturalnym trybem i podróż zawodnika do Nigerii już zimą. Rozpatrywanie wniosku wizowego trwa bowiem dwa tygodnie, bez względu na jego typ. Ghańczyk musiałby ten czas spędzić w Afryce w okresie dopinania przenosin do Polski albo teraz. Wszystko dlatego, że z paszportem Ghany nie przekroczy bez wizy polskiej granicy. A aktywnej wizy Schengen raczej w tamtym momencie nie miał, bo przylatywał z Teksasu.
Przyjechał jednak do Łodzi, co oznacza, że wizę mógł też dostać w nieco przyspieszonym trybie. I możliwe, że dlatego obejmowała ona tylko 90 dni.
Podsumowując – można pewnie było wysłać Bukariego do owej Nigerii albo na samym początku jego przygody, albo w przerwie reprezentacyjnej, w obu przypadkach na około dwa tygodnie. Widzew wybrał drugi wariant, nie umiem ocenić, czy to ten lepszy, czy jednak ten gorszy. Tym bardziej, że Ghańczyk i tak daleki jest od gry w pierwszym składzie.
Jest jeszcze pewna kwestia, której dotyczą informacje ogólnie niedostępne do publicznego wglądu i udziału takich czynników nie możemy wykluczyć. Niektóre państwa objęte są szczególnymi obostrzeniami dotyczącymi procedury wizowej, lecz są to obostrzenia oparte o kryteria wewnętrzne. I Ghana, i Nigeria mogą bowiem być uznawane za kraje podwyższonego ryzyka, co z kolei oznacza, że istniałyby wobec nich jakieś zastrzeżone wskazania od Straży Granicznej. Zainteresowanie przybyszami z państw o takim statusie wykazywać może też Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a to wszystko mogą być solidne przesłanki ku temu, by Osman Bukari nie miał większych szans na postaranie się o wizę typu D już na początku swojego pobytu w Polsce.
Teraz, po legalnym wykorzystaniu wizy Schengen nie powinno być jednak większych przeciwwskazań do przyznania piłkarzowi Widzewa wizy krajowej, tej na rok. A potem nie powinno być problemów także z resztą formalności, choćby załatwieniem pobytu czasowego.
CZYTAJ WIĘCEJ O WIDZEWIE NA WESZŁO:
- Widzew dalej kupuje. Tym razem wzmocnił sztab
- Krajewski: Nieznajomość ligi mogła przeszkodzić Jovićeviciowi
- Koniec sezonu dla piłkarza Widzewa. Skręcił kostkę
Fot. Newspix