Dramat w dziesięciu aktach. Trzeciego gola Szwedzi dostali w prezencie

Michał Kołkowski

01 kwietnia 2026, 15:47 • 8 min czytania 29

Reklama
Dramat w dziesięciu aktach. Trzeciego gola Szwedzi dostali w prezencie

45 sekund jak z koszmaru. Reprezentacja Polski miała we wtorkowym barażu Szwecję na widelcu i długo się wydawało, że jeśli ktoś zdobędzie gola na 3:2 przed ewentualną dogrywką, to będą to właśnie podopieczni Jana Urbana. Niestety, tuż przed końcem podstawowego czasu gry Biało-Czerwoni wpadli w kompletnie niewytłumaczalną spiralę niedokładności i błędów, co zakończyło się w sposób najgorszy z możliwych: zwycięską bramką dla gospodarzy. Bramką, którą – co tu kryć – w jakimś sensie daliśmy Szwedom w prezencie.

Prześledźmy tę nieszczęsną sekwencję na screenach z transmisji TVP Sport, bo to aż niebywałe, ile złego wydarzyło się w grze Polaków na przestrzeni niespełna minuty.

Akt I. Niedokładne wznowienie Grabary

na zegarze – 86:57

Reklama

Akt I. Niedokładne wznowienie Grabary

Wydawało się, że jest to dobry moment bramkarza reprezentacji Polski. Po rzucie rożnym Yasin Ayari oddał bardzo mocny, płaski strzał w kierunku naszej bramki, ale Kamil Grabara wykazał się znakomitym refleksem i zdołał nawet wyłapać futbolówkę, definitywnie kończąc atak Szwedów. Po udanej interwencji zawodnik Wolfsburga uspokoił zresztą gestem swoich kolegów z formacji obronnej. Znowu: bardzo słusznie, rozsądnie, bo był to akurat dosyć chaotyczny moment spotkania, w którym przewaga nad Szwedami trochę się nam wymknęła z rąk. Potrzebowaliśmy więc chwili na złapanie oddechu, by ponowić ataki na bramkę gospodarzy.

Tylko co zrobił potem ten rozsądny, uspokajający towarzystwo Grabara?

Niedokładnie wznowił grę, zbyt mocno posyłając piłkę do Jakuba Kiwiora. No i się zaczęło. Właściwie trudno powiedzieć, skąd w ogóle wzięła się taka pomyłka. Być może Grabara nie docenił tego, jak zmęczony jest gracz FC Porto na tym etapie meczu. Albo zlekceważył szarżującego z naprzeciwka reprezentanta Szwecji. Tak czy owak, Kiwior musiał się ratować dość rozpaczliwym wślizgiem, wskutek czego Biało-Czerwoni stracili piłkę. Tyle nam wyszło z próby uspokojenia sytuacji.

Reklama

Akt II. Kiwior objechany przez Bergvalla

Akt II. Rajd Bergvalla

Celowo napisaliśmy o tym zmęczeniu Jakuba Kiwiora, ponieważ – jak się zdaje – dało ono o sobie znać już kilkanaście sekund później, gdy prawym skrzydłem (patrząc ze szwedzkiej perspektywy) zaszarżował Lucas Bergvall. Młody zawodnik Tottenhamu Hotspur otrzymał piłkę w okolicach linii środkowej boiska, więc w sumie nie było się specjalnie czym niepokoić, ale minęło dosłownie pięć sekund, a Szwed już dośrodkowywał futbolówkę z dogodnej pozycji w nasze pole karne.

Odjechał Biało-Czerwonym niczym bolid Formuły 1 w zestawieniu z trabantami.

Nie dogonił go Nicola Zalewski, nie zatrzymał Piotr Zieliński. Ale po drodze Bergvall bezlitośnie objechał również wspomnianego Kiwiora, posyłając sobie piłkę obok polskiego obrońcy najprostszym możliwym sposobem, czyli na obiegnięcie. Zapachniało trochę podwórkowym graniem.

Reklama

Akt III. Ayari ucieka z radarów

Akt III. Niepilnowany Ayari

Akcja Bergvalla od razu wyglądała na bardzo niebezpieczną, no i taką się też okazała. Wrzutka 20-latka dotarła bowiem do adresata, którym był Yasin Ayari, po raz kolejny pozostawiony przez Biało-Czerwonych z dużą dozą swobody. Dopiero co polscy defensorzy pozwolili mu przecież na oddanie groźnego strzału po rzucie rożnym. Teraz zaś stracili go z radarów przy akcji oskrzydlającej Bergvalla. Choć przecież mieliśmy w polu karnym – co w sumie naturalne – zdecydowaną przewagę liczebną.

Na nasze szczęście, Ayari uderzył słabo, nie trafił czysto w piłkę. Chłopina ma 172 centymetry wzrostu, nie jest specjalistą od gry w powietrzu. Ale można tutaj – dla odmiany – pochwalić Wiśniewskiego, że w ostatnim momencie doskoczył do oponenta i utrudnił mu chociaż wyskok przy strzale.

Akt IV. Kamiński wybija za krótko

Reklama

Czyli co, koniec natarcia?

Tak. Prawie tak. Choć niezupełnie. No a w sumie to jednak nie, nie koniec. Wprawdzie źle uderzona przez Szweda piłka została przechwycona przez nadzwyczaj w tym meczu walecznego Jakuba Kamińskiego, lecz 23-latek nie zdołał zagrać porządnej lagi na uwolnienie. Nie dokopał nawet do połowy boiska.

Znowu oddaliśmy futbolówkę rywalom za darmo. Nie odsunęliśmy nawet gry spod własnej szesnastki. Szkolny błąd.

Akt V. Zamknięci przez Szwedów

Akt V. Zamknięci przez Szwedów

Reklama

W tym momencie Szwedzi ewidentnie poczuli już krew i bardzo spokojnie, z dużą swobodą rozegrali piłkę przez środek, z powrotem do swojego prawego skrzydła. Dostrzegli bowiem, że reprezentacja Polski zaczęła w tym sektorze boiska mocno przeciekać. Można się poważnie zastanawiać, czy to nie był taki fragment spotkania, w którym Biało-Czerwoni powinni byli całym zespołem uczestniczyć w grze defensywnej. Schować się na chwilę za podwójną gardą.

Tymczasem my z jednej strony cofnęliśmy się naprawdę głęboko, ale jednak dziewiątką, a nie dziesiątką graczy z pola.

Akt VI. Pietuszewski nie reaguje na wskazówkę Kiwiora

Akt VI. Pietuszewski nie reaguje

Docieramy pomału do momentu, w którym gilotyna zacznie opadać.

Reklama

Jako się rzekło, Szwedzi przekierowali akcję w boczny sektor boiska, gdzie szeroko ustawił się Gustav Lundgren. Jakub Kiwior szybko spostrzegł, że przeciwnik ma zdecydowanie za dużo wolnej przestrzeni, dlatego zasygnalizował dłonią klubowemu koledze, Oskarowi Pietuszewskiemu, że krycie Szweda w tej boiskowej konfiguracji jest jego zadaniem (Nicoli Zalewskiego w tym momencie nie było na lewym wahadle, uczestniczył w grze obronnej jako ofensywny pomocnik). Niestety, nastolatek z Porto nie podążył za „swoim” przeciwnikiem. Zmusiło to Kiwiora do opuszczenia własnej pozycji i doskoku do Lundgrena.

Akt VII. Kiwior zmasakrowany przez Lundgrena

Akt VII. Kiwior zmasakrowany

Jeden z bardziej przykrych fragmentów całej tej sekwencji. Kuba Kiwior stanął do pojedynku ze świeżo wprowadzonym na plac Gustavem Lundgrenem i został przez Szweda po prostu zmasakrowany. Nogi się rozjechały, reprezentant Polski wylądował na glebie, a rywal z impetem wparował w nasze pole karne.

Swoją drogą, to ten Lundgren stanowi dość ciekawy przypadek. We wtorek zaliczył dopiero drugi występ w narodowych barwach, zbliża się do 31. urodzin, całą karierę spędził w klubach z krajowego podwórka (od 2022 roku jest zawodnikiem GAIS), zresztą długo grał w ogóle na poziomie półzawodowym. Dość powiedzieć, że na poziomie Allsvenskan zadebiutował 31 marca 2024 roku – dokładnie dwa lata temu. Jeszcze w 2021 roku był zaś czwartoligowcem.

Reklama

Chciałoby się powiedzieć, że bajkowa historia, gdyby nie rola, jaka przypadła w tej bajce reprezentacji Polski.

Akt VIII. Defensywa w rozsypce

Akt VIII. Defensywa w rozsypce

Po przegranym pojedynku Kiwiora nasza defensywa (nie w sensie nominalnych obrońców, mówimy już o całym zespole) popadła w całkowitą rozsypkę. Pietuszewski z uporem godnym lepszej sprawy nie pilnuje ani nie atakuje nikogo. Zalewski wrócił do swojej strefy, tylko teraz to już właściwie nie wiadomo po co, natomiast pozostawił przez to bez opieki Bergvalla (nr 7), który sprytnie ustawił się na skraju pola karnego w oczekiwaniu na dogranie lub odbitą futbolówkę.

Za dużo miejsca ma Svensson (8). Znowu bez wyraźnej opieki pałęta się po naszej szesnastce Ayari (18). A do tego nadciąga jeszcze Gudmundsson (5).

Reklama

Skandynawowie dokręcają śrubę.

Niby czerwonych koszulek jest w obrębie pola karnego dalej więcej niż żółtych, tylko że niewiele z tego wynika, bo gospodarze i tak dochodzą do sytuacji strzeleckiej. Może gdyby Zieliński przeciął podanie Lundgrena do Svenssona, to jakoś byśmy się jeszcze z tego wykaraskali. Zabrakło mu jednak paru centymetrów.

Paru cholernych centymetrów.

Akt IX. Desperacja

Akt IX. Desperacja

Reklama

Trzeba oddać Biało-Czerwonym, że desperacko walczyli o uniknięcie najgorszego. Strzał Svenssona udało się wyblokować, wziął go na siebie z dużą ofiarnością Jakub Kamiński. Na nasze nieszczęście futbolówka spadła wprost pod nogi zaczajonego na linii szesnastego metra Bergvalla, o którym wcześniej zapomniał Zalewski, a teraz nie zdążył się do niego w porę zerwać Pietuszewski. Strzał piłkarza Tottenhamu wyciągnął jednak w świetnym stylu Kamil Grabara.

Sęk w tym, że piłka raz jeszcze trafiła do gracza reprezentacji Szwecji. Tym razem był to Besfort Zeneli, co do zasady rzetelnie pilnowany przez Matty’ego Casha, no ale w takim zamieszaniu trudno już było któremukolwiek z naszych piłkarzy zapanować nad sytuacją. Jak to określił po meczu Jan Urban: zrobił się bilard w polu karnym.

Zeneli trafił w słupek. Jednak Szwedzi przyciągali w tej akcji piłkę niczym magnes.

Akt X. Egzekucja

na zegarze – 87:40

Reklama

Akt X. Egzekucja

Ostatnim piłkarzem, który mógł uratować reprezentację Polski przed utratą trzeciej bramki, był Przemysław Wiśniewski. Bo teoretycznie to nasz obrońca znajdował się w korzystniejszej pozycji w walce o piłkę z Viktorem Gyokeresem. No ale z jakichś powodów jeden z wymienionych graczy występuje na co dzień w Widzewie Łódź, a drugi w Arsenalu. Gyokeres zareagował szybciej od Wiśniewskiego, wygrał fizyczne starcie, wskoczył przed niego i wysłał swoją drużynę na mistrzostwa świata.

***

Plus-minus 45 sekund.

Reklama

Tyle zajęło Polakom wzięcie trzeciego gola, zapakowanie go w ozdobny papier, przewiązanie wstążeczką i wręczenie Szwedom w prezencie.

Naprawdę trudno racjonalnie wytłumaczyć aż takie pasmo błędów i nieroztropnych zachowań w tak newralgicznym momencie spotkania. Bo gdyby te pomyłki rozpatrywać każdą z osobna, to nie wszystkie są przecież karygodne. Drobne niedokładności, niechlujstwa, nieporozumienia w przekazaniu krycia… Wszystko to zdarza się każdemu zespołowi w każdym spotkaniu, nie licząc jakichś naprawdę incydentalnych występów bliskich perfekcji, do jakich zdolne są tylko topowe drużyny. No ale tutaj mieliśmy do czynienia z kumulacją. Od zbyt mocnego wyrzutu Grabary, aż do przegranej walki o pozycję Wiśniewskiego z Gyokeresem.

Trudno więc mówić tu o pechu, nawet jeśli można sobie wyobrazić scenariusz, że w tym czy innym momencie akcji piłka odbija się w sposób bardziej fortunny dla nas i w efekcie Biało-Czerwoni oddalają zagrożenie spod bramki Grabary. Szczęściu trzeba jednak pomóc, a my pomagaliśmy tu głównie przeciwnikom.

I mundial obejrzymy w telewizji.

źródło screenów: TVP Sport

Czytaj więcej na Weszło:

fot. Newspix.pl

29 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Mistrzostwa Świata 2026