Dobre czasy minęły. W bramce kadry już nie ma kłopotu bogactwa

Aleksander Rachwał

20 marca 2026, 17:02 • 9 min czytania 18

Reklama
Dobre czasy minęły. W bramce kadry już nie ma kłopotu bogactwa

Przez większość minionej dekady rozmowy na temat pozycji bramkarza w reprezentacji Polski sprowadzały się do szukania odpowiedzi na jedno pytanie: kto ma być w niej numerem trzy. W czasach Wojciecha Szczęsnego i Łukasza Fabiańskiego, z kilkoma obiecującymi zawodnikami w odwodzie, utarło się myślenie, że gdzie jak gdzie, ale na bramce akurat mamy duży komfort. Przyszedł jednak rok 2026, Szczęsnego ani Fabiańskiego w kadrze nie ma, a kogoś, kto wskoczyłby w buty i rękawice wymienionej dwójki nie widać.

Są takie postaci w kadrze, co do których drżymy na myśl, że wkrótce odwieszą buty na kołek. Najbardziej oczywista to Robert Lewandowski, który nie tyle nie doczekał się następcy na swoim poziomie (tego chyba nikt nie oczekiwał), co nawet kogoś, o kim moglibyśmy powiedzieć, że w jakiś sposób do tego poziomu nawiązuje. Niepokojem napawa myślenie o tym, komu przyjdzie zastąpić Piotra Zielińskiego w środku pola. Tymczasem kiedy karierę reprezentacyjną kończył Wojciech Szczęsny, a więc inny pokoleniowy talent, bicia na alarm nie było.

Era post-Szczęsny. Nowa hierarchia bramkarzy w reprezentacji Polski

Z obsadą bramki sytuacja była bowiem odwrotna do tej, którą od lat mamy na lewej obronie. Tam mieliśmy Wawrzyniaka, zastępcę gracza, który – jak mówił sam piłkarz – nie istnieje (i który do dzisiaj nie zaistniał, aż wreszcie selekcjonerzy przeszli na granie w systemie z trójką stoperów). Na bramce z kolei mieliśmy lidera z krwi i kości, który na dodatek przez bardzo długi czas miał niezwykle mocnego głównego konkurenta w osobie Łukasza Fabiańskiego. Za nimi zaś czaiła się kolejka jakościowych pretendentów do miana bramkarza numer trzy – m.in. Łukasz Skorupski, Bartłomiej Drągowski czy Kamil Grabara.

Wliczając oba turnieje, od Euro 2016 do Euro 2024 reprezentacja rozegrała 94 spotkania. Szczęsny lub Fabiański wychodzili w podstawowym składzie w 81 jeden z nich. Kiedy jednak pominiemy mecze towarzyskie i skupimy się wyłącznie na tych o stawkę, okazuje się, że tylko w czterech z 75 przypadków w wyjściowej jedenastce nie znalazł się żaden ze wspominanej dwójki. Łukasz Skorupski, który przez lata był w hierarchii za nimi, uzbierał w meczach o punkty raptem dwa występy (no, dwa i pół – było też wejście z ławki za Szczęsnego w przerwie meczu eliminacji MŚ z San Marino), a Drągowski i Grabara po jednym. Podkreślmy tutaj, że Fabiański swój ostatni mecz w kadrze zagrał w październiku 2021 roku.

Reklama

Wojciech Szczęsny

Wojciech Szczęsny

Nie będzie więc przesadą stwierdzenie, że wraz z zakończeniem kariery przez Fabiańskiego i Szczęsnego na pozycji bramkarza w reprezentacji Polski nastała nowa era. Awans Skorupskiego na pozycję numer jeden wynikał z przyjętej dotychczas hierarchii, w której to bramkarz Bolonii był najpierw „trójką”, a potem „dwójką”, ale o ile w przypadku Szczęsnego nikt nie miał wątpliwości, że broni, ponieważ jest najlepszym spośród dostępnych bramkarzy z polskim paszportem, tak przy Skorupskim nie była to sprawa oczywista.

Te wątpliwości miał też selekcjoner, bo „Skorup” nie dostał miejsca w pierwszym składzie z automatu. Michał Probierz, który na Euro 2024 mógł jeszcze skorzystać ze Szczęsnego, ale po turnieju musiał już wybrać jego następcę, wykorzystał Ligę Narodów jako poligon doświadczalny, by swoją „jedynkę” wyłonić spośród Skorupskiego i Marcina Bułki. Był to w pewnym sensie wybór między bramkarzem doświadczonym i solidnym, a takim, który jest na fali wznoszącej – Bułka miał wówczas swoje pięć minut, był dopiero co po sezonie, w którym zachował 18 czystych kont w 35 meczach w Nicei.

Reklama

W teorii – znów spory komfort. Rywalizacja pomiędzy bramkarzem, którego cenią w Serie A i takim, który łączony był w tamtym okresie z czołowymi europejskimi klubami – ostatecznie wygrana przez Skorupskiego, który w eliminacjach do MŚ był już podstawowym bramkarzem – znów sprowadzała temat do tego, kto ma być „trójką”. Trochę oburzaliśmy się, że powołania wciąż dostaje Bartłomiej Drągowski, który nie dawał ku temu sportowych argumentów, trochę utyskiwaliśmy, że dla Michała Probierza niewidzialny jest Kamil Grabara, czyli podstawowy bramkarz występującego w Bundeslidze Wolfsburga, natomiast to wciąż była dyskusja o tym, kto pojedzie na zgrupowanie bardziej na wycieczkę niż zbierać minuty na boisku.

Skorupski

Łukasz Skorupski

Optymizm na starcie ery post-Szczęsny budowało też to, że grono kandydatów na bramkarzy numer trzy i cztery w kadrze wyglądało całkiem obiecująco. Bo skoro nie Grabara, to był przecież jeszcze Radosław Majecki, który bronił w Monaco, a więc drużynie z czołówki Ligue 1. W Ekstraklasie o miano najlepszego bramkarza w lidze rywalizowali dwaj Polacy – Bartosz Mrozek i Kacper Trelowski.

Reklama

Tak sytuacja przedstawiała się półtora roku temu. A półtora roku to w piłce nożnej bardzo dużo.

Lista kandydatów nie powala

Rzućmy bowiem okiem na listę bramkarzy, których Jan Urban powołał na barażowy mecz z Albanią (i oby kolejny z Ukrainą lub Szwecją). Są na niej: Kamil Grabara, Bartłomiej Drągowski, Mateusz Kochalski i Bartosz Mrozek.

Oczywiście, wyglądałaby ona inaczej, gdyby nie kontuzja Skorupskiego, natomiast ten zestaw w porównaniu do lat poprzednich nie prezentuje się szczególnie imponująco.

Kamil Grabara w reprezentacji Polski

Reklama

Kamil Grabara

Niekwestionowaną „jedynką” w tym układzie jest Grabara, który pod nieobecność Skorupskiego bronił w listopadowym meczu z Holandią, a w słabo spisującym się ostatnio Wolfsburgu jest jednym z najjaśniejszych punktów. Jego obecność w kadrze właściwie ratuje sytuację – gdyby go nie było, byłby to pierwszy przypadek od dawna, gdy w gronie powołanych nie znalazłby się ani jeden bramkarz z poziomu lig top 5. Dla Grabary to przełomowy moment. Po tym jak wreszcie zaczął otrzymywać zaproszenia na zgrupowania, wybija się wyraźnie ponad dostępną konkurencję i od niego tylko zależy, czy to wykorzysta. Jeśli Skorupski nie wróci do formy do końca sezonu – a trzeba brać pod uwagę, że tak się stanie – zaś Grabara pokaże się z dobrej strony, może to być klasyczna sytuacja, w której kontuzja jednego z zawodników zmienia na stałe układ w hierarchii.

Niewiele za to zmieniło się w kwestii Bartłomieja Drągowskiego, co w jego przypadku nie jest niczym pozytywnym. Zawodnik, który kilka lat temu był podstawowym bramkarzem w Serie A, aktualnie stara się przywrócić swoją karierę na właściwe tory. Łapaliśmy się za głowę widząc go na liście powołanych, gdy przeciętnie spisywał się w nie najmocniejszym przecież Panathinaikosie i nie powiemy, by bardziej zasługiwał na miejsce w kadrze po transferze do walczącego o utrzymanie w Ekstraklasie Widzewa. Nawet jeśli życzliwie stwierdzilibyśmy, że biorąc pod uwagę mocarstwowe ambicje łódzkiego klubu nie należy tego ruchu traktować wyłącznie w kategorii zjazdu, to nadal po kilku meczach Drągowskiego na polskich boiskach teza, że jest to najlepszy polski bramkarz w lidze, byłaby raczej odważna.

Bartłomiej Drągowski

Reklama

Bartłomiej Drągowski – fot. 400mm.pl

Prędzej do tego miana nominowalibyśmy Bartosza Mrozka, którego obecność w kadrze, choć logiczna, wciąż jest jednak pewnym sygnałem na temat poziomu konkurencji. Powołanie do kadry dwóch bramkarzy z Ekstraklasy kilka lat temu byłoby całkowicie nie do pomyślenia, dziś jest naszą rzeczywistością. Mateusz Kochalski natomiast grał w tym sezonie w Lidze Mistrzów, ale w drużynie, która pobiła rekord rozgrywek pod względem straconych goli. Inną możliwą opcją był Mateusz Lis, który kolekcjonuje ostatnio czyste konta w lidze tureckiej, ale wówczas też musielibyśmy spojrzeć na to z perspektywy, że to wciąż liga turecka, którą trudno stawiać w jednym szeregu z angielską, francuską i włoską, gdzie w ostatnich latach trafiały listy z powołaniami z PZPN. W drugiej z wymienionych wciąż jest Majecki, natomiast mówimy tu o zawodniku na zakręcie kariery – rozczarowywał w Monaco, a na wypożyczeniu w Stade Brestois nie gra od listopada.

W przypadku bramkarzy z polskiej ligi paradoks polega na tym, że ich spora reprezentacja w kadrze nie wynika z tego, że zaszły wśród nich duże zmiany na plus. Impuls w postaci otrzymanych w ostatnich miesiącach powołań nie pchnął na wyższy poziom ani Mrozka ani Kacpra Tobiasza, nie są oni dziś lepszymi bramkarzami niż byli rok czy dwa lata temu. Kacper Trelowski, którego na zgrupowanie zapraszał Michał Probierz, kompletnie przepadł – stracił miejsce w składzie Rakowa na rzecz innego młodego Polaka – wypożyczonego z Aston Villi Oliwiera Zycha. Ten w Ekstraklasie radzi sobie dobrze, ale raczej nie na tyle, byśmy już widzieli go w koszulce z orłem na piersi. Sławomir Abramowicz z Jagiellonii to kolejny zawodnik o dużym potencjale, ale póki co nierówny.

Grabara ratuje sytuację

A może w tych rozważaniach należałoby stwierdzić, że to stan chwilowy i wcale nie jest tak źle? Przecież gdyby nie kontuzje i pewne przekonania obecnego selekcjonera listę powołanych bramkarzy mogliby tworzyć Skorupski, Grabara i Bułka, co należałoby uznać za zestaw mocnych nazwisk. W takim układzie można by spokojnie powrócić do świadczącej o komforcie dyskusji czy „czwórką” do treningów powinien być Kochalski, Mrozek czy Lis. W tej kwestii można mieć jednak spore wątpliwości.

Reklama

W przypadku Skorupskiego dotyczą one przede wszystkim zdrowia. Obecny uraz jest jego drugim na przestrzeni ostatnich miesięcy, a mówimy o zawodniku niemal 35-letnim. Dla bramkarza to rzecz jasna wiek na jeszcze kilka lat solidnego grania – on sam przekonywał, że chciałby być aktywny nawet do czterdziestki – ale pytanie, na ile pozwoli mu ciało. Na chwilę obecną pozycja zawodnika Bolonii w kadrze wydaje się niepodważalna, ale nierozsądnie byłoby nie dostrzegać, że wkrótce może się to zdezaktualizować.

Marcin Bułka

Marcin Bułka – fot. 400mm.pl

Co do Bułki wątpliwości są dwie. Pierwsza: w jakiej będzie formie po kilkumiesięcznej przerwie spowodowanej poważną kontuzją? Druga: jak tę formę ocenić na podstawie występów w Arabii Saudyjskiej? Dla Jana Urbana przenosiny 26-latka do egzotycznej ligi były argumentem, by z miejsca go odstawić.

Reklama

Daleko nam do krytykowania piłkarza za wybór olbrzymich pieniędzy zamiast awansu pod względem sportowym, ale konsekwencje tej decyzji nie są zaskoczeniem. Kiedy znika się z radarów europejskiej piłki, pozostaje liczyć na to, że dla selekcjonera (prawdopodobnie kolejnego, choć oczywiście Urbanowi życzymy, by pracował jak najdłużej) wystarczającym argumentem będzie przeszłość. Niewykluczone, że dla wielu trenerów to, że Bułka już w kadrze był, okaże się kluczem do powołania go ponownie. Tak robią regularnie z Drągowskim, co do którego chcemy wierzyć, że o jego powołaniach decyduje jednak doświadczenie, a nie koneksje. Niemniej Arabia Saudyjska, wbrew temu, co starają nam się przekazywać piłkarscy ambasadorzy tego kraju, to wciąż nie ten poziom, co czołowe ligi Starego Kontynentu.

Najlepszym podsumowaniem naszego aktualnego stanu posiadania jest rzut oka na kluby, z których powołujemy bramkarzy. Tak wyglądało to w przypadku ostatnich pięciu wielkich turniejów, na które pojechaliśmy:

  • Euro 2016 (Szczęsny, Fabiański, Boruc): AS Roma (Serie A), Swansea (Premier League), Bournemouth (Premier League)
  • MŚ 2018 (Szczęsny, Fabiański, Białkowski): Juventus (Serie A), Swansea (Premier League, sezon zakończony spadkiem do Championship), Ipswich Town (Championship)
  • Euro 2020 (Szczęsny, Fabiański, Skorupski): Juventus (Serie A), West Ham (Premier League), Bologna (Serie A)
  • MŚ 2022 (Szczęsny, Skorupski, Grabara): Juventus (Serie A), Bologna (Serie A), FC Kopenhaga (Superligaen)
  • Euro 2024 (Szczęsny, Skorupski, Bułka): Juventus (Serie A), Bologna (Serie A), Nicea (Ligue 1)

Od 2016 roku na każdej z wielkich imprez piłkarskich, w których uczestniczyliśmy, przynajmniej dwóch z trzech bramkarzy naszej kadry miało więc za sobą sezon w lidze z top 5 (w trzech przypadkach komplet). Jeśli awansujemy na mundial i Skorupski zdąży się na niego wykurować, wielce prawdopodobne, że podtrzymamy tę serię. Jeśli go zabraknie, będziemy mieć tylko jednego – Grabarę. Możliwe zatem, że na podbój pierwszego turnieju po zakończeniu kariery przez Szczęsnego ruszymy zestawem: Bundesliga, Ekstraklasa, Premyer Liqa. I ma to swoją wymowę.

WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
18 komentarzy
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Piłka nożna