Ostatni w sezonie konkurs Pucharu Świata na skoczni dużej – po nim już tylko loty. Wypadało mieć nadzieję, że obejrzymy dobre skakanie, ale już wczorajsze zawody pokazały nam, że może być zupełnie inaczej. I było. Dziś w Oslo wiatr hulał tak, że Philipp Raimund, mistrz olimpijski, sam zrezygnował ze skoku. I słusznie. Bo dzisiejsze zawody były parodią skoków.
Skoki. Kabaret w Oslo. Bo nie konkurs
Wielu zawodników miało kłopoty w locie. Wiatr raz pomagał, a raz karcił. Poza „30” znaleźli się tacy skoczkowie jak Ryoyu Kobayashi (32.), Daniel Tschofenig (37.) czy Gregor Deschwanden (38.), który wczoraj w tym samym Oslo wygrał. Właściwie skoczek siadający na belce nie mógł mieć żadnej pewności, że po wyjściu z progu nie dostanie nagłego podmuchu, który zakończy jego skok przedwcześnie. Wielu musiało się najpierw porządnie pochwiać w powietrzu, by gdziekolwiek dolecieć.
Skorzystali na tym Polacy, bo wydawało się, że maksymalnie dwóch zdobędzie dziś punkty, a wywalczyła je finalnie cała czwórka- czwórka, bo Piotr Żyła i Aleksander Zniszczoł przepadli w kwalifikacjach. Ostatecznie Paweł Wąsek był najlepszym z Biało-Czerwonych i zajął 21. miejsce, 24. był Kacper Tomasiak, 28. Kamil Stoch, a 29. Maciej Kot.
I okej, dobrze, że te punkty w ogóle są, bo dzisiejszy konkurs był tak naprawdę drogą przez mękę. I to nie pierwszy raz w Oslo w ostatnich latach. Miejsce, które ze skokami kojarzy się, jak mało które, w ostatnim czasie jest raczej bliższe temu, by konkursów skoków tam nie organizować. Publiki jest mało, wiatr kręci, skocznię lubi niewielu zawodników. Dziś rozegrano tylko jedną serię, Philipp Raimund stwierdził, że nie chce skakać (chwilę wcześniej Felix Hoffmann, jego kolega z reprezentacji, wyratował się przed groźnym upadkiem i klapnął na 95. metr), wściekły był Stefan Horngacher i kilku innych trenerów.
A najlepiej to wszystko podsumował chyba Francuz Valentin Foubert, który został dziś zdyskwalifikowany, bo… miał plastron z numerem z Lahti. I w sumie nie dziwimy się – przy takim konkursie też tęsknilibyśmy za skokami w Finlandii.
Ten moment zwiastował już, że dziś poziom absurdu może przekroczyć skalę 😂#skijumpingfamily #Oslo pic.twitter.com/1oSMLES44y
— Eurosport Polska (@Eurosport_PL) March 15, 2026
Wygrał ten jednoseryjny nibykonkurs Tomofumi Naito. I to dla niego świetna sprawa, bo Japończyk jeszcze rok temu z Pucharem Świata nie miał właściwie nic wspólnego – a to 33-latek – z kolei teraz ma w swoim CV wygraną w konkursie z tego cyklu. I fajnie, dobrze, że chociaż coś takiego wyniknęło z tej parodii, nieco ratuje to jury. Na podium zmieścił się też Antti Aalto (trzeci), więc kolejny powód do radości mają Finowie. Pomiędzy tę dwójkę wskoczył z kolei Anze Lanisek.
A my po prostu cieszymy się z tego, że nie trzeba było oglądać drugiej serii tej „rywalizacji”.
Fot. Newspix
Czytaj również na Weszło:
- Schodzimy na ziemię. Skoczkowie sobie nie radzą
- Małysz będzie chciał być dłużej prezesem? „Jest grono, które naciska”
- Kamil Stoch: Walczą we mnie dwie siły. Może nawet trzy