W czerwcu upływa czteroletnia kadencja Adama Małysza w roli prezesa Polskiego Związku Narciarskiego. Wciąż oficjalnie nie wiadomo, czy były skoczek zdecyduje się ubiegać o reelekcję. Do tej kwestii odniósł się sam zainteresowany.
Trudna praca włodarza
Praca włodarza PZN z pewnością jest zupełnie inna niż kariera sportowca. Małysz mógł się o tym przekonać na swoim przykładzie dość boleśnie, bowiem przez ostatnie lata nie brakowało trudnych wyzwań, z którymi musiał się mierzyć. Wszystko zbiegło się także z obniżką formy reprezentantów w skokach narciarskich, co dodatkowo spotęgowało irytację kibiców.
Nie jest zatem tak klarowne, że legenda polskiego sportu będzie chciała się ubiegać o reelekcję. Wręcz przeciwnie, w przeszłości Małysz sugerował wręcz, że może odpuścić walkę o dalszą prezesurę. Teraz jednak, w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet”, uderza już w zdecydowanie inny tony.
Co dalej z Małyszem w PZN?
– Mam jeszcze trochę czasu, a decyzja musi być dobra. Jest grono, które naciska, żebym został, ale zobaczymy – kwituje były skoczek.
I dodaje: – Ja nie jestem w związku dla działaczy, tylko dla sportowców i sportu. Na nich mi najbardziej zależy. Jeśli mam się z kimś użerać, to tylko strata dla zdrowia mojego i mojej rodziny.
– To musi być przemyślana decyzja na moich warunkach. Na pewno nie boję się o związek. Jest zaopatrzony, sponsorsko wygląda całkiem fajnie. Są jeszcze niepodpisane umowy, ale to się wydarzy w ciągu miesiąca. Nie mam obaw, że zostawiłbym związek w zgliszczach – podkreśla Małysz.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Stoch o swoich odczuciach: Walczą we mnie dwie, może nawet trzy siły
- Schodzimy na ziemię. Skoczkowie sobie nie radzą
- Kacper Tomasiak zrobił swoje. Polak wicemistrzem świata juniorów