Arsenal wyrwał zwycięstwo! Historyczny gol 16-latka!

Wojciech Piela

14 marca 2026, 20:43 • 6 min czytania 2

Reklama
Arsenal wyrwał zwycięstwo! Historyczny gol 16-latka!

Długo wyglądało na to, że Arsenal  zmarnuje kolejną okazję, by przybliżyć się do tytułu. Czas uciekał, Jordan Pickford bronił niemal wszystko i kibice na Emirates zaczynali tracić nadzieję. Wtedy nadeszła szalona końcówka: gol Viktora Gyokeresa, a chwilę później historyczne trafienie 16-letniego Maxa Dowmana, które napisało historię Premier League i rozpaliło marzenia o mistrzostwie.

Do przerwy utrzymał się bezbramkowy remis, ale gra była żywiołowa i na sporej intensywności. Dość powiedzieć, że już po 11 minutach Arsenal miał na swoim koncie 4 strzały, a groźnie było zwłaszcza w 5. minucie, gdy po krótkim rozegraniu rzutu rożnego do strzału doszedł Noni Madueke. Dobrze interweniował jednak Jordan Pickford, który świetnie zachował się również przy uderzeniu głową kilka minut później Bukayo Saki. Sędzia pokazał co prawda w tej sytuacji spalonego, ale bramkarz reprezentacji Anglii na pewno zyskał wówczas na pewności siebie. Zareagował na dużym refleksie i pokazał, że tego popołudnia będzie go pokonać niezwykle trudno.

Historyczny gol 16-latka przybliża do mistrzostwa. Arsenal wyrwał zwycięstwo!

Arsenal tworzył zagrożenie tłocząc się w polu karnym rywali po dośrodkowaniach, ale czasem brakowało celności, tak jak w 9. minucie, gdy po zgraniu Gabriela piłkę wysoko w powietrze posłał Riccardo Calafiori. Przyczajony Everton ruszył mocniej do ataku po upływie pierwszego kwadransa. Ich pierwszy poważniejszy wypad niemal zakończył się golem, gdyż w słupek z dystansu przymierzył Dwight McNeil.

Chwilę wcześniej Anglik miał znakomitą sytuację po dośrodkowaniu z lewej strony Ilimana Ndiaye, ale w niezwykle akrobatyczny sposób piłkę wybijał Calafiori. David Raya zdecydowanie powinien postawić Włochowi duży chłodzony napój, gdyż wniósł się on na wyżyny swojej zwinności.

Reklama

Od pierwszej minuty na Emirates Mikel Arteta postawił w ataku na wracającego do zdrowia Kaia Havertza. Niemiec miał swoją okazję w 24. minucie, ale był jednak powstrzymywany przez Michaela Keane’a. Fani gospodarzy domagali się podyktowania rzutu karnego, gdyż można było doszukać się nadepnięcia w wykonaniu Anglika na ścięgno Achillesa. Ani sędzia Andy Madley ani analiza VAR nie przyniosły jednak korzystnej decyzji dla Arsenalu.

Kanonierzy nadal naciskali i mieli przewagę w posiadaniu piłki, ale do końca pierwszej połowy najlepszą okazję stworzyli sobie podopieczni Davida Moyesa. Po kombinacyjnej akcji i podaniu Tima Iroegbunama celny strzał z bliskiej odległości oddał Kiernan Dewsbury-Hall. Skuteczna interwencja Rayi pozwoliła jednak Arsenalowi uniknąć straty gola.

Reklama

Podopieczni Mikela Artety mieli kłopot z wykorzystywaniem kontrataków i faz przejściowych. Wiele było momentów, gdy przejmowali piłkę, ale ataki wytracały na prędkości, a potem trudno było im odnaleźć przestrzenie w szczelnej obronie Evertonu. To znany obrazek z tego sezonu dla fanów The Gunners i podobnie układał się również początek drugiej połowy.

Niewiele brakowało, a za tę opieszałość faworyci do mistrzostwa zostaliby ukarani w 50. minucie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego do strzału doszedł Beto, ale znów bohaterem Arsenalu został w tej sytuacji Raya, który wybronił uderzenie. Londyńczycy, którzy są przecież specjalistami od stałych fragmentów gry mogli więc zginąć od własnej broni.

Po niemal godzinie gry Everton miał na swoim koncie więcej celnych strzałów (3 > 2) oraz lepszy współczynnik xG (0.98 > 0.52). Wtedy liderzy tabeli zaczęli jednak przyspieszać i wciskali The Toffees coraz bliżej własnej bramki. Niebezpieczny strzał oddał choćby Saka. Większego impetu Kanonierzy mieli złapać jeszcze po zmianach, kiedy z boiska zeszli Havertz oraz Madueke, a pojawili się na nim Viktor Gyokeres oraz Gabriel Martinelli.

Choć Szwed nie jest już taką maszyną do strzelania goli, jak w Sportingu, to ostatnio jego forma poszła w górę. Efektem choćby dublety z Tottenhamem oraz Sunderlandem i miano najlepszego strzelca Arsenalu w tym sezonie. Po jego wejściu ataki Arsenalu faktycznie nabrały rumieńców, choć to akurat nie on był głównym bohaterem sytuacji z 64. minuty. Po zgraniu Declana Rice’a piłkę w niebezpieczny dla Evertonu sposób do bramki dokręcał Eberechi Eze. Do pełni szczęścia zabrakło centymetrów, ale drużynie Evertonu coraz trudniej było bronić się przed naporem rywali.

Reklama

David Moyes odpowiedział wprowadzeniem Thierno Barry’ego w miejsce Beto, który podczas ostatniego wyjazdowego meczu z Newcastle zapewnił swojej drużynie cenne zwycięstwo 3:2. Goście wcale nie zamierzali rozkładać przed głównym faworytem do mistrzostwa czerwonego dywanu do własnej bramki. Sami starali się atakować, a fani Arsenalu palpitacji serca mogli dostać w 72. minucie. Po dośrodkowaniu Jamesa Garnera z rzutu wolnego to właśnie Barry posłał piłkę głową tuż obok bramki Londyńczyków.

Arsenalowi bardzo długo w tym meczu brakowało strzałów z dystansu. Można było odnieść wrażenie, że gospodarze chcą wejść z piłką do bramki, a to rzadko kiedy jest najlepszy pomysł. Z marazmu wybudził ich w 77. minucie Eze, jednak jego próbę skutecznie odbił Pickford. Na ostatni kwadrans Arteta chcąc być może wprowadzić u rywali element zaskoczenia wprowadził na boisko 16-letniego Maxa Dowmana. Dla gracza urodzonego w 2009 roku był to pierwszy występ w Premier League od sierpnia, a w międzyczasie leczył też poważną kontuzję.

Młodziutki skrzydłowy w 83. minucie stanął przed szansą spełnienia marzeń i strzelenia pierwszego gola dla klubu, w którym się wychował. Znakomitą pozycję strzelecką wypracował mu Eze, ale Dowman wyraźnie przestrzelił. Nerwowość rosła, bo kiedy kilka minut później Everton dokonywał swoich zmian, Arteta energicznymi ruchami pokazywał sędziemu technicznemu na zegarek. Czas Arsenalowi uciekał, a Evertonowi płynął nadzwyczaj spokojnie.

Miny rozczarowanych fanów Arsenalu rozpogodziły się jednak w chwili, kiedy większość z nich szykowała się już do wyjścia. W 90. minucie Dowman posłał piłkę na dalszy słupek, a minął się z nią bezbłędny dotychczas Pickford. Pomyłka reprezentanta Anglii okazała się niezwykle kosztowna, bo skorzystał się z niej Hincapie, który zagrał piłkę do Gyokeresa. Szwed wepchnął piłkę do pustej bramki, czym wprowadził stadion w stan eksplozji. Dźwięk upadającego z serc fanów głazu był słyszalny w całym Londynie, a zwłaszcza pewnie na stadionie West Hamu, gdzie w tym czasie do swojego meczu przygotowywał się Manchester City.

Reklama

6 doliczonych minut przez arbitra zwiastowały, że do samego końca trzeba zachować czujność, ale Everton nie był już w stanie odpowiedzieć. Goście rzucili wszystkie siły do ataku w ostatniej chwili, gdy wykonywali rzut rożny. I to dosłownie wszystkie, gdyż w polu karnym rywali znalazł się nawet Pickford. To The Toffees nie pomogło, ale otworzyło drogę do marzeń dla Dowmana. Okazało się, że w jego przypadku co się odwlecze, to nie uciecze. Rewelacyjny 16-latek przejął piłkę i popędził do pustej bramki ustalając wynik meczu na 2:0. Dowman został tym samym najmłodszym strzelcem gola w historii Premier League, wyprzedzając Rio Ngumohę czy Wayne’a Rooneya.

Od nerwowego pokazywania na zegarek do szaleńczego pościgu do narożnika za świętującym nastolatkiem. Reakcje Mikela Artety dobrze odzwierciedlały nastroje fanów Arsenalu w trakcie tej szalonej końcówki. Everton solidnie postawił się liderowi, ale ten ma już 10 punktów przewagi nad Manchesterem City. Trudno sobie wyobrazić, jak huczna będzie ewentualna feta z okazji zdobycia pierwszego po 22 latach mistrzostwa Anglii, ale fani Arsenalu raczej powoli powinni zaznaczać dzień po końcu sezonu jako ten, w którym nieco mocniej będzie bolała ich głowa.

Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. Newspix

 

 

2 komentarze
Wojciech Piela

Uwielbia sport, czasem nawet próbuje go uprawiać. W przeszłości współtworzył legendarne radio Weszło FM, by potem oddawać się pasji do Premier League na antenie Viaplay. Formaty wideo to jego żywioł, podobnie jak komentowanie meczów, ale korzystanie z języka pisanego również jest mu niestraszne. Wytężone zmysły, wzmożona czujność i mocne zdrowie – te atrybuty przydają mu się zarówno w pracy, jak i życiu codziennym. Żyje nadzieją na lepsze jutro słuchając z zamiłowaniem utworów Andrzeja Zauchy czy Krzysztofa Krawczyka – bo przecież bez przeszłości nie ma przyszłości.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

La Liga

Gol Gulera z własnej połowy! Real rozbił pogrążone w kryzysie Elche

Maciej Bartkowiak
0
Gol Gulera z własnej połowy! Real rozbił pogrążone w kryzysie Elche

Piłka nożna

La Liga

Gol Gulera z własnej połowy! Real rozbił pogrążone w kryzysie Elche

Maciej Bartkowiak
0
Gol Gulera z własnej połowy! Real rozbił pogrążone w kryzysie Elche