Zły klub, zły moment. Dlaczego Piszczkowi nie wyszło w Tychach?

Przemysław Michalak

10 marca 2026, 14:06 • 15 min czytania 42

Reklama
Zły klub, zły moment. Dlaczego Piszczkowi nie wyszło w Tychach?

Poniedziałek, 9 marca, godziny wieczorne. GKS Tychy oficjalnie informuje o rozstaniu z Łukaszem Piszczkiem. Na stanowisku nie wytrwał nawet czterech pełnych miesięcy – jego zatrudnienie ogłoszono 12 listopada. Jeśli chodzi o start na szczeblu ogólnopolskim, to bez wątpienia największe trenerskie rozczarowanie XXI wieku w polskiej piłce. 

Były reprezentant Polski w swojej pierwszej poważniejszej pracy poprowadził śląskiego pierwszoligowca w zaledwie ośmiu meczach. Wywalczył w nich dwa marne punkty, sprawiając, że dziś ewentualne utrzymanie Tyszan trzeba już traktować w kategoriach cudu.

GKS zatrudniając go, z miejsca zyskał wizerunkowo i marketingowo. Tyski klub rzadko był tematem na pierwsze strony gazet czy strony główne ogólnopolskich portali, a wzięcie jako trenera kogoś tak znanego sprawiło, że co tydzień wszyscy z zaciekawieniem sprawdzali, jak tym razem mu (nie)poszło. Każdy transfer, odejście czy jakiekolwiek inne wydarzenie w GKS-ie można było już w tytule połączyć z Piszczkiem, co naturalnie zwiększało zainteresowanie.

Dlaczego Łukasz Piszczek nie poradził sobie w GKS-ie Tychy? [ANALIZA]

Reklama

Piszczek na wejściu miał olbrzymi kredyt zaufania z każdej strony. Wielka kariera klubowa i reprezentacyjna oraz powszechna sympatia, mimo epizodu korupcyjnego w czasach Zagłębia Lubin. Asystentura u Nuriego Sahina w Borussii Dortmund. Sprawdzenie się w roli telewizyjnego eksperta, który pokazuje, że rozumie futbol i umie o nim opowiadać. Opinia człowieka bardzo sympatycznego, a przy tym rozsądnego i analitycznego. Wszystko się zgadzało.

Ba, chwilami wręcz odnosiło się wrażenie, że gdzieniegdzie entuzjazm związany z jego trenerskim potencjałem – jeszcze przed podjęciem wyzwania w Tychach – jest za duży i przedwczesny. Piszczka w ostatnich kilkunastu miesiącach łączono z kilkoma klubami Ekstraklasy, miał też być asystentem w reprezentacji w razie wyboru na selekcjonera Marka Papszuna. Wytworzono wokół niego aurę kogoś, kto mógłby już ocierać się o szkoleniowy szczyt, gdyby tylko chciał. Ale chwilowo jeszcze nie chce, bo dobrze mu w Goczałkowicach.

Prezentacja Łukasza Piszczka w GKS-ie Tychy. Wtedy jeszcze wszyscy byli przekonani, że będzie dobrze. 

Reklama

Jedno jest pewne: były obrońca Borussii Dortmund nie zdecydował się na Tychy dlatego, że zaczął mieć poczucie uciekającego czasu.

– Opinia publiczna opiera się na ocenie powierzchownej, stąd tak duże zaskoczenie, że to w Tychach rozpoczęła się na dobre kariera trenerska Piszczka. Z oceny dogłębnej wynika jednak jasno, że projekt GKS Tychy był przez Łukasza wnikliwie obserwowany od dłuższego czasu. Na potwierdzenie tezy warto wspomnieć o częstej obecności na meczach Tyszan Przemysława Gomułki, czyli najbliższego współpracownika Łukasza. Pierwszy krok, a więc wiedza i długotrwała analiza klubu przed podpisaniem kontraktu była perfekcyjna. Nie był to ruch impulsywny, nie był konieczny do przetrwania na rynku trenerskim lub pod względem finansowym – mówi nam Adam Burek, ekspert TVP Sport, a wcześniej trener m.in. Polonii Bytom.

I dodaje: – Śląsk jest najbardziej znanym regionem dla Łukasza, nadal był blisko domu i rodziny. To często elementy pomijane w codziennej jakości pracy trenera, a mogą mieć one fundamentalny wpływ.

Łukasz Piszczek i GKS Tychy. Olbrzymie zaufanie na wejściu

On również uważa, że Łukasz Piszczek w momencie przyjścia do GKS-u miał wszystkie karty w swoich rękach.

Reklama

– Długoletnie przygotowanie do zawodu, wybitna kariera piłkarska, zbieranie doświadczenia szkoleniowego w cieplarnianych warunkach w LKS-ie Goczałkowice-Zdrój, a następnie na wielkiej scenie w Dortmundzie, w cieniu Nuriego Sahina. Mocniej niż Piszczek nie można być gotowym, wszystkie punkty odhaczone. Handicap na wejściu – maksymalny. Nikt w Polsce nie posiadał tak dużej przewagi przed pierwszym wejściem do szatni jak Piszczek. Niekwestionowane, gigantyczne zaufanie na starcie – wylicza Burek, który w TVP Sport często komentuje Betclic 1. i 2. ligę.

Na powitalnej konferencji prasowej padają nawiązania do Kloppa i Tuchela, których podopiecznym był Piszczek. Wiadomo – z przymrużeniem oka, ale jednak nieprzypadkowo. Wszyscy oczekują, że wielki piłkarz potwierdzi, że może być wielkim trenerem.

Łukasz Piszczek

66-krotny reprezentant Polski nie miał problemów, żeby od razu wskazać najpoważniejsze mankamenty swojego nowego zespołu: gra w defensywie jako taka i fazy przejściowe po stracie piłki. Te elementy wraz ze sztabem chciał poprawić w pierwszej kolejności. Jednocześnie cały czas mówił o odważnej grze, intensywności i wysokim pressingu.

Reklama

Brzmiało to wszystko miło dla ucha, bo brzmiało ambitnie. Piszczek jawił się jako ktoś, kto może wyciągnąć GKS z dołu tabeli i do tego zrobi to jeszcze w dobrym stylu, a nie poprzez parkowanie autobusu i liczenie na 1-2 akcje lub stały fragment.

Piszczek dostał od GKS Tychy konkretne transfery

I wszystko byłoby pięknie, gdyby w końcu nie należało wyjść na boisko i rozgrywać mecze. Piszczek zaczął od porażki 1:2 w Rzeszowie, gdzie jego drużyna kończyła zawody w dziewiątkę. Następnie GKS skompromitował się w Legnicy. Zaczął od prowadzenia, by następnie przyjąć sześć sztuk, dając pokaz wszechstronnej nieudolności w obronie. Miedź przy optymalnej skuteczności otarłaby się o dwucyfrówkę.

Na koniec ubiegłorocznych zmagań Tyszanie w domowym debiucie Piszczka podejmowali Polonię Warszawa, która miała serię pięciu z rzędu ligowych zwycięstw. W tym kontekście remis 1:1 po naprawdę przyzwoitej grze był jakimś promykiem nadziei na drugą rundę, zwłaszcza że było pewne, iż tak duża postać musiała otrzymać obietnicę poważnych wzmocnień.

Listkowski: Ośmioro rodzeństwa? Ciepło wspominam dzieciństwo [WYWIAD]

Reklama

GKS bowiem cierpiał w dużej mierze przez źle rozegrane letnie okienko, gdy budżet został zmniejszony. Zespół miał znacznie słabszą kadrę niż w poprzednim sezonie. Odeszli Julius Ertlthaler, Marcel Łubik, Marko Dijaković, Jakub Budnicki, Natan Dzięgielewski, Bartosz Śpiączka czy już mniej ważny na murawie, ale nadal bezcenny w szatni Nemanja Nedić. W drugą stronę było biednie. Jedynym ewidentnie poważnym nabytkiem został Damian Kądzior, a ekstraklasowy ślad w CV miał jeszcze tylko przechwycony z Motoru Lublin Kacper Wełniak. Od początku źle to wróżyło.

Praktyka te obawy potwierdziła, co finalnie doprowadziło do zwolnienia Artura Skowronka i przyjścia Łukasza Piszczka. Zimą, jeszcze w grudniu, ruszono do nadrabiania zakupowych zaległości z lata. Do Tychów przyszło dziewięciu nowych zawodników. Poza sprowadzonym z Goczałkowic Jakubem Wuwerem, mowa o postaciach z określonym dorobkiem w Ekstraklasie lub Betclic 1. Lidze. Wszyscy pojechali na obóz do Turcji, a tylko Marcin Listkowski nie zdążył wcześniej potrenować na miejscu, bo jego zakontraktowanie ogłoszono w dniu wylotu – 13 stycznia.

Marcin Listkowski w barwach GKS-u Tychy

Marcin Listkowski to jedno z głośniejszych nazwisk, które zimą zawitało do Tychów. 

Reklama

Praktycznie wszystkich zawodników, których chcieliśmy pozyskać, pozyskaliśmy. Podsumowując to okienko transferowe możemy uznać je za satysfakcjonujące. Chcieliśmy stworzyć konkurencyjny zespół, z większym doświadczeniem. To się udało – mówił szef klubu Max Kothny podczas tradycyjnego śniadania prasowego.

Szukaliśmy nie tylko jakości, doświadczenia i odpowiedniej mentalności, ale także intensywności. Ona jest kluczowa dla tego, co chce grać trener Piszczek, czyli regularny wysoki pressing – podkreślał.

GKS Tychy wiosną – punkt w pięciu meczach

Tyle nowych twarzy musiało oznaczać też rozstania. Po większości odchodzących nie sposób było zapłakać, ale pożegnanie lekką ręką Mamine’a Sanyanga jednak mogło zastanawiać. Facet jesienią w tak słabo grającej ekipie strzelił trzy gole i zaliczył trzy asysty. Problem polegał na tym, że to typowy skrzydłowy, a dla piłkarzy o takiej charakterystyce brakowało miejsca w systemie taktycznym Piszczka.

W każdym razie, 40-letni trener miał komfort pracy z każdej strony. – Inwestycje klubu w nowych graczy oraz zimowy okres przygotowawczy to znów poważna przewaga nad bezpośrednią konkurencją, która powinna pozwolić znacząco odjechać od Stali Mielec, Górnika Łęczna, Znicza Pruszków, Puszczy Niepołomice czy Pogoni Siedlce – przyznaje Adam Burek.

Reklama

Niestety, wiosna nie tylko nie przyniosła wyczekiwanego przełomu, ale dobiła GKS. Inauguracyjna porażka z Wisłą Kraków przy Reymonta jeszcze mogła być wkalkulowana, w końcu chodziło o wyjazdowe starcie z liderem i głównym faworytem do awansu. Tyszanie objęli prowadzenie po wysokim odbiorze, ale potem stracili trzy gole. Piszczek był wtedy zadowolony z wysokiego pressingu i skracania pola gry, co zmuszało Wisłę do oddawania piłki. Zawiodły jednak fazy przejściowe i działania z piłką, czyli jednak dość istotne rzeczy w tym sporcie.

Łukasz Piszczek

Defensywa jeszcze gorsza niż wcześniej

Domowy remis z Odrą Opole nie był dramatem, choć niewiele dawał. Meczami prawdy miały być bezpośrednie starcia z rywalami z dołu tabeli: wyjazd do Łęcznej, spotkanie u siebie z Puszczą Niepołomice i wizyta w Mielcu.

GKS Piszczka poległ w nich z kretesem. Doznał kompletu porażek i to na dodatek zasłużonych. W żadnym przypadku nie można było mówić, że zdecydował brak szczęścia i przeciwnik na farcie wycisnął więcej niż powinien. Raczej działało to w drugą stronę.

Reklama

Osiem meczów. Dwa remisy, sześć porażek. Bilans bramek 6:20. Fatalnie spisująca się defensywa zaczęła wyglądać… jeszcze gorzej. Nie miało znaczenia, jak atakują rywale. GKS bronił beznadziejnie w każdym aspekcie. Siedem goli stracił po atakach pozycyjnych, dziewięć po kontrach lub wysokich odbiorach i cztery ze stałych fragmentów gry. Można go było łatwo ugryźć ze wszystkich stron. Do wyboru, do koloru.

Gorzej od Piszczka zaczęło niewielu. Ich kluby za chwilę upadły. Tyski dramat

W oczy rzucał się brak pewności siebie u poszczególnych zawodników czy wręcz panika w ich działaniach. Mnóstwo goli straconych przez GKS brało się z poważnych błędów indywidualnych.

  • z Polonią Warszawa Lipkowski w prosty sposób traci piłkę przed polem karnym i Dadok strzela;
  • z Wisłą Kraków kontra na 1:1 poszła z tego, że Keiblinger niepotrzebnie zapobiegł wyjściu piłki na aut – ona została na boisku, on nie;
  • drugi gol dla Wisły to efekt straty Listkowskiego w środku pola;
  • z Puszczą Keiblinger jak junior daje się wyprzedzić Mrozińskiemu po dalekim dośrodkowaniu i goście wygrywają;
  • w Mielcu skompromitował się Luis Silva – przy pierwszym golu został wyprzedzony i już nawet nie sprintował do końca, przy czwartym rozgrywa piłkę bez presji i podał prosto do przeciwnika.

I tak można wymieniać. GKS każdą bramkę zdobywał w wielkich bólach, musiał się niesamowicie napocić, za to dziurawienie jego siatki przychodziło innym z wielką łatwością.

Reklama

Igor Łasicki w barwach GKS-u Tychy

Igor Łasicki miał odmienić defensywę GKS-u Tychy. 

Ogólne fatalne wrażenie sprawia Kasjan Lipkowski. Wypożyczony z Arki Gdynia stoper czasami błyśnie w grze do przodu, ale broni okropnie. Jest za miękki w grze kontaktowej i często brakuje mu rzetelności w kryciu. Inna sprawa, że nie jest to zawodnik od początku ściśle profilowany do występów na środku defensywy. W Arce był nieraz bocznym obrońcą, wahadłowym, defensywnym pomocnikiem, a nawet skrzydłowym. Ewidentnie funkcjonowanie w tyłach mu nie służy.

Za dużo rotacji w składzie

To tylko przykład, bo problem Tyszan był generalny. Nic nie działało jak należy.

Reklama

Jedyne, co u Piszczka było stałe (poza porażką) to trzymanie się wyjściowego ustawienia 3-4-2-1. W kwestiach personalnych wyglądało to zupełnie inaczej. Już po przegranym debiucie zdecydował się na pięć zmian w składzie. W trzecim meczu było ich aż siedem, co jednak dało się zrozumieć po klęsce w Legnicy. Wiosną oglądaliśmy już niemal nową drużynę, dlatego na samym początku rotacje zostały ograniczone, ale ostatnio powróciły. Na Puszczę Piszczek dokonał sześciu roszad w wyjściowej jedenastce, a na Stal aż siedem. Oczywiście czasami chodziło o kartki czy kontuzje, ale w większości to decyzje trenera.

Poza obsadą bramki i środka obrony wiosną nie ma w składzie GKS-u żadnej stabilizacji. Na lewym wahadle tydzień po tygodniu grali Marcel Błachewicz, Marcel Jankowski i Tobiasz Kubik (na prawym miejsce zachowywał Keiblinger). Z Puszczą te pozycje obsadzili Jankowski z Lipkowskim, w Mielcu… Sandoval i Machowski. W środku pomocy także dużo zmian, podobnie jak na „dziesiątkach”. Przeciwko Puszczy Piszczek zdecydował się na trzech napastników, chcąc się tym razem bardziej wycofać i liczyć na kontry. Skończyło się na szczęśliwym golu po strzale w słupek z połowy boiska Silvy i dobitce Krawczyka.

Oprócz tego GKS wtedy prawie nic nie wypracował z przodu i nie było to nic nowego. Tyszanie przeważnie mało kreowali. Pod wodzą Piszczka tylko jesienią z Polonią oddali więcej strzałów i strzałów celnych niż rywal.

Łukasz Piszczek

Reklama

Diagnoza skutków, bez zaradzenia przyczynom

Nie można odmówić Piszczkowi, że nie jest merytoryczny. Podczas konferencji regularnie omawiał konkretne aspekty gry, które mu się podobały lub nie. Przykłady:

(…) Widać, że gramy bardzo odważnie na połowie przeciwnika, wysokim pressingiem i wymuszamy dużo dalekich podań rywala, a potem dobrze to bronimy i zbieramy drugie piłki. Potrafimy wtedy napędzić swój atak.

(…) W takim momencie, w którym jesteśmy, przytrafia nam się pierwsza połowa, w której przegrywamy większość pojedynków i nie zbieramy drugich piłek. Napędzało to Górnika, który objął prowadzenie po stałym fragmencie.

(…) Od 30. minuty nie radziliśmy sobie z przeładowaniami po naszej lewej stronie. Po jednej z takich akcji, gdy nas bujnęli w boczny sektor z naszej prawej strony, niestety nie zamknęliśmy linii podania i Gjoni dobrze się obrócił z Igorem na plecach w polu karnym.

Nadstawiając ucho, dało się usłyszeć, że w tyskiej szatni był raczej dobrze odbierany przez piłkarzy. Jego treningi były wymagające, konkretne, intensywne, z jasno zarysowaną myślą. Rzecz w tym, że Piszczek wraz ze sztabem potrafił opisywać skutki, ale nie znał przyczyn lub nie potrafił im zaradzić.

Być może piłkarze GKS-u potrzebowali najpierw kogoś, kto podźwignie ich mentalnie i ukierunkuje na dobrze rozumianą jazdę na dupach – po Legii widzimy teraz, że nie można tych aspektów lekceważyć – a dopiero potem będzie się zagłębiał w taktyczne niuanse.

Zbyt ambitne podejście, gdy trzeba walczyć o ligowy byt

Do podobnych wniosków dochodzi Adam Burek. – Walka o utrzymanie w Betclic 1. Lidze to po pierwsze pragmatyzm, niemal niewidoczny w grze Tyszan w ostatnich ośmiu meczach. Lepiej punktują zespoły bezpośrednie w ataku, skoncentrowane na ataku szybkim oraz stałych fragmentach gry. Za kadencji Łukasza lepiej punktują też bezpośredni rywale w walce o utrzymanie, którzy maksymalizują uwagę na obronie i traceniu mniejszej liczby bramek, stąd pracują częściej w obronie niskiej – analizuje ekspert TVP Sport.

 – Fokus rywali był celowy, konkretny, potrafili w tym cierpieć, lecz sumarycznie zdobyli więcej punktów i są bliżej realizacji celu. Trenerzy tych drużyn cechowali się również większą stabilizacją personalną względem zimowego okresu przygotowawczego a rozgrywek ligowych. Porażki w lidze również nie powodowały aż tak dużych zmian w podstawowej jedenastce w następnych meczach – dodaje.

GKS Tychy zespół

Jego zdaniem Łukasz Piszczek prawdopodobnie miał zbyt ambitne założenia co do swojej pracy w Tychach. Zresztą, jeszcze po 1:3 w Krakowie były reprezentant Polski mówił jasno: – Chcemy wygrywać, ale też grać w określony sposób. 

Adam Burek: – Piszczu w mojej ocenie nie pasował do tej brutalnej walki, ponieważ poszedł odwrotną drogą. Jest szkoleniowcem do zespołów dominujących z piłką, posiada wysoki poziom kultury gry oparty na szczegółowym modelu, a więc potrzebuje bardzo mocnych zawodników do realizacji strategii oraz czasu na wdrożenie optymalnych działań. Zbyt duża liczba zmian w kadrze i szczegółowość zadań w modelu gry nie pomogła.
– Pogarszająca się sytuacja punktowa zabija kreatywność, której Łukasz wymaga pierwszorzędnie, stąd niski poziom skuteczności w ataku pozycyjnym. Nauka idei gry Piszczka, na którą potrzeba więcej czasu niż na prosty i bezpośredni futbol, kosztowała zespół zbyt wiele straconych bramek. Czasem mniej daje na boisku więcej. Czasem realizacja celu w sposób niezgodny z ideą gry trenera pozwala zyskać czas na wdrożenie idei docelowej w następnym sezonie. 

Krótko mówiąc, Piszczek podszedł do tematu zbyt ambitnie i oczekiwał zbyt wiele od drużyny, która zimą dopiero się tworzyła i która od razu musiała zacząć punktować.

Nowi wdali się w starych

Inna sprawa, że na razie mniej lub bardziej rozczarowują wszyscy pozyskani zimą zawodnicy. Mieli oni dać jakość, również tę mentalną, ale usłyszeliśmy takie zdanie, że nowi za szybko przesiąkli tym, co już w Tychach było. Zamiast urobić tyską rzeczywistość, oni dali się urobić jej.

Od meczu w Łęcznej Piszczek z tygodnia na tydzień gasł w oczach. Na każdej następnej konferencji prasowej coraz bardziej wyglądał jak cień człowieka – zniechęcony, zawiedziony, bezradny, ze skwaszoną miną i zaciśniętymi ustami, bliski łez. Po jego trzydziestu sekundach w Mielcu stało się jasne, że on już nie wie, jak ma zaradzić sytuacji.

Piszczek

Odchodzi zatem z tonącego okrętu, ponosząc całkowitą porażkę na wielu frontach, choć zaczynał w sprzyjających okolicznościach. Miał olbrzymie zaufanie na początku. Wziął swój sztab szkoleniowy. Dostał mocne na papierze transfery, na które nie mógł liczyć Artur Skowronek i to dostał szybko, żeby ze wszystkimi popracować w Turcji.

Klub go nie wypychał, ale gdy sam trener nie ma przekonania do dalszej współpracy, trzeba się rozstać. GKS do niedawna opłacał jeszcze kontrakty pożegnanych wcześniej Dariusza Banasika i Artura Skowronka. Dziś podobno z tym drugim jest już rozliczony, ale tak czy siak, branie na utrzymanie kolejnego szkoleniowca w obecnej sytuacji nikomu się w klubie nie uśmiechało. Piszczek jednak nie zamierzał się kłócić o pieniądze, nie dla nich tu przyszedł, więc przynajmniej pod tym kątem w Tychach nie stracą. „Klub i trener uzgodnili warunki zakończenia współpracy, stawiając dobro klubu na pierwszym miejscu” – to zdanie z komunikatu zdaje się wszystko potwierdzać.

Rene Poms z misją niemożliwą

Po pobycie Piszczka w Tychach pozostały zgliszcza. Przed meczem z Odrą Opole mówił, że wiosną trzeba zdobyć 24 punkty, czyli teraz w pozostałych dziesięciu spotkaniach trzeba zdobyć ich aż 23. Misja niemożliwa. Podjął się jej Rene Poms, były asystent Nenada Bjelicy w Lechu Poznań.

Rene Poms - GKS Tychy

Rene Poms spróbuje dokonać niemożliwego w GKS-ie Tychy. 

Samodzielnie prowadził ostatnio austriackiego ekstraklasowca Grazer AK, z którego odszedł rok temu po dwunastu spotkaniach. Wcześniej pracował w NK Osijek oraz drugiej lidze austriackiej i greckiej. 50-latek kompletnie nie zna Betclic 1. Ligi i jej specyfiki, a margines błędu praktycznie nie istnieje. Skoro decyduje się na na wzięcie tej posady, na swój sposób musi być zdesperowany.

Dziesięć kolejek, sześć punktów straty do strefy bezpiecznej. GKS Tychy na ligowe zwycięstwo czeka od osiemnastu meczów, z czego 15 z nich przegrał. Po drodze odpadł jeszcze z Pucharu Polski z Zawiszą Bydgoszcz. Ponad pół roku wyczekiwania na wygraną. Rene Poms może się pocieszać tylko tym, że gorzej już być nie może.

A co dalej z Łukaszem Piszczkiem? Jest chyba zbyt dużą postacią, żeby już go skreślać, ale z pewnością każdy klub dziś dwa razy się zastanowi, zanim da mu szansę. Na łączenie z Ekstraklasą nie ma co liczyć, trzeba się będzie wybić niżej.

 – Łukasz Piszczek jest teraz o wiele lepszym szkoleniowcem niż przed podjęciem pracy w Tychach. Nie był tak dobrym, jak go przedstawiono na starcie, ani nie jest tak słabym, jak przedstawia się go na końcu. To gra zespołowa, nie jednostki – jaką jest sam trener. Globalnie w mojej ocenie strategia zawiodła, ponieważ była źle umiejscowiona w czasie i tabeli. Lider pomylił się w wyborze drogi do osiągnięcia celu, co nie oznacza, że lider – jakim jest Piszczu – w innym miejscu i czasie nie osiągnie celów w ujęciu długoterminowym. Wierność modelowi nie zawsze da efekt w ujęciu krótkoterminowym. Taki przypadek mieliśmy w Tychach – podsumowuje Adam Burek.

Debiut Rene Pomsa w niedzielę. GKS Tychy podejmuje Śląsk Wrocław.

CZYTAJ WIĘCEJ O POLSKIEJ PIŁCE:

Fot. Newspix

42 komentarzy
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

La Liga

Szpital na Bernabeu. Plaga kontuzji nawiedziła Real

Jan Broda
0
Szpital na Bernabeu. Plaga kontuzji nawiedziła Real
Ekstraklasa

Koniec Feio w Radomiaku! Live specjalny z konferencją

redakcja
3
Koniec Feio w Radomiaku! Live specjalny z konferencją
Ekstraklasa

Piłkarz Lechii zmienił narodowość. Może zagrać z Polską

Jan Broda
0
Piłkarz Lechii zmienił narodowość. Może zagrać z Polską

Betclic 1. Liga