Z deszczu pod rynnę. Sochan zmienił klub, a i tak grzeje ławkę rezerwowych

Tomasz Kordylewski

09 marca 2026, 12:37 • 5 min czytania 9

Reklama
Z deszczu pod rynnę. Sochan zmienił klub, a i tak grzeje ławkę rezerwowych

Wygląda na to, że Jeremy Sochan wrócił do punktu wyjścia. Miesiąc temu rozstał się z San Antonio Spurs, bo nie dostawał tam szans na grę. Po rozwiązaniu kontraktu miał ponoć na stole sporo ofert (mówiło się nawet o dziesięciu) i wybrał New York Knicks. Sęk w tym, że od początku swojej przygody w Nowym Jorku gra mało. Co więcej, w niedzielnym starciu z Los Angeles Lakers nie wybiegł na parkiet… choćby na minutę.

Jeremy Sochan chciał grać więcej. To się (na razie) nie udaje

Gdy Jeremy Sochan żegnał się z San Antonio Spurs, to powód był jeden. Reprezentant Polski chciał grać więcej. Od początku tego sezonu nie miał uznania w oczach trenera teksańskiej drużyny. Mitch Johnson zakopał Polaka głęboko na ławce rezerwowych. 22-latek sam też sobie nie pomógł. Początek rozgrywek opóźniły mu kolejne problemy zdrowotne. Wracają niestety co sezon jak bumerang. Potem skrzydłowy nie pokazał natomiast, że wykonał odpowiedni progres rzutowy.

Finalnie skończyło się tym, że Sochan przestał być w San Antonio potrzebny. Drużyna świetnie radziła sobie bez niego. Spurs szukali dla Polaka transferu przed zamknięciem okienka. Nie znaleźli. I choć Jeremy zapowiadał, że chce dokończyć sezon w Teksasie, to ostatecznie porozumiał się z władzami Spurs w sprawie rozwiązania umowy. Bo przecież po zakończeniu trwających rozgrywek i tak ten kontrakt się kończył.

Skrzydłowy musi się więc pokazać i grać, by zostać w NBA.

Reklama

Jeremy Sochan bez minut przeciwko Los Angeles Lakers

Według informacji z obozu Sochana po rozwiązaniu kontraktu miał on na stole nawet 10 ofert. Wybór padł na New York Knicks. Drużynę mocną, która chce w tym sezonie walczyć o mistrzostwo. Pisaliśmy wtedy, że Sochan pewnie mógł iść do słabszego zespołu, gdzie o minuty byłoby mu łatwiej. I że skoro jednak wybrał Knicks, to na pewno nie po to, by dalej siedzieć na ławce rezerwowych. Jednocześnie zaznaczyliśmy, że droga do minut w Nowym Jorku wcale nie jest taka oczywista.

To okazało się prawdą.

Sochan do tej pory tylko raz rozegrał w jednym meczu dla Knicks więcej niż 10 minut. Początkowo można było zwalić to na karb łapania formy fizycznej po tygodniach siedzenia na ławce w Teksasie. Teraz jednak jasne jest, że Sochan w rotacji trenera Mike’a Browna też nie ma po prostu miejsca.

W niedzielę przeciwko Los Angeles Lakers nie dostał choćby minuty gry. Łącznie w dziewięciu spotkaniach dla nowojorskiej drużyny rozegrał 50 minut, w których trakcie zebrał na konto 9 punktów, 11 zbiórek, 5 asyst i 4 przechwyty. Spudłował wszystkie trzy próby z dystansu.

Reklama

I to właśnie rzut za trzy wydaje się dalej hamować reprezentanta Polski. W sieci pojawiło się zresztą ostatnio nagranie, na którym widać, jak duży to wciąż jest problem Sochana. A przecież nie tak dawno temu w San Antonio wyglądało to już naprawdę obiecująco…

Marcin Gortat: Boję się, że to ostatnie miesiąca Sochana w NBA

22-latek bez rzutu cały czas będzie miał w NBA kłopoty. Trener Brown bardziej ufa zresztą debiutantowi. Mohamed Diawara mógł się trochę zdenerwować, bo po dołączeniu Sochana do drużyny grał mniej. Ale ostatnio wrócił do rotacji i teraz gra regularnie. Na koncie ma zresztą ponad dwa razy więcej minut niż Sochan, odkąd ten dołączył do Knicks w połowie lutego.

Reklama

Szkoleniowiec nowojorskiej drużyny po jednym ze spotkań mówił wprost, że 20-latek to przyszłość Knicks. W przekroju całego sezonu Francuz trafia znakomite 40 proc. swoich prób z dystansu. W niedzielę co prawda spudłował wszystkie trzy rzuty, ale w odróżnieniu od Sochana był na boisku przez prawie kwadrans.

Boje się, że to jego ostatnie miesiące w NBA – stwierdził więc niedawno Marcin Gortat w rozmowie z Karolem Waśkiem z Interii. Były koszykarz m.in. Orlando Magic i Washington Wizards przekonuje, że spędził w lidze sporo lat, więc „wie, jak działają schematy w NBA”. I twierdzi, że Sochanowi „brakuje pewnych rzeczy, by zaistnieć w tej lidze”.

Uważam, że będzie miał bardzo ciężko, by przekonać do siebie nie tylko władze Knicks, ale także innych klubów. Musi wspiąć się na wyżyny w najbliższych tygodniach, by zmienić swoje położenie w tej lidze. Boję się, że to mogą być jego ostatnie miesiące nie tylko w Nowym Jorku, ale w całej NBA. Jednak ta liga jest nieobliczalna i czasami sytuacja zmienia się z dnia na dzień – dodał Gortat.

Były środkowy przypomniał, że on swego czasu dostał szansę w Orlando dopiero po tym, gdy Dwight Howard został zawieszony. Błysnął wtedy w fazie play-off, co pomogło mu zbudować sobie pozycję w zespole Magic. Sochan też musi być gotowy na takie okazje. Ale nie jest o to łatwo. Jego pewność siebie została mocno zachwiana już w San Antonio. Teraz w Nowym Jorku niewiele się na razie wydarzyło, by Jeremy mógł ją na nowo zbudować.

Reklama

Jeremy Sochan ma coraz mniej szans na granie

A brak gry decyzją trenera – tak jak w niedzielę w Los Angeles – z pewnością tutaj nie pomaga. Szczególnie że w poprzednim spotkaniu Sochan dostał dziewięć minut w tzw. garbage time. Wyszedł więc na boisko dopiero wtedy, gdy wynik spotkania z Denver Nuggets był już rozstrzygnięty. I pokazał się z niezłej strony, głównie po bronionej stronie parkietu. Miał 3 punkty, 3 zbiórki, 2 asysty i 3 przechwyty.

To jednak jak widać było za mało, by zapracować na kolejne minuty w następnym meczu. Wygląda na to, że Sochan znów (tak jak w San Antonio) jest tylko polisą ubezpieczeniową. Bez gwarancji minut, bez ważnej roli. I z topniejącą liczbą szans na granie, a co za tym idzie na zdobywanie zaufania sztabu szkoleniowego i budowanie pewności siebie.

Reklama

Do końca fazy zasadniczej Knicks pozostało jeszcze 17 spotkań do rozegrania. W tej chwili nowojorska ekipa z bilansem 41 zwycięstw oraz 24 porażek zajmuje trzecie miejsce w tabeli Konferencji Wschodniej. Ma dwa i pół meczu straty do Boston Celtics (43-21) na drugim miejscu oraz pięć meczów straty do prowadzących Detroit Pistons (45-18).

Ekipa trenera Browna kolejne starcie rozegra w nocy z poniedziałku na wtorek – raz jeszcze w L.A. O godz. 3:00 czasu polskiego zmierzy się z drugą drużyną NBA z Miasta Aniołów, czyli z Los Angeles Clippers.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. Newspix

9 komentarzy
Tomasz Kordylewski

Zakochany w koszykówce, odkąd w 2008 roku jako 13-latek zobaczył w akcji Rajona Rondo. Dumny fan Boston Celtics. Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. O NBA pisał dla newonce, Rzeczpospolitej i Kanału Sportowego. Od 2022 roku co roku na start sezonu wydaje "Przewodnik NBA". Za największy życiowy sukces uznaje jednak wygraną z rakiem jądra. I teraz niemal każdego faceta potrafi zapytać, czy badał sobie ostatnio jaja.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Koszykówka

Koszykówka

Jordan równo z syreną. Polska wygrywa w eliminacjach mistrzostw świata

AbsurDB
4
Jordan równo z syreną. Polska wygrywa w eliminacjach mistrzostw świata