Legia nadal pozostaje w strefie spadkowej i w meczu z Jagiellonią znów zaprezentowała radosną dla rywali twórczość w obronie. Przegrywała już 0:2, a gospodarze mieli odwołany rzut karny oraz poprzeczkę. Po pierwszych 45 minutach mogło się wydawać, że obydwie ekipy dzieli różnica klas. Wtedy jednak rozpoczął się doliczony czas gry i podopieczni Marka Papszuna pokazali inną twarz.
Proces odbudowywania pewności siebie to nie jest kwestia kilku dni czy nawet tygodni. W przypadku Legii będzie zapewne trwał miesiącami. Nadal nie wiadomo, czy w międzyczasie zawodnicy klubu ze stolicy nie wylądują w I lidze, ale takie mecze jak z Jagiellonią są krokiem w dobrym kierunku.
Punkt, który może znaczyć więcej. Legia daje oznaki życia
Podopieczni Adriana Siemieńca mają czego żałować. Wypuścili z rąk dwubramkowe prowadzenie w meczu z ekipą, którą mieli na deskach. To oni nadawali ton wydarzeniom w pierwszej połowie. Pululu trafił przecież w poprzeczkę, a dobrą sytuację miał także bohater starcia we Florencji Bartosz Mazurek. Nie widać było, która drużyna ma w nogach 120 minut rozegrane w walce z drużyną Serie A o 1/8 finału Ligi Konferencji. Im dłużej jednak trwał mecz, tym większe kłopoty gospodarze mieli choćby ze znalezieniem sposobu na wysoki pressing Legii. Kiepsko wyglądał Jesus Imaz, a nieobecność Tarasa Romanczuka również dała się we znaki.
Adrian Siemieniec widział co się święci i reagował choćby zmieniając na lewej obronie Guilherme Montoię na Bartłomieja Wdowika. Żaden z graczy Jagiellonii nie miał jednak dziś dobrego sposobu na Kacpra Chodynę, który rozegrał najlepszy mecz od długich miesięcy. Mimo gola tydzień temu z Wisłą Płock, jego obecność w składzie mogła dziwić. Były gracz Zagłębia odpłacił jednak za zaufanie Marka Papszuna.
Świetną asystę, gdy posadził na ziemi Pelmarda zabrał mu Mileta Rajovic, który z trzech metrów trafił piłką we własne nogi. Obecność w kadrze meczowej Jeana-Pierre’a Nsame może stanowić nadzieję dla fanów Legii, że już niedługo będą musieli znosić obecność od początku przeklętego napastnika rodem z Danii. W niedzielę trafił również w słupek i wściekły schodził z boiska, gdy zmieniał go Antonio Colak.
Najlepszy mecz Legii od… września? Jagiellonia drżała o remis [CZYTAJ RELACJĘ]
Legia oddała w tym meczu tylko jeden celny strzał, ale wywozi punkt z Białegostoku nie dzięki szczęśliwym samobójom, a momentom dobrej gry po przerwie. Zwłaszcza na początku, tuż po wyjściu z szatni, Papszun mógł być zadowolony z tego, jak mało miejsca jego podopieczni zostawiają gospodarzom na ich połowie. Wysoki doskok i niezły odbiór kojarzył się z jego dobrymi czasami w Rakowie Częstochowa.
Oczywiście, po tym, co wydarzyło się przy golu Pululu, szkoleniowiec Legii znów mógł użyć sformułowania „szereg infantylnych błędów”, czyli takiego jak po straconej bramce z Koroną na 2:1 autorstwa Mariusza Stępińskiego. Przy wrzutkach i szybkich wyjściach z własnej połowy Legia miała kłopoty, ale potrafiła odwrócić losy meczu i zepchnąć być może głównego faworyta do mistrzostwa do głębokiej defensywy. Zamiast tego Papszun mówił więc po meczu o tym, że Legia zrobiła bardzo dużo, aby wygrać i trudno się z nim nie zgodzić.
Poza Chodyną, po tym meczu należy wyróżnić też Patryka Kuna, czyli kolejnego zawodnika, który w powszechnej opinii, dawno powinien być poza klubem. Jesienią został już przecież nawet na moment skreślony z listy graczy zgłoszonych do Ekstraklasy. Pod okiem dawnego trenera z Rakowa znów jednak swoją wytrwałością i zadziornością potrafi sprawić kłopoty rywalom. Starcie z Jagiellonią uzmysłowiło natomiast, że nie zawsze tak łatwo będzie pozytywnie się odznaczyć Rafałowi Adamskiemu. Odwagi brakowało również często zagrywającym do tyłu czy do boku Kapustce i Elitimowi.
Jasne jest, że samymi remisami Legia w lidze się nie utrzyma, ale pacjent zdecydowanie daje oznaki życia. Czwarty mecz bez porażki był najlepszym z całej serii, lecz za tym muszą pójść zwycięstwa. Jak jest o nie trudno i jak wielką dają ulgę pokazało przecież starcie z Wisłą Płock oraz późniejsza radość w szatni. Za tydzień z Cracovią kolejny z finałów mistrzostw świata dla klubu, który pracą na boisku może w najbliższych miesiącach choć trochę przypudrować trudną sytuację poza nim.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Najlepszy mecz Legii od… września? Jagiellonia drżała o remis
- Jovićević zagra o posadę? Może dostać przyjemne odszkodowanie
- Koniec chaosu w Cracovii? Lampka ostrzegawcza nadal się świeci
fot. Newspix