Ostatni dzień zimowych igrzysk to dobry czas na podsumowania. Zanim więc o 20 usiądziemy do oglądania ceremonii zamknięcia, warto pomyśleć o tym, co oglądaliśmy przez ostatnie dwa tygodnie. Choćby pod kątem tego, kto stał się największym wygranym, a kto najwięcej we Włoszech przegrał. Bo nie zawsze – choć można i tak – mierzy się to liczbą zdobytych medali lub ich brakiem.
Sprawa jest względnie prosta: wybraliśmy po cztery nazwiska „ze świata” i dodatkowo po jednym z Polski, w obu kategoriach. Kolejność jest względnie przypadkowa, a ustawiamy to naprzemiennie, systemem: wygrany-przegrany i tak dalej. Kto więc najwięcej zyskał, a kto wręcz przeciwnie, przez te dwa tygodnie we Włoszech?
Zimowe igrzyska się kończą. Kto najwięcej wygrał, a kto przegrał?
Spis treści
- Zimowe igrzyska się kończą. Kto najwięcej wygrał, a kto przegrał?
- Wygrany: Lucas Pinheiro Braathen
- Przegrana: Lindsey Vonn
- Wygrany: Johannes Klaebo
- Przegrana: Słowacja
- Wygrana: Julia Simon
- Przegrany: Sturla Holm Laegreid
- Wygrany: Domen Prevc
- Przegrany: Ilia Malinin
- Wygrany: Maciej Maciusiak
- Przegrany: Damian Żurek
- Czytaj więcej o zimowych igrzyskach na Weszło:
Wygrany: Lucas Pinheiro Braathen
27 października 2023 roku Lucas Braathen ogłosił zakończenie sportowej kariery. Miał wtedy 23 lata i był przyszłością narciarstwa alpejskiego. W 2019 roku zdobył dwa złota mistrzostw świata juniorów, a gdy na stałe zawitał w seniorskiej rywalizacji, szybko zaczął potwierdzać wielki talent. Już w październiku 2020 roku wygrał giganta w Solden. Potem doszły kolejne podia, a w sezonie 2022/23 – tuż przed końcem kariery – zdobył Małą Kryształową Kulę za slalom.
Nie wyszły mu za to igrzyska – w 2022 roku dwukrotnie nie ukończył przejazdów w swoich konkurencjach.
Na emeryturę przeszedł w nietypowym momencie – dzień przed początkiem kolejnego sezonu. Tłumaczył, że nie podobała mu się kultura zawodowego narciarstwa, że po ogłoszeniu decyzji po raz pierwszy od lat czuje się prawdziwie wolny. Wiadomo też, że Lucas nie do końca potrafił się dogadać z norweskim związkiem. Lepiej poszło mu jednak z brazylijskim – bo po matce ma takie korzenie. I nie tylko korzenie. Płynnie mówi po portugalsku, często odwiedzał Brazylię, przez jakiś czas mieszkał tam nawet z matką (jego rodzice rozwiedli się, gdy miał trzy lata). Interesuje go tamtejsza kultura i sport.
Gdy więc zakończył karierę, Brazylijczycy wyczuli szansę. Odezwali się do niego, zaproponowali zmianę barw i sponsorowanie jego startów. Lucas postanowił skorzystać. I wyszło, że jego emerytura trwała dokładnie – co do dnia – rok. Wrócił 27 października 2024 roku. Nadal jeździł na bardzo dobrym poziomie. A na igrzyskach – półtora roku później – zrobił to, czego chcieli w kraju jego matki wszyscy. Zdobył złoto. Pierwszy medal zimowych igrzysk w historii tego kraju, a nawet… całego kontynentu.
CZYTAJ O HISTORYCZNYM MEDALU DLA BRAZYLII I AMERYKI POŁUDNIOWEJ
Brazylia wyprzedziła tym samym w klasyfikacji narciarstwa alpejskiego… Norwegię. Skandynawowie zdobyli co prawda dwa medale, ale nie mieli złotego. Gdyby mieli Braathena, mogłoby być inaczej.
Przegrana: Lindsey Vonn
Można by dyskutować z tym, czy powinno się uznać Lindsey Vonn za przegraną tych igrzysk. Sam fakt bowiem, że się się na nich znalazła, to coś niezwykłego. Półtora roku wcześniej nikt nie podejrzewałby, że to możliwe. Ba, nawet kilkanaście dni przed startem – po doznanym niedługo przed Cortiną urazie – trudno byłoby postawić, że Vonn będzie w stanie wyjechać na stok i przejechać zjazd choćby treningowo.
Jednak Lindsey jest narciarką genialną. I dlatego jeszcze niedługo wcześniej była faworytką całych tych zmagań. W wieku 41 lat. Amerykanka znakomicie jeździła w tym sezonie, przewodzi przecież klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w zjeździe właśnie.
Ale niedługo przed igrzyskami zerwała więzadła. Utrudniło jej to życie, a jednak wciąż próbowała wystartować. I właściwie wszystko miało się rozstrzygnąć na trasie – Lindsey miała albo przejść do historii, albo wszystko miało się skończyć bardzo źle. Mało kto podejrzewał, że możliwy jest inny scenariusz. Wszyscy, widząc Vonn na starcie, zadrżeli. Albo z niepokoju, albo z ekscytacji.
Rację mieli ci pierwsi.
Owszem, trudno mieć do Vonn pretensje, że spróbowała. Kontuzjowane kolano ostatecznie nie okazało się zresztą czynnikiem decydującym o jej wypadku – choć pewnie miało wpływ – natomiast samo to, jak Amerykanka uderzyła o śnieg, jej krzyk słyszalny w transmisji TV i chwile, gdy niemal bez ruchu leżały na śniegu… to było podsumowanie jej występu, jej nadziei i w sumie to jej kariery.
CZYTAJ TEŻ: LINDSEY VONN ZARYZYKOWAŁA… I DLACZEGO MAMY Z TYM PROBLEM?
Bo to kariera wielka, jedna z najwspanialszych w świecie narciarstwa alpejskiego. Ale równocześnie – kariera tragiczna, przerywana urazami, a raz już przez nie zakończona. Teraz, na igrzyskach, nadszedł pewnie ten drugi koniec.
Wygrany: Johannes Klaebo
Nie może być inaczej. Norweski król biegówek musiał się tu znaleźć. Jasne, to sztampowy, banalny wybór. Nie było – i nie będzie – łatwiejszego. Równocześnie jednak opuszczenie Klaebo w takim zestawieniu zasługiwałoby na różnego rodzaju kary. Bo to tak, jakby pominąć Michaela Phelpsa po Pekinie, gdy zdobył osiem złotych medali – wszystkie, jakie tylko był w stanie wywalczyć – i ustanawiał rekord, którego pobić (na razie) się nie da.
Klaebo zrobił dokładnie to samo, tylko w zimowej skali.
Norweg wyszedł na start sześciu biegów narciarskich. I w każdym jednym był najlepszy. Wiecie, jak niesamowite to osiągnięcie? To przecież zupełnie różne dystanse, biega się dwoma stylami, a rywale wcale nie są przesadnie słabi – zresztą tych najpoważniejszych dobrze zna, bo to często jego koledzy z kadry. A Klaebo dokonał tej sztuki… już po raz drugi! Rok temu sześć na sześć krążków zgarnął też na mistrzostwach świata.
Teraz zrobił to na igrzyskach. Norweg najlepszy był w:
- biegu łączonym 10 + 10 km (dwoma stylami),
- sprincie stylem klasycznym,
- biegu na 10 km stylem dowolnym,
- sztafecie 4 x 7,5 km,
- sprincie drużynowym,
- biegu na 50 km stylem klasycznym.
ATAK KLAEBO! @ToSikora to przewidział! 🤴
🗣️ „KRÓL NARCIARSTWA BIEGOWEGO” ❗️#HomeOfTheOlympics #MilanoCortina2026 pic.twitter.com/zToPlVVh6s
— Eurosport Polska (@Eurosport_PL) February 21, 2026
W każdej z tych konkurencji wygrywał w wielkim stylu. W każdej nie miał sobie równych. W efekcie jego dorobek z igrzysk olimpijskich w całej karierze to już 11 złotych medali (oraz srebro i brąz). Nikt w dziejach zimowych olimpiad nie miał więcej. Ba, Klaebo jest drugim w historii sportowcem – bez podziału na zimę i lato – który przebił granicę 10 złotych medali. Po Michaelu Phelpsie oczywiście. Jeśli chodzi o łączną liczbę medali, więcej mają (pogrubione nazwiska to zawodnicy z ZIO):
- Michael Phelps (pływanie) – 28 medali.
- Łarysa Łatynina (gimnastyka) – 18 medali.
- Marit Bjoergen (biegi narciarskie) i Nikołaj Andrianow (gimnastyka) – po 15 medali.
- Katie Ledecky (pływanie), Isabell Werth (jeździectwo), Ole Einar Bjoerndalen (biathlon), Emma McKeon (pływanie) i Arianna Fontana (short-track) – po 14 medali.
Klaebo jest tuż za większością z nich. I można przypuszczać, że jeśli pojawi się na kolejnych igrzyskach, to będzie i pod tym względem najlepszym zimowym olimpijczykiem… a może nawet zrówna się lub wyprzedzi Łatyninę. Norweg pisze historię, po prostu.
Przegrana: Słowacja
Johannes Klaebo zdobył sześć złotych medali. To o sześć więcej niż Polska. Ale Biało-Czerwoni wracają z Włoch z czterema krążkami ogółem, a to też coś. Inaczej niż nasi sąsiedzi z południa. Słowacy bowiem – po raz pierwszy od 24 lat – nie wywalczyli na zimowych igrzyskach żadnego medalu. Absolutne zero.
Trudno nie odnieść wrażenie, że to marnowany potencjał. Kraj w końcu w dużej mierze górski, który zdawał się w tych zimowych sportach rozwijać. Włoska impreza pokazała jednak, że w dużej mierze był to rozwój jednostek, często wybitnych. W sumie podobnie jak w Polsce po Tomaszu Sikorze czy Justynie Koewalczyk – po prostu z czasem zabrakło kontynuacji tych medali.
Bo nie ma Słowacja następczyń Anastasiji Kuzminy, która w biathlonie zdobyła dla niej sześć medali olimpijskich. Zresztą ona jest (dalej rywalizuje, choć już na dużo niższym poziomie) „z importu”, bo z urodzenia to Rosjanka, która zaczęła biegać i strzelać dla naszych sąsiadów w 2008 roku. Biathlon zresztą wydawał się przez moment być potencjalnie słowacką przyszłością, bo dobrze radziła sobie też choćby Paulina Batovska Fialkova – do dziś najlepsza ze Słowaczek, ale w Pucharze Świata dopiero 22.
Nie ma też nikogo, kto w narciarstwie alpejskim dołączyłby do Petry Vlhovej. Nie podołali hokeiści – zajęli 4. miejsce – którzy w Pekinie zdobyli brąz. Ale ich wynik i tak był bardzo dobry, bo… nikt poza nimi w kadrze Słowacji nie zajął miejsca punktowanego (w czołowej ósemce swojej konkurencji). Występ Słowaków na włoskich igrzyskach był katastrofalny.
Można to zresztą przedstawić i inaczej – od 2006 do 2022 roku medale niezmiennie zdobywało 20 krajów (bez wliczania Rosji i Białorusi, które w Mediolanie/Cortinie startują w ograniczonej ilości i bez flag, jako neutralni sportowcy, więc i tak nie mogą kontynuować tej serii). W 2026 roku tylko jeden z nich nie zdołał kontynuować tej passy. I jest to właśnie Słowacja.
Inna sprawa, że nasi sąsiedzi ogółem na tych zimowych igrzyskach nie stoją najlepiej. Wiadomo, Niemcy czy Czesi zawsze zgarną medale, po Litwinach nikt tego nie oczekiwał (nie mają jeszcze medalu ZIO), a Białoruś i Rosja nie miały tej możliwości (jeden z neutralnych sportowców krążek zdobył). Ale już Ukraińcom nie udało się ani razu stanąć na podium, dokładnie tak jak i Słowakom.
Tyle że Ukraina znajduje się w stanie wojny i da się te rezultaty dość łatwo w ten sposób usprawiedliwić. A Słowacja po prostu nie zdołała kontynuować tej bardzo dobrej dla siebie serii. I na razie nie zapowiada się, by miała na ten poziom wrócić.
Wygrana: Julia Simon
Cztery medale, w tym trzy złota. Dwa z tych złotych medali zdobyte wspólnie z koleżankami. To dorobek Julii Simon w biathlonowej rywalizacji. Francuzka stała się jedną z największych gwiazd tych igrzysk, bo w „zawodniczej” klasyfikacji medalowej jest druga, wyłącznie za Klaebo. Takie wyniki sprawiły, że właściwie wybaczono jej aferę, której była sprawczynią ledwie kilka miesięcy temu.
Otóż Simon postanowiła wówczas… ukraść karty płatnicze swojej koleżance z kadry.
Konkretnie postawione jej zarzuty dotyczyły wielokrotnego użycia (od 2021 roku) kart bankowych Justine Braisaz-Bouchet oraz fizjoterapeuty drużyny. Miała wykorzystywać je przy różnych zakupach. Do tego też zarzucono jej kradzież niewielkich kwot gotówki (jednorazowo do 50 euro). Przyznała się do winy, co zresztą potraktowano po części jako okoliczność łagodzącą. W efekcie sąd w Albertville skazał ją na trzy miesiące więzienia w zawieszeniu i 15 tysięcy euro grzywny.
Karę otrzymała też od Francuskiej Federacji Narciarskiej, która zawiesiła ją na pół roku… ale pięć miesięcy tej kary zawiesiła. W efekcie Simon mogła rywalizować w tym sezonie Pucharu Świata, no i na igrzyskach właśnie. O swojej zbrodni i karze mówiła: – Nie potrafię wytłumaczyć swojego zachowania. Musiałam współpracować z psychologiem, aby to zrozumieć i wyciągnąć wnioski.
Jakie wnioski wyciągnęła – tego nie wiemy. W każdym razie okazało się, że cała afera niespecjalnie wpłynęła na jej formę, a na igrzyska przyjechała (jak i cała francuska kadra) przygotowana znakomicie. Czy koleżanki – na czele z Justine – jej wybaczyły, tego nikt nie powiedział. Ale skoro pomogła im w zdobyciu dwóch złotych medali w sztafetach, to pewnie są tego co najmniej bliżej.
A Simon tymi występami w dużej mierze odwróciła ostatnią narrację, jaka jej towarzyszyła… choć bywało, że postanowiła przypomnieć fanom, że coś jest na rzeczy.
Julia Simon crossed the line with a message to the crowd 🤫
The world champion recently returned to action after serving a ban for theft and fraud, allegedly stealing her team-mates credit card 😳 pic.twitter.com/j3CC6s5Vag
— TNT Sports (@tntsports) February 11, 2026
Przegrany: Sturla Holm Laegreid
Było o Simon, to pora na sytuację odwrotną – czyli aferę, która przykryła medale. Wyobraźcie sobie bowiem taką sytuację: sięgacie po pięć medali igrzysk olimpijskich – choć żadnego złotego – a i tak mówi się w waszym przypadku o czymś zupełnie innym. I nie są to dobre rzeczy.
To właśnie olimpijskie doświadczenie Sturli Holma Laegreida.
Nie kojarzycie nazwiska? To po kolei: Sturla to norweski biathlonista. Jeden z najlepszych w stawce, w zeszłym sezonie wygrał zresztą Puchar Świata. Generalnie – faworyt do medali, który te medale faktycznie pozdobywał. Nawet bez złota to były dla niego udane igrzyska. I gdyby ograniczyć się tylko do kwestii sportowych, to jasne – byłby wygranym.
Ale już po pierwszym medalu Laegreid postanowił w wywiadach się wyspowiadać.
I powiedział o tym, jak to poznał miłość swojego życia pół roku temu. A trzy miesiące później ją zdradził. Wiadomym było, że ta wypowiedź podbije wszystkie media. I że ludzie na pewno będą o niej pisać. Norweg stwierdził, że chce się uzewnętrznić, ale… chyba mógł sobie darować. Albo przynajmniej zrobić to w inny sposób. Tymczasem wybrał moment tuż po rywalizacji, gdy oczy kamer faktycznie były skierowane na niego.
CZYTAJ: MEDALISTA IGRZYSK OLIMPIJSKICH OKAZAŁ SIĘ NARCYZEM
Jak mówił, miał nadzieję, że to udowodni jego „ukochanej”, że żałuje, że wciąż o niej myśli i że liczy na wybaczenie.
Biorąc jednak pod uwagę to, jak to mówił, kiedy i co wcześniej zrobił, można przypuszczać, że wybaczenia jednak nie otrzyma. A jeśli nie otrzyma, to chyba i te medale niespecjalnie go pocieszą. Przynajmniej takie sprawiał wrażenie.
Wygrany: Domen Prevc
Z wielkimi faworytami scenariusze są dwa: albo wygrają i wszyscy powiedzą, że tak musiało być. Albo przegrają i uznać będzie można, że zjadła ich presja igrzysk. Oba scenariusze zdarzają się stosunkowo często, ale w przypadku Domena Prevca zdecydowanie udało się zrealizować pierwszy z nich.
No dobra, mógł mieć Domen nadzieję na więcej. Bo Słoweńcy byli faworytami rywalizacji duetów, a skończyli bez medalu. Ale to i tak były w dużej mierze jego igrzyska. Został mistrzem olimpijskimi w mikstach, w parze z siostrą (Nikę kusiło umieścić po stronie przegranych przez brak indywidualnego złota, ale jednak uznaliśmy, że to przesada), a do tego – co najważniejsze – zgarnął złoto i samotnie.
To kluczowe, bo zapisał się tym samym w historii skoków.
Będzie Domen bowiem drugim skoczkiem w dziejach, który wygra pięć najważniejszych trofeów w świecie tego sportu. Mistrzem świata został w zeszłym sezonie. W tym był najlepszy w Turnieju Czterech Skoczni, mistrzostwach świata w lotach, na igrzyskach, a będzie i w Pucharze Świata, bo wygranej tam nikt nie ma mu już prawa odebrać. Matti Nykaenen, który przez lata dzierżył te pięć trofeów jako jedyny taki skoczek w dziejach.
CZYTAJ TEŻ: PREVC GONI NYKAENENA. NIKOMU SIĘ TO NIE UDAŁO
Teraz dołączy do niego Domen… i wcale nie przyszło mu to łatwo. Na normalnej skoczni był od złota stosunkowo daleko, ale sam to przewidywał – mówił, że walczy raczej o TOP 10. Bo im mniejsza skocznia, tym mniejsze jego atuty. Na dużym obiekcie z kolei po pierwszej serii tracił sporo do Rena Nikaido, drugiego najlepszego skoczka tego sezonu. Ale w drugiej serii odpalił i to Japończykowi nie udało się sięgnąć po złoto pod presją.
A Domen? Domen tę presję uniósł. W wielkim stylu. I właściwie w rok przeszedł skoki narciarskie.
Przegrany: Ilia Malinin
Prawda jest taka, że wystarczy tu kilka zdań opisu. I możemy się do nich ograniczyć. Ilia Malinin to geniusz łyżwiarstwa figurowego, gość, z którym w normalnych okolicznościach nikt nie może się równać. Zresztą z Włoch wróci ze złotem, bo pomógł USA triumfować w zawodach drużynowych. I wszyscy byli przekonani, że to zapowiedź jego indywidualnego sukcesu.
Bo skoro ktoś nie przegrał od trzech (!) lat, to musi wygrać i tutaj, prawda?
Prawda?
No nieprawda. Malinin to właśnie dowód na to, jak presja igrzysk, wielkiej imprezy i jednej jedynej szansy na kolejne cztery lata, potrafi wpłynąć na sportowca. Amerykaninowi nie wyszedł jeden skok w programie dowolnym… i tyle wystarczyło, by kompletnie wybić go z rytmu. Za tym pierwszym błędem poszły kolejne, Ilia jechał fatalnie, może najgorzej w tej zawodowej, dorosłej karierze.
Efekt był taki, że zamiast złota obył się… bez medalu. Spadł na 8. (!) miejsce. Możliwe, że to największa sensacja tych igrzysk. A dla Malinina po prostu wielka, ogromna porażka, którą będzie musiał przepracować.
Choć jego występ na gali mistrzów pokazał, że być może już to zrobił. Bo tam Ilia znów jechał genialnie… tyle tylko, że za to medalu nikt mu nie da.
Wygrany: Maciej Maciusiak
No to czas na polskie akcenty. I tak, to Maciej Maciusiak, a nie Kacper Tomasiak się tu pojawia. Dlaczego? Bo Kacper niczego nie musiał. Gdyby nie zdobył medalu, nikt nie miałby z tym żadnego problemu. I fakt, zdobył trzy, został jedną z największych niespodzianek całych igrzysk. I na pewno są to dla niego igrzyska jak najbardziej wygrane.
Ale najbardziej z tych medali cieszyć się może Maciej Maciusiak.
Gdyby z igrzysk Polacy wrócili bez medali, pewnie właśnie szykowałby się do ostatnich tygodni w roli trenera kadry. Gdyby wrócili z jednym krążkiem Tomasiaka… w sumie też nie wiadomo, jakby to było. A że doszedł drugi, a potem jeszcze srebro w duetach – gdzie skakał też Paweł Wąsek, a więc już bezapelacyjnie zawodnik z kadry A – no to Maciej Maciusiak wygrał, nie ma co tego kryć.
CZYTAJ TEŻ: MACIEJ MACIUSIAK? OFICJALNIE PRZEPRASZAM [KOMENTARZ]
Nie ma też wątpliwości, że obecny trener kadry będzie też jej szkoleniowcem kolejnej zimy. Czy to dobrze, czy to źle? Trudno stwierdzić, ale status Maciusiaka w oczach działaczy na pewno szybko się zmienił. A i niektórzy kibice zaczęli mu przyklaskiwać. Generalnie trudno o większą odmianę losu niż ta, jaka była udziałem trenera polskich skoczków.
Czy na dłuższą metę polskim skokom się to opłaci – przekonamy się z czasem. Z pewnością jednak te igrzyska będą momentem, do którego będziemy wracać często również pod kątem tego, że uratowały one Macieja Maciusiaka.
Pytanie, czy będą to powroty wesołe, czy wręcz przeciwnie.
HEJTOWALI GO, A PRZYWIÓZŁ MEDALE. JAKIM TRENEREM JEST MACIUSIAK?
Przegrany: Damian Żurek
Napisać wypada: dwa 4. miejsca na igrzyskach to wspaniałe wyniki. Serio. Wiadomo, nie ma medalu, ale jedziesz na imprezę, gdzie startuje czołówka twojego sportu. Najważniejszą imprezę całego czterolecia. I jesteś w ścisłej czołówce tejże czołówki – wśród najlepszych na świecie. To wyniki, które wypada docenić, bo tak powtarzalny we Włoszech z naszych reprezentantów był jeszcze tylko Kacper Tomasiak.
A mimo tego Damian wrócił do Polski bez medalu.
Ba, wrócił do Polski bez medalu, choć był faworytem do dwóch. Na 1000 metrów, wiadomo, mówiło się o brązie. Na 500 miał walczyć o złoto. I to dlatego, dodając ten kontekst, musi znaleźć się w tym zestawieniu. Nie było w kadrze Polski kogoś, kto mógłby zostać uznany za większego przegranego. Jasne, kilku kandydatów by się znalazło.
Ale analizując oczekiwania do efektów? Nadzieje do tego, co udało się osiągnąć? Damian wygrywa. Taka smutna prawda. Smutna, bo – jako się rzekło – to dobre wyniki, Żurek dwa razy był w absolutnej czołówce swojej dyscypliny. On sam przyznawał, że miał nadzieję, że po igrzyskach będzie pisać inne posty, na wesoło, nie smutno.
Ale taki jest sport. Porażka jest jego częścią. Tym razem padło na Damiana. Oba medale przegrał łącznie o 0,16 s. Minimalnie, ale jednak.
Oby odkuł się za cztery lata.
SEBASTIAN WARZECHA
Fot. Newspix