Władimir Semirunnij zdobył dziś srebrny medal olimpijski. To drugi krążek dla Polski na włoskich igrzyskach, a 25. w ogóle w historii naszego kraju. Nasz medalowy worek otworzył z kolei Kacper Tomasiak. A więc skoki i łyżwy szybkie. Symboliczne. Bo w 70-letniej historii naszych medali to te dwie konkurencje dały nam ich najwięcej. Gdy przychodzi do igrzysk, to jesteśmy krajem skoczków, ale i właśnie łyżwiarzy.
Siemirunnij to potwierdzenie. Polska na igrzyskach stoi skokami i łyżwami
25 medali to… w sumie niewiele. W historycznej tabeli igrzysk zimowych daje to miejsce pod koniec drugiej dziesiątki. O ile jesteśmy dla naszych osiągnięć łagodni i nie rozbijamy medali Rosji na różne kraje i twory czy Niemiec na trzy: RFN, NRD i Niemcy po zjednoczeniu. Widzicie więc, że nie są to osiągnięcia wybitne w skali świata.
Biorąc jednak pod uwagę, że gdy zaczynał się XXI wiek mieliśmy na koncie cztery krążki, to ostatnio radzimy sobie świetnie. Ba, mieliśmy nawet o tym tekst – bo często narzekamy na wyniki naszych sportowców, ale okazuje się, że jednak nawet jeśli nie przywożą tych medali przesadnie dużo, to przywożą w ogóle.
A to wcale nie tak oczywiste.
CZYTAJ: POLSKA POTĘGĄ SPORTU? PRZYWOZIMY MEDALE Z KAŻDYCH IGRZYSK W XXI WIEKU
Z zimowych igrzysk – jako się rzekło – często nie przywoziliśmy nic. Na premierowy medal czekaliśmy od pierwszych ZIO w 1924 roku, aż do 1956. Potem udało się zgarnąć krążki w 1960, a po nich znowu zanotowaliśmy dwa puste przeloty. Później? Przyszedł Fortuna, pierwsze historyczne złoto. A potem ciemne, bardzo ciemne czasy, gdy o medalach właściwie momentami nie było co marzyć, bo nawet TOP 8 bywało odległe.
CZYTAJ: POLSKIE MEDALE ZIMOWYCH IGRZYSK. CZĘŚĆ II: GRUBE I CHUDE LATA
I tak do 2002 roku. A potem się zaczęło. I o ile skoki są naszym oczywistym numerem jeden w historii olimpijskiej, o tyle numerem dwa… są łyżwy. Może nie kojarzymy tego aż tak mocno z Polską i naszą zimą.
Ale taka jest prawda. Łyżwiarze dają nam powody do dumy.
Nasz dorobek? Zasługa trzech sportów
Można to liczyć na różne sposoby. Najprostszym byłaby klasyfikacja medalowa naszych sportów zimowych. W niej łyżwy zajmowałyby trzecie miejsce, za skokami i biegami narciarskimi. Całość wygląda tak:
- Skoki narciarskie: 4 złote, 4 srebrne i 3 brązowe medale.
- Biegi narciarskie: 2 złote, srebrny i 2 brązowe medale.
- Łyżwiarstwo szybkie: 1 złoty, 3 srebrne i 3 brązowe medale.
- Biathlon: 1 srebrny medal.
- Kombinacja norweska: 1 brązowy medal.
Po pierwsze: mało tych dyscyplin, co?
No mało, niestety. Nie udało się nigdy osiągnąć podium choćby w nartach alpejskich, czekamy na coś w short tracku, w którym często nieźle przędziemy, podobnie nadzieje w ostatnich latach dawał nam snowboard alpejski, ale trzykrotnie kończyło się na ćwierćfinałach.
A po drugie: kombinacja dziś za nic nie da nam medalu. Biathlon się rozwija, mamy teraz pokolenie młodych i bardzo zdolnych zawodników, więc może za cztery lata, kto wie. Biegi narciarskie nie mają szans na medale, a cały ten dorobek to zasługa jednej, wybitnej jednostki, jaką jest Justyna Kowalczyk.
Tak naprawdę jako dyscypliny, na które możemy liczyć regularnie, zostają nam skoki i łyżwy.
Łyżwy tylko za skokami
Zresztą gdyby wziąć pod uwagę nie „wartość”, a po prostu liczbę medali, łyżwy już zostawiłyby w tyle biegi – mamy w nich siedem krążków, w biegach „tylko” pięć. Wiadomo, skoki odstają ze swoimi 11 medalami. Ale to skoki – nasza chluba i duma narodowa. Okazuje się, że – przynajmniej w XXI wieku – niemal zawsze trafi nam się w nich ktoś podium (bo zabrakło nas tylko w Turynie, 20 lat temu).
No i ogółem – najwięcej igrzysk w historii z miejscem na podium dawały nam właśnie skoki. Bo to z kolei wygląda tak:
- 7 igrzysk: skoki (1972, 2002, 2010, 2014, 2018, 2022, 2026).
- 4 igrzyska: łyżwiarstwo szybkie (1960, 2010, 2014, 2026).
- 3 igrzyska: biegi narciarskie (2006, 2010, 2014).
- 1 igrzyska: kombinacja norweska (1956), biathlon (2006).
Sami widzicie – po długiej przerwie wróciliśmy w łyżwach na pewien poziom… i raczej z niego nie spadamy. Nawet jeśli na igrzyskach niekoniecznie nam się wiedzie – ale trzeba też podkreślić, że nastąpiła w międzyczasie wymiana łyżwiarskich pokoleń – to zdobywamy sporo medali poza nimi. W biegach jako się rzekło: była Justyna Kowalczyk i nikt nie zadbał o to, by po niej też ktoś jeździł na najwyższym poziomie. Aktualnie zresztą w sportach zimowych udaje nam się to na najwyższym poziomie tylko w skokach – i nie sposób nie przyznać, że trochę w tym szczęścia – i w łyżwach.
CZYTAJ TEŻ: NIE BĘDZIEMY JAK HOLANDIA. ALE MOŻEMY JĄ PODGRYZAĆ [KOMENTARZ]
Bo weźmy jeszcze jeden wskaźnik: ile osób zdobywało medale w tych dwóch sportach. Tych dwóch, bo biathlon, biegi i kombinacja, to – jak wiemy – po jednej osobie. Przy czym, co istotne: medal drużyny liczymy tak, jakby zdobyła go jedna osoba.
- Skoki: Wojciech Fortuna, Adam Małysz, Kamil Stoch, drużyna, Dawid Kubacki i Kacper Tomasiak – 6 osób.
- Łyżwiarstwo: Helena Pilejczyk, Elwira Seroczyńska, drużyna kobiet, drużyna mężczyzn, Zbigniew Bródka i Władimir Semirunnij – 6 osób.
Tyle że, gdyby rozbijać drużyny na jednostki, to w skokach byłoby tych osób łącznie osiem (dojdą Maciej Kot i Stefan Hula). A w łyżwiarstwie? Aż 12. Bo w składy drużyn wchodziły Katarzyna Bachleda-Curuś, Katarzyna Woźniak, Natalia Czerwonka i Luiza Złotowska u kobiet oraz Konrad Niedźwiedzki i Jan Szymański u mężczyzn (w drużynie jechał jeszcze Bródka). W łyżwach mieliśmy więc naprawdę sporo wybitnych jednostek. Ale to już poprzednie sportowe pokolenia.
Dziś rozpoczęły się medale tego nowego. A przecież to nie musi być koniec.
Będzie więcej łyżwiarskich medali?
O ile w skokach mimo wszystko trudno sobie wyobrazić, że zdobędziemy kolejne krążki, o tyle na łyżwach jest to jak najbardziej możliwe. Na 10000 metrów na pewno powalczy Władimir Siemirunnij. Ogromne szanse mamy też w sprintach, czyli na 500 metrów – jednym z faworytów będzie Damian Żurek, czwarty na 1000 metrów, ale w walkę o podium mogą też włączyć się pozostali Polacy. U kobiet jedną z głównych faworytek jest Kaja Ziomek-Nogal, a Andżelika Wójcik może „podgryzać” rywalki.
CZYTAJ TEŻ: JAK ROSJANIN ZACZĄŁ ZDOBYWAĆ MEDALE DLA POLSKI. HISTORIA WŁADIMIRA SIEMIRUNNIJA
Może się więc zaraz okazać, że łyżwiarstwo będzie gonić skoki. I jasne, jest w nim więcej medali do zdobycia, oczywiście.
Ale może właśnie dlatego tym bardziej powinno nas cieszyć, że jesteśmy w nim mocni.
I tak na koniec – bo spodziewam się, że ktoś może zaraz powiedzieć: „przecież to nie efekt naszego szkolenia”. No nie, ale chciał dla nas jeździć, przyszedł do nas jeszcze przed największymi sukcesami i pod okiem naszych trenerów szybko wszedł na najwyższy poziom. Te sukcesy – co on sam podkreśla – to w dużej mierze zasługa Polski.
W tym medal olimpijski. Który przecież jest właśnie polski.
Czytaj więcej o igrzyskach na Weszło:
- Mamy medal! Władimir Siemirunnij wicemistrzem olimpijskim!
- Ranking najciekawszych sportów olimpijskich według Weszło
- Ukrainiec wykluczony z igrzysk za… kask. Ale to on wygrał w tej sprawie [KOMENTARZ]
- Znany olimpijczyk po sukcesie saneczkarek: Żyjemy w bańce piłki nożnej
Fot. Newspix