Reprezentant Polski: Osoba z Legii zabrała mi dwa lata

Mikołaj Duda

11 lutego 2026, 18:55 • 3 min czytania 21

Reprezentant Polski: Osoba z Legii zabrała mi dwa lata

Kariera Mateusza Kochalskiego w ostatnim czasie wyraźnie nabrała tempa. Po świetnych występach w barwach Karabachu w Lidze Mistrzów mówiło się, że zwrócił na siebie uwagę nawet Borussii Dortmund. Jeszcze kilka lat temu taki scenariusz wydawałby się wręcz nieprawdopodobny. Reprezentant Polski nie ukrywa żalu do Legii Warszawa, która w pewnym momencie mocno skomplikowała jego sytuację.

Reklama

Mateusz Kochalski w rozmowie z Przeglądem Sportowym poruszył kilka wątków w tym m.in. potwierdził doniesienia medialne, że Widzew rzeczywiście był zainteresowany jego sprowadzeniem. 25-latek opowiedział też o sytuacji, w której bez żadnych wątpliwości został skrzywdzony przez warszawską Legię.

Mateusz Kochalski ma żal do Legii. Chodzi o decyzję dyrektora sportowego

– Przypomnę, że w lidze mogłem zadebiutować dwa lata wcześniej (Kochalski debiut w Ekstraklasie zaliczył dopiero po przenosinach do Stali Mielec – przyp. red.), ale te dwa lata zostały mi odebrane przez jedną osobę z Legii Warszawa. Latem 2021 roku byłem trzy dni od debiutu w Ekstraklasie i zabrano mi to. A było tak: poprzedni sezon spędziłem w Radomiaku na wypożyczeniu w 1. lidze. Awansowaliśmy do Ekstraklasy i wydawało się, że zostanę w zespole na kolejny sezon. I tak by było, ale nagle awaryjnie zostałem wezwany do Warszawy.

Reklama

Kochalski: „Marzę o Premier League. Czekam na mecz z Liverpoolem” [WYWIAD]

O co właściwie chodzi Mateuszowi Kochalskiemu? Bramkarz na wypożyczeniu do Radomiaka wywalczył razem z zespołem awans do Ekstraklasy, a on sam odegrał przy tym sukcesie kluczową rolę. Tuż przed startem zmagań w elicie Legia – a konkretnie Radosław Kucharski, czyli ówczesny dyrektor sportowy – zdecydowała o awaryjnym ściągnięciu go z powrotem do Warszawy. Przez to do bramki beniaminka wskoczył Filip Majchrowicz.

Kochalski przy Łazienkowskiej nie miał jednak szans na wywalczenie sobie miejsca między słupkami, o czym najlepiej świadczy fakt, że zaledwie miesiąc później został ponownie wysłany do Radomia na wypożyczenie. Tyle, że Majchrowicz w pierwszych kolejkach pokazał się z na tyle dobrej strony, że nie dał się już wygryźć ze składu. Obecny piłkarz Karabachu musiał pogodzić się z rolą rezerwowego i nie doczekał się upragnionego debiutu w Ekstraklasie.

Kochalski na debiut w Ekstraklasie musiał poczekać

Czarek Miszta, zmiennik Artura Boruca, złamał nos i musiał pauzować. Ja usłyszałem, że Artur nie będzie grał w każdym meczu i Legia potrzebuje bramkarza, który czasem go zastąpi. Tyle że dość szybko okazało się, że nie jestem „dwójką”, tylko „trójką”, bo rolę zmiennika Artura Boruca trener Czesław Michniewicz powierzył Kacprowi Tobiaszowi. Do trenera pretensji nie mam – wyżej w hierarchii umieścił zawodnika, który przepracował z Legią cały okres przygotowawczy i zwyczajnie zapracował na to. Żal mam za to do dyrektora sportowego, że mnie ściągnął z Radomiaka – tłumaczy Kochalski.

Kontuzja Cezarego Miszty. Zastąpi go Mateusz Kochalski

I dodaje: – Wróciłem do Radomiaka, tylko co z tego? Tam w międzyczasie miejsce między słupkami wywalczył sobie Filip Majchrowicz, grał dobrze, więc nie było żadnych powodów, by nagle mnie wstawiać do bramki. Po roku siedzenia na ławce wróciłem do Legii i od razu poinformowałem swoich agentów, że po tym wszystkim chciałbym gdzieś odejść. Ale nie na kolejne wypożyczenie, tylko definitywnie. Zależało mi na klubie, który mi zaufa i postawi na mnie.

Kochalski już na zasadzie transferu definitywnego trafił wtedy do Stali Mielec, gdzie na swoją szansę jednak musiał zaczekać. Do składu wskoczył dopiero, gdy po zakończonym wypożyczeniu do Lecha wrócił Bartosz Mrozek. Pokazał się z na tyle dobrej strony, że został wybrany najlepszym bramkarzem Ekstraklasy w sezonie 2023/24, następnie przeniósł się do Karabachu, a w ostatnich miesiącach występami w Lidze Mistrzów zapracował sobie na powołanie do reprezentacji.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

21 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Reklama