Marc Guehi w zimowym oknie transferowym trafił z Crystal Palace do Manchesteru City. Wcześniej obrońcę przez długi czas łączono z przenosinami do innego giganta Premier League – Liverpoolu. W niedzielę reprezentant Anglii miał okazję wystąpić przeciwko swojemu niedoszłemu klubowi. Dzięki zwycięstwu 25-latek może się w tym sezonie pochwalić niezwykle korzystnym bilansem spotkań z ekipą The Reds.
Gdy Guehi pojawił się na Anfield w barwach Manchesteru City, kibice gospodarzy dawali mu jasno do zrozumienia, co myślą o jego wyborze. Każdemu kontaktowi Anglika z piłką towarzyszyło głośne buczenie z trybun.
Marc Guehi postrachem Liverpoolu. Kolejne zwycięstwo Anglika z The Reds
Nie przeszkodziło to jednak obrońcy zagrać znakomitego spotkania i w dużej mierze przyczynić się do zwycięstwa Obywateli 2:1. Był dosłownie wszędzie – blokował strzały, wygrywał pojedynki, to był perfekcyjny występ obrońcy (może poza nierozważnym faulem przed szesnastką). Dla fanów Liverpoolu może to być wyjątkowo frustrujące, ponieważ do wątku transferowego dochodzi fakt, że to już czwarta wygrana stopera przeciwko The Reds w tym sezonie.
Najpierw Guehi triumfował nad Liverpoolem w barwach Crystal Palace w meczu o Tarczę Wspólnoty, który Orły wygrały po rzutach karnych. Następnie było wygrane 2:1 spotkanie ligowe na Selhurst Park, w którym Anglik zaliczył asystę. Potem Palace mierzyli się z The Reds w Carabao Cup. Tam już było prawdziwe lanie, bo ekipa z Londynu wygrała aż 3:0, co dało jej przepustkę do ćwierćfinału.
Marc Guehi has FOUR wins against Liverpool this season 🤯 pic.twitter.com/CUC1ApN2Vf
— Men in Blazers (@MenInBlazers) February 8, 2026
Widok triumfującego Guehiego może być więc dla fanów Liverpoolu nieco traumatyzujący. A przecież to nie musiało być ostatnie starcie Anglika z The Reds w tym sezonie. Drużyny mogą jeszcze wpaść na siebie w Pucharze Anglii oraz w Lidze Mistrzów.
WIĘCEJ O PREMIER LEAGUE NA WESZŁO:
- Echa czerwonej kartki Szoboszlaia. „Niszczyciele zabawy”
- Co za końcówka na Anfield! Manchester City wreszcie zdołał odrobić straty
- Palmer, Palmer i Palmer. Pierwszy taki mecz Anglika od dawna
Fot. Newspix