Trochę już zapomnieliśmy, jak to Cole Palmer po transferze do Chelsea ładował gola za golem (a wcześniej miał ich zero w Premier League!). Gdzieś od rundy rewanżowej 2024/25 Anglik trochę się popsuł. Baterie wysiadły. Wrócił do formy w Klubowych Mistrzostwach Świata, ale kontuzje trochę wybiły go z rytmu. Przeciwko Wolverhampton zanotował stary, dobry palmerowy występ.
Dawno już Cole Palmer nie zagrał takiego typowego meczu w swoim stylu, że wszystko jednym dotknięciem zamienia w złoto. Oczywiście dopiero co zaliczył dwie asysty przeciwko Napoli w Lidze Mistrzów, a pojawił się tam na murawie po przerwie, ale trzeba pamiętać, że jedna z nich to raczej kunszt samego strzelca – Joao Pedro, który przylutował w okienko z 20 metrów.
Cole Palmer się przypomniał
No i ten Cole Palmer – poza wyskokiem w KMŚ – trochę nam się zakurzył zarówno wiosną w sezonie 2024/25, jak i teraz jesienią. Nie dawał mu spokoju uraz pachwiny, przez który stracił sporo meczów i nie był dostępny dwa miesiące. Anglika zresztą bardziej niż z kapitalnych występów w tym sezonie kojarzyliśmy z absurdalną kontuzją.
Gdy już uporał się z nieszczęsną pachwiną, miał wracać do gry, to… złamał palec u nogi, bo uderzył się drzwiami. Marc Cucurella żartował później (a może mówił serio?), że Palmer się zdenerwował, bo przegrywał w grę FIFA. A było o tym głośniej, bo przez tę „domową” kontuzję opuścił dwa wielkie hity – ligowy z Arsenalem i pucharowy z Barceloną. Ominęło go wielkie, wspaniałe zwycięstwo.
Pod nieobecność Palmera rzuty karne wykonywał Enzo Fernandez. Zdobył w ten sposób już pięć bramek w tym sezonie. Teraz jednak Palmer już był na boisku i to on miał pierwszeństwo. Trochę mógł podreperować swój dorobek, który wynosił tylko pięć bramek (dwie z karnych) i dwie asysty. Palmer dopiero w marcu 2025 roku po raz pierwszy w karierze pomylił się z jedenastki. Seria wyniosła 17 trafień, biorąc jeszcze pod uwagę te z U18 Manchesteru City. Zatrzymał go dopiero Mads Hermansen.
No i na razie to pozostaje jedyne pudło Palmera z karnych. W tym sezonie trafił w ten sposób przeciwko Bournemouth i Brentford, a teraz dostał nawet dwie okazje i dwukrotnie zmylił Jose Sa w starym, dobrym stylu. Za każdym razem uderzał w drugi róg. Następnie dołożył też gola z ataku pozycyjnego, wykorzystując dogranie od Marca Cucurelli. W 38. minucie miał na koncie hat-tricka, czwartego w seniorskiej karierze.
𝐂⚽⚽⚽𝐋𝐄 𝐏𝐀𝐋𝐌𝐄𝐑! 𝐇𝐀𝐓-𝐓𝐑𝐈𝐂𝐊!
Chelsea prowadzi 3:0 z Wolves!
📺 Transmisja: https://t.co/1wptvdwffH pic.twitter.com/Jzx9GfcnBR
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) February 7, 2026
Pseudonim „Cold Palmer” wziął się właśnie z tego, że Anglik zachowuje zimną krew. Za najlepszych czasów podchodził do jedenastek, patrzył, gdzie rzuca się bramkarz i było po prostu pewne, że trafi. Wyglądało jakby w ogóle go to nie stresowało i nie paraliżowało. A to jakaś podcinka, ośmieszając golkipera Tottenhamu, a to dwa trafienia przeciwko Manchesterowi United, czy chłodna głowa przy karnym na 4:4 przeciwko byłemu zespołowi – Manchesterowi City.
Liam Rosenior postanowił nie ryzykować i zdjął gwiazdora już w 61. minucie. Nie wyglądało to na żadną kontuzję, a po prostu zapobiegawczą zmianę przy korzystnym rezultacie.
Chelsea wygrała 3:1 z czerwoną latarnią Premier League, ale sprawę tak naprawdę załatwił do przerwy wspomniany Cole Palmer. Stracona bramka nie miała już większego znaczenia. Ewentualnie zdenerwowała defensywę i Roberta Sancheza, który rywalizuje o Złotą Rękawicę z Davidem Rayą. To już piąty mecz z rzędu The Blues bez czystego konta, licząc wszystkie rozgrywki.
CZYTAJ WIĘCEJ O PREMIER LEAGUE NA WESZŁO:
- Manchester United Carricka mknie jak TGV. Kolejna wygrana
- Król przypałów. Wszystkie skandale Mudryka w Chelsea
- Co drugi piłkarz Premier League grał z nim lub przeciwko niemu
Fot. Newspix