Okienko się zamknęło, Jeremy Sochan dalej w San Antonio. Co dalej? [KOMENTARZ]

Tomasz Kordylewski

06 lutego 2026, 19:01 • 5 min czytania 3

Okienko się zamknęło, Jeremy Sochan dalej w San Antonio. Co dalej? [KOMENTARZ]

To było bardzo pracowite okienko transferowe dla większości drużyn NBA. 27 z 30 zespołów wykonało co najmniej jeden transfer. Łącznie w wymianach wzięło udział ponad 70 graczy i 40 wyborów w drafcie. Absolutnie żadnego ruchu nie zrobili jednak San Antonio Spurs, a to oznacza, że Jeremy Sochan pozostaje zawodnikiem teksańskiego klubu, choć władze drużyny miały dać „zielone światło” na transfer. Co dalej z polskim skrzydłowym?

Reklama

San Antonio Spurs postanowili tym razem nie robić żadnego ruchu. To zaskoczenie, tym bardziej że w pięciu poprzednich okienkach coś jednak robili. Władze klubu najwidoczniej nie chcą zmieniać tego, co dobrze funkcjonuje. Wszak teksańska ekipa jest w tej chwili na drugim miejscu w tabeli Konferencji Zachodniej. W całej lidze tylko dwa zespoły – Oklahoma City Thunder (40) i Detroit Pistons (37) – mają więcej zwycięstw niż Spurs (35).

Sęk w tym, że od początku sezonu w San Antonio nie funkcjonuje Jeremy Sochan. Skrzydłowy wypadł z rotacji trenera Mitcha Johnsona i gra mało albo wcale. W trwających rozgrywkach opuścił już prawie tyle samo meczów (24), ile rozegrał (27). Ostatnio nie gra z powodu problemów z mięśniem czworogłowym. To oficjalna wersja. Nieoficjalna jest taka, że został wycofany z gry przed ewentualnym transferem. Spurs mieli bowiem dać „zielone światło” na odejście Polaka.

Reklama

Przed zamknięciem okienka Ostrogi miały prowadzić rozmowy w sprawie transferu Sochana do New York Knicks lub Phoenix Suns. Obie drużyny złożyły oferty, ale Spurs nie zaakceptowali żadnej. Rzekomo dlatego, że nie chcieli przyjmować zawodników na dłuższych kontraktach. Do San Antonio mógł trafić Guerschon Yabusele – francuski skrzydłowy i dobry znajomy Victora Wembanyamy, czyli lidera Spurs – ale finalnie Knicks wymienili go do Chicago Bulls.

Okazało się zresztą, że Yabusele i Knicks porozumieli się w sprawie modyfikacji kontraktu Francuza i… usunęli drugi rok jego umowy przed transferem do Wietrznego Miasta. Po sezonie zostanie on wolnym graczem. A skoro tak, to znaczy, że najprawdopodobniej o takiej opcji usłyszeli też Spurs w negocjacjach, lecz mimo to nie zgodzili się na wymianę Sochana do Nowego Jorku. Za kulisami słychać zresztą, że obóz Polaka zadowolony z takiego obrotu spraw nie jest.

23-latek samemu dawał znać w mediach społecznościowych, że może nadszedł czas na rozstanie z klubem, w którym gra od początku kariery w NBA. Dla niego odejście już teraz byłoby szansą na regularne granie w innym miejscu, skoro w San Antonio na niego nie stawiają. A to ważne, bo po zakończeniu rozgrywek Sochan będzie mógł podpisać nowy kontrakt. Dlaczego więc Spurs zdecydowali, że lepiej będzie jak pozostanie w klubie?

Reprezentant Polski będzie teraz dla nich swego rodzaju polisą ubezpieczeniową. W razie problemów zdrowotnych może wskoczyć z powrotem do składu i łatać dziury. Trener Johnson chwalił Sochana właśnie za to, jakim oddanym żołnierzem był przez ostatnie trzy i pół roku, odkąd trafił do San Antonio.

Doceniam jego podejście i chęć robienia wszystkiego, o co go prosimy – stwierdził szkoleniowiec Spurs, cytowany przez San Antonio Express-News.

Jednocześnie oznacza to, że Sochan dalej może być przyspawany do ławki rezerwowych. A to dla niego byłaby oczywiście bardzo zła wiadomość, bo powinien teraz walczyć o nowy kontrakt. Tymczasem coraz więcej wskazuje na to, że latem będzie musiał walczyć ogólnie o miejsce w lidze. Jest jeszcze co prawda mała szansa, że odejdzie z Spurs w kolejnych tygodniach. Wykupienie kontraktu jest możliwe, choć mało prawdopodobne.

The Athletic donosi zresztą, że Sochan chce dokończyć sezon w San Antonio i tematu wykupienia umowy nie będzie podejmował z władzami klubu:

Ale teksańska drużyna mogłaby dzięki temu poszukać jakiejś ciekawej opcji na rynku wolnych graczy, bo kluby zaraz będą robić porządki i kilka interesujących nazwisk na pewno na ten rynek trafi. Spurs mogą na to przeznaczyć nieco ponad pięć milionów dolarów, więc mają czym przekonywać. Tym bardziej że pewnie zmierzają do fazy play-off. Jeśli rzeczywiście poszukają więc wzmocnienia, to będą musieli jednego gracza ze składu zwolnić. I to w teorii mógłby być Sochan.

Jeremy może dogadać się wtedy na przykład z władzami klubu, że zostawi na stole część pieniędzy ze swojego gwarantowanego kontraktu o wartości 7,1 miliona dolarów, byleby tylko znaleźć sobie nowy zespół i pograć jeszcze trochę w tym sezonie. Albo to Spurs mogą iść mu na rękę i zrobić z niego wolnego gracza, wypłacając mu całą wartość kontraktu. To jednak na ten moment jest mało prawdopodobne. Ostrogi raczej będą go trzymać „w razie co”.

Czas na decyzje jest tutaj do końca lutego. Potem zwolnieni oraz wykupieni gracze nawet po podpisaniu umowy z nowym klubem nie mogą zostać zgłoszeni do gry w fazie play-off. Jest też jeszcze jeden scenariusz. Spurs przywrócą Sochana do gry i spróbują odbudować jego wartość transferową przed końcem sezonu zasadniczego, by potem latem nie tracić go za darmo, lecz wymienić w ramach transakcji sign-and-trade. Ale to też wydaje się naciągane.

Pewne jest jedno: przygoda 22-latka z San Antonio dobiega końca. Trudno sobie wyobrazić, by po zakończeniu rozgrywek klub chciał mu dać nowy kontrakt, skoro w tej chwili nie ma dla niego miejsca w składzie. Spurs najpewniej nie zastrzegą sobie nawet prawa do niego i nie złożą mu choćby tzw. oferty kwalifikacyjnej. Szkoda tylko, że nie udało mu się znaleźć nowego domu już teraz, bo to znacznie ułatwiłoby Sochanowi życie.

A tak szykują się kolejne trudne dla niego miesiące – bez większych perspektyw na grę, a w najlepszym razie z pojedynczymi szansami, które będą dla niego jedyną okazją, aby pokazać innym klubom, że jego przyszłość nadal jest w NBA.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. Newspix

3 komentarze

Zakochany w koszykówce, odkąd w 2008 roku jako 13-latek zobaczył w akcji Rajona Rondo. Dumny fan Boston Celtics. Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. O NBA pisał dla newonce, Rzeczpospolitej i Kanału Sportowego. Od 2022 roku co roku na start sezonu wydaje "Przewodnik NBA". Za największy życiowy sukces uznaje jednak wygraną z rakiem jądra. I teraz niemal każdego faceta potrafi zapytać, czy badał sobie ostatnio jaja.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Koszykówka

Reklama
Reklama