PZPN kontra kibice, powrót Rosji i tragedia na Heysel [Zibi Top]

Zbigniew Boniek

06 lutego 2026, 15:13 • 8 min czytania 24

PZPN kontra kibice, powrót Rosji i tragedia na Heysel [Zibi Top]

– Jeżeli Gianni Infantino sądzi, że trzeba cofnąć zawieszenie Rosji, to wydaje mi się, że jest w tym osamotniony. Ja – mówię to otwarcie pod swoim nazwiskiem – totalnie nie rozumiałbym takiej decyzji – twierdzi Zbigniew Boniek w swoim najnowszym felietonie Zibi Top na łamach Weszło. Legendarny piłkarz komentuje też zerwanie współpracy PZPN ze stowarzyszeniem kibiców, mówi, jaki mecz chciałby rozegrać jeszcze raz, wspomina jak z jego perspektywy wyglądała tragedia na Heysel oraz w jakich okolicznościach Jakub Błaszczykowski przestał być kapitanem reprezentacji Polski.

Reklama

Ten tekst jest elementem stałego cyklu Zibi Top, który co piątek ukazuje się na łamach Weszło!

Jeśli i Ty chcesz zadać pytanie Zbigniewowi Bońkowi, zostaw je w komentarzu pod tym tekstem. Okazją do zostawienia swojego pytania są też dedykowane posty w social mediach.

Reklama

O słowach Gianniego Infantino na temat przywrócenia Rosji:

Jeżeli Gianni Infantino sądzi, że trzeba cofnąć zawieszenie Rosji, to wydaje mi się, że jest w tym osamotniony. Ja – mówię to otwarcie pod swoim nazwiskiem – totalnie nie rozumiałbym takiej decyzji.

Ale po kolei: Rosji nikt nie wyrzucił ze struktur UEFA ani FIFA. Oni są po prostu zawieszeni. I cofnięcie zawieszenia nie powinno być w ogóle brane pod uwagę do czasu, aż zakończy się brutalny, chamski napad na inny kraj. W momencie, w którym zakończy się wojna, i tylko wtedy, można się zastanowić, jak i na jakiej zasadzie można odwiesić rosyjską federację i pozwolić jej wrócić do rozgrywek. Czy to będzie proces dłuższy czy krótszy – nad tym trzeba będzie się wtedy zastanowić.

Natomiast na razie problem jest taki: co się zmieniło przez ostatnie dwa lata? Nic. Poza tym, że przyzwyczailiśmy się do tego konfliktu. A przecież cały czas umierają dzieci, umierają kobiety… Sytuacja na Ukrainie jest bardzo trudna i uważam, że samo dywagowanie na temat powrotu Rosji jest totalnym, totalnym nieporozumieniem.

O zerwaniu współpracy PZPN ze stowarzyszeniem „To My Polacy!”:

Reprezentacja Polski jest dobrem narodowym i na reprezentacji narodowej pan Kowalski, pan Nowak, pan Malinowski i pan Boniek jako kibice muszą mieć takie same prawa. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego jakaś grupa miałaby być uprzywilejowana, miałaby dostawać bilety i robić z nimi co im się podoba, funkcjonować na innych prawach. Oczywiście, moglibyśmy do tego dopuścić, ale proszę zobaczyć jak to wyglądało…

Już w Kownie wyglądało to dość groźnie. Nie byli to kibice ubrani w biało-czerwone stroje, tylko przystrojeni na czarno. Pojawiały się różnego rodzaju okrzyki, w Helsinkach krzyczano do trenera Probierza, żeby wypie***alał, były bluzgi na polityków… Wydaje mi się, że od początku było wiadomo, że ta współpraca zakończy się niepowodzeniem i byłem zdziwiony, że w ogóle do niej doszło.

Jako 80-krotny reprezentant Polski nigdy nie powiem, że na meczach reprezentacji nie ma dopingu. Na meczach kadry jest po prostu inny doping. Reprezentacja gra u siebie cztery-pięć meczów w roku, kibice przychodzą ją oglądać i ją wspierać. Byłem na Stadionie Narodowym, gdy była fantastyczna atmosfera, czy to w meczu z Niemcami, czy to w meczu ze Szkocją, czy w meczu z Irlandią, którym zapewnialiśmy sobie awans na Euro 2016.

Natomiast kibic klubowy a kibic reprezentacji to są dwa różne tematy. Samo stwierdzenie kibiców, że skoro nie została wpuszczona patriotyczna sektorówka, to rzuciliśmy race, już pokazuje, że tak nie można funkcjonować. Nikt nie będzie kibicom jadł z ręki, szczególnie jeśli chodzi o Polski Związek Piłki Nożnej. Moim zdaniem błędem było zrobienie jakiejkolwiek współpracy z kibicami. Bo gdybym ja z wami założył jutro stowarzyszenie „Polska Biało-Czerwoni”, to też byśmy mogli pójść jutro do PZPN i prosić o bilety, obiecywać że zrobimy doping, że to i tamto. PZPN jako związek sportowy powinien wszystkich kibiców traktować tak samo.

O pierwszej tegorocznej kolejce Ekstraklasy:

Gra w tak ekstremalnych warunkach na pewno nie jest rzeczą normalną i nikomu nie jest na rękę, ale nie sądzę, by była możliwość przełożenia tych spotkań. Zresztą proszę się zapytać graczy Korony, Jagiellonii czy Lechii, czy im się źle grało mimo minusowej temperatury (śmiech). Pewnie odmienne zdanie będą mieli ci, którzy byli uważani za faworytów.

Natomiast pierwsze mecze udowadniają, że w naszej lidze wszyscy są na podobnym poziomie. My żyjemy tymi martwymi okresami, gdy trwa okno transferowe i mówimy o tym, jak drużyny się wzmacniają, a boisko to później weryfikuje. To będzie ciekawy sezon, który do końca będzie niesamowicie zacięty. Do ostatniej kolejki będzie trwała walka o to, by wejść do czołowej czwórki i o to, by nie spaść z ligi.

O tym, który mecz chciałby jeszcze raz rozegrać:

Pytanie do Zbigniewa Bońka

Tu nie mam żadnych wątpliwości. Chciałbym jeszcze raz spotkać się z Włochami w półfinale mistrzostw świata 82’ i tym razem być na boisku, a nie na trybunach. Uważam, że w meczu ze Związkiem Radzieckim sędzia tylko czekał na jakikolwiek mój błąd i starcie z rywalem, by pokazać mi żółtą kartkę. Bo wiedział – jestem o tym przekonany na sto procent – że kolejna żółta kartka wyklucza mnie z meczu półfinałowego. Czekał, czekał i się doczekał.

Uważam, że – nie chcę tu zabrzmieć nieskromnie, proszę mnie dobrze zrozumieć – pozostali zawodnicy też inaczej czuliby się wówczas na boisku. Inaczej by to wyglądało. Zawsze gdy wracam do tego meczu myślami, to chciałbym, żeby odbył się jeszcze raz, ale tym razem ze mną na boisku.

O tragedii na Heysel i ówczesnej świadomości piłkarzy:

Pytanie do Zbigniewa Bońka

Dla mnie mecz na Heysel był czymś nieprawdopodobnym… My nie chcieliśmy tego meczu grać, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy ze wszystkiego, co się działo. To nie był czas telefonów komórkowych, to nie był czas social mediów, nie dało się tak łatwo uzyskiwać informacji. Było za to szalone zamieszanie, wiedzieliśmy tylko, że stało się coś tragicznego. My, jako Juventus, w ogóle nie chcieliśmy grać. Wyszliśmy na boisko tylko dlatego, że zostaliśmy zmuszeni. Powiedziano nam, że tylko grając możemy zapewnić, że wojska NATO zjadą się wokół stadionu po to, by zabezpieczyć wyjście angielskich i włoskich kibiców, bo bano się o dodatkowe ekscesy. Nie zdawaliśmy sobie dokładnie sprawy z tego, co się stało.

Mam wielki niedosyt, bo uważam, że w normalnych warunkach spokojnie byśmy ten mecz wygrali, tak jak pokonaliśmy Liverpool pięć miesięcy wcześniej w finale Superpucharu. Dla mnie ten mecz skończył się w 90. minucie, potem byłem skoncentrowany na tym, żeby dolecieć do Tirany, gdzie dzień później reprezentacja Polski grała mecz eliminacji mistrzostw świata, a ja podróżowałem na niego całą noc.

Muszę też powiedzieć jedną rzecz: nigdy nie chciałem wziąć premii z meczu na Heysel. Jako jedyny piłkarz Juventusu przekazałem sto tysięcy niemieckich marek, które otrzymaliśmy na głowę, na fundusz pomocy rodzinom tych, którzy zginęli.

O utracie opaski kapitańskiej przez Jakuba Błaszczykowskiego:

W samym pytaniu już jest błąd, bo nikt nie chciał odebrać Kubie Błaszczykowskiemu opaski kapitana! Natomiast kiedy Adam Nawałka objął reprezentację Polski, czyli późną jesienią 2013 roku, musiał cały czas grać bez Kuby Błaszczykowskiego, który był kontuzjowany. Czekaliśmy na niego pół roku.

Przy okazji ostatniego meczu towarzyskiego przed rozpoczynającymi się eliminacjami do mistrzostw Europy, w Gdańsku, rozmawiałem z trenerem Nawałką i doszliśmy do wniosku, że ta kadra musi mieć swojego kapitana. Musi mieć kogoś, kto będzie za kadrę odpowiadał i będzie ją reprezentował. Bo do tej pory wyglądało to tak, że Adam opaskę kapitana dawał temu, kto miał najwięcej występów w reprezentacji. Niestety, Kuby Błaszczykowskiego nie było i wobec tego absolutnie logiczne było przekazanie opaski Robertowi Lewandowskiemu. Jak to podziałało na zespół i na Roberta – widzieliśmy w następnych trzech-czterech latach.

Trochę rozumiem też samego Kubę. Gdyby był zdrowy, to byłby kapitanem, bo miał też najwięcej meczów w kadrze i w ogóle nie byłoby tego problemu. Zaznaczam: nie było chęci, by ktoś mu coś odbierał. Były problemy zdrowotne Kuby, a reprezentacja, jak każda drużyna, musiała mieć swojego kapitana.

O tym, kiedy wiedział, że trener Nawałka odniesie sukces:

Pytanie do Zbigniewa Bońka

W momencie, gdy wybrałem trenera Nawałkę, gdy analizowałem całą drużynę, możliwości piłkarzy, to wiedziałem już, że ten projekt na pewno wypali. Adam był ambitny, pracowity, miał dobry sztab, wsparcie w nas, miał też wygłodzoną drużynę, która chciała coś osiągnąć. Byłem przekonany, że razem z Adamem Nawałką świetnie sobie poradzimy.

Powiem więcej, mogło być nawet lepiej, bo można podzielić jego kadencję na dwa różne okresy. Ten pierwszy, gdy pojechaliśmy na mistrzostwa Europy – był znakomity. Gdybyśmy wykorzystali rzut karny, można było nawet wejść do finału i wygrać mistrzostwo Europy. I ten drugi okres – też był fajny w eliminacjach, ale na mistrzostwach świata zabrakło, że tak powiem… pokory i wielu innych drobnych kwestii. Wydaje mi się, że były to dwa różne okresy, ale całościowo kadra wyglądała naprawdę dobrze.

CZYTAJ WIĘCEJ FELIETONÓW ZBIGNIEWA BOŃKA NA WESZŁO:

24 komentarzy

Wybitny reprezentant Polski, brązowy medalista mistrzostw świata z 1982 roku. Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej w latach 2012-2021. Członek Komitetu Wykonawczego UEFA (2017-2025), wiceprezydent UEFA (2021-2025).

Rozwiń

Najnowsze

Esport

Pierwszy raz w Krakowie. IEM 2026 z topową ofertą Superbet dla fanów Counter-Strike’a

Damian Maniecki
0
Pierwszy raz w Krakowie. IEM 2026 z topową ofertą Superbet dla fanów Counter-Strike’a
Reklama

Piłka nożna

Reklama
Reklama