Inter Mediolan ukarany, ale derby rzecz święta

Marcin Ziółkowski

03 lutego 2026, 17:59 • 3 min czytania 0

Inter Mediolan ukarany, ale derby rzecz święta

W miniony weekend na boiskach we Włoszech najgłośniejszą historią był incydent z Cremony. Na Stadio Giovanni Zini jeden z sympatyków Interu rzucił petardą w stronę Emila Audero. Bramkarz gospodarzy został ogłuszony i na chwilę mecz został przerwany. Wiadomo już jakie konsekwencje czekają kibiców Interu, ale… jest tu pewien wyjątek. Derby Mediolanu odbędą się bez zakłóceń – wzorem tych jesiennych z Rzymu.

Reklama

Inter z kibicami na derbach Mediolanu. Inne mecze wyjazdowe bez kibiców przez ponad miesiąc

W związku z poważnymi zakłóceniami do których doszło podczas meczu w Cremonie, zorganizowane grupy kibiców Interu mają zakaz udziału w meczach wyjazdowych swojej drużyny do 23 marca. Dodatkowo, na te spotkania – chodzi o starcia z Sassuolo, Lecce oraz Fiorentiną – pojedynczy fani Nerazzurri z regionu Lombardii również nie wejdą. Zarządzono zakaz sprzedaży dla tej grupy sympatyków wicemistrza Włoch.

Jest jednak drobny wyjątek – to derby Mediolanu, które odbędą się 8 marca. Wtedy na trybunach Stadio San Siro pojawią się grupy fanów obu mediolańskich drużyn. Podobną decyzję podjęto z uwagi na derby Rzymu w rundzie jesiennej.

Reklama

Decyzja ta wywołała spore poruszenie pośród kibiców rywali. W pamięci wielu z nich pozostaje choćby incydent z Ligi Mistrzów, gdy to Dida oberwał rzuconą z trybun racą. Powstała wtedy słynna fotografia, na której Marco Materazzi opiera się o Rui Costę – to jedno z najbardziej znanych zdjęć piłkarskich. Wtedy to przyznano walkower na korzyść Milanu.

Chodzi o petardę. Jeden z kibiców nie popisał się intelektem

W niedzielnym meczu 23. kolejki Inter wygrał w Cremonie z Cremonese 2:0. Jedną z bramek zdobył Piotr Zieliński, który popisał się mocnym uderzeniem z dystansu. Kibice włoskiej piłki z pewnością zapamiętają jednak inne wydarzenie i nie jest ono z gatunku tych pozytywnych.

Otóż około 50. minuty spotkania, z sektora gości poleciała raca w kierunku Emila Audero. Reprezentant Indonezji, i zarazem były piłkarz Nerazzurrich, został ogłuszony i padł na murawę. Winowajcą był 19-latek, zatrzymany przez oddziały specjalne. Wcześniej (błędnie) podano, że sprawcą był 40-letni mężczyzna z regionu Emilia Romania, który spędzi w szpitalu kolejnych kilka dni. Inna petarda wybuchła mu w ręce.

W wywiadzie dla „La Gazzetty dello Sport” Audero przyznał po fakcie: – Nie jestem ekspertem i tylko przez przypadek się poruszyłem, bo śledziłem wzrokiem przebieg gry. Zrobiłem kilka kroków i wtedy nastąpił potężny huk. Głośny huk, jakby ktoś uderzył mnie młotkiem w ucho. Ledwo słyszałem. Zobaczyłem rozcięcie na prawej nodze, moje spodenki były podarte i poczułem bardzo silne pieczenie. Gdybym się nie ruszył, mogłoby się to skończyć naprawdę źle.

– Piłka musi przekazywać wartości i ma w tym ogromną moc. W futbolu chodzi o zabawę, umiejętności, jakość, zaangażowanie i pasję. To są zasady, które chcemy i musimy przekazywać. Dlatego to, co się stało, jest niedopuszczalne (…) Ci, którzy dopuszczają się takich rzeczy, zasługują na surową karę – zakończył Audero.

Indonezyjczyk pozostał po fakcie na murawie i zagrał do końca spotkania. Jego zespół jest beniaminkiem Serie A i od pierwszej kolejki ani na moment nie wylądował w strefie spadkowej. Porażka z Interem była jednak dziewiątym meczem z rzędu bez wygranej dla podopiecznych Davide Nicoli. Drużyna z Cremony zajmuje 15. miejsce i ma sześć oczek przewagi nad strefą spadkową.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

0 komentarzy

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama
Reklama