Genoa pozyskała reprezentanta Holandii

Marcin Ziółkowski

21 stycznia 2026, 08:09 • 5 min czytania 1

Genoa pozyskała reprezentanta Holandii

Jeżeli klub z dolnej części tabeli którejś z czołowych lig podpisuje piłkarza z mocnej reprezentacji to często kryje się za tym jakiś haczyk. Tak też jest w tym przypadku. Justin Bijlow, bo o nim mowa – półtora roku temu był na EURO 2024 wraz z Holandią. Bramkarz, który swego czasu był o krok o gry w Southampton, wylądował w średniaku Serie A. Jeżeli jego zdrowie będzie dopisywać, genueńczycy przedłużą jego pobyt o trzy kolejne sezony.

Reklama

Holenderski pechowiec prześladowany przez urazy

Bijlow w normalnych okolicznościach zapewne nigdy by nie spojrzał na Genuę pod kątem nowego kierunku transferowego. Gdy dopisywało zdrowie, był on w kadrze Holandii (8A) oraz numerem jeden w Feyenoordzie. Bronił tam przez osiem i pół roku, zagrał 152 razy, wygrał siedem trofeów.

Nieco ponad trzy lata temu zagrał w finale Ligi Konferencji, gdy w Tiranie holenderską drużynę poprowadził Arne Slot. W lecie 2024 roku realnie zainteresowany bramkarzem był Arsenal. Odbył on testy medyczne przed transferem do Southampton, ale Anglicy uznali, że ryzyko odnowienia się jednego z dawnych urazów jest zbyt duże i gra nie jest warta świeczki.

Reklama

I to właśnie kontuzje spowodowały, że kariera wychowanka Feyenoordu zabrnęła w bardzo złą stronę. Od kilku lat hamują jego rozwój. Regularnie coś mu doskwiera. Zła passa zaczęła się w styczniu 2019 roku i z krótkimi przerwami trwa do dziś.

Sam Bijlow nie znosi, gdy mówi się o nim „podatny na kontuzje”. Jego urazy w jego opinii to często kwestia pecha.

Gdy rozgrzewałem się przeciwko Groningen, zrobiłem krok i nagle naderwałem coś w palcu w trzech miejscach. Czasem niewiele da się z tym zrobić – powiedział swego czasu.

W meczu z Lille w Lidze Mistrzów w styczniu 2025 uszkodził sobie kolano. Już parę godzin po meczu było wiadomo, że to dla Bijlowa koniec sezonu. Finalnie wyszło, że Holender zagrał kolejny raz dopiero po 11 miesiącach w Pucharze Holandii i na tym póki co koniec.

Paweł Bochniewicz, grający w Eredivisie dla SC Heerenveen, powiedział na temat Bijlowa na portalu X: – Dobry bramkarz, tylko jeśli chodzi o zdrowie, to ma większego pecha ode mnie. A to już wyczyn.

Reprezentant Polski zrywał więzadła w kolanie dwukrotnie. Bijlow z powodu samych urazów stopy stracił do dziś łącznie 10 miesięcy. Wspomniane już „ubiegłoroczne kolano” to blisko 11-miesięczna przerwa. Z tego też powodu Robin van Persie postawił na stałe w bramce Feye na Timona Wellenreuthera.

Okoliczności odejścia do Włoch

W Rotterdamie kontrakt Bijlowa upływał z końcem czerwca tego roku. Klub chciał, aby wychowanek miał szansę pograć zagranicą i zrobił mu niejako przysługę.

– Nie będzie tajemnicą gdy powiem, że to dla mnie trudne opuścić ten klub. Zwłaszcza w obecnej sytuacji, która mi doskwiera. Wiem jednak, że klub wychodził z większych dołków. Feyenoord to mój klub, moja rodzina i mój dom. Nieważne gdzie pójdę, to się nie zmieni.

Wraz z Bijlowem z klubu odchodzi też Quinten Timber. Pokłócił się on z Robinem van Persie’em, a derby Rotterdamu przegrane 3:4 były jego ostatnim meczem dla Feye. Dla trenera – miarka się przebrała, bowiem mniej znany z braci, bez ceregieli wypowiadał się o RvP w ostatnich wywiadach. Odchodzi on za dość niską kwotę do OM. Mowa o około pięciu milionach euro.

Według informacji rotterdamskiego Algemeen Dagblad, Holender trafił do klubu z Ligurii na zasadzie wolnego transferu. Jeżeli wiosna pójdzie dobrze i nie będzie on opuszczał wielu spotkań, czeka na niego prolongata na trzy kolejne sezony. Genueńczycy w przypadku utrzymania w Serie A – zapłacą Feyenoordowi 200 tysięcy euro. Holendrzy mają jeszcze zapisany procent od kolejnego transferu.

Genoa długo szukała nowego bramkarza. Najpierw mówiło się, że do Genui trafić ma Christos Mandas z Lazio, ale ten wybiera się do Bournemouth. Gdy okazało się, że trzeba poszukać innego kandydata – Bento Krepski z Al Nassr musiał pozostać w klubie z Saudi Pro League. Brazylijczyk pozostał jedynym zdrowym bramkarzem w sytuacji, gdy jeden z golkiperów otrzymał czerwoną kartkę. Złożyło się więc pechowo. Finalnie padło na Bijlowa.

Holender zasilił szeregi szesnastej drużyny tabeli Serie A. Będzie on konkurował o miejsce w składzie z Nicolą Lealim. Jeśli Bijlow będzie w dobrej kondycji fizycznej, powinien wygryźć Włocha bez problemu.

Będący w świetnej dyspozycji w poprzednim sezonie Leali mocno spuścił z tonu. W rozgrywkach 2024/25 w Serie A (75 procent obronionych strzałów) miał jedynie pięciu lepszych od siebie pod kątem procentu obronionych strzałów. Na tym etapie bieżącego sezonu ma on skuteczność o pięć punktów procentowych mniejszą i drużynie przyda się ktoś, kto będzie w stanie robić „coś ekstra” między słupkami.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

1 komentarz

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama
Reklama