Wielka wygrana Magdy Linette! Przełamanie po ponad dwóch latach

Sebastian Warzecha

19 stycznia 2026, 06:13 • 3 min czytania 0

Wielka wygrana Magdy Linette! Przełamanie po ponad dwóch latach

Najgorsze losowanie spośród wszystkich Polaków w I rundzie Australian Open przypadło bez wątpienia Magdzie Linette. Była półfinalistka Australian Open trafiła na turniejową „15” w osobie Emmy Navarro. Polka jednak nic sobie z tego nie zrobiła i po trzysetowym starciu wygrała z faworyzowaną przeciwniczką. Tym samym przełamała trwającą od ponad dwóch lat negatywną serię!

Reklama

Magda Linette lepsza od światowej „15”. Wielki mecz Polki

Kilkukrotnie w trakcie spotkania z Emmą Navarro Magda Linette zmuszona była do obrony break pointów. Dwukrotnie jej się to nie udało, ale wiele razy zdała te sprawdziany, a na końcu i cały egzamin. Egzamin, którego zresztą zaliczyć nie była w stanie od dawna. Bo w poprzednich dwóch sezonach w każdym z ośmiu turniejów wielkoszlemowych Linette odpadała w pierwszej rundzie. Australian Open 2026 jest końcem tej serii. I kto wie, czy Magda nie zajdzie w tej imprezie jeszcze dalej.

Na razie jednak zostańmy przy meczu, którym turniej otworzyła.

Reklama

Linette na kort wyszła o 1, czyli w tym samym momencie co Magdalena Fręch. O ile jednak jej młodsza koleżanka po fachu uwinęła się w 62 minuty, o tyle Linette potrzebowała niemal równo dwa razy więcej czasu na to, by odprawić Emmę Navarro. Choć po pierwszym secie mało kto przewidywałby, że do tego dojdzie. Lepsza w nim była Amerykanka, która w czwartym gemie przełamała Polkę, a gema później obroniła break pointa. Efektem było prowadzenie Emmy 4:1.

Magda jednak nie odpuszczała… i słusznie. Bo przekonała się, że rywalka jest do ugryzienia. W siódmym gemie to ona przełamała Amerykankę. Co prawda na niewiele się to ostatecznie zdało, bo w kolejnej małej partii sama straciła serwis, ale był to moment, który pokazał jej, że podanie Navarro nie jest przesadnie groźne. Zresztą walka trwała i w kolejnym gemie Emmy, ale tej udało się wykorzystać trzecią piłkę setową.

Druga partia miała już inny przebieg. Choć mało brakowało, by Linette straciła serwis już na starcie, to jednak udało jej się wybronić. Podbudowana tym sama po chwili zanotowała przełamanie, a po kolejnym utrzymaniu serwisu prowadziła już 4:1. Tej przewagi nie oddała, nie dała się – jak Navarro seta wcześniej – przełamać. Wygrała pewnie, 6:3, bez żadnych przygód po drodze.

Od tego momentu to ona była lepszą tenisistką na korcie. Grała odważniej, częściej atakowała, szukała kątów i często je znajdowała. Navarro nie potrafiła na tę grę Polki odpowiedzieć. Broniła się jeszcze do stanu 3:3, ale w kolejnej małej partii straciła podanie. Chwilę później Linette wygrała swój serwis i pewnym było, że dostanie szansę na zakończenie spotkania przy swoim podaniu, o ile… nie zrobi tego już wcześniej. A że Navarro na korcie przestała już istnieć, to do tego wcześniejszego zakończenia faktycznie doszło – kolejne przełamanie oznaczało równocześnie awans Polki do dalszej fazy turnieju.

Linette przełamała więc serię porażek w pierwszych rundach Szlemów, a tym samym otworzyła sobie drogę do awansu do dalszych rund. Jej rywalką w drugim starciu w Melbourne będzie kolejna Amerykanka – Ann Li. Notowana na 38. miejscu w rankingu WTA Li pokonała po trudnym, trzysetowym starciu Camilę Osorio. Z Linette grały ze sobą dwukrotnie – w 2019 roku lepsza była Polka, z kolei cztery lata później jej rywalka.

Ich trzecie spotkanie będzie miało miejsce w II rundzie Australian Open. Liczymy, że Linette pójdzie w niej za ciosem.

Magda Linette – Emma Navarro 3:6, 6:3, 6:3

Fot. Newspix

Czytaj więcej o tenisie na Weszło:

0 komentarzy

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Polecane

Reklama
Reklama