Raków rzutem na taśmę miesza w gronie badziewiaków [KOZACY I BADZIEWIACY]

Antoni Figlewicz

16 września 2025, 12:16 • 5 min czytania 10

Reklama
Raków rzutem na taśmę miesza w gronie badziewiaków [KOZACY I BADZIEWIACY]

Rakowie, Rakowie! Cóż żeśmy ci uczynili, że tak namieszałeś w zestawieniu badziewiaków i to na samym finiszu kolejki? Podopieczni Marka Papszuna zagrali naprawdę słabe spotkanie z Górnikiem, a ich dyspozycja w pierwszej połowie tego meczu ocierała się wręcz o granice absurdu. Trudno się nawet dziwić prezesowi ekipy z Częstochowy, Piotrowi Obidzińskiemu, który przywitany po meczu przez reportera Canal+ słowami „dobry wieczór” odpowiedział tylko wyraźnie poirytowany: – No, powiedzmy…

Reklama

Bo to nie był dobry wieczór dla nikogo i z tej okazji musimy zacząć od jedenastki badziewiaków. Raków nie dał nam wyboru. Cały zespół wyglądał bardzo słabo, a my i tak wzięliśmy do naszego składu cieniasów jedynie trzech jego przedstawicieli.

  • Zorana Arsenicia, który ewidentnie zapomniał, że potrafił bronić jak totalny szef,
  • Tomasza Pieńkę, który zamiast siać spustoszenie pod bramką rywali, przyglądał się kolejnym zrywom osamotnionego Iviego Lopeza,
  • Jeana Carlosa, który w oczach Pawła Paczula nie zasłużył na nic więcej niż solidną notę 2.

A skoro już o Pawle mowa, to dostrzega on pewien istotny problem Medalików, o którym teraz możemy mówić coraz częściej: – Trudno wierzyć w ten projekt. Piłkarze wyglądają na zmęczonych, grają jak zmęczeni i żadne prostowanie ich wypowiedzi (jak na przykład, oczywiście, Iviego w sprawie Rochy) tego nie zmienią. Papszun z kolei wygląda na sfrustrowanego, a co gorsza – na człowieka bez pomysłu – pisze w relacji meczowej na Weszło nasz dziennikarz. I może wsadza kij w mrowisko, ale chyba najwyższa na to pora.

Raków chyba potrzebuje nowego trenera [CZYTAJ RELACJĘ]

Kozacy i badziewiacy. Raków to jedno, ale jest jeszcze Radomiak

Tak, w meczu Legii z Radomiakiem Szymon Marciniak trochę przeginał pałkę. Nie zmienia to jednak faktu, że podopieczni Joao Henriquesa w ostatnich kolejkach prezentują się blado i coś nas przekonuje, że zwyczajnie musieli dostać taki łomot. Od wygranej z Rakowem na początku sierpnia w pięciu kolejnych meczach ekipa z Radomia:

Reklama
  • przegrała 0:3 w ważnym meczu z Koroną,
  • przegrała z Jagiellonią 1:2, pogrążył ich Jesus Imaz,
  • wywalczyła punkcik z Bruk-Betem,
  • przegrała z GieKSą, po trudnym meczu z pięcioma golami,
  • przegrała z Legią, to już najświeższe z najświeższych „osiągnięć”.

Legia wygrywa 4:1, ale nie zawsze bramkarz rywali i sędzia będą mieli zły dzień [CZYTAJ RELACJĘ]

W sumie jeden punkt w pięciu kolejnych meczach, są powody do zmartwień. Są też reprezentanci Radomiaka w ekipie badziewiaków – w tej zaszczytnej roli występują po ósmej kolejce Majchrowicz, Ouattara i Balde. Blisko był też Capita, ale jego uratowali przed nominacją częstochowianie.

Jedenastkę najgorszych piłkarzy ostatniej serii gier uzupełniają też Moutinho z Lecha, Matthys z Motoru (po raz trzeci w tym gronie), Boisgard z Piasta i dwaj napastnicy.

Obaj zagrali naprawdę słabo i po obu chyba się mimo wszystko nie spodziewaliśmy takich występów. Antonin i Ishak zamiast być motorami napędowymi swoich zespołów wystąpili w roli hamulcowych. Korona zdołała załatać dziurę po Hiszpanie i mimo jego kiepskiej dyspozycji wygrać z Pogonią, ale Lech uległ Zagłębiu i kapitan miał w tym swój udział.

Reklama

Żal byłoby nie wygrać po takim golu Ławniczaka. Zagłębie Lubin lepsze od Lecha Poznań [CZYTAJ RELACJĘ]

Lechia mocna w obronie. To się dzieje naprawdę

Obrońca Lechii Gdańsk jednym z najlepszych piłkarzy kolejki? Jeśli Matej Rodin będzie grał tak, jak ostatnio z GKS-em Katowice, to nie mamy wątpliwości, że ekipa Johna Carvera odpali. Bo przecież w ataku wszystko tam się zgadza już od dłuższego czasu, a to radosna defensywa jest największym problemem. A może już była? – Widać, że Rodin może sporo dać ekipie Carvera. Tak to dzisiaj wygląda – ktoś niechciany w Rakowie może być solidnym wzmocnieniem Lechii, bo niby Rodin nie kojarzy się jako najwybitniejszy obrońca w historii Ekstraklasy (delikatnie mówiąc), ale w porównaniu do reszty ananasów z Gdańska… No, klasa. Pewny, dobrze ustawiony, wygrywający pojedynki – docenialiśmy jego występ po ostatnim gwizdku.

Kudła zapomniał o szczudłach i pomógł Lechii wygrać [CZYTAJ RELACJĘ]

Reklama

Spore wrażenie robił też w miniony ligowy weekend Angel Baena, który zapierdzielał po boisku w Łodzi, jakby się czegoś dobrego najadł. Świetny był Hiszpan i choć w kilku momentach mógł zachować się lepiej, to i tak robił robotę za dwóch, a może i trzech. Miał swój dzień, po prostu.

Trochę jak Wiktor Długosz, absolutnie świetny z Pogonią. Jakub Białek wyliczył po meczu, że piłkarz Korony powinien spokojnie skończyć rywalizację z Portowcami mając na koncie cztery asysty. Trafił jednak na słabiutkiego w sobotę Antonina i ostatniego podania nie zanotował. Nie ulega jednak wątpliwości, że zagrał koncertowe zawody i sprawił, że czekamy na więcej.

Wyróżnialiśmy jeszcze piłkarzy Zagłębia i Legii, wśród których na szczególną uwagę zasługuje Kamil Piątkowski. Wszedł do składu zespołu ze stolicy i momentalnie potwierdził klasę. Można było się zastanawiać, czy od razu będzie w stanie zrobić różnicę, ale prawda jest taka, że to reprezentant Polski, piłkarz o znanej i całkiem wysokiej jakości. W sumie nie jesteśmy zaskoczeni, że odpalił tak szybko.

Najwyżej źle się te słowa zestarzeją za tydzień, a co.

Reklama

Piątkowski: Ekstraklasa idzie do przodu, ostatnie transfery to pokazują [CZYTAJ WIĘCEJ]

Na koniec jeszcze owacja dla Xaviera Dziekońskiego. Trzeci raz w kozakach po ośmiu kolejkach – to robi wrażenie, tak samo zresztą jak cała gra Korony. Kielczanie wyglądają bardzo solidnie, ale tym łatwiej im punktować, im pewniejszym punktem zespołu jest bramkarz. – W końcówce Portowcy urządzili pod bramką kielczan małą nawałnicę. Łącznie posłali w całym meczu dziesięć strzałów na bramkę, ale rewelacyjnie spisywał się Dziekoński. Zwłaszcza w samej końcówce, gdy perfekcyjnie wybronił setkę Juwary – chwaliliśmy 21-latka. Życzymy więcej takich dobrych występów.

CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
10 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Inne sporty

Polacy przez własną głupotę giną w Tatrach. „Została z niego smuga krwi”

Jakub Radomski
11
Polacy przez własną głupotę giną w Tatrach. „Została z niego smuga krwi”

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Lakoniczny komunikat Legii na temat sektora gości. Zielone światło na remont

Adrian Mańko
23
Lakoniczny komunikat Legii na temat sektora gości. Zielone światło na remont