Wszyscy wiemy, że Ivan Cavaleiro potrafi grać w piłkę. Gdyby było inaczej, nie miałby w swoim CV Premier League, La Ligi i Ligue 1 oraz transferów za piętnaście czy dwanaście milionów euro. Kwestia była tylko tego, jak długo będziemy musieli na jego jakość czekać. Dobra informacja dla kibiców Stali jest taka, że Portugalczyk już dojechał z formą i dziś był najlepszy na boisku. Zła? To nie wystarczyło na Cracovię, a czasu na ucieczkę przed goniącymi rywalami już coraz mniej.
Głupio uznawać Stal za jednego z poważniejszych kandydatów do spadku, bo doskonale wszyscy pamiętamy jak podobne przewidywania kończyły się w poprzednich sezonach. Nie zmienia to faktu, że w Mielcu dzieje się źle, a dwa zespoły znajdujące się niżej – Lechia i Śląsk – są ewidentnie na fali wznoszącej. Zmiana trenera póki co na niewiele się zdała, ale nie bądźmy szaleńcami – Ivan Djurdjević podpisał kontrakt we wtorek, w piątek rozegrał swój pierwszy mecz w roli trenera.
Stal Mielec 1:1 Cracovia. Asysta Ivana Cavaleiro
Serb postawił na wspomnianego Ivana Cavaleiro w podstawie, ale to była raczej oczywistość. Janusz Niedźwiedź nie trzymał go na ławce ze względu na to, że źle oceniał jego możliwości – piłkarz ten przyjechał do Polski zgruzowany fizycznie i potrzebował trochę czasu. Przed tygodniem – po przerwie reprezentacyjnej, podczas której mocniej docisnął śrubę – błysnął już po wejściu z ławki i zaliczył asystę, a dziś był motorem napędowym swojego zespołu i… znów zaliczył asystę. Bardzo podobną zresztą – posłał tak celną wrzutkę do Wolsztyńskiego, że wystarczyło tylko, by ten dostawił głowę.
Podoba nam się ten gość, gdy ma piłkę przy nodze. Ma ruchy piłkarza halowego, potrafi założyć siatkę, o czym boleśnie przekonał się dziś Jugas, wie jak dograć co do centymetra. Mieliśmy obawy, że będzie to transfer, który nie zdąży się pokazać do końca sezonu, ale jak widać okazują się one niesłuszne. Portugalczyk już teraz ma w Stali w tym sezonie tyle asyst, co… Maciej Domański.
Do przerwy istniała na boisku tylko Stal. Cracovię zapamiętamy tylko z przedziwnej sekwencji, gdy na przestrzeni dwóch minut trzech jej zawodników w trzech różnych akcjach skiksowało przy próbie strzału. Najpierw Minchev (oj, był dziś okropny), potem Kallman, a na końcu Hasić. W efekcie Pasy kończyły połowę bez jakiegokolwiek celnego strzału.
Ale w drugiej odżyły. Trafienie Kallmana doceni każdy, kto lubuje się w trudnych technicznie trafieniach. Najpierw trzeba było zrobić przerzut przez całe boisko (Henriksson), potem idealnie go przyjąć, zgubić Dadoka i na pełnej szybkości zmieścić futbolówkę od słupka. Fin pokazuje, że zamierza powalczyć o koronę króla strzelca i – co paradoksalnie może okazać się łatwiejsze – tytuł MVP całego sezonu. Gamoniem przy tej bramce okazał się Dadok, który nie dość, że dał się ograć, to jeszcze w jednej akcji wcześniej zmarnował patelnię, która mogła zamknąć to spotkanie.
Końcówka należała do Cracovii, ale to nie były też huraganowe ataki. Ton próbował nadawać Hasić, którego albo powstrzymał sędzia, dopatrując się spalonego przy trafieniu do siatki, albo Mądrzyk, który znakomicie wybronił jego precyzyjne uderzenie przy słupku.
Czy mogła Cracovia zrobić więcej? Mogła. Czy powinna? Pewnie, że tak. Krakowianie nie są chyba jednak zainteresowani heroicznym bojem o czwarte miejsce, które po awansie Legii i Pogoni do finału Pucharu Polski zagwarantuje jedynie nagrodę w postaci pietruszki.
Zmiany:
Legenda
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
- Gilewski nowym właścicielem Radomiaka! “Chciałem podjąć ryzyko” [WYWIAD]
- Jagiellonia chce za Pululu około sześciu milionów euro
- Legia ma LTC, ale nie ma talentów?
Fot. newspix.pl