Nie mamy nawet cienia wątpliwości, że to w tym momencie jeden z najlepszych polskich obrońców. Tym bardziej martwią nas kolejne mecze Arsenalu, którym Jakub Kiwior przygląda się z boku. Serce i nogi ciągną go pewnie na boisko, ale między Polakiem a zieloną murawą stoi jeszcze Mikel Arteta. Opiekun Kanonierów ceni naszego rodaka, ale nie na tyle, by zrobić z niego podstawowego piłkarza swojego zespołu. Choć teraz jest szansa, że czasu na boisku defensor dostanie trochę więcej.
– W obecnej sytuacji kadrowej Arsenalu będziemy oglądać Kiwiora na boisku w tym sezonie – mówi nam Jonasz Zasowski, dziennikarz TVP Sport i zadeklarowany kibic ekipy z Londynu. – Nawet jeśli nie będzie grał od pierwszej minuty, to będzie wchodził z ławki – ocenia.
Dramat gwiazdy Arsenalu. I zarazem wielka szansa dla Kiwiora [CZYTAJ WIĘCEJ]
A to i tak dobry scenariusz dla Kiwiora, który w ostatnim czasie nie grał właściwie wcale. I nie przesadzamy, naprawdę nie grał. Do momentu, w którym Gabriel Magalhaes złapał w ostatnim meczu ligowym kontuzję, Polak miał na swoim koncie całe trzy występy w klubowych barwach od początku roku.
- 22 stycznia zagrał z Dinamem Zagrzeb w Lidze Mistrzów (90 minut, 3:0)
- 29 stycznia zaliczył występ z Gironą, też w Lidze Mistrzów (90 minut, 2:1)
- 12 marca, ponownie w Lidze Mistrzów, Polak zmierzył się z piłkarzami PSV Eindhoven (90 minut, 2:2)
I tyle. Koło ratunkowe rzucił naszemu reprezentantowi selekcjoner Michał Probierz, który Kiwiorowi zapewnił miejsce na boisku w starciach z Maltą i Litwą. Jakby nie patrzeć, marcowe zgrupowanie dało obrońcy 40% minut spędzonych na boisku w pierwszych trzech miesiącach tego roku. Śmieszna statystyka, ale i trochę straszna.
Jakub Kiwior wreszcie z nadzieją na grę. „Jego przewagą jest to, że zawsze jest zdrowy”
Teraz wszystko ma się zmienić. Kiwior to potencjalnie, jakkolwiek źle to zabrzmi, główny beneficjent problemów w obronie Arsenalu: – Przy okazji kontuzji Gabriela Magalhaesa uraz ma również Riccardo Calafiori. Do dyspozycji trenera są niby Jurrien Timber i Ben White, ale z ich zdrowiem też nie jest do końca dobrze – wylicza Zasowski. – Z tego co na ten moment mówi się w mediach, obaj mają być gotowi na mecz Ligi Mistrzów z Realem, bardziej może ten pierwszy, ale nic tu nie jest do końca pewne – dodaje.
Czy w związku z tym powinniśmy ostrzyć sobie zęby na występ Polaka w meczu z Realem, starcie z Kylianem Mbappe i spółką? – Przewagą Jakuba Kiwiora jest to, że on akurat jest zdrowy zawsze. Powinien więc teraz liczyć na minuty, przynajmniej w Premier League. Z Ligą Mistrzów może być różnie, bo trener Arteta ma kilka opcji ustawienia drużyny, w których Polaka nie trzeba wcale uwzględniać – zauważa nasz rozmówca.
Skład Arsenalu za mocny dla Kiwiora [CZYTAJ WIĘCEJ]
Istotnie. Choć Mikel Arteta wiele razy podkreślał, jak wiele znaczy w jego zespole Kiwior, to i tak nie da się ukryć, że Polak to realnie jeden z ostatnich do gry w obronie Arsenalu. Hiszpański szkoleniowiec po prostu lubi mieć komfort pracy, a taki rezerwowy, to skarb. No, może skarbek czy wręcz skarbuś.

W tym roku Polak grał głównie w Lidze Mistrzów. Teraz może dostać więcej szans także w Premier League
– Jeśli zdrowi będą i Timber, i White, to umiem sobie wyobrazić, że Arteta zagra Whitem w środku. Jeśli zdrowy będzie tylko Timber – tu Hiszpan może uznać, że lepiej zdecydować się na ustawienie z nim w środku, a na boku obrony może zagrać, niestety, Thomas Partey – słyszymy. – To akurat, moim zdaniem, dużo gorszy wybór niż zagranie z Kiwiorem w środku. Arsenal próbował grać w ustawieniu z Parteyem na prawej obronie, ale to nigdy nie wychodziło – tłumaczy nam Zasowski. A jego słowa mogą sugerować jedynie, że Mikel Arteta potrafił nieźle się nagimnastykować, byle tylko nie postawić na Kiwiora.
Trener antypolak? Bez przesady
Hiszpan nie jest jednak uprzedzony do naszego rodaka. To raczej kwestia chłodnej kalkulacji – kadra Arsenalu jest na tyle mocna, że Kiwior najzwyczajniej w świecie przegrywa rywalizację. Bo też z kim miałby ją wygrać?
- Gabriel Magalhaes to etatowy stoper Kanonierów, reprezentant Brazylii, jeden z lepszych piłkarzy na tej pozycji w Europie;
- William Saliba… to samo, tylko on akurat jest Francuzem;
- Riccardo Calafiori furorę robił w ojczyźnie i wybił się dzięki udanemu występowi na ubiegłorocznych mistrzostwach Europy, to po prostu dobry, nadal perspektywiczny piłkarz;
- Ben White gra w tym sezonie mało, ale to też wina urazów – bez nich Arteta dałby mu pewnie więcej okazji do popisów;
- Jurrien Timber to z kolei jeden z ulubionych piłkarzy trenera Arsenalu, choć nie bez powodu – Holender to po prostu kawał grajka, który na obu bokach obrony odnajduje się wręcz doskonale;
- Myles Lewis-Skelly pełni w ekipie Kanonierów rolę kolejnego cudownego dziecka, które przebojem wdarło się do Premier League i jest po prostu w niesamowitym gazie.
To nie Prima Aprillis. Kiwior zagrał w lidze pierwszy raz… w 2025 roku [CZYTAJ WIĘCEJ]

Jakub Kiwior nie ma łatwo. O miejsce w składzie rywalizuje z prawdziwymi kozakami
Jest jeszcze Kieran Tierney, ale on akurat ma w zespole status zbliżony do Kiwiora. Gra z konieczności i w ostateczności. Wszystko dlatego, że cztery miejsca w linii defensywnej można obsadzić sześcioma kozakami. Nawet siedmioma, bo jeszcze ten wspomniany przez Zasowskiego Partey.
– Powiem tak – w obecnej sytuacji kadrowej Arsenalu będziemy oglądać Kiwiora na boisku w tym sezonie. Nawet jeśli nie będzie grał od pierwszej minuty, to będzie wchodził z ławki – słyszymy od Zasowskiego i nawet trochę się cieszymy. Trochę, bo to jeden z najlepszych polskich obrońców i fajnie by było, gdyby grał w klubie bez względu na wszystko.
Uciekać gdzie pieprz rośnie. Dylemat Kiwiora
Arsenal ma na całą sprawę inne spojrzenie. Punkt widzenia zależy w końcu od punktu siedzenia – dla nich solidny, pracowity rezerwowy jest wartością dodaną. Tacy ludzie też są potrzebni w kadrach europejskich gigantów.
– Jako kibic Arsenalu chciałbym, żeby Kuba został. Mieliśmy już tu takich piłkarzy, którzy pełnili rolę głębokich rezerwowych, ale nie gwarantowali odpowiedniego poziomu. Przykładem Rob Holding, od którego Kiwior wnosi zdecydowanie więcej – mówi Zasowski, gdy prosimy o całkowite odrzucenie myślenia patriotycznego.

Naszej reprezentacji potrzebna jest najlepsza wersja Kiwiora. A ten potrzebuje minut
Narodowy sentyment jest jednak silniejszy i wszyscy pewnie zgodzimy się z dalszą częścią tej wypowiedzi:
– Dla samej kariery Jakuba Kiwiora dużo lepiej byłoby, gdyby ktoś go z tego Arsenalu wyciągnął. Pojawia się dużo plotek transferowych w kwestii zainteresowania z włoskich klubów i to jest jakaś opcja. Kuba zawsze zyskiwał, jak dużo grał. Był taki okres, w którym on zaliczał mecz za meczem, był podstawowym piłkarzem Arsenalu i wyglądał naprawdę dobrze. To wynikało z tego, że grał, nabierał pewności siebie. To może banał, ale nie jest łatwo, kiedy nagle musisz wejść i kogoś awaryjnie zastąpić, a ostatnio tylko na to Polak może liczyć. Więc tak, myślę, że potrzebuje regularnej gry.
Tak myślimy i my, i wy, i Michał Probierz, i wszyscy. Sytuacja Kiwiora w Arsenalu utrudnia mu utrzymywanie wysokiej formy, a to może prowadzić do problemów w reprezentacji Polski. Pech Gabriela jest więc dla niego wielką i być może ostatnią w barwach Kanonierów szansą – w sobotę mecz z Evertonem, we wtorek ćwierćfinał Ligi Mistrzów z Realem. A w kwietniu jeszcze rewanż i trzy kolejne mecze ligowe.
– Kluczowy będzie sobotni mecz ligowy. Jeśli Kiwior w nim wystąpi – a jest duże prawdopodobieństwo, że tak – to jeśli zagra dobrze, może liczyć na plac w meczu z Realem – prognozuje Zasowski.
Dwa warunki, dwa „jeśli”. Mocno trzymajmy kciuki za występ (i to dobry) Kiwiora na Goodison Park, bo Polskich obrońców o jego jakości mamy jak na lekarstwo. A pewnie nie mamy wcale.
WIĘCEJ O REPREZENTANTACH POLSKI NA WESZŁO:
- Reprezentacja pomocnej dłoni. Dla Kiwiora tak, ale dla Urbańskiego to nie
- Moder z golem dla Feyenoordu. To jego pierwsza bramka w lidze
- Nie do wiary. Kolejna kontuzja Milika
- Jakub Piotrowski? Czasem warto wycofać się z błędu
Fot. Newspix