Niemal połowa przypadków w XXI wieku, gdy głosy w plebiscycie Złotej Piłki oddawano na bramkarzy, pochodzi z jego pierwszej dekady. Ikoniczne postaci w rodzaju Ikera Casillasa, Gianluigiego Buffona czy Olivera Kahna, albo Manuela Neuera, powoli schodzącego ze sceny, nie doczekały się dotąd równie wielkich następców. O odpowiedź na pytanie, kto jest najlepszym bramkarzem świata, wyjątkowo dziś trudno. Niełatwo nawet stworzyć sensowną listę kandydatów. Dlaczego?
Pierwsza dekada XXI wieku to w futbolu czas wielkich bramkarzy. Iker Casillas, Oliver Kahn, Gianluigi Buffon czy Edwin Van Der Sar należeli do najbardziej rozpoznawalnych i charakterystycznych postaci epoki. Nikt, patrząc na nich, nie powiedziałby, że piłkarze grający na tej pozycji bywają niedoceniani czy pomijani w plebiscytach. Niemiec dwa kolejne lata kończył w czołowej trójce Złotej Piłki. Włoch sześć lat z rzędu otrzymywał w tym plebiscycie głosy. Hiszpan w Galaktycznym Realu sam był jednym z Galacticos. A przecież oprócz nich po szczytach futbolu kręcili się też inni giganci. Znakomity Petr Cech w pierwszej wielkiej Chelsea Jose Mourinho. Dida w Milanie Carlo Ancelottiego. Julio Cesar w Interze Mourinho. Błyszczący w wielkim Arsenalu Jens Lehmann, czy kojarzeni z pojedynczymi momentami, na które patrzył cały świat, Portugalczyk Ricardo, Grek Antonis Nikopolidis i Jerzy Dudek. Chyba tylko Brazylia z 2002 roku zdołała odnieść w tym czasie znaczący sukces, mając bramkarza, który po prostu nie przeszkadzał. Wymieniając skład ostatniej wielkiej drużyny Canarinhos, większość kibiców Marcosa, stojącego między słupkami, wskazałaby na końcu.
Z 47 przypadków w XXI wieku, gdy w plebiscycie Złotej Piłki oddano głosy na bramkarza, 22 dotyczą lat 2001-2010. To niemal 47% wszystkich takich sytuacji w ostatnim ćwierćwieczu. Kolejne 19 (40%), miało miejsce w następnej, zakończonej już dekadzie. Od 2021 roku odbyły się tylko cztery edycje prestiżowego konkursu indywidualnego, więc wynik może się jeszcze poprawić, ale w aż trzech z nich głosy otrzymywał ledwie jeden bramkarz. W 2021 roku był to Gianluigi Donnarumma, który błyszczał podczas Euro 2020, rok później Thibaut Courtois, a w najświeższej edycji Emiliano Martinez. Jedynie w 2023 roku, gdy brano pod uwagę również mundial w Katarze, wyróżnionych bramkarzy było więcej, bo głosy oprócz Martineza otrzymali także Andre Onana i Yacine Bounou.
Patrząc na rozstrzygnięcia Złotej Piłki, należałoby uznawać Martineza za najlepszego bramkarza świata. Częściej niż on nominację do prestiżowej nagrody otrzymywali w tym stuleciu tylko Courtois, Manuel Neuer, Casillas i Buffon, czyli absolutni giganci. Takie postawienie sprawy raczej nie byłoby jednak właściwe. O ile Argentyńczyk należy do najlepszych aktualnie bramkarzy, zestawianie go z pomnikowymi postaciami tej pozycji byłoby nadużyciem. W indywidualnych konkursach jest premiowany za zdobywanie z reprezentacją trofeów, do których przyczynia się umiejętnością bronienia rzutów karnych i rzucającym się w oczy zachowaniem. Gra w dobrym klubie silnej ligi, ale… nie jest najlepszym bramkarzem świata. To zresztą znamienne, że numerem jeden w klubie Argentyńczyk został dopiero w wieku 28 lat. Nawet jeśli z kadrą osiągnął ogromnie dużo, trudno jego życiorys stawiać obok tych Buffona, Casillasa czy Neuera. Zresztą, na dobrą sprawę, debiutancki sezon w Lidze Mistrzów Martinez rozgrywa właśnie teraz.
Urazy gigantów
Bounou był nominacją całkowicie turniejową, nagradzającą Maroko za udany występ na mundialu. 33-latka, grającego dziś w lidze saudyjskiej, ceniono za występy w Sewilli, nikt nigdy nie myślał jednak o nim jako o czołowym bramkarzu świata. Taki potencjał wróżono Onanie, ale choć mowa o pierwszym bramkarzu Manchesteru United, wcześniej grającym w Interze czy Ajaksie Amsterdam, a więc również wielkich klubach, wciąż nie da się Kameruńczyka stawiać na szczycie tej dyscypliny. Był na nim, ale na razie zaskakująco krótko, Donnarumma, już od szczenięcych lat w Milanie rozwijający się z łatką następcy Buffona. I on przeżywa jednak trudniejszy moment. Transfer do Paris Saint-Germain nie pomógł mu w osiągnięciu pozycji najlepszego bramkarza w piłce klubowej. Jesienny mecz z Bayernem, w którym Luis Enrique posadził go na ławce kosztem Matwieja Safonowa, najdobitniej pokazał, że jego tegoroczne występy nikogo nie zachwycają. 10 straconych goli w 12 meczach w Ligue 1 to wynik, który regularnie wytyka się 25-letniemu Włochowi. Być może to tylko chwilowe turbulencje, ale trudno dziś tego bramkarza nazwać najlepszym na świecie.
Zdecydowanie prędzej takie miano można by przyznać Courtoisowi. Bramkarz Realu stracił jednak znaczną część poprzedniego sezonu przez kontuzje. Wypisał się też z gry w reprezentacji Belgii. Nieczęsto była więc okazja oglądać go w pełnej krasie. Zagrał wprawdzie w ostatnim finale Ligi Mistrzów, ale był to jego jedyny mecz w tamtej edycji. 32-latek wypadał też na krótko z gry tej jesieni, omijając choćby El Clasico. Niewątpliwie ma wszelkie możliwości, by ponownie wrócić na sam szczyt i w rozważaniach o najlepszych bramkarzach świata już dziś nie można go pomijać, ale też nie jest niewątpliwie w szczytowym momencie kariery.
Można by jednak zapytać: kto jest? Ederson, od lat numer jeden Manchesteru City, z którym wygrał wszystko, co się dało w futbolu, razem z klubem przeżywa trudniejszy moment. Nawet przed obecną kontuzją Brazylijczyka Pep Guardiola coraz częściej wpuszczał do bramki rezerwowego Stefana Ortegę. Zupełnie inaczej wiedzie się klubowi Alissona, którego Ederson jest zmiennikiem w reprezentacji Brazylii. Jego Liverpool mknie po mistrzostwo Anglii, ale i tamtej jesieni okazało się, że bez podstawowego bramkarza da się wygrywać. W lidze 32-latek ma na koncie tylko trochę ponad połowę możliwych do rozegrania minut, a zmiennik Caoimhin Kelleher na ogół spisywał się przynajmniej poprawnie. Na nawiązanie do lat 2018 i 2019, gdy Alisson znajdował się wśród nominowanych do Złotej Piłki, na razie też więc się nie zanosi.
Dobry czas Oblaka
Być może natomiast uda się to notowanemu w latach 2017 i 2018 Janowi Oblakowi, który utrzymuje dobrą równą formę w Atletico, rozpychającym się ponownie na szczycie ligi hiszpańskiej. Oblak w skali dziesięciu lat pewnie zasługuje, by zaliczać go do światowej czołówki, ale zwykle w poszczególnych latach znajdował się ktoś, kto błyszczał jeszcze mocniej. Obecne problemy dyżurnych kandydatów do miana najlepszego bramkarza świata każą przychylniej spojrzeć na dobrą formę 31-letniego Słoweńca. To też jednak nie jest i nigdy nie była gwiazda futbolu. Rozegrał już blisko pół tysiąca spotkań dla ekipy z Madrytu, ale ani z nią, ani tym bardziej z reprezentacją, nie jest w stanie ściągnąć na siebie szerszej uwagi. Do ikonicznych bramkarzy epoki raczej nigdy nie będzie więc zaliczany.
Dalszych kandydatów do miana najlepszego bramkarza świata należy już szukać wśród postaci raczej nieoczywistych. Taka też jest jednak lista najwyżej wycenianych w tej chwili przez transfermarkt.de zawodników z tej pozycji. Według niemieckiego portalu najwyżej w tym momencie stoją akcje Giorgiego Mammardaszwilego, Diogo Costy, Davida Rai oraz Gregora Kobela. Gruzin ma 24 lata, więc jak na tę pozycję jest wciąż młody, rozegrał świetne Euro, prawa do jego karty zawodniczej zapewnił sobie Liverpool, ale natychmiast wypożyczył go do Valencii, z którą na razie zajmuje ostatnie miejsce w lidze. Nie wiadomo, jakie będą jego dalsze losy. Czy trafi po sezonie na Anfield, by bić się o pozycję z Alissonem i Kelleherem? Czy wskoczy w miejsce któregoś z nich? A może zostanie odesłany na kolejne wypożyczenie, jak Alexander Nuebel, kupiony cztery i pół roku temu przez Bayern Monachium, by zastąpić Neuera i mający dotąd jeden ligowy mecz w barwach tego klubu?
Costa na razie wygląda na kolejny przykład portugalskiego bramkarza na tyle solidnego, by dobrze radzić sobie w tamtejszej silnej reprezentacji i w czołowych klubach, ale nie na tyle wybijającego się, by grać w największych drużynach Europy. Tak było przed laty z Vitorem Baią, czy Ricardo, a później z Ruiem Patricio. 25-letni Costa na razie nie wyściubił nosa poza Porto, choć rozegrał dwa wielkie turnieje jako pierwszy bramkarz Portugalii, co niewątpliwie podbija jego cenę. Raya, przeciwnie, gra natomiast w jednym z najsilniejszych klubów świata, lecz w reprezentacji jest tylko zmiennikiem. Bramkarz Arsenalu, podobnie jak Martinez, musiał czekać niemal do trzydziestki, by zostać numerem jeden w czołowym klubie ligi top 5. Nowym Kahnem, Buffonem czy Neuerem raczej nie zdąży już być. Mistrzostwo Europy zdobył w lecie tylko dlatego, że na niedecydujący o niczym mecz grupowy z Albanią selekcjoner wpuścił go do bramki. Cały turniej bronił bowiem Unai Simon z Athletic Bilbao, kolejny z bramkarzy, który raczej ma nie przeszkadzać, niż wygrywać drużynie mecze i turnieje.
Pustki na rynku wielkich
Ani minuty na Euro nie rozegrał natomiast Gregor Kobel, który dopiero po turnieju został numerem jeden reprezentacji Szwajcarii. Wcześniej musiał oglądać plecy Yanna Sommera z Interu Mediolan. Dziś bramkarz Borussii Dortmund jest pożądany na rynku transferowym. Przymierza się go do Chelsea. Podobnie jak starszy rodak, ma jednak defekt, który może mu uniemożliwić wskoczenie na absolutnie najwyższy poziom. W przypadku Sommera był to wzrost, który zniechęcał wiele klubów oglądających jego znakomite przez lata występy w Borussii Moenchengladbach. Kobela od najwyższej półki oddziela natomiast słabsza gra nogami. Mimo to systematycznie budował w Niemczech pozycję, przechodząc drogę od rezerwowego Hoffenheim, przez Augsburg, II i I ligę w Stuttgarcie, aż po finał Ligi Mistrzów z Dortmundem, ale ma przez to już 27 lat. Może pobronić trochę na absolutnie najwyższym poziomie, lecz gwiazdą tego sportu pewnie nigdy już nie zostanie.
W dziesiątce Transfermarktu są jeszcze Mike Maignan, numer jeden w reprezentacji Francji po Hugo Llorisie i mocny w Milanie, ale już 29-letni i jednak wciąż raczej niezasługujący na tytuł „klasa światowa”, Guiglielmo Vicario z Tottenhamu, zmiennik Donnarummy we włoskiej bramce, do niedawna grający w Empoli, czy Lucas Chevalier, 23-latek z Lille. CIES Football Observatory również najwyżej wycenia Mammardaszwilego, a dalej Guillaume’a Restesa z Tuluzy, Noaha Atubolu z Fryburga czy Ziona Suzukiego z Parmy. W tym kontekście trudno się dziwić, że Marcina Bułkę co jakiś czas przymierza się w mediach do Barcelony, a Kamilowi Grabarze wieszczy się transfer do klubu większego niż VfL Wolfsburg. Jeśli Bayern przymierza się do pozyskania Kevina Miera, 24-latka z Cruz Azul, to tak właśnie wygląda dziś rynek bramkarski w Europie. Kilka pomnikowych postaci w mniejszych lub większych kryzysach, grono solidnych fachowców, którzy pewnego poziomu nie przeskoczą i talenty, które dopiero szukają drogi na szczyt. Gotowych produktów, które byłyby w stanie z dnia na dzień wskoczyć do największych bramek, za wielu na europejskim horyzoncie nie widać.
Świadczy o tym zresztą sytuacja w kilku wielkich klubach. Bayern planuje przedłużać kontrakt z prawie 39-letnim Neuerem, po którym oznaki starzenia widać już nie tylko w częstszych kontuzjach, ale i coraz gorszych interwencjach. Barcelona rozgrywa sezon z rezerwowym Inakim Peną jako numerem jeden, czekając na powrót 33-letniego Marca-Andre ter Stegena po poważnej kontuzji. W Interze broni 36-letni Sommer, przez lata pomijany przez największe kluby, mimo doskonałej gry. W Bayerze Leverkusen bramka jest jedną z najsłabiej obsadzonych pozycji. W rewelacyjnej Atalancie Marco Carnesecchi dopiero wyrabia sobie międzynarodową renomę, podobnie jak Michele Di Gregorio w Juventusie. Naprawdę trudno dziś znaleźć bramkarza klasy światowej bez żadnego „ale”. Ustabilizowanego na najwyższym poziomie, będącego w dobrej formie, omijanego przez urazy.
Reprezentacyjne problemy
Widać to także po futbolu reprezentacyjnym. U pokonanych w finale Euro Anglików bronił Jordan Pickford, już 30-letni i wciąż grający w Evertonie. Niemcy po zakończeniu kariery przez Neuera i kontuzji ter Stegena wystawiali jesienią Oliviera Baumanna z Hoffenheim i Nuebela ze Stuttgartu. Holendrzy od odejścia Van Der Sara nie mieli bramkarza światowej klasy. Belgowie stawiają na Koena Casteelsa, solidnego 32-latka z ligi saudyjskiej. Francuzi z Maignanem czy Włosi z Donnarummą wyglądają na tym tle na świetnie zabezpieczonych. O rywalizacji takiej, jak między Casillasem a Victorem Valdesem, czy Kahnem a Lehmannem, mogą mówić tylko Brazylijczycy. Choć Ederson i Alisson miewali już w Anglii lepsze momenty.
Jedno to istnienie pewnego zastoju, a co innego przyczyny takiego zjawiska. Być może to chwilowe bezkrólewie, bo Courtois, Oblak, Ederson, Alisson czy ter Stegen są w wieku, w którym zdrowie i doskonała forma mogą im jeszcze dopisywać przez kilka lat, w których trakcie może się objawić ktoś następny. Być może wielkie bramkarskie postaci tej dekady są w gronie dopiero wchodzących na scenę 20-25-latków już występujących w najwyższych ligach, ale jeszcze nie w najsilniejszych klubach. Przecież nie każdy, jak Casillas czy Donnarumma od najmłodszych lat gra na najwyższym poziomie.
Zmiana zdań
Niewykluczone jednak, że znaczenie ma tu zmieniająca się specyfika pozycji. W pierwszej dekadzie XXI wieku zadania bramkarza były jeszcze jasno sprecyzowane. Musiał umieć zatrzymywać strzały i często być charyzmatyczną jednostką, samcem alfa. Od czasów Neuera zwiastowano pojawienie się nowego typu bramkarza, grającego w roli libero, daleko za polem karnym, doskonałego w rozegraniu. Choć pojawiło się kilku, którzy potrafili doskoczyć do zawieszonej przez Niemca poprzeczki, na pewno ten sposób grania nie stał się standardem. Posiadanie rosłego, znakomitego na linii, zwinnego i obdarzonego świetnym refleksem, nienagannie wyszkolonego technicznie lidera w rękawicach wciąż należy do rarytasów.
Zwykle kluby muszą iść na kompromisy. Albo wybierają więc doskonale grających nogami, którzy mogliby lepiej bronić. Albo takich, którzy świetnie zatrzymują strzały, ale nie są mistrzami gry w dziadka. Jedna z najbardziej eksponowanych pozycji w światowym futbolu musi więc wymyślić się na nowo, zorientować, w którą stronę pójdzie, tak też przekierować szkolenie i czekać na jego efekty. Na razie swój czas mają solidni i wszechstronnie wyszkoleni fachowcy, którzy może nie zajmują pierwszych stron gazet, ale na ogół trzymają fason. W czasach, gdy o tytuł najlepszego bramkarza na świecie rywalizowali Kahn, Casillas, Buffon, Cech czy Van Der Sar potrzeba było jednak czegoś więcej.
WIĘCEJ TEKSTÓW AUTORA:
- Trela: Półprzestrzenie, tercje i przeładowania. Leksykon piłkarskiej polszczyzny
- Cichy rewolucjonista. Jak Vitor Frade wpłynął na współczesny futbol
- Licencyjna fikcja. Ale czy z luzowaniem dostępu do zawodu trenera należy walczyć?
Fot. Newspix