Patryk Gryckiewicz i Wojciech Myć zostali sędziami międzynarodowymi. Ani jedna, ani druga kandydatura nie pozwala wierzyć, że poziom sędziowania w Europie od teraz się podniesie, ale o ile nominacja dla Mycia skłania głównie do wzruszenia ramionami, o tyle Gryckiewicz obecnie bardziej pasuje na międzypowiatowego arbitra, a nie międzynarodowego.
Jak było z Myciem – wiadomo. Zaliczył falstart, niepotrzebnie był pchany przez Zbigniewa Przesmyckiego na głębokie wody, gdzie regularnie tonął. Ludzie kpili z haseł ówczesnego przewodniczącego Kolegium Sędziów, że Myć “jest przystojny” i “ładnie biega”, bo – niesamowite – nie miało to specjalnego przełożenia na jego ocenę wydarzeń boiskowych. Mylił się i musiał zostać cofnięty, żeby do ładnego biegania dołożyć coś ekstra. W sezonie 21/22 dostał ledwie dwa mecze w Ekstraklasie i tylko 1/16 finału Pucharu Polski (kiedy w poprzednim roku gwizdał elitę regularnie i przyznano mu nawet superpuchar), żeby się – krótko mówiąc – trochę ogarnął.
I tak się stało.
Myć wrócił do elity i przestał być cyrkowcem, a mijającą rundę ma przyzwoitą, co w jesiennym bagnie jest jakimś osiągnięciem. Aczkolwiek chyba powinien poćwiczyć ocenę zagrań ręką:
- tej Wszołka z Cracovią bowiem nie widział i nie zawołał do VAR-u Lasyka
- a tutaj już tak i nawet dał kartkę Glikowi:
Natomiast jeśli postawę sędziów porównalibyśmy do festiwalu muzycznego, Myć nie grał na głównej scenie, tylko brzdąkał w namiocie dla parunastu zapaleńców.
Gryckiewicza też nie da się połączyć z największymi błędami w tym sezonie, bo to nie on nabierał się na symulkę Ameyawa, to nie on wyrzucał z boiska Gurgula. Niemniej był to sędzia w rundzie jesiennej po prostu słaby, regularnie drażniący małymi błędami, które zsumowane wpływały na jakość widowiska.
Według naszych not Gryckiewicz zapracował na średnią 4,25. To bardzo mało, jeśli masz do dyspozycji VAR, na gorszą średnią zapracował tylko Sylwestrzak (4,22). Co więcej – nie jesteśmy w tym odczuciu osamotnieni, bo według rankingu Canal Plus Gryckiewicz jest najgorszy w lidze, a drugi od końca jest… Sylwestrzak. Obaj to arbitrzy międzynarodowi.
Sylwestrzak według wyliczeń C+ w 17 meczach popełnił 10 poważnych błędów, a Gryckiewicz siedem w jedenastu, co jest bardzo, ale to bardzo kiepską średnią.
Natomiast jeśli chociażby w takiej sytuacji sędzia nie decyduje się pokazać czerwonej kartki…
… to kiedy chciałby ją widzieć? No i właśnie taki jest Gryckiewicz: tego nie zobaczy, tamtego nie zobaczy, faul w jedną stronę, on da w drugą. Chociażby w meczu Lechia – Cracovia wyrzucił z boiska Sokołowskiego, ale VAR go naprostował, że to jednak Sokołowski był faulowany.
I tak to się zbiera z meczu na mecz – nie masz przekonania, że gwiżdże facet o wysokich umiejętnościach, masz podejrzenie, że decyduje ktoś przeciętny, kto w czasach bez technologii zatrzymałby się na drugiej lidze. I tak, VAR ma pomagać, ale jednocześnie nie ma wyręczać.
Cóż – ktoś kradnie znaki drogowe, więc ktoś korzysta. Czy zasłużenie: no niespecjalnie…
WIĘCEJ O PZPN I KLUBACH:
- Rząd chce kobiet w zarządzie PZPN, PZPN się śmieje. Nitras, Kulesza i wolta klubów
- Kolejna odsłona wojny Kuleszy z Nitrasem? Tajne spotkanie w Pałacu Prezydenckim
Fot. Newspix