Tę chwilę pamiętają wszyscy kibice naszej kadry. Niespełna 10 lat temu Sebastian Mila strzelił bramkę, z którą będzie kojarzony już do końca życia. Niewiele jednak brakło, aby „Rogera” zabrakło w składzie na słynny mecz z Niemcami na Stadionie Narodowym. W rozmowie z TVP Sport były reprezentant Polski opowiedział jak doszło do tego, że otrzymał powołanie od Adama Nawałki.
Były zawodnik m.in. Śląska Wrocław i Lechii Gdańsk wspomina, że jego najbardziej pamiętny epizod kariery był efektem nieoczekiwanego zwrotu wydarzeń.
– Okoliczności powołania do kadry jesienią 2014 roku były spektakularne. Zawsze, kiedy wspominam tamten okres, muszę wyjaśnić, dlaczego i w jaki w ogóle znalazłem się w zespole narodowym. Początkowo nie było mnie na liście zawodników powołanych na mecz w Faro. W ostatniej chwili, po kolejce ligowej, zastąpiłem kontuzjowanego Michała Kucharczyka z Legii. Gdyby nie jego uraz, moja historia potoczyłaby się inaczej. Zagrałem wtedy w Śląsku niezły mecz z Górnikiem. Wygraliśmy 2:0, zaliczyłem dwie asysty. Dzień później, w niedzielę odebrałem telefon od selekcjonera i, po wymianie grzeczności, usłyszałem: „Słuchaj Sebastian, masz może czas w poniedziałek?”. Zrobiło mi się gorąco. Już wiedziałem, co się święci. I tak to się zaczęło – opisuje Mila.
Po meczu z Gibraltarem mogło się wydawać, że trudno będzie o kolejne powołanie, ale zaufanie trenera Nawałki zmobilizowało pomocnika na tyle, że zapracował na kolejną szansę.
– Naprawdę myślałem, że to będzie jednorazowy epizod, więc starałem się chłonąć każdą minutę na zgrupowaniu – wspomina strzelec jednej z najbardziej pamiętnych bramek dla reprezentacji Polski w XXI wieku. – Spotkałem zupełnie nową generację piłkarzy. Miałem 32 lata, 30 występów w kadrze, a czułem się jak debiutant. Chciałem więc wykorzystać każdy trening, by się pokazać, ponieważ podważano sens mojego powołania. Takie głosy nigdy mnie nie deprymowały, były tylko paliwem, które mnie napędzało. Chciałem sprawić niespodziankę wszystkim dookoła, ale także sobie – sprawdzić się na tle młodszych piłkarzy występujących w Europie. Najważniejsze w tym wszystkim było to, że znowu biegałem po boisku w koszulce z orzełkiem, co zawsze jest i było spełnieniem mojego największego marzenia. Na koniec zgrupowania usłyszałem od trenera, żebym dalej pracował i starał się utrzymać formę z początku rozgrywek. Spiąłem się wtedy bardzo. Przed październikowymi meczami z Niemcami i Szkocją, w czterech meczach strzeliłem dwa gole i miałem dwie asysty. Poczułem krew – wyjaśnił były piłkarz.
Reszta jest historią. Powołany na spotkania z Niemcami i Szkocją, Sebastian Mila zmienił w drugiej połowie meczu z naszymi zachodnimi sąsiadami strzelca pierwszej bramki, Arkadiusza Milika, a w 88. minucie ustalił wynik spotkania na 2:0 pieczętując jedno z najważniejszych zwycięstw w najnowszej historii reprezentacji Polski.
WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Sensacyjne powołania Michała Probierza – co z nich wynika w praktyce?
- Trela: Ciemna strona mocy. Kryzys wizerunkowy Juergena Kloppa w Niemczech
- Sześciu różnych Polaków z golem dla GKS-u w jednym meczu. Rekord chyba nie do pobicia
Fot. Fotopyk