Aston Villa bardzo nie chciała wygrać. Włosko-grecki finał Ligi Konferencji

Bartek Wylęgała

Opracowanie:Bartek Wylęgała

09 maja 2024, 23:16 • 2 min czytania

Reklama
Aston Villa bardzo nie chciała wygrać. Włosko-grecki finał Ligi Konferencji

Cholera, myśleliśmy, że 2:4 u siebie to był wypadek przy pracy, ale nie. Aston Villa zaliczyła taki zjazd formy, że jest gorsza choćby i od Olympiakosu. Grecy wędrują aż do finału Ligi Konferencji po tym jak dwukrotnie ograli faworyzowanych „The Villains”! O trofeum zagrają z Fiorentiną, która wczoraj wyrzuciła za burtę Brugię.

Reklama

Nie możemy powiedzieć, by ten rezultat nie zaskakiwał. Po pierwszym meczu spodziewaliśmy, że Aston Villa zbierze wszystkie siły na rewanż. Odpadnięcie z Grekami trzeba uważać za ogromną wpadkę, jeżeli twoja drużyna już za moment zakwalifikuje się do Ligi Mistrzów.

Ale trzeba też przyznać, że Villa na ten wątpliwy sukces ciężko zapracowała. W pierwszej połowie Olympiakos całkowicie oddał jej inicjatywę. Nie ma co go tutaj za to specjalnie krytykować, miał dwie bramki przewagi i występował jako underdog. Zwłaszcza, że jak już się zdarzyło mu futbolówkę powąchać, to faktycznie starał się sensowną kontrę sklecić. Przyniosło to nawet wymierny efekt, bo objął prowadzenie już w 10. minucie za sprawą Ayouba El Kaabiego, zdobywcy hat-tricka w pierwszej konfrontacji.

Co więc w międzyczasie Anglicy robili z tym posiadaniem piłki? Nic. Nie silimy się na odkrywcze porównanie. Nie ma sensu, po prostu nie robili zupełnie nic. Wymieniali miałko podania w środku pola, od czasu do czasu próbując strzelić coś z dystansu, i tyle. Najwyraźniej stwierdzili, że 80 minut na odrobienie trzybramkowej straty to za mało. Na logikę, to prawda, ale po galowym składzie czwartej siły Premier League spodziewaliśmy się więcej woli walki.

I charakteru.

Reklama

Zwłaszcza, że nie było lepiej w drugiej połowie – wręcz przeciwnie. To nie są żadne złośliwości, po prostu Olympiakos zaczął wyglądać jak faworyt. Podopieczni Unaia Emery’ego utrzymywali się dokładnie tylko samo przy futbolówce, co w pierwszej części spotkania, ale to nic nie znaczy. Do nieskutecznych ataków dołączył chaos w defensywie.

Bramka wisiała w powietrzu, zwłaszcza, że na boisku pozostawał Ayoub El Kaabi. Marokańczyk prawdopodobnie okupi ten dwumecz nieoficjalnym zakazem wstępu do barów w Birmingham. Po tym, jak wykorzystał swoją szansę w 79. minucie, oficjalnie zamknął swój wynik: pięć bramek w półfinale Ligi Konferencji Europy. Niezły wpis do CV. Podobnie jak pucharowy finał dla całego składu lidera greckiej ekstraklasy.

W finale Ligi Konferencji zmierzy się więc Olympiakos z Fiorentiną. Jesteśmy pewni, że trybuny stadionu w Atenach będą wypełnione fanami Olympiakosu, jednak nie odbieramy szans włoskiej ekipie. Jedno jest pewne – 29 maja emocje będą gwarantowane!

Olympiakos Pireus – Aston Villa 2:0 (1:0)

10′, 81′ El Kaabi

Reklama

Więcej na Weszło:

Fot. Newspix

Bartek Wylęgała

Nie Real, nie Barcelona, a Jordan-Sum Zakliczyn. Szczerze wierzy, że na około stumiejscowy stadion z atrakcyjnym dojazdem zawita jeszcze kiedyś Puchar Mistrzów. Do tego czasu pozostaje mu oglądanie hiszpańskiej i portugalskiej piłki. Czasem lubi także dietę wzbogacić o sporty walki, a numerowane gale UFC są dla niego świętem porównywalnym z Wielkanocą. Gdyby mógł, to powiesiłby nad łóżkiem plakat Seana Stricklanda, ale najpierw musi wymyśleć jak wytłumaczy się z tego znajomym.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Trener Śląska surowy dla drużyny. „Dawałem wskazówki, ale piłkarze tracili głowę”

Michał Kołkowski
0
Trener Śląska surowy dla drużyny. „Dawałem wskazówki, ale piłkarze tracili głowę”

Liga Konferencji

Reklama
Liga Europy

Piętnaście goli polskich klubów jednego dnia. To rekord!

AbsurDB
52
Piętnaście goli polskich klubów jednego dnia. To rekord!