Jedziemy na igrzyska! Polscy siatkarze pewni awansu do Paryża

Sebastian Warzecha

07 października 2023, 13:14 • 6 min czytania

Jedziemy na igrzyska! Polscy siatkarze pewni awansu do Paryża

Po wczorajszej wygranej z Argentyna scenariusz dla polskich siatkarzy był już ustalony: wygrana dziś z Holandią lub jutro z Chinami, dawała nam awans na igrzyska olimpijskie w Paryżu. Wszyscy jednak chcieli, by stało się to już w sobotę. I choć Polacy zaczęli nieco ospale, to ostatecznie dopięli swego, po czterech setach pokonując rywali. Przypieczętowali tym samym sezon idealny, w którym wygrywali Ligę Narodów, mistrzostwo Europy, a teraz spokojnie weszli na igrzyska. Z tego ostatniego nie cieszyli się jednak szaleńczo. Bo to tylko krok na drodze do innego celu.

Reklama

Polacy o awans, Holendrzy o nic

Z Belgią po horrorze, 3:2. Potem łatwo z Bułgarią, 3:0, ale z Kanadą dostaliśmy sequel pierwszego meczu – znów tie-break, znów walka do ostatnich punktów, ale też znów zwycięstwo. Meksyk nie stanowił żadnej przeszkody, z kolei Argentyńczycy postawili się, ale ugrali tylko jednego seta. Pięć meczów i pięć zwycięstw – to dotychczasowy bilans Polaków w kwalifikacjach olimpijskich. Bilans, który pozwolił im na zachowanie wielkiego spokoju przed ostatnimi spotkaniami. Bo nawet gdyby dziś nie ograli Holendrów – choć byli wielkimi faworytami tego spotkania – pozostawał im mecz z Chinami, jedną z dwóch najsłabszych ekip naszej grupy.

Innymi słowy: Paryż był już tak blisko, że Polacy śmiało mogli kupować bilety do Luwru czy na Wieżę Eiffla.

Reklama

Holendrzy z kolei na razie mogli co najwyżej kupić bagietki na pocieszenie, bo ich sytuacja wyglądała zupełnie inaczej – przed dwoma ostatnimi meczami nie mieli już szans na to, by na igrzyska dostać się przez turniej kwalifikacyjny. W Chinach przegrali bowiem wcześniej z Kanadą (2:3), Belgią (0:3), a nawet Bułgarią, która również ograła ich do zera. Radzili sobie więc kiepsko i mogliśmy co najwyżej obawiać się mitycznego luzu, który mógł wkraść się w ich poczynania, gdy już o nic nie walczyli. Ale podopieczni Nikoli Grbicia, niepokonani od ponad 20 spotkań, obawiać tak naprawdę nie mogą się żadnego rywala, tym bardziej klasy Holendrów. Zresztą w tym sezonie ogrywali ich już dwukrotnie – w fazie zasadniczej Ligi Narodów (3:2) i w mistrzostwach Europy (3:1).

Dziś, jak się okazało, mieliśmy powtórkę z drugiego z tych wyników.

Niemrawy początek, ale to już norma

Polacy wyszli w mocnym składzie, na przyjęciu do boju ruszyli więc Wilfredo Leon i Bartosz Bednorz. Początkowo jednak na niewiele się to zdało. Holendrzy – mimo braku Nimira Abdela-Aziza, swojego lidera – grali naprawdę dobrą siatkówkę i skutecznie wybijali naszych reprezentantów z uderzenia. To Oranje jako pierwsi odskoczyli na kilka punktów, a Nikola Grbić o przerwę na żądanie poprosił już przy stanie 8:11. Miał ku temu zresztą dobre powody, jego podopieczni grali stosunkowo kiepską siatkówkę.

Tyle tylko, że to… nie pierwszy raz w tym turnieju. Po długim sezonie, ze zwycięstwami w dwóch wielkich turniejach, Polacy w Chinach wydają się już nieco zmęczeni i momentami potrzebują albo chwili, by rozruszać mięśnie i pokazać swoją siatkówkę, albo po prostu grają na tyle dobrze, by rywale im nie odskoczyli, a oni mogli w kluczowych momentach przejąć inicjatywę i pokazać, że są lepsi od teoretycznie słabszych czy mniej doświadczonych reprezentacji. Sety tracili już przecież z trzema innymi ekipami, ale – co ważne – zawsze wychodzili z tych spotkań zwycięsko.

Pozostawało liczyć, ze dziś też tak będzie. Bo Biało-Czerwoni nie odbudowali się wystarczająco szybko i zaczęli od przegranej partii. W tym okresie świetnie u Holendrów grał Thijs Ter Horst, a różne rozwiązania proponowane przez Polaków nie przynosiły efektu.

Aż nagle wszystko zaskoczyło w drugiej partii, gdy świetnie kilka razy zachował się Norbert Huber, asa serwisowego dołożył Łukasz Kaczmarek i Polacy wyszli na prowadzenie 14:9. A gdy już złapali wiatr w żagle, to pognali po igrzyska, jak przed laty Mateusz Kusznierewicz po olimpijskie medale. Wszystko w naszej grze zaczęło się zgadzać. Zagrywki, które wcześniej nie pomagały, teraz zaczęły to robić. Dobrze pokazywał się blok. Poprawiliśmy przyjęcie. W ataku było tylko lepiej z każdą akcją.

Efektem był wysoko, bo do 17, wygrany drugi set. Zdawało się, że Biało-Czerwoni szybko i pewnie wygrają też kolejne dwie partie.

Ostatni zryw Holendrów

Tak jednak nie było. W trzecim secie gra długo toczyła się w schemacie punkt za punkt. U Holendrów swoje robili Wouter Ter Maat i wspomniany Thijs Ter Horst, którzy pewnie i skutecznie omijali polski blok. Ale podopieczni Grbicia niespecjalnie się tym przejmowali, wychodząc z prostego założenia, że ten w końcu zadziała.

I faktycznie zadziałał, w końcówce seta. Kilka razy dobrze zaskoczyliśmy przy siatce Holendrów, świetnie w tym okresie spisywał się też Wilfredo Leon (w ostatnich tygodniach prawdziwy lider kadry). Roberto Piazza, trener naszych rywali, poprosił jeszcze w reakcji na problemy swoich podopiecznych o przerwę, ale ta niewiele wniosła. Polacy wygrali seta do 22 i byli o jeden mały kroczek od igrzysk olimpijskich. A przynajmniej tak się nam zdawało.

CZYTAJ TEŻ: Czekaliśmy na najlepszego Wilfredo. I warto było

Bo krok okazał się być jednak całkiem sporym.

Choć początkowo Polacy przejęli w czwartym secie inicjatywę i szybko wyszli na kilkupunktowe prowadzenie. Zdawało się już nawet, że Holendrzy są nieco zrezygnowani, że odpuszczają. Ale gdy na zagrywkę wszedł Bennie Tuinstra, nagle odrobili straty. W jednym ustawieniu zdołali nawet wyjść na prowadzenie. Biało-Czerwoni co prawda się ocknęli, ale teraz to oni musieli gonić wynik, a nawet bronić kilku piłek setowych. Zrobili to skutecznie, w dużej mierze za sprawą fenomenalnego w kluczowych momentach Leona.

Spotkanie ostatecznie zamknął niecelny atak Maartena Van Garderena. To po nim Polacy mogli się ucieszyć z awansu do Paryża.

Radość stonowana, bo cel jest większy

Nawet po reakcji naszych siatkarzy było jednak widać, że awans na igrzyska uważali za obowiązek, a do tego pewnie mieli z tyłu głowy świadomość, że nawet gdyby nie powiodło się w Chinach, to najpewniej pojechaliby na tę imprezę za sprawą rankingu. To nie reprezentacja siatkarek, która na olimpijskie areny wróci w przyszłym roku po 16 latach przerwy i wcale nie była faworytem do awansu. Biało-Czerwoni goszczą tam regularnie i co najmniej od 2008 roku w roli faworytów do medali. Tyle tylko, że w tym czasie nie przywieźli do kraju żadnego olimpijskiego krążka.

I to właśnie będą chcieli zmienić w Paryżu.

SPRAWDŹ: PROMOCJA W FUKSIARZ.PL DLA NOWYCH GRACZY. 100% BEZ RYZYKA DO 300 ZŁ

Nie da się w ich przypadku „pompować balonika”, bo ich wyniki jasno o tym mówią. W tym sezonie wygrali wszystko. Mają serię ponad 20 zwycięstw z rzędu, którą jutro pewnie jeszcze przedłużą. Wilfredo Leon zostawał MVP mistrzostw Europy. W turniejach zasadniczych Ligi Narodów radził sobie nawet nasz drugi garnitur. Nasza głębia składu i siła ognia są ogromne. Na igrzyska pojedziemy po medal, a nawet – napiszmy to wprost – po złoto. Historia uczy nas, oczywiście, że może się to skończyć inaczej (czyli ćwierćfinałem), ale przed Paryżem oczekiwania będą jasno określone.

Polscy siatkarze doskonale o tym wiedzą. Stad dziś cieszyli się umiarkowanie. Bo owszem, osiągnęli dziś ostatni cel na ten sezon. Ale przed sobą mają znacznie większy.

Polska – Holandia 3:1 (21:25, 25:17, 25:22, 29:27)

Fot. Newspix

Czytaj więcej o siatkówce:

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Igrzyska

Usłyszała od Piesiewicza, że będzie chorążą. „Jestem dumna”

Jakub Radomski
12
Usłyszała od Piesiewicza, że będzie chorążą. „Jestem dumna”
Igrzyska

Przeanalizował szanse Polaków. „Żurek jedzie po dwa medale”

Jakub Radomski
6
Przeanalizował szanse Polaków. „Żurek jedzie po dwa medale”
Reklama
Reklama