Upadek Legii w liczbach, czyli najwyższa pora zacząć się niepokoić

redakcja

Autor:redakcja

07 czerwca 2015, 12:57 • 3 min czytania

Reklama
Upadek Legii w liczbach, czyli najwyższa pora zacząć się niepokoić

Kiedy jesienią Legia świetnie wyglądała w Europie, wszyscy bagatelizowali znaczenie nie najlepszych wyników w lidze. Mówiło się o rotacji, zmęczeniu i problemach z motywacją, a nikt nie zwracał uwagi na niepokojącą tendencję spadkową. Co więcej, warszawianie zakończyli rundę jesienną z pięcioma porażkami i mizerną średnią 2,16 punktu na mecz, ale i tak byli liderem. Dlaczego więc ktokolwiek miałby się martwić, że zwolniony z klubu Jan Urban za swojej drugiej kadencji ani razu nie zaliczył tak słabego wyniku?

Reklama

Teraz jednak widać, że to nie był żaden wypadek przy pracy, ale stała tendencja. Berg w swojej pierwszej rundzie w Legii zdobywał 2,56 punktu na mecz, jesienią spadł do 2,16, a teraz – jeżeli wygra z Górnikiem – skończy z 1,78. Co więcej, tylko wiosną zeszłego roku Norweg miał w lidze lepsze liczby od swojego poprzednika, a w sumie pod każdym względem wypada gorzej – zdobywa mniej punktów, rzadziej wygrywa i częściej schodzi do szatni pokonany. Czyli sytuacja nie wygląda już na chwilowy kryzys, lecz na niekontrolowany zjazd po równi pochyłej.

Trudno też doszukać się jakiegokolwiek postępu u zawodników, bo praktycznie każdy wygląda gorzej niż w zeszłym roku. Świetnym przykładem jest tutaj Michał Żyro, który poprzedniej wiosny zapracował na średnią notę od Weszło na poziomie 6,7, jesienią spadł do 4,6 – co było najbardziej spektakularnym zjazdem w całej lidze – a teraz zatrzymał się na 3,5. Co więcej, średnia not legionisty za osiem ostatnich spotkań to ledwie 2,6. Aż strach pomyśleć gdzie to się wszystko zakończy.

A przecież noty skrzydłowego Legii bezpośrednio wynikają z jego boiskowej dyspozycji, czyli też z liczby goli i asyst. Dość napisać, że Żyro wraz z Kucharczykiem wypracowali w tym sezonie osiemnaście bramek, czyli o jedno trafienie mniej, niż taki Szymon Pawłowski w pojedynkę. Nie lepiej sytuacja wygląda też na innych pozycjach, bo wspólny dorobek Dudy i Sa to 25 wypracowanych bramek, a sam Kasper Hamalainen miał udział w aż 20 trafieniach. Wiadomo, że zwłaszcza Portugalczyk nie grał tyle, ile by chciał, a wcześniej o ataku Legii decydował Radović, jednak bilans ludzi odpowiadających za ofensywę Legii jest niepokojąco mizerny. Czy w tym kontekście kogoś jeszcze dziwi, dlaczego w tych rozgrywkach „Wojskowi” oglądają plecy Lecha?

Jeszcze do niedawna mówiło się, że Legia ma dwie równorzędne jedenastki, a dziś została już tylko jedna, która dodatkowo wymaga gruntownej przebudowy. Drużyna gra coraz słabiej i nie potrafi punktować nawet przy dużym szczęściu do decyzji arbitrów. W rundzie finałowej legioniści zdobyli ledwie pięć bramek, z czego ponad połowę po błędnych lub – w najlepszym razie – kontrowersyjnych werdyktach sędziowskich. Jak by to wszystko wyglądało, gdyby sędziowie nie uznali goli ze Śląskiem, Jagiellonią i Wisłą? Jakkolwiek liczyć, wychodzą nam dwa prawidłowe trafienia w sześciu decydujących meczach.

Reklama

Przed rokiem w rundzie finałowej Legia wbiła swoim przeciwnikom trzynaście goli, a teraz ma na koncie pięć, z czego trzy sprezentowane przez arbitrów. Niech to wystarczy za cały komentarz.

Fot. FotoPyk

Najnowsze

Reklama
La Liga

Rywal o Ruedigerze: Mam go przeprosić za to, że pozwolił mi przeżyć?

Patryk Idasiak
0
Rywal o Ruedigerze: Mam go przeprosić za to, że pozwolił mi przeżyć?
Piłka nożna

PZPN powinien przenieść finał Pucharu Polski. Czy to zrobi?

AbsurDB
13
PZPN powinien przenieść finał Pucharu Polski. Czy to zrobi?

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Kowal miażdży grę Widzewa Łódź! Czy Górnik zdobędzie dublet? | Kowal Supersubiektywnie

Wojtek Kowalczyk
7
Kowal miażdży grę Widzewa Łódź! Czy Górnik zdobędzie dublet? | Kowal Supersubiektywnie